Niekończący się spór

Od kilku dni toczy się dyskusja wokół jubileuszowej wystawy pokazywanej w Bundestagu pt. „Polen und Deutsche – die Geschichten des Dialogs/Polacy i Niemcy – Historie dialogu”. Przebieg dyskusji postanowiłem udokumentować. Pojawiły się także głosy, że sprawy by rzekomo nie było, gdyby nie mój tekst na blogu sprzed kilku dni (który miał mieć tak potężną moc sprawczą…). Pozwolę więc sobie moje stanowisko wzmocnić dodatkowymi argumentami. Nadal podtrzymuję zdanie, że wystawa nie odpowiada tytułowi, jest niespójna oraz zawiera błędy merytoryczne. Można odnieść wrażenie, że zrobiono ją pospiesznie, bez gruntowanego przemyślenia, w dodatku nie konsultowano jej z historykami polskimi (czy niemieckimi). Aktualności nie traci też pytanie, co rzeczywiście osiągnęliśmy w ostatnich 25 latach, że nie jesteśmy w stanie zorganizować wspólnej, polsko-niemieckiej wystawy jubileuszowej, szeroko dostępnej dla publiczności w obu krajach, obudowanej publikacjami i programem różnych imprez? Takie przedsięwzięcie byłoby właściwym podsumowaniem polsko-niemieckiego dialogu, które to słowo tak chętnie odmieniamy przez wszystkie przypadki.

2016-06-17_ausstellung_1 (2 von 2)

Wystawa zorganizowana przez Muzeum Historii Polski, która obecnie jest prezentowana w Bundestagu, wywołała kontrowersje. Moim zdaniem słusznie. Fakt, że pokazano ją w ramach świętowania jubileuszu, nie może być powodem przymykania oczu na jej braki. Zauważono brak (lub niedostateczną obecność) kluczowych postaci, w tym przywódcy „Solidarności“ i prezydenta RP, Lecha Wałęsy, powierzchowne odniesienie się do traktatu polsko-niemieckiego o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy i jego skutków. Dyrektor MHP, Robert Kostro tak tłumaczył brak Lecha Wałęsy na wystawie:

To nie był świadomy wybór, dobieraliśmy (osoby) pod kątem rzeczywistej roli w stosunkach polsko-niemieckich — wyjaśnił Kostro. Jak zapewnił, wystawa nie została zrobiona „pod taką czy inną linię polityczną”. Jeżeli Wałęsy brakuje, to tylko dlatego, że nie odegrał on istotnej roli w tych relacjach — powiedział szef MHP.

2016-06-17_ausstellung_1 (3 von 2)

Wybór postaci nie był zatem świadomy, ale jednak został poprzedzony doborem, w takim razie prowadzonym nieświadomie? Jeśli dziennikarz wiernie zapisał słowa p. Kostro, to tkwi w nich wyraźna sprzeczność. Po ukazaniu się różnych głosów krytycznych wobec wystawy, spadła na mnie lawina zarzutów. Okazało się, że teksty z mego bloga dorównują mocy opiniotwórczej wielkich mediów i wprawiają w ruch sfery polityczno-prasowe. Zarzucono mi, że przekazałem amunicję do ataku na wystawę różnym politykom czy dziennikarzom niemieckim. Formułując opinię, kierowałem się przede wszystkim prywatnym interesem (frustracją z nie objęcia jakiegoś stanowiska). Inny z adwersarzy wręcz stwierdził, że spór jest jedynie faktem medialnym, a ja

(…) obsesyjnie nie znoszę Krzyżowej i (moje) negatywne opinie o wystawie w Bundestagu są w gruncie rzeczy skierowane przeciwko wystawie „Odwaga i Pojednanie“ w Krzyżowej.

2016-06-17_ausstellung_2 (2 von 10)

Dlaczego mam mieć tak głęboką obsesję akurat na punkcie Krzyżowej, skoro jest jeszcze tyle innych miejsc, którymi mógłbym się niezdrowo zafascynować, nie podano. W odpowiedzi na moje uwagi krytyczne, do których, jak mi się wydawało, mam po prostu prawo jako historyk i obywatel, wytoczono zarzuty ad personam. Zawsze dobrze dowiedzieć się, jak nas inni postrzegają. Chciałbym jednak usłyszeć (i chyba nie tylko ja), dlaczego nie mam racji, poza tym że jestem kim jestem i w związku z tym nie powinienem zabierać głosu, chyba że do wznoszenia pieśni pochwalnej. Co jednak z moimi zarzutami? Całkiem nietrafione? Gdyby to byli anonimowi autorzy wpisów, zignorowałbym to. W tym przypadku tak nie jest. Są to osoby, które zasługują na poważne traktowanie. Zacząłem się zastanawiać, skąd ta ostrość wypowiedzi u kolegów, których znam od lat? Wczoraj przeczytałem krótką wypowiedź autorów wystawy, panów Kostro i Czachura dla „Die Welt“. Bagatelizowanie krytyki to popularna strategia obrony, ale kontrargumentów, podważających moje zdanie nie znalazłem.

2016-06-17_ausstellung_2 (3 von 10)

Postanowiłem raz jeszcze zająć się wystawą, dowodząc pewnie że i na jej punkcie mam już obsesję… Przyjrzeć się na spokojnie, ocenić jako całość i wejrzeć w szczegóły. Miałem trochę czasu przed przed wczorajszymi uroczystościami w Berlinie w związku z podpisaniu polsko-niemieckiego traktatu, więc przeznaczyłem go na wizytę w Bundestagu. Oto krótkie refleksje:

  • Często autorzy podkreślają, że jest to trzecia odsłona wystawy. Najpierw pokazano ją w Krzyżowej, potem w Sejmie. W Sejmie nie wywołała żadnych kontrowersji ( i co z tego?). Nie znam wystawy w Sejmie. Nie wiem, czy po prostu przetłumaczono teksty na niemiecki, nie odnosząc się do potencjalnych widzów i ich potrzeb. W każdym razie w przypadku wystawy w Bundestagu zauważyć trzeba, że:
    • Dostęp zainteresowanych jest ograniczony (by dostać się na wystawę we wnętrzu parlamentu, należy się wcześniej zgłosić elektronicznie lub listownie i odstać w kolejce do kontroli),
    • Nie istnieje żadna dokumentacja wystawy berlińskiej. Nie wiem, jak było to w przypadku wystawy w Sejmie, ale do berlińskiej odsłony nie ma żadnego katalogu, który pozwoliłby bliżej poznać wystawę, poszerzyć wiedzę o jej tematyce. Taka publikacja to świetny sposób głębszego przekazu, adresowanego do ambitniejszego widza. Jest też ofertą dla osób, które nie mają wiele czasu na zwiedzanie, a w Berlinie rywalizacja o uwagę zwiedzającego jest zażarta,
    • Zwrócenie uwagi przez oglądających na brak L. Wałęsy na wystawie nie powinien dziwić. To postać w Niemczech niezwykle rozpoznawalna, twarz naszych przemian. Kilka miesięcy temu przewaliła się w Polsce debata „teczkowa”, komentowana również w Niemczech. Jest tajemnicą poliszynela, że L. Wałęsa i inne osoby, np. prof. W. Bartoszewski nie cieszą się sympatią rządzącej teraz w Polsce partii. Do prof. Bartoszewskiego wrócę poniżej.
  • Temat wystawy to „Historie dialogu”. Generalnie składa się z dwóch części (co jest dodatkowo podkreślone wizualnie). W pierwszej części ukazano II wojnę światową i próby podejmowania dialogu po 1945 r. W drugiej części przedstawiono traktat polsko-niemiecki i jego realizację na wybranych przykładach.

2016-06-17_ausstellung_2 (5 von 10)

  • Wybór II wojny światowej, tragicznych losów obywateli polskich jako punktu startu narracji jest w pełni uzasadniony. W inny sposób trudno jest zrozumieć przełomowy, niezwykły proces zbliżenia, jaki nastąpił między Polakami a Niemcami w następnych dziesięcioleciach. W opowiadaniu o losie obywateli polskich pod okupacją zabrakło mi powstania w getcie i pomocy Polaków dla mordowanych Żydów (np. Żegota). Oczywiście, nie wszystko można zmieścić, no ale jeśli tak uczuleni jesteśmy na poziom wiedzy zagranicą w odniesieniu do okupacji Polski, to każdą okazję należy wykorzystywać, by choć trochę sytuację poprawiać. Na wystawie zabrakło podania przykładów „innych Niemiec czy Niemców“. Większą wagę przywiązałbym do innego braku, zważywszy na temat wystawy. Na próżno szukać tu bowiem takich postaci, nielicznych i dramatycznie osamotnionych, jak Helmut James Moltke, Bethold Beitz, Wilm Hosenfeld czy Oskar Schindler. Czy ich czyny nie tworzyły choćby ideowego podglebia później prowadzonego dialogu? Przed 30 laty ukazała się publikacja Jana Turnaua „Dziesięciu sprawiedliwych“, która podejmowała sprawę różnych zachowań Niemców w czasie wojny i zwracała uwagę na pozytywne przykłady (trzy lata później książka ukazała się także po niemiecku). Pominięcie tych przykładów powoduje, że późniejsza narracja się sypie, zwiedzający nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego Willy Brandt klęknął przez pomnikiem getta czy dlaczego na jednej z ostatnich tablic pokazano Helmuta Jamesa von Moltke.

2016-06-17_ausstellung_2 (4 von 10)

  • Przytaczane dane geograficzne i liczbowe nie odpowiadają stanowi badań. Tak jest w przypadku „deportacji Polaków na Syberię“, gdzie podano szacunek 800 tys. deportowanych Polaków w 1940 r. Nie zsyłano ich tylko do tego regionu, lecz także do Kazachstanu, północnej Rosji (Archangielsk) czy na Daleki Wschód. Czwartą deportację przeprowadzono w 1941 r. Od początku 90. XX wieku historycy zgodnie podają liczbę deportowanych opartą na dokumentach archiwalnych (ok. 320 tys. deportowanych, ale nawet z uwzględnieniem aresztowanych, internowanych w obozach jenieckich nie otrzymamy podanych na wystawie 800 tys.!).

2016-06-17_ausstellung_2 (7 von 10)

  • Po obejrzeniu wystawy można mieć wrażenie, że proponowany przez autorów dialog był głównie polskim wysiłkiem, stroną go moderującą były niemal wyłącznie osoby, organizacje i instytucje z Polski. Całkowicie pominięto próby ze strony niemieckiej. Przykładem może być wystąpienie katolików gdańskich z 1947 r.
  • Dialog (pozostańmy przy tym terminie) w okresie po 1945 r., jak wiadomo, odbywał się na różnych poziomach: politycznym, kulturalnym, gospodarczym i społecznym. W przypadku RSO/NRD o dialogu polsko-niemieckim niewiele się dowiemy. Brak jest informacji o Towarzystwie im. Helmuta von Gerlacha, jednej z pierwszych prób podjęcia kontaktów między społeczeństwami. Czasopismo Towarzystwa „Blick nach Polen“ było przez wiele lat jedynym periodykiem o Polsce. Widz nie dowie się też nic o dialogu kulturalnym. Takich nazwisk, jak Heinrich Olszowsky, Henryk Bereska na próżno szukać na wystawie. Pierwszy, znany polonista, przełamywał z dużym oporem enerdowskie uprzedzenia i fobie, przybliżał obywatelom NRD kulturę i literaturę polską. Podobnie czynił enerdowski Dedecius, Henryk Bereska.

2016-06-17_ausstellung_2 (8 von 10)

  • Proces pojednania polsko-(zachodnio-)niemieckiego nie zaczął się – co stało się już uświęconym stanowiskiem – od orędzia biskupów polskich do niemieckich. Nie przeczę, że było to odważne, wręcz historyczne wystąpienie, jednak przesłanie polskich hierarchów zrozumiano w obu społeczeństwach dopiero po wielu latach. Trzeba podkreślać inicjatywy oddolne, obywatelskie, bo tam też przełamywano niechęć, niewiedzą i stereotypy, nieraz wyprzedzając działania elit. W 1964 r. do Polski udała się grupa niemieckich członków Pax Christi. Przewodniczył jej wielki przyjaciel Polski, Alfons Erb. Grupa spotkała się m.in. byłymi więźniami obozu Auschwitz-Birkenau. Ich złe położenie zachęciło Erba do zorganizowania po powrocie pierwszych zbiórek pieniędzy. W 1973 roku akcję zmieniono na stowarzyszenie, Maximilian Kolbe Werk. O dziejach tej organizacji pisał ostatnio Arkadiusz Stempin, jego monografia, niestety, dostępna jest tylko po niemiecku i winna być pilnie udostępniona polskiemu czytelnikowi. Także o tej inicjatywie, jej orędowniku i działalności stowarzyszenia nie znajduje się nic na wystawie.

2016-06-17_ausstellung_2 (9 von 10)

  • Polaków i Niemców (zgodnie z powyższą wypowiedzą dyr. Kostro dobranych w toku jakiejś selekcji według zasług), którzy byli pionierami pojednania polsko-niemieckiego, pokazano z pomocą zdjęć i biogramów. Na próżno jednak wśród nich szukać prof. W. Bartoszewskiego. Możemy go wprawdzie zobaczyć na zdjęciach, jednak opatrzono je jedynie cytatami z jego wystąpień (wystąpienie w Bundestagu miało miejsce w 1995 r.!). Tu powstaje generalne pytanie, kto jest adresatem tej wystawy? Nie są nim, jak wnoszę, specjaliści od dialogu, mają nim być szersze kręgi zainteresowanych relacjami polsko-niemieckimi. Pominięcie biogramu profesora jest dla mnie niewytłumaczalne. Nie wymieniono także innych postaci z różnych regionów Polski (oczywiście, wiem, że nie wszystko może się zmieścić). Środowisko wrocławskiego KiK-u, które aktywnie uczestniczyło w dyskusjach polsko-niemieckich i było współinicjatorem utworzenia późniejszej Fundacji „Krzyżowa“ nie pojawia się w tym kontekście.

2016-06-17_ausstellung_2 (11 von 10)

2016-06-17_ausstellung_2 (10 von 10)

  • Rok 1989 pokazany jest bardzo wyrywkowo. To prawda, że opublikowano plakat wyborczy, a w części tekstowej wymieniono „okrągły stół”. Zrezygnowano jednak z innej ikonicznej fotografii, jaką jest sam ów słynny mebel. Zdjęcie jest rozpoznawalne, w jakiejś mierze rywalizuje z obrazem demontowanego muru, albo też razem z nim tworzy ikonografię 1989 r. Poza tym ten polsko-polski dialog (tak teraz podważany i sprowadzany do spisku elit) posłużył innym krajom do rozmów między władzami a opozycją, także w NRD. Ciągle jest przykładem jak pokojowo wychodzić z dyktatur. Informacja na początku wystawy, że bez mszy pojednania w Krzyżowej nie byłoby traktatów polsko-niemieckich, jest zadziwiająca. Zwiedzający ani słowem nie dowie się o negocjatorach tego traktatu, o miesiącach dyskusji, często bardzo trudnych, o obawach i oczekiwaniach. Tego wspólna modlitwa nie rozwiązała. 
  • Pokazane informacje o realizacji traktatu są bardzo lakoniczne, wywołują nieporozumienia (tak było w przypadku mniejszości niemieckiej). Ukazanie Polaków w Niemczech, zwłaszcza przyszłości Domu Polskiego w Bochum mija się z prawdą. Autorzy nie uznali za stosowne wymienić utworzenia Centrum Dokumentacji Historia i Kultura Polaków w Niemczech, przekazania przez władze federalne i landowe funduszy na remont Domu Polskiego w Bochum czy oświadczenia Bundestagu z 9 czerwca 2011 r., w którym przyznano się, że dokonywano prześladowań i mordów na Polakach, niemieckich obywatelach z powodu ich narodowego pochodzenia (ethnische Herkunft). Postanowiono uczcić ofiary i zrehabilitować je. W czasie debaty poseł CDU/CSU Georg Wellmann stwierdził:

Po raz pierwszy (w oświadczeniu Bundestagu – przyp. Krzysztof Ruchniewicz) wymienia się i oddaje hołd wywłaszczonej i prześladowanej mniejszości polskiej. Dotyczy to przede wszystkim osób uwięzionych w obozach koncentracyjnych i zamordowanych , z powodu ich działalności na rzecz polskiej mniejszości. Dotknęło to ponad tysiąc osób. Tej grupie ofiar już dawno należał się z naszej strony hołd.

I na tym poprzestanę. Listę pozostałych uwag, jeśli takie będzie życzenie autorów, chętnie udostępnię. Uważam, że wystawa w tym kształcie wymaga ponownego przemyślenia i wykonania. Poza tym jestem przekonany, że praca wielu tysięcy ludzi na rzecz poprawienia relacji polsko-niemieckich w ostatnich latach na różnych szczeblach, wymaga tego, by takie wystawy, jak tu omawiana, nie powstawały jedynie z polskiego czy niemieckiego punktu widzenia. Ten etap izolowanego opowiadania mamy chyba już za sobą. Powinniśmy natomiast przedstawić wspólną propozycję, nawet jeśli po zażartych dyskusjach. Chyba że chodzi tylko o tzw. odfajkowanie rocznicy.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Arkadiusz Stempin

    Byłoby korzystne dla wystawy, jeśli uwzględnionoby monitowane jej aspekty. Już przecież sam proces meandrycznego pojednania w przestrzeni katolickiej był tak naładowany dramatem, że jego szersze uwzględnienie ukazałoby ów wielki przeskok, jakiego dokonały episkopaty RFN i Polski, przechodząc z poziomu konfrontacji i wzajemnej nieufności na poziom dialogu i pojednania. Sam dramat obydwu kardynałów, Wyszyńskiego i Doepfnera, którzy po wymianie listów z 1965 r. nie mogli się porozumieć, dowodzi jak herkulesowego wysiłku się podjęli, i oni i episkopaty którym przewodzili, że to ich pojednanie i dialog utorowały drogę do zawiązania przez niemieckich purpuratów na drugim konklawe 1978 roku koalicji na rzecz wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża. Bez dramatycznego przebiegu rozmów, spotkań, ale i nieporozumień miedzy Wyszyńskim a Doepfnerem nie byłoby Jana Pawła II. Te nic, jaką przeszli drogę Wyszyński i Doepfner, te dramatyczne w swoim przebiegu wizyty prałata Homayera, sekretarza konferencji episkopatu Niemiec, u jego polskiego kolegi, abp. Dąbrowskiego, w Warszawie, są solą ziemi niemiecko-polskiego pojednania. Podobnie jak trudne, ocierające się o ciężkie kłótnie i spory rozmowy niemieckiego PAX Christi z krakowskim Znakiem. Mieczysław Pszon jest ich ucieleśnieniem po stronie polskiej, tak jak Reinhold Lehmann, brat kardynała Karla Lehmanna, abp. Moguncji, po stronie niemieckiej.

  2. Markus Kranz

    Zastrzeżenia i uwagi Pana Profesora uważam za słuszne. Natomiast warto pamiętać, że polsko-niemieckiemu pojednaniu towarzyszyła również niechęć. Niechęć do orędzia biskupów, do zadośćuczynienia krzywd, do Solidarności i Lecha Wałęsy, do Willy’ego Brandta, do uznania obecnej granicy itd. I o tym w pełni obiektywna wystawa powinna także odważnie mówić. Szczególnie dziś, gdy demony dawnych czasów straszą na horyzoncie. Z jednej strony nadmierna polska nieufność, a z drugiej uleganie antypolskim stereotypom.

  3. Danuta Lipińska

    Dziękuję Panu Profesorowi za merytoryczny, obiektywny moim zdaniem głos na temat wystawy, a tak naprawdę to także głos na temat historii relacji polsko-niemieckich po II wojnie światowej. Głos profesjonalisty, badacza tych stosunków od lat, posiadającego zatem większą wiedzę w tym zakresie, niż przeciętny Kowalski, powinien dać autorem tak ważnej – już choćby ze względu na jej usytuowanie i intencję – wystawy sporo do przemyślenia.

  4. Krystyna Koziewicz

    Protesty odnośnie pominięcia Lecha Wałęsy w części „Solidarność” nie pojawiły sie dopiero po artykule Pana Ruchniewicza, a już w dniu otwarcia wystawy w Bundestagu. Byłam naocznym świadkiem, zresztą osobiście wspólnie z inną działaczką polonijną Małgorzata Tuszyńską zaprotestowałyśmy u kuratora wystawy, który na naszą krytykę odrzekł lakonicznie: „następnym razem będzie” (mowa o Wałęsie). Nieco rozsądniej zareagował marszałek Sejmu Marek Kuchciński mówiąc: „dobrze to było od pań usłyszeć”. Chciałam z kuratorem wystawy zamienić kilka słów przed opuszczeniem gmachu, ale wzbraniał się mówiąc: „nie, nie, już mi się sporo oberwało”. A więc już na miejscu, w pierwszych godzinach trwania wystawy… Trzymajmy się zatem faktów, nie zawracajmy kijem Wisły!

  5. Joanna Kasperska

    Żałuje, że nie mogę zobaczyć wystawy. A może lepiej, bo sądząc po relacji wywołałaby uczucie gniewu i protestu. Tu w Polsce jesteśmy świadkami nieustannego zamachu na naszą historię, której byliśmy świadkami. Można tłumaczyć brak wiedzy o tym, jak było w czasach Solidarności, w stanie wojennym i w przemianach 1989 roku, brakiem uczestnictwa w tych wydarzeniach ludzi, którzy dziś dyskredytując prawdziwych autorów przemian, chcąc sobie, wtedy nieobecnym, przypisać zasługi. Niestety, tylko tak mogę wytłumaczyć te niegodne zabiegi. Powinna powstać nowa, rzetelna wystawa na temat historii ostatnich 27 lat w tym stosunków polsko-niemieckich, których oby nie zburzyła żadna władza.

Skomentuj