„Czy media nie mają teraz innych zmartwień?”

Pytanie to postawiła posłanka CDU, Erika Steinbach tuż przed telewizyjnym reportażem, którego tematem było zdjęcie podane przez nią kilka tygodni temu na twitterze. Zdradziła przy tym poirytowanie obrotem sprawy, którego całkiem nie przewidziała. Z satyrycznego w jej opinii komentarza zrobiła się bowiem niezła awantura. Dziennikarz Fiete Stegers sprawdził, skąd pochodziło owo zdjęcie. Dotarł do jego autorów, nawiązał również kontakt z kierowniczką sierocińca w Indiach, w którym fotografię wykonano. Wyniki dziennikarskiego śledztwa wiele mówią o manipulacjach i intrumentalizacjach, jakich obecnie z łatwością można dokonywać dzięki możliwościom technicznym oferowanym przez każdy smartphon.

© SWRinfo

© SWRinfo

Zdjęciami manipulowano niemal od chwili ich wynalezienia. Wprawdzie wydawało się, że jest to medium wiernie oddające rzeczywistość, szybko jednak uznano, że można wpływać na ostateczny kształt zdjęcia i jego wymowę. Zaczęto rozwijać różne formy retuszy. Bardzo szybko fotografia została odkryta także przez politykę. W manipulacjach celowały i systemy totalitarne, i demokratyczne. Za pomocą zdjęć chciano ukryć jedne rzeczy, inne bardziej wyartykułować. Dzisiaj nie jest inaczej. Każdego dnia zalewa nas praktycznie niezliczona ilość obrazów, a możliwości ingerowania w zdjęcia są nieograniczone. Od historyków zajmujących się analizą zdjęć wymaga to ogromnej wiedzy, cierpliwości.

Mały skandal w Niemczech wywołało niedawno zdjęcie (z odpowiednim podpisem), które przekazała dalej ze swego konta na twitterze posłanka do Bundestagu, Erika Steinbach. Grupa dzieci o ciemnej karnacji przypatrywała się dziecku o blond włosach. Na zdjęciu umieszczono dwa napisy: „Niemcy 2030” oraz pytanie kierowane do chłopca: „Skąd pochodzisz?“. Zdjęcie zostało odczytane jako ostry komentarz do niemieckiej polityki imigracyjnej, a Steinbach oceniono bardzo surowo, łącznie z posądzeniami o stosowanie rasistowskich odwołań.

2016-03-24_steinbach (6 von 6)

Jeden z dziennikarzy niemieckich, Fiete Stegers postanowił sprawdzić, skąd wzięło się zdjęcie, które wykorzystano do tego mema. W necie powielano je na portalach skrajnej prawicy w różnych krajach europejskich. Autor poprosił o pomoc internautów. Z pomocą przyszli użytkownicy z Rosji. Odszukali trop wiodący do południowych Indii. Zdjęcie po raz pierwszy umieszczono na fotograficznym serwisie społecznościowym jednego z amerykańskich czasopism w styczniu 2012 r. Autorem był Australijczyk, który wraz z rodziną spędził urlop z Indiach. Fotografia została opatrzona podstawowymi informacjami (autor, miejsce wykonania zdjęcia, copyright). Podpis informował, przedstawia ono dziecko autora podczas wizyty w sierocińcu w Chennai.

Dziennikarz nawiązał kontakt z autorem zdjęcia oraz kierowniczką sierocińca. Oboje byli zaskoczeni bezprawnym wykorzystaniem fotografii i jej „karierą“ w internecie.

Jesteśmy smutni, że zdjęcie jest wykorzystywane dla takiej propagandy – rodzice dziecka, autorzy zdjęcia. Mieliśmy całkiem co innego na myśli.

Zamieszczając zdjęcie w sieci chcieli zwrócić uwagę na sierociniec, zainteresować położeniem jego podopiecznych i zachęcić do pomocy dla nich. Sami przekazali pieniądze na ten cel.

Zdjęcie powstało w pięknym momencie pełnym miłości i radości – dodawali. Pokazuje współżycie różnych kultur i ludzi, którzy mówią różnymi językami. Wykorzystania go w negatywny sposób nie popieramy w żaden sposób.

2016-03-24_steinbach (4 von 6)

Kierowniczka sierocińca potwierdziła autentyczność zdjęcia. Była zaskoczona i urażona zmianą jego znaczenia.

Gdy usłyszałam – stwierdzała – do czego wykorzystano zdjęcie z moimi dziewczynkami, nie mogłam nic robić przez cały wieczór. Cały czas zadawałam sobie pytanie: Po co ktoś to robi? Martwiłam się o moje dzieci, ale także i o to, jak Hindusi są postrzegani w świecie.

Audycję Stegersa można obejrzeć w sieci. Na program zareagowała Erika Steinbach w kilku twittach. Stwierdziła m. in., że „dziwi się, na co niektóre media i niektórzy dziennikarze poświęcają czas“. No cóż, równie dobrze można zdziwić się, na co pewni politycy poświęcają czas…

2016-03-24_steinbach (1 von 6)

© TanteGrit

W każdym razie posłanka nie uznała za stosowne odnieść się do meritum sprawy i swego zachowania. A może wyasygnowałaby jakąś kwotę dla hinduskich sierot? Z pewnością wiele razy będziemy konfrontowani ze zdjęciami, których znaczenie będzie całkowicie zmienione. Warto być na to wyczulonym. Można tylko mieć nadzieję, że przypadek Steinbach da niektórym politykom do myślenia i zniechęci ich do pospiesznego podawania dalej, co im tylko w ręce wpadnie i przyciągnie uwagę. Nie zawsze aktywność na twitterze jest tylko „cool“ i dowodzi obycia polityka czy celebryty z technologiami i trendami. Czasem kompromituje lub ośmiesza. Mamy na to przykłady i z własnego podwórka.

Cytaty pochodzą:

Fiete Stegers, Ausgegraben: Der Ursprung des Steinbach-Bildes, „ndr.de“, 23.03.2016.

Zob. także

Krzysztof Ruchniewicz, Skutki podaj dalej, „blogihistoria“, 6.03.2016.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj