Opuszczony Bismarck

O

W hamburskim hotelu otrzymałem wodę mineralną „Bismarck”. Nie powiem — smakowała po podróży dobrze, choć podczas konsumpcji towarzyszyło mi trochę dziwne uczucie (ale – w końcu są też śledzie a la Bismarck). Napój zachęcił mnie do obejrzenia pomnika kanclerza II Rzeszy z bliska. Poprzednio nie miałem takiej możliwości — spojrzałem jedynie ku niemu z wieży kościoła św. Michała (Hauptkirche St. Michaelis), słynnego „Michela”.

Kolonialne ślady w „Michelu”

Moją uwagę zwróciła wówczas tablica upamiętniająca poległych w niemieckich wojnach kolonialnych. Zawieszona na jednym z filarów jeszcze w 1913 roku, poświęcona jest hamburczykom, którzy zginęli „za Cesarza i Rzeszę” w Chinach i Afryce. W rzeczywistości polegli nie za ojczyznę, a m.in. podczas brutalnego tłumienia powstania Herero i Nama w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej.

Kościół św. Michała nie próbuje jednak tej historii ukrywać ani wybielać. Tuż obok umieszczono materiały wyjaśniające historyczny kontekst i wprowadzające zwiedzających w trwającą debatę o niemieckiej przeszłości kolonialnej. To dojrzałe podejście: zamiast usuwać kłopotliwe świadectwa przeszłości i “spuszczać zasłonę milczenia”, próbuje się je objaśniać i poddawać krytycznej refleksji.

Monument bez właściciela – Pomnik Bismarcka

Sam pomnik robi przykre wrażenie.

Trzydziestopięciometrowy kolos z granitu z Schwarzwaldu, wyremontowany niedawno za dziewięć milionów euro, wydaje się opuszczony i zapomniany. Wszechobecne graffiti, walające się butelki i ślady nocnych libacji zatarły już ślady renowacji. Monument stoi jak relikt obcej historii — zbyt wielki, by go usunąć, i zbyt obciążony historią, by można go było po prostu podziwiać i traktować jako atrakcję.

Zainteresowani przeszłością miejsca mogą obejrzeć wystawę poświęconą dziejom i „trudnemu dziedzictwu” pomnika. Mało kto pamięta, że jest on w środku pusty. Pod figurą Bismarcka znajduje się wysoki, cylindryczny hall ukryty we wnętrzu cokołu. W czasach narodowego socjalizmu przebudowano go na schron przeciwlotniczy dla kilkuset osób. Do dziś zachowały się tam malowidła ze swastykami, orłami i cytatami Bismarcka. Po wojnie wnętrze przez pewien czas służyło jako schronienie dla bezdomnych, później zostało zamknięte. Także ta historia pokazuje, jak kolejne epoki próbowały nadawać monumentowi nowe znaczenia i funkcje.

Postanowiłem poszukać więcej informacji — i szybko okazało się, że nie chodzi tu o kolejny pomnik niemieckiej historii XIX w. i upamiętnienie „żelaznego kanclerza”. Hamburski Bismarck, na co nie wskazuje być może jego zaniedbane otoczenie, jest dziś jednym z ważniejszych miejsc niemieckiego sporu o kolonializm i pamięć historyczną.

Hamburg i kolonialne imperium

Pomnik odsłonięto w 1906 roku jako dowód wdzięczności hamburskich elit kupieckich dla twórcy zjednoczonych Niemiec. Ale Hamburg początku XX wieku był jednocześnie jednym z głównych centrów niemieckiego handlu kolonialnego. W komitecie budowy zasiadali kupcy zaangażowani w interesy w Afryce — Adolph Woermann, Ludwig Lippert czy bankier Max Schinckel, współfinansujący linie żeglugowe do Kamerunu i Afryki Wschodniej. Monument ustawiono nad portem, symbolicznie zwracając go ku zamorskim szlakom handlowym.

Hamburskie mieszczaństwo chciało w ten sposób pokazać, że potęga gospodarcza miasta i umacnianie niemieckiego państwa narodowego oraz jego imperialna ekspansja są ze sobą ściśle związane.
W niemieckiej pamięci Bismarck przez długi czas funkcjonował przede wszystkim jako twórca Rzeszy i mistrz polityki europejskiej. Polskie wątki w polityce „żelaznego kanclerza” pomijam celowo — były już wielokrotnie opisywane i pozostają dobrze znane.

Dopiero od kilku lat coraz częściej przypomina się jego rolę w zakładaniu niemieckiego imperium kolonialnego oraz znaczenie podczas konferencji berlińskiej z lat 1884–1885, podczas której europejskie mocarstwa podzieliły Afrykę między siebie.

Historycy zwracają uwagę, że choć sam Bismarck długo odnosił się do kolonializmu z rezerwą — jeszcze w 1881 roku deklarował, że „dopóki jest kanclerzem, Niemcy nie prowadzą polityki kolonialnej” — to właśnie za jego rządów Niemcy stały się mocarstwem kolonialnym.

Spór o pamięć

W ostatnich latach kolos stał się przedmiotem gwałtownych debat. Gdy w 2020 roku ruch Black Lives Matter zaczął zwracać uwagę na kolonialne pomniki w całej Europie, część środowisk domagała się wstrzymania trwającej wówczas renowacji a nawet usunięcia figury. Inni proponowali „odheroizowanie” monumentu — uczynienie z niego nie neutralnego zabytku czy atrakcji turystycznej, lecz miejsca krytycznej refleksji nad kolonializmem i przemocą symboliczną.

Rozpisano konkurs na „artystyczną interwencję”, do którego wpłynęło kilkadziesiąt projektów — od ironicznych po bardzo poważne. Ostatecznie jury nie wyłoniło zwycięzcy, uznając zadanie za praktycznie nierozwiązywalne w ramach obowiązujących przepisów o ochronie zabytków. Hamburski Senator ds kultury Carsten Brosda mówił przy tej okazji o potrzebie wywołania u oglądającego „poczucia dyskomfortu” — Störgefühl.

Hamburg zdecydował się więc na rozwiązanie pośrednie: zachowanie monumentu i stopniowe obudowywanie go nowymi kontekstami interpretacyjnymi. Pytanie tylko, czy to wystarcza. Patrząc na Bismarcka górującego nad portem, miałem wrażenie, że miasto nadal nie bardzo wie, co z nim zrobić. Z jednej strony wydano miliony na renowację, z drugiej pozostawiono go w przestrzeni niemal opuszczonej, jakby trochę zawstydzonej własną historią.

Trudne dziedzictwo

A może właśnie to czyni ten monument dziś ciekawszym niż kiedyś — nie jako obiekt kultu, lecz jako znak niemieckiego sporu z kolejnym rozdziałem własnej przeszłości, tym razem kolonialnej, długo wypieranej, a dziś coraz mocniej powracającej do debaty publicznej.

I może dlatego ten sfatygowany dziś kolos, obcesowo traktowane upamiętnienie “Wielkiego Niemca”, mówi o współczesnych Niemczech więcej niż wiele nowych pomników czy wystaw.

Fotografie pomnika i jego otoczenia zamieściłem na moim blogu fotograficznym.

Korzystałem także: Jürgen Zimmerer, Kim Sebastian Todzi, Bismarck in Hamburg. Deutschlands höchstes Kolonialdenkmal w: Hamburg: Tor zur kolonialen Welt Erinnerungsorte der (post-)kolonialen Globalisierung, hrsg. von Jürgen Zimmerer, Kim Sebastian Todzi, Göttingen 2021, s.445-461.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

professor of modern history, photographer - @blogifotografia, blogger - @blogihistoria and podcaster - @2hist1mikr. Personal opinion

komentarze

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

  • Wszystko to świadczy przede wszystkim o w znacznym stopniu podkopanej samoocenie Niemców w wyniku trwającej od dziesięcioleci antynarodowej propagandy naszych własnych „elit”, ale nie w ostatniej kolejności dzięki waszej i innych propagandzie historycznej. Nasze Cesarstwo nie ma sobie nic do zarzucenia, czego nie popełniliby w co najmniej takim samym stopniu Brytyjczycy i Francuzi (a proszę nawet nie zaczynaj od Polenpolitik – Anglicy robili to same w Walii i Szkocji, a Francuzi w Korsyce i Flandrii, a później wy na kresach). Dla samego Bismarcka – co wyraźnie odróżniało go od innych polityków tamtych czasów – ambicje kolonialne były zresztą całkowicie drugorzędne; dopiero inni uczynili go później kolonialnym wizjonerem.

    A co do was, to tylko przypadkiem to wy nie mieliście własnych kolonii, chociaż po 1918 r. bardzo o nie się staraliście. W Polsce jest jednak i tak mnóstwo wątpliwych pomników i „miejsc pamięci”, którymi moglibyście się kiedyś krytycznie zająć. Ale jak wiadomo, jesteście w pełni niewinni, wasz nacjonalizm i militaryzm to tylko jakieś dobre tradycyjne zwyczaje, a wolicie wkraczać w krajobraz pamięci innych narodów – dopóki wam na to pozwolą.

    • Dziękuję za ten komentarz. Pozwolę sobie jednak na krótką polemikę, ponieważ mam wrażenie, że mój tekst został odczytany bardziej jako oskarżenie pod adresem Niemiec niż jako próba pokazania współczesnych sporów o pamięć historyczną i znaczenie pomników we współczesnej kulturze pamięci.

      Tymczasem obecna debata o kolonializmie niemieckim nie polega na udowadnianiu wyjątkowej „winy Niemców”, lecz na krytycznej refleksji nad własną historią — podobnej do tej, którą od lat prowadzą także Brytyjczycy, Francuzi czy Belgowie. W tym sensie Hamburg nie jest wyjątkiem, lecz częścią szerszego europejskiego procesu.

      Nigdzie też nie napisałem, że Polska nie powinna krytycznie patrzeć na własną historię czy własne miejsca pamięci. Wręcz przeciwnie — dojrzała kultura pamięci polega właśnie na zdolności do krytycznej refleksji nad własną przeszłością, a nie wyłącznie cudzą.

      Problem polega jednak na czymś innym: dla części środowisk każda próba rozmowy o kolonializmie, nacjonalizmie czy przemocy symbolicznej jest automatycznie odbierana jako „antynarodowa propaganda”. To dość skutecznie zamyka możliwość spokojnej debaty historycznej.

      Co do polskich miejsc pamięci — chętnie podejmę tę rozmowę osobno, choć zauważam, że argument ten pojawia się tutaj raczej jako próba odwrócenia uwagi od głównego tematu dyskusji.

      A sam Bismarck jest tutaj ciekawy właśnie dlatego, że kolejne epoki nadawały mu różne znaczenia — od symbolu jedności narodowej, przez ikonę imperialnych Niemiec, aż po obiekt współczesnych sporów o kolonializm i pamięć historyczną. I o tym był mój tekst.

Krzysztof Ruchniewicz

professor of modern history, photographer - @blogifotografia, blogger - @blogihistoria and podcaster - @2hist1mikr. Personal opinion

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt

Translate »