Polityka symboli

Przed kilku laty opublikowałem artykuł na temat ówczesnych relacji polsko-niemieckich. Stwierdziłem w nim, że polityka symboli skończyła się. Tak mi się wydawało. Byłem przekonany, że wieloletnia intensywna współpraca i sieć wymiany uporają się z „fatalizmem wrogości“, a oba państwa w przyszłości będą kooperować na normalnych, sąsiedzkich warunkach. Dzisiaj przyznaję, że myliłem się. Moje podejście było zbyt… technokratyczne? Nadal potrzebujemy symboli. Być może pomnik poświęcony polskim ofiarom II wojny światowej spełni taką rolę.

W powojennych relacjach polsko-niemieckich można wskazać kilka ważnych wydarzeń o symbolicznym znaczeniu. Były to: list biskupów polskich z 1965 r., uklęknięcie kanclerza RFN, W. Brandta przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie w 1970 roku, tzn. akcja paczek z początku lat 80. oraz msza pojednania w Krzyżowej w 1989 roku. Choć każde z nich dzieliły lata, widoczna była także wyraźna nić przewodnia. Była nią II wojna światowa i jej skutki. Przywołując historię, odwoływano się do doświadczeń pokoleń w niej uczestniczących. Gest polityczny o wymiarze moralnym miał być zwróceniem uwagi na potrzebę i konieczność dialogu, bez którego nie można było rozwijać normalnych relacji między sąsiadami. Msza w Krzyżowej z udziałem kanclerza Kohla i premiera Mazowieckiego miała jeszcze inne – jak się wydaje – znaczenie.

Wojna nie miała już dzielić nieodwołalnie Polaków i Niemców, a być ostrzeżeniem na przyszłość, wezwaniem do pracy na rzecz zbliżenia, pojednania jako podstaw trwałego pokoju. Naturalnie nie wiódł do tego jednorazowy akt, ograniczony do samego wydarzenia, lecz zapoczątkowany nim proces, który – mimo korzystnie zmienionych po 1989 roku warunków rozwoju sąsiedztwa polsko-niemieckiego – dalej nie jest zakończony. Można w tym kontekście zadać pytanie, dlaczego tak się stało? Jak wyjaśnić fakt, że ponad 70 lat po zakończeniu II wojny światowej stale kładzie się ona cieniem na relacjach polsko-niemieckich?

Odpowiedzi może być kilka. W odróżnieniu od I wojny światowej, która była dla Polaków „obcą wojną“, niemalże ledwie wstępem do odzyskania niepodległości, II wojna była „naszą“, dotknęła każdą polską rodzinę. Ogrom strat osobowych i materialnych włącznie z utratą połowy przedwojennego terytorium był jej ciężkim dziedzictwem, przed wiele dziesiątków lat niezabliźnioną raną.

Jest jeszcze i inny powód. Jest nim zmiana generacji w Polsce i Niemczech. Każdego dnia odchodzą od nas świadkowie wydarzeń, którzy dotąd pełnili rolę strażników pamięci. Nie tylko opowiadali o swym losie, ale też często byli moderatorami w ożywionych dyskusjach między „młodymi“, ostrzegali przed zagrożeniami. Ich głos z racji wieku jest coraz słabszy, za kilka lat pozostaną po nich tylko utrwalone w różnej formie wspomnienia. Czy ich wysiłki poszły na marne?

Aktualny stan relacji polsko-niemieckich budzi zaniepokojenie. Znaleźliśmy się w ślepej uliczce. Jak z niej wyjść? W przestrzeni publicznej jedni politycy i dziennikarze podgrzewają emocje, bez skrupułów niszcząc dorobek kilku dekad. Inni zaklinają rzeczywistość, udając, że ta dewastacja nie ma miejsca lub nie jest groźna. A przecież podważa się systematycznie osiągnięte sukcesy, deprecjonuje działalność wielu życzliwych i bezinteresownych osób, z góry zakłada złą wolę jako motyw działania. Niesprawdzone informacje, bezpodstawne czy przesadzone zarzuty, wątpliwie uzasadniane roszczenia stają się elementami publicznego poruszania tak ważnego tematu.

Inicjatywa budowy pomnika w centrum Berlina, który ma być poświęcony polskim ofiarom II wojny, została podniesiona w tym okresie ochłodzenia. Nie jest to oczywiście pomysł nowy, warto choćby wspomnieć o zabiegach nieżyjącego już prof. Władysława Bartoszewskiego w tym zakresie. Tym razem jest to jednak inicjatywa niemiecka, wypływająca z potrzeby społeczeństwa obywatelskiego. O powodach zgłoszenia tego pomysłu mówił ostatnio w wywiadzie były przewodniczący Bundestagu, Wolfang Thierse:

To nie jest pierwszy powód realizacji pomysłu pomnika (na pytanie dziennikarza o możliwość poprawy relacji polsko-niemieckich). Jeśli go zbudujemy i jeśli dyskusja na ten temat przebiegnie pozytywnie w Berlinie i Niemczech, z pewnością nie będzie to szkodzić relacjom polsko-niemieckim. Wiem, że w Polsce jest dużo osób, które uważają, że my, Niemcy niezbyt należycie upamiętniamy cierpienia Polaków w czasie II wojny światowej pod terrorem nazistowskim i niezbyt wystarczająco doceniamy ich wkład w pokonanie narodowego socjalizmu i komunizmu. Te uczucia – tym się kieruję – powinniśmy jako sąsiedzi w końcu poważnie potraktować.

Poniżej zamieszczam tekst apelu po polsku i niemiecku oraz wykaz sygnatariuszy, popierających wzniesienie w centrum Berlina nowego pomnika.

Apel. Do Bundestagu i niemieckiego społeczeństwa

Aufruf. An den Deutschen Bundestag und die deutsche Öffentlichkeit

Sygnatariusze Apelu / Unterzeichner des Aufrufs

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Sławomir Tryc

    Przyznam się, że mam w tej kwestii mieszane uczucia. Z jednej strony należy niezwykle wysoko docenić inicjatywę, której skutkiem jest dość intensywnie obecna w niemieckich mediach dyskusja i wypowiadane przy tej okazji oceny, jak na przykład ta b. przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Thiersego w pierwszym programie niemieckiej telewizji, który mówiąc o 6 milionach polskich ofiar podkreślił, że „zbyt mało wiemy o cierpieniach, jakie zadaliśmy Polakom”. Ponadto gremium, które się wokół tego projektu zawiązało jest niezwykle szacowne, mających przełożenie zarówno na świat polityki, jak i nauki oraz kultury.

    Jaki mam z tym kłopot: znam wszystkie bodaj miejsca pamięci w Berlinie i Brandenburgii, a także ważniejsze na terenie Niemiec. I są to w większości miejsca martwe, które ożywają okazjonalnie, podczas rocznic, wizyt szkolnych, oraz, coraz rzadziej, przy okazji wizyt świadków wydarzeń. Chyba, że leżą one, jak np. Pomnik Pomordowanych Żydów Europy i parę jeszcze innych przy głównych trasach turystycznych Berlina. A miejsce, jakie się planuje, na terenie b. dworca Anhalter Bahnhof (obecnie trawnik), naprzeciwko centrum dokumentującego europejskie wypędzenia, do takich raczej nie należy. Ponadto centrum owo pozostawać z nim może, zamiast współgrać czy też nawet uzupełniać symbolikę pomnika, w jakimś sensie w opozycji.

    Kwestia druga, która jest z tym związana, to sprawa roli, jaką ten pomnik, wzgl. pomniki pamięci w ogólności mogą lub powinny spełniać w przestrzeni publicznej. Peter Eisenman dał się przekonać ówczesnemu sekretarzowi stanu ds. kultury i mediów Michaelowi Neumannowi, by jego projekt Pomnika Pomordowanych Żydów Europy uzupełnić o miejsce edukacyjne, nazywane dziś Ort der Information. Byłem tam kilkukrotnie, za każdym razem pozostając pod wrażeniem zarówno koncepcji wystawy, jak i realizowanego przez młodych ludzi programu badawczego oraz edukacyjnego.

    Do czego dążę: pomniki stają się w Berlinie (a może i nie tylko), w moim mniemaniu, coraz słabiej oddziałującym miejscem pamięci, edukacji a także identyfikacji. Choćby ze względu na ich inflacjogenny charakter. Powinniśmy dążyć do tego, żeby w pakiecie, i to w pobliżu, znalazło się miejsce informacyjno-edukacyjne, które oferowałyby swoje usługi szkołom, wycieczkom etc. Narzuca się oczywiście budynek naprzeciwko … 🙂 Bez uwzględnienia części edukacyjnej (a może nawet dokumentacyjno-edukacyjnej) powstanie następny z serii osamotnionych pomników berlińskich, pomnik-alibi, który ze względu na położenie oraz dokonaną w Berlinie kilkanaście lat temu, przy okazji dyskusji nad projektem Eisenmanna hierarchizację ofiar, ożywać będzie jedynie okazjonalnie. Czy o to naprawdę nam chodzi?

  2. Należy jak najbardziej docenić niemiecką inicjatywę budowy pomnika, który ma być poświęcony polskim ofiarom II wojny światowej. Im więcej tego typu działań komemoracyjnych, tym lepiej dla dobra wzajemnych relacji. Niemniej wypadałoby jeszcze dopowiedzieć, że na aktualny stan stosunków polsko-niemieckich wpływają nie tylko nierozważne, pełne emocji wypowiedzi niektórych polityków oraz tendencyjne, często krzywdzące niemiecką stronę komentarze wybranych publicystów. Przede wszystkim szkodliwy wpływ na wzajemne kontakty obu państw ma pojawiający się co jakiś czas w niemieckich agencjach prasowych i podręcznikach szkolnych do historii termin „polskie obozy koncentracyjne” lub „polskie obozy zagłady”. To szokujące określenie nie jest znane od dziś i nie było/jest używane tylko w Niemczech, ale jest to coś, co zdecydowanie bardziej wpływa na postrzeganie Niemiec przez Polaków niż jakaś bezsensowna wypowiedź polityka czy krzykliwy tekst dziennikarza. Termin „polskie obozy koncentracyjne” jest kompletnie niezręczny, bo wzbudza wielkie, negatywne emocje wśród Polaków. I ta emocjonalność ma swoje odzwierciedlenie we wzajemnych relacjach. Szkoda, że w ogóle Pan nawet nie zasygnalizował tego problemu w swoim wpisie.

  3. Urszula Ptak

    Jeszcze trzeba wspomnieć o Memorandum Wschodnim, to był ważny dokument. A odnosząc się do idei pomnika i tła politycznego jakie mamy aktualnie, to można pogratulować niemieckim inicjatorom wstrzelenia się w czas. Temat wydawałoby się, który odchodzi w niepamięć i przeszłość z podręczników, rozpala emocje. Może to będzie plaster na polskie nigdy niezagojone rany i kompleks niedocenionej ofiary. Badania Barometru wskazywały latami systematyczne budowanie pozytywnego wizerunku Niemca w Polsce, teraz oglądamy ruinę tych starań. Może pomnik będzie jakimś argumentem…

Skomentuj