Historyczne analogie

H

Za kilka dni będziemy obchodzić 50 rocznicę uklęknięcia zachodnioniemieckiego kanclerza, Willy’ego Brandta przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. W Niemczech przygotowania do rocznicy idą pełną parą. Niemiecka mennica wypuściła monetę 2 euro z sylwetką klęczącego kanclerza, natomiast niemiecka poczta wprowadziła do obiegu znaczek o wartości 110 centów także z tym wizerunkiem. Czy w Polsce przygotowuje się podobne działania? Ponieważ takie rzeczy planuje się z dużym wyprzedzeniem, pytanie jest z rodzaju retorycznych. Czy nasi rządzący mają jakiś problem z tą rocznicą i jej odpowiednim upamiętnieniem? Jaki jest stan relacji między obu państwami? Jakie różnice w relacjach polsko-niemieckich istnieją między rokiem 1970 a 2020? Choć dzisiaj wpływają na nas inne uwarunkowania, kwestia braku należytego zrozumienia symbolicznego gestu niemieckiego polityka i noblisty nasuwa mimo wszystko pewne analogie.

Uznanie granicy na Odrze i Nysie w pierwszej kolejności

Polscy komuniści, z architektem Układu normalizacyjnego, Władysławem Gomułka musieli być zaskoczeni. Relacje między PRL a RFN nie istniały od 1949 r., czyli powstania zachodniego państwa niemieckiego. Obsesją generacji Gomułki (czemu nie należy się dziwić) było dążenie do oficjalnego uznania przebiegu wyznaczonej w 1945 r. granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie także przez RFN, nie sąsiadującej przecież z Polską. Była uznawana jedynie przez ZSRR, a po utworzeniu NRD w 1949 r., także i przez to państwo.

Jednak oba kraje, mimo różnicy potencjału i znaczenia, wiązały z tym uznaniem własne interesy i nie wahały się użyć presji, jeśli wydawało im się, że mogą być zagrożone. Czyniła tak Moskwa, która jeszcze w …. 1965 roku podpisała osobną umowę z Polską w sprawie granicy polsko-niemieckiej (jaki był sens prawnomiędzynarodowy tego aktu powinni się wypowiedzieć specjaliści)1.

Natomiast NRD po wydarzeniach październikowych 1956 r. wielokrotnie podkreślała, że – obok ZSRR – jest jedynym gwarantem granicy. Przykładem gry tą kartą było wysunięcie w 1969 roku propozycji podpisania nowego układu między PRL a NRD, który – jak przewidywano w projekcie – miał obowiązywać tylko przez dziesięć lat. Negatywna reakcja Gomułki na tą dziwaczną propozycję była już tylko formalnością2.

Deficyt pojednania

Można zadać pytanie, czy państwa mogą się jednać? Z pewnością nie, choć ich przedstawiciele, politycy, często korzystali / korzystają z symbolicznych gestów, które mogą mieć taki charakter. Stają się one manifestacją intencji, które wymagają reakcji. Zachodnioniemiecki kanclerz musiał wszystkich w Warszawie zaskoczyć. W relacjach polsko-niemieckich chciał pójść wielki krok dalej.

Uznanie granicy na Odrze i Nysie i zapowiedź nawiązania stosunków dyplomatyczny nie były wszystkim. Ale czy rządzący w Polsce byli zainteresowani ofertą pojednania wysuniętą przez zachodnioniemieckiego kanclerza? Czy chcieli porzucić antyzachodnioniemiecką propagandę, która przedstawiała Bonn jako państwo rewizjonistyczne i rewanżystowskie i trafiała przynajmniej do części polskiego społeczeństwa?

Polskim rządzącym chodziło raczej o załatwienie konkretnych spraw, ale bez daleko idącej rewizji obrazu Niemiec (zachodnich). Należy mieć wszakże na uwadze, że nie tylko sprawa pojednania (aktu moralnego, nie tylko politycznego) była trudna do zaakceptowania, także używanie określenia normalizacja budziło w następnych latach sporo kontrowersji.

W planach komunistów trudno było pomijać RFN jako potęgę gospodarczą, z pomocą marek zachodnioniemieckich miano zmodernizować socjalistyczną gospodarkę. I to miało w praktyce międzypaństwowych relacji wystarczyć. Nie stroniono też przed wątpliwymi umowami, jakimi był de facto handel ludźmi, czyli wyrażenie zgody na wznowienie wyjazdów Niemców z Polski w zamian za przyznanie dodatkowych pożyczek na korzystnych warunkach.

Polska jako ofiara

Do instrumentalnego podejścia władzy w sprawie relacji polsko-niemieckich dochodziła jeszcze inna kwestia. Bezsprzecznie Polska była pierwszą i niezwykle boleśnie doświadczoną ofiarą II wojny światowej. Polska propaganda na każdym kroku podkreślała ten fakt, co spotykało się z pełną aprobatą jej obywateli, mających we własnych rodzinach ofiary niemieckiej okupacji.

Czy jednak wobec gestów pojednawczych ze strony RFN nie należało przyznać, że państwo to się zmienia, że przyznaje się do moralnej odpowiedzialności za zbrodnie III Rzeszy?

Można odnieść wrażenie, że taki sposób postrzegania nie był nikomu na rękę, ani władzom, ani społeczeństwu (w każdym razie poważnej jego części). Wykonane w grudniu 1970 r. zdjęcie klęczącego Brandta w poruszającym geście skruchy nie obiegło Polski. Partyjna gazeta „Trybuna Ludu” zadowoliła się jedynie krótkim zdaniem o złożeniu wieńca pod Pomnikiem Bohaterów Getta. Ani słowa o uklęknięciu.

By pojednanie mogło dojść do skutku, potrzebne są dwie strony. Wyrażająca ekspiację i ją przyjmująca, przebaczająca. W tym przypadku tylko jedna wystąpiła z taką inicjatywą (pozostawiam na boku list biskupów polskich z 1965 r., ponieważ nawet wielu polskich katolików się dystansowało wobec niego).

Czy gest ten był niepotrzebny? W przypadku zachodnioniemieckiego społeczeństwa także wywołał spore kontrowersje, potwierdzają to wyniki badań ankietowych przeprowadzonych po powrocie Brandta z Polski. Mimo iż zachowanie kanclerza budziło kontrowersje, z biegiem czasu zostało zaakceptowane. Do niego nawiązywali inni politycy niemieccy, podejmujący się pracy na rzecz poprawy relacji polsko-niemieckich już współcześnie.

Analogie

Czy brak upamiętnienia 50. rocznicy w Polsce rządzonej przez PiS jest przypadkowy? Jak wytłumaczyć taką postawę? Od kilku lat wrze antyniemiecka polityka, która jest wykorzystywana najczęściej do załatwiania wewnętrznych spraw. Objawia się to przede wszystkim w sytuacjach, gdy polityka rządzących jest krytykowana na forum europejskim.

W takich sytuacjach trzeba znaleźć winnego. Ponieważ część Polaków, jak się okazuje, nie przepracowała przeszłości i jest przywiązana do trwania w perspektywie dziedzicznych ofiar, zmiana nie wchodzi w rachubę.

Czy przeciętny Polak potrafi docenić gest Brandta (jeśli w ogóle wie, o co chodzi?). Czy ma to dla niego jakiekolwiek znaczenie?

W tym kontekście analogie cisną się same. Polska dzisiaj nie jest zainteresowana kwestiami pojednania, interesuje się natomiast pozyskiwaniem jak największych środków, bez uwzględnienia jakichkolwiek warunków. Czy ignorowanie wartości ogólnoeuropejskich jest jednak dla nas opłacalne i słuszne? Za chwilę takie podejście może się strasznie zemścić. Grożenie wetem w UE niczego konstruktywnego nie wnosi, pogłębia jeszcze izolację kraju (Węgry orbanowskie to sojusznik mocno wątpliwy).

Polska jest coraz częściej porównywana z Białorusią, co boli, ale czy powinno zaskakiwać?

Przypisy:

  1. Po raz pierwszy ZSRR uznawał pod względem formalnoprawnym zachodnią granicą Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Zob. Układ między PRL a ZSRR o przyjaźni, współpracy i wzajemnej pomocy, podpisany w Warszawie z 8 kwietnia 1965 r. (DzU nr 20 poz. 131). Faktycznie utracił moc 22 maja 1992 r. ↩︎
  2. Szerzej zob. Mieczysław Tomala, Patrząc na Niemcy. Od wrogości do porozumienia 1945-1991, Warszawa 1997, s. 179. ↩︎

 

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • Bardzo dobre wypunktowanie przez prof. Ruchniewicza rozgraniczenia interesow Polski i Niemiec na przelomie lat 60./70. i obecnie, kiedy najpierw ekipa Gomułki potrzebowała uznania granicy poczdamskiej, ale nie pojednania niemiecko-polskiego, oraz obecnie, kiedy germanofobia konstytuuje politykę zagraniczną Polski, bez naruszania ekonomicznych interesów na linii Warszawa-Berlin i Warszawa-Bruksela. Warto dodać przy specyfikacji korzyści z Układu z 1970 roku, że rozwiązał on ręce papieżowi Pawłowi VI, któremu ratyfikacja traktatu w Bundestagu dała zielone światło na wprowadzenie w oparciu o nowe granice państwowe nowych granic diecezji na tzw. ziemiach odzyskanych w Polsce (czerwiec 1972 roku), co zakończyło spór kościelny między episkopatami Niemiec i Polski w Watykanie, zainicjowany przez decyzje kardynała Hlonda.

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt