Kyffhäuser. Pomnik, historia i mit

K

W drodze do Wrocławia zatrzymałem się w Turyngii, by zobaczyć Pomnik Kyffhäuser (Kyffhäuserdenkmal). Znajduję się on w Parku Przyrody o tej samej nazwie, na wysokości 420 metrów nad poziomem morza, niedaleko Bad Frankenhausen — niewielkiego uzdrowiska w południowej części gór Kyffhäuser, przy granicy z Saksonią-Anhalt. Pomnik stoi w miejscu dawnego zamku cesarskiego Kyffhäuser. Droga na szczyt prowadzi stromymi zakrętami przez zalesione wzgórza, a sam monument wyrasta nad krajobrazem. To trzeci co do wielkości pomnik w Niemczech — wznosi się na 81 metrów, ustępując jedynie Pomnikowi Bitwy Narodów w Lipsku i Pomnikowi Cesarza Wilhelma w Porta Westfalica. Wszystkie trzy zaprojektował ten sam architekt, Bruno Schmitz. To nie jest pomnik jakich wiele — to monumentalna inscenizacja określonej interpretacji historii Niemiec.

Kompozycja i język symboli

Centrum kompozycji, wzniesionej w latach 1890–1896, zajmuje konny posąg Wilhelma I, cesarza zjednoczenia Niemiec w 1871 roku. Po jego lewej stronie klęczy kobieca alegoria historii, po prawej germański wojownik w skrzydlatym hełmie. Poniżej, wynurzając się jakby z wnętrza góry, siedzi Fryderyk I Barbarossa — napięty, z zaciśniętymi palcami, twarz ma pooraną zmarszczkami. To nie jest wyciszony „cesarz pokoju”, lecz postać szykująca sie do przebudzenia. Całość otaczają rycerze, lwy, kruki i furie — gęste bestiarium dziewiętnastowiecznej mitologii narodowej.

Architektura i rzeźba współdziałają w jednym celu: stworzyć wrażenie ciągłości między średniowiecznym imperium a świeżym cesarstwem wilhelmińskim. Jak zauważa literaturoznawca Hendrik Heimböckel, narodowy mit nie jest odkryciem, lecz konstrukcją — powstaje poprzez selekcję obrazów, symboli i opowieści, nie odsłania tożsamości, lecz ją wytwarza. Kyffhäuser jest tego mechanizmu szczególnie czytelnym przykładem.
Mit jako konstrukcja

Legenda głosi, że Barbarossa śpi w głębi tej góry i powróci w chwili największego zagrożenia, by zjednoczyć Rzeszę. Mit ten, obecny w kulturze niemieckiej od średniowiecza, przeżył szczególny renesans w XIX wieku, zwłaszcza po zjednoczeniu Niemiec w 1871 roku.

Wilhelm I został w reaktywowanej opowieści obsadzony jako jej historyczne spełnienie: „Barbablanca”, Białobrody, reinkarnacja Barbarossy. Heimböckel interpretuje tę narrację jako mesjańską: jej celem jest stworzenie wrażenia, że historia osiągnęła punkt kulminacyjny, po którym zmiana nie jest ani potrzebna, ani możliwa.

Mit ponadnarodowy

Warto w tym miejscu zauważyć, że motyw śpiącego władcy, który powróci w chwili największego zagrożenia, nie jest wyłącznie niemiecki. Należy do wspólnego dziedzictwa europejskiego. W Polsce analogiczną funkcję pełni legenda o rycerzach śpiących w jaskiniach pod Giewontem — śni w nich wojsko gotowe bronić polskiej ziemi, gdy nadejdzie właściwy czas.

Pytanie budzącego się rycerza brzmi niemal identycznie jak w legendzie o Barbarossie: „Czy nadszedł już czas?” Podobne podania wiążą się z Karolem Wielkim, Rolandem czy węgierskim królem Maciejem Korwinem.

Różnica między tymi tradycjami jest jednak istotna. Legenda tatrzańska pozostała w sferze folkloru i tożsamości regionalnej — nie została zinstytucjonalizowana politycznie. Mit Barbarossy natomiast został świadomie przekuty w program: najpierw przez wilhelminizm, potem przez weimarski rewizjonizm, następnie przez nazizm, a dziś przez skrajną prawicę.

To właśnie ta droga — od legendy do pomnika, od pomnika do polityki — czyni Kyffhäuser przypadkiem szczególnym w europejskim krajobrazie pamięci.

Cztery epoki funkcjonowania mitu

Od samego początku mit ten miał wymiar polityczny. Już w latach 80. XIX wieku u podnóża przyszłego pomnika gromadziły się związki studenckie o charakterze nacjonalistycznym i antysemickim, tworząc „Kyffhäuser-Verband”.

W okresie Republiki Weimarskiej miejsce to przekształciło się w przestrzeń mobilizacji środowisk rewizjonistycznych. Po klęsce 1918 roku i upadku monarchii pomnik stał się jednym z symbolicznych punktów odniesienia dla tych, którzy odrzucali porządek wersalski i republikę jako taką. Wokół niego krzepł tzw. „Kyffhäusergeist” — nastroje odwołujące się do mitu zdrady i oczekiwania na odrodzenie.

W III Rzeszy pomnik został włączony w symbolikę państwową, choć nie bez pewnych napięć. Do jego struktury dodano elementy nazistowskie, w tym popiersie Hitlera i nowe inskrypcje. Jednocześnie reżim dążył do stworzenia własnej estetyki i nie w pełni identyfikował się z monarchistycznym dziedzictwem. Mimo to Kyffhäuser funkcjonował jako użyteczna przestrzeń ideologiczna, w której mit Barbarossy można było reinterpretować w duchu narodowosocjalistycznym.

Po 1945 roku pomnik znalazł się w granicach NRD i stał się obiektem trudnym do zagospodarowania — zbyt obciążonym nacjonalistyczną i nazistowską przeszłością, by go celebrować, a zarazem zbyt monumentalnym, by go usunąć. Ciekawym śladem tej epoki jest relief przy wejściu z pierwszymi wersami hymnu NRD — „Auferstanden aus Ruinen” Johannesa Bechera. Podczas mojej wizyty nie znalazłem żadnego objaśnienia jego obecności. Ta warstwa historii pozostaje niemal niewidoczna.

Po zjednoczeniu Niemiec pomnik przez długi czas funkcjonował głównie jako cel turystyczny. Jednak w ostatnich latach ponownie nabrał znaczenia politycznego. Od 2015 roku środowiska związane z AfD zaczęły organizować tu regularne spotkania. Björn Höcke wzywał wprost do „ponownego zawłaszczenia mitu” i „czerpania siły z mitów w czasach przełomu”.

Kyffhäuser stał się jednym z punktów odniesienia dla nowej symboliki politycznej, w której odwołanie do historii po raz kolejny służyć ma mobilizacji i budowaniu tożsamości. Kierownictwo muzeum oficjalnie zdystansowało się od tych zgromadzeń — co pokazuje, że rozbieżność między miejscem a jego politycznym wykorzystaniem nadal istnieje i brak pomysłu na jego “rozbrojenie”.

Czego zabrakło w ekspozycji

Wystawy wewnątrz wieży są poprawne w przekazie i miejscami nawet interesujące. Brakuje jednak wyraźnej osi interpretacyjnej. Zwiedzający otrzymuje informacje o poszczególnych epokach, ale nie dostaje odpowiedzi na pytanie zasadnicze: dlaczego ten konkretny mit był tak trwały i tak podatny na kolejne reinterpretacje. Historia jest tu raczej zasygnalizowana niż opowiedziana.

Przemilczenie reliefu z hymnem NRD jest tego dobrym przykładem. Nie chodzi o detal, lecz o sposób myślenia o przeszłości. Kyffhäuser pokazuje bowiem, jak w jednym miejscu nakładają się na siebie różne projekty historyczne — cesarski, nacjonalistyczny, nazistowski, socjalistyczny i współczesny — z których każdy próbował ten sam mit wykorzystać na własny sposób.

Warto tu przyjechać — nawet jeśli na wiele pytań ekspozycja nie odpowiada. Kyffhäuser nie jest tylko pomnikiem. To miejsce, w którym widać, jak historia przekształca się w mit, a mit — w narzędzie polityczne. I jak trudno się od niego uwolnić, gdy raz zostanie zapisany w kamieniu i historycznej pamięci.

 

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

professor of modern history, photographer - @blogifotografia, blogger - @blogihistoria and podcaster - @2hist1mikr. Personal opinion

Krzysztof Ruchniewicz

professor of modern history, photographer - @blogifotografia, blogger - @blogihistoria and podcaster - @2hist1mikr. Personal opinion

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt

Translate »