Skutki podaj dalej

Pod koniec lutego w sieci zawrzało. Powodem był jeden z tweetów znanej w Polsce posłanki do Bundestagu, byłej przewodniczącej Związku Wypędzonych, a obecnie rzeczniczki ds praw człowieka frakcji CDU/CSU, Eriki Steinbach. Ponad 10 tys. osób przekazało go dalej, ponad 2 tys. zaznaczyło „podoba mi się“. Wkrótce dyskusja przeniosła się do publicznych mediów. Nie ma w Niemczech chyba żadnej gazety czy innego medium, które nie ustosunkowałoby się do tego „ćwierknięcia”. Jedna z komentatorek scharakteryzowała go krótko: odrażający, rasistowski, podżegający. Do krytyki przyłączyli się też politycy, także z szeregów partyjnych Steinbach. Dzisiaj w necie znalazłem także rysunkową odpowiedź. Wykpienie to w końcu jedna z bardziej przydatnych metod reakcji.

2016-03-06_steinbach_prowokacja (3 von 3)

Źródło: internet.

Niemiecka polityk chadecka, Erika Steinbach, u nas najlepiej znana jako długoletnia szefowa Związku Wypędzonych, już nie raz zaskakiwała na tweeterze swoimi wpisami. Przed kilkoma dniami wywołała jednak istną burzę memem odnoszącym się do imigracji. Typowy „aniołeczek” o blond włosach jest przedmiotem zdziwienia tłumu innych dzieci. Ono jest białe, one ciemnoskóre i pytają go ze zdziwieniem „Skąd pochodzisz?”. Scenka ma wyobrażać sytuację w Niemczech w 2030 r. Steinbach, w sposób typowy dla polityków uwielbiających podkreślać swój dobry kontakt z wyborcami, zwykłymi ludźmi, którzy spieszą dzielić się z nimi swymi problemami, objaśniła okoliczności swego wpisu na tweetterze następująco:

Zdjęcie wysłał mi zatroskany ojciec z Frankfurtu nad Menem. Jego dziecko chodzi do klasy, w której – oprócz niego – jest tylko dwoje niemieckich dzieci.

Zatroskany wyborca zdjęcie przysłał, a Steinbach je tylko – zapewne równie zatroskana opublikowała. Zdaniem posłanki, obrazek ilustruje jedynie problem, którym zajmują się ludzie.

To nie jest agresywne zdjęcie – usprawiedliwiała się. Nie widać na nim arabskich uciekinierów, lecz przyjaznych hindusów, którzy spoglądają na dziecko z ciekawością i zainteresowaniem (…). Dane statystyczne na to wskazują – odpowiadała na pytanie, czy Niemcy będą w 2030 roku wyglądać, jak na zdjęciu. W wielkich miastach znajduje się już teraz znaczna liczba nie-niemieckiej ludności.

Udział w komunikacji w sieci oznacza również natychmiastowe reakcje. Ich skala i ton chyba Steinbach zaniepokoiły. W mediach zawrzało. Od posłanki zdystansowało się jej własne stronnictwo, krytyczne wypowiedzi wyartykułowały także inne partie. Frakcja Zielonych i Lewicy domagała się ustąpienia Steinbach ze stanowiska rzeczniczki ds praw człowieka frakcji CDU/CSU. Głos zabrało wiele osób czynnych w publicznych debatach w Niemczech.

Oczywiście „wrzutka” Steinbach jest odzwierciedleniem nastrojów części niemieckiego społeczeństwa, któremu coraz trudniej pogodzić się z polityką „otwarcia“ kanclerz Merkel. Jednoznacznie negatywna reakcja pokazuje jednak, że nie ma zgody na takie potraktowanie problemu, jak zaprezentowała to Steinbach. Co uchodzi wielu, politykowi, zwłaszcza tak podkreślającemu swe doświadczenie historyczne, jednak nie przystoi. Zachowanie Steinbach zinterpretowano jako przejaw rasistowskiej mentalności.

Zdjęcie przesłane jej przez „zatroskanego rodzica”, jak wykazało śledztwo prasowe, nie jest nowe. Nie posiada żadnej informacji o autorze i prawach do licencji. Kursuje w sieci od kilku lat. W 2015 r. można je było znaleźć na portalach skrajnej prawicy. Było wykorzystywane w różnych krajach europejskich, jak Szwecja, Holandia czy Włochy. Wspólnym mianownikiem tych różnych mutacji językowych było szerzenie negatywnej atmosfery wokół migrantów i podkreślanie zagrożenia dla Europejczyków. Nie można też wykluczyć fotomontażu.

© odenthal-illustration

© odenthal-illustration

Dzisiaj w necie znalazłem odpowiedź na to zdjęcie w postaci rysunku o podobnej kompozycji. Jego autor skupił się na zinterpretowaniu intelektualnych inspiracji osób upowszechniających owo zdjęcie, w tym także i E. Steinbach tak chętnie „podającej dalej”. Tłum dzieci różnych ras z zaciekawieniem, ale też zdziwieniem i dezaprobatą, przygląda się niewysokiemu, brzydkiemu osobnikowi o ogolonej główce. Ubrany w coś na kształt mundurka podnosi prawą dłoń w jednoznacznym geście. „Skąd pochodzisz?” pytają go obserwatorzy, zdaje się nie znający takiego przypadku.

Ogromna popularność mediów społecznościowych ich rola w komunikacji sprawiła, że chętnie garną się do nich także politycy. Za jednych wpisy sporządzają współpracownicy, inni sami się biorą do dzieła, przy okazji ryzykując różnymi wpadkami. A może dzięki temu mamy możność dostrzeżenia w ich zachowaniach i poglądach czegoś, co w innych sytuacjach spece od „pijaru” sprawnie eliminują, preparując tzw. wizerunek?

Przypadek Steinbach powinien dać nie tylko im sporo do myślenia. Problem imigracji niewątpliwie wymaga dyskusji. Trzeba znaleźć dla niej odpowiedni język (to nie tylko problem niemiecki czy zachodnioeuropejski). Zbywanie wszystkich głosów krytycznych przypisywaniem im rasistowskiego tła, powoduje stygmatyzację i wykluczenie z debaty. Może to prowadzić do zaostrzenia poglądów i wzrostu poparcia dla sił radykalnych jako jedynych w opinii przeciętnych obywateli, które tematu się nie boją. W każdym razie to, co uchodzi zwykłym użytkownikom (język, forma), ciągle nie jest powszechnie akceptowane w przypadku polityków. Na razie. Donald Trump właśnie to zmienia…

Cytaty pochodzą:

„Es ist kein aggressives Foto“, „Die Zeit“, 29.02.2016.

Fiete Stegers, Woher stammt das Bild aus dem Steinbach-Tweet? „ndr.de“, 3.03.2016.

„Deutschland 2030”: Das zeigt Erika Steinbachs Twitter-Foto wirklich, „Der Spiegel”, 23.03.2016.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj