Nakaz pamięci

Na mijający rok można spoglądać w różny sposób. Można przytoczyć dane liczbowe, wymienić najważniejsze wydarzenia. Postanowiłem wybrać inną formę. Wielokrotnie na tym blogu pisałem o ważnych osobistościach z życia politycznego, kulturalnego czy naukowego, które w ostatnim czasie odeszły od nas. Każda z nich była swego rodzaju przewodnikiem po różnych zawiłościach naszego świata. Z dużą wytrwałością i dystansem – nieraz powodowanym i wiekiem, i doświadczeniem – zachęcały nas do kolejnego wysiłku. Imponowały, pobudzały, czasem nieco irytowały. Mimo upływu czasu ich odejście pozostaje wyraźną wyrwą, brakiem nie do wypełnienia. Tak jest i na polu relacji polsko-niemieckich.

Mój wykaz osobistości i osobowości zmarłych w 2015 r. nie rości sobie pretensji do wyczerpania tematu. Jest to raczej osobisty wybór. Wielokrotnie o tych postaciach pisałem na swoim blogu. Część z nich znałem osobiście, wszystkie miały na mnie mniejszy lub większy wpływ. Wspomnienie ich pod koniec roku daje także szansę na moment refleksji. W naszym powszednim zagonieniu, gdy każda minuta przynosi bombardowanie różnymi informacjami, brak jest czasu, by zatrzymać się i spojrzeć wstecz. Ostatnie wieczory roku to wyjątkowa ku temu okazja.

Przejrzałem swe tegoroczne wpisy. Właściwie nie było miesiąca, bym nie wspomniał o odejściu wyjątkowej postaci. Z racji zainteresowań niemcoznawczych moją uwagę zwracały osobistości, które w sposób znaczący zapisały się w dziejach powojennych Niemiec czy relacji polsko-niemieckich. Byli wśród nich Polacy, Niemcy, ale nie tylko.

W tym roku zmarł prezydent RFN, Richard von Weizsäcker. Z pamięci pozostanie nie tylko jako autor wielokrotnie cytowanego wystąpienia z 1984 r. w 40. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Był także uważnym i życzliwym obserwatorem relacji polsko-niemieckich. Wiele uwagi poświęcono również zmarłemu kanclerzowi Helmutowi Schmidtowi. Była to nietuzinkowa postać, polityk wielkiego formatu, Praeceptor Germaniae. Zdjęcie palącego papierosa kanclerza na trwałe wpisało się do ikonicznych przedstawień polityków. Jego wypowiedzi w mediach były pilnie słuchane, traktowano go jak mędrca, dzisiaj tak potrzebnego w niełatwych czasach dla Europy czy polsko-niemieckich relacji.

Kolejny niemiecki polityk, którego odejście – mimo zaawansowanego wieku – wydało się zbyt nagłe to Egon Bahr. Był jednym z kluczowych polityków socjaldemokratycznych, chętnie uczestniczył w debatach politycznych. Byłem pod jego wrażeniem. Przed kilku laty miałem zaszczyt go gościć we Wrocławiu. Egon Bahr miał wygłosić odczyt. Nie miał ze sobą tekstu wystąpienia. Wystarczyła mu jedynie kartka z wypisanymi najważniejszymi punktami. Przemawiał ponad godzinę. Referat nadawał się od razu do publikacji. Rzadko miałem okazję wysłuchać tak spójnego i logicznego wystąpienia. Z Helmutem Schmidtem – mimo wielu różnic – mieli jedną rzecz wspólną, obaj palili namiętnie papierosy.

Kiedy w ostatnich tygodniach zastanawialiśmy się w kręgu moich znajomych i przyjaciół o przyszłości relacji polsko-niemieckich, doszliśmy do wniosku, że szczególnie będzie nam brakować dwóch ważnych głosów. W tym roku odszedł prof. Władysław Bartoszewski, ogromny autorytet, wulkan energii, bezkompromisowy w wielu sądach, ale też niesamowicie otwarty i gotowy do dialogu. Miałem okazję wielokrotnie z nim rozmawiać. Mimo rozlicznych spraw, potrafił znaleźć chwilę czasu na rozmowę, żaden z listów nie pozostał bez odpowiedzi. Zwłaszcza jeden z nich mam w żywej pamięci. Nie musiał kreślić tych słów, uznał jednak, że wymaga to, jak sam napisał, „interes narodowy“. Jego słowa, „warto być przyzwoitym“, na trwałe przeszły do tzw. skrzydlatych słów. Jakże są aktualne i dziś.

Z racji zawodowych zainteresowań i prywatnych pasji wielokrotnie sięgałem do różnych opracowań poświęconych historii Niemiec czy relacji polsko-niemieckich. Jeśli na swej zawodowej drodze spotykałem autorów wybitnych książek, traktowałem to jako wyjątkową chwilę. Jeszcze za tzw. komuny udało mi się kupić historię NSZZ Solidarność pióra Jerzego Holzera. W czasie jednego z pierwszych pobytów w RFN kupiłem niemiecką, rozszerzoną wersję, tego dzieła. Po latach poznałem nie tylko autora, lecz miałem okazję z nim współpracować w komisji podręcznikowej polsko-niemieckiej. Profesor zmarł w tym roku, pozostawiając nam trzytomową wizję dziejów XX wieku.

W relacjach polsko-niemiecko-francuskich prof. Rudolf von Thadden był wyjątkową postacią. Nasze drogi krzyżowały się wielokrotnie. Starszy, dystyngowany pan, obdarzony wielkim poczuciem humoru. W pamięci pozostaną mi ostatnie z nim rozmowy. Naznaczony już postępującą chorobą ogromnie się ucieszył, gdy dotarło do niego polskie wydanie jego wspomnień o rodzinnym Trzygłowie.

Z prof. Gerem van Roonem, znanym i cenionym historykiem dziejów niemieckiej opozycji antyhitlerowskiej, łączyły mnie różne związki. Był on moim pierwszym przewodnikiem – obok prof. Karola Joncy, historyka państwa i prawa z Uniwersytetu Wrocławskiego –, po „Gedankenwelt“ członków Kręgu z Krzyżowej, jednej z najciekawszych grup antyhitlerowskich w III Rzeszy. W pamięci pozostanie mi ostatnia wizyta w jego mieszkaniu w Amsterdamie, gdzie z dyskutowaliśmy o pracach badawczych, planach na przyszłość. W czasie tego pobytu w Holandii udało mi się odwiedzić jeszcze innego Holendra, Wima Leenmana. Informacja o jego śmierci bardzo mnie poruszyła. Był on – podobnie jak jego żona, Lien, jednym z założycieli Fundacji Krzyżowa dla Porozumienia Europejskiego. Z jego inicjatywy zrodził się pomysł obozów letnich, tzw. workcampów, w których miałem okazję uczestniczyć. To była nietuzinkowa postać. Pomimo wieku postanowił nie tylko nauczyć się języka polskiego, lecz także wygłosić po polsku kazanie (był pastorem ewangelickim). Później ta znajomość języka pomagała mu wiele razy w przełamaniu pierwszych lodów.

W roku 2015 odeszło wiele ważnych postaci. By dopełnić listę, wspomnę o jednym z pierwszych zachodnioniemieckich korespondentów nad Wisłą, Hansiejacobie Stehle, niemieckim historyku dziejów Republiki Weimarskiej oraz III Rzeszy, Hansie Mommsenie. Niemiecki laureat literackiej nagrody Nobla, Günter Grass doczekał się wielu wspomnień. Na koniec chciałbym wymienić jeszcze jednego ze starszych kolegów, prawnika, pracownika naukowego Uniwersytetu Wrocławskiego, Macieja Lisa. Jego wyważonego i mądrego głosu w debacie europejskiej będzie mi bardzo brakować, podobnie jak niegasnącego zapału do stałego myślenia o tej problematyce i miejscu Polski w zjednoczonej Europie. Warto byłoby powrócić do zainicjowanych przez niego przed laty zajęć dla szkół poświęconych edukacji europejskiej. Dzieje integracji, funkcjonowanie Europy, nasze wspólne wartości, ale też problemy to zagadnienia niezwykle aktualne. Potrzebne byłoby dawanie młodym ludziom dobrych podstaw intelektualnych do dyskutowania o Europie, jak i braniu przez nich udziału w podejmowaniu ważnych, nierzadko trudnych decyzji, które być może są przed nami.

Zob. także:

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj