Prosit! Na zdrowie!

P

Lato i wakacje nie sprzyjają poważnym tematom. Może by i wypadało odnieść się do zamieszania wokół Fundacji Ucieczka, Wypędzenie i Pojednanie czy do niezasłużonej krytyki, która spotkała prezydenta Bronisława Komorowskiego za jego słowa o Stauffenbergu, ale już tyle razy podejmowałem takie kwestie… Korzystając z wolnego weekendu, jak co roku, wybrałem się do Austrii po zapas wina. Wszak in vino veritas.

Winnice wokół Retz

Rozpoczęły się wakacje, wszyscy czekali na nie z upragnieniem. Zimą i wiosną planowali wypoczynek, wytyczali trasy wędrówek. Wizja wolnych dni rozleniwia i uspokaja. Toteż odpuściłem już sobie, po pewnej wewnętrzenej bitwie, podjęcie w kolejnym wpisie tzw. serioznego tematu. Szczerze mówiąc, czuję się nieco przygnębiony, że po raz kolejny powracają tematy, wydawałoby się już przedyskutowane, przetrawione i przenicowane na wylot. Bo ile można jeszcze pisać o dylematach duszy niemieckiej i polskiej? Słońce świeci bardzo mocno, z sąsiednich ogrodów dochodzą odgłosy wesołego grillowania. Bardzo to demobilizuje. A może lato i urlopy dano nam po to, byśmy na chwilę odpuścili, przestali być tacy zażarci, sztywni i uparci przy swoich racjach?

Spakowałem więc rodzinę i wzorem poprzednich lat wyruszyliśmy na południe. Przed kilkoma już tygodniami nasz domowy zapas wina wyczerpał się i gwałtownie domagał się odbudowy. Żadne wina ze sklepu nie spełniały naszych oczekiwań. Pożądaliśmy trunku wyselekcjonowanego, posiadającego własną historię i odebranego wprost z rąk wytwórcy. Trzeba było zatem jechać do Niederfladnitz, niewielkiej wsi przy granicy czesko-austriackiej, którą już od czterech lat odwiedzamy w jednym zbożnym celu – upakowania w bagażniku słusznej ilości butelek przedniego wina.

Kalwaria ponad winnicami w Retz

W tej części Austrii, należącej do tzw. Weinviertel, w każdej miejscowości działa przynajmniej jeden winiarz. Często jest tak, że produkcję tego trunku łączy się z typowo rolniczą działalnością: hodowlą bydła, uprawą zbóż. Tak jest i w przypadku państwa Rockenbauerów. Od kilku pokoleń posiadają oni w okolicach Retz winnicę, z której produkcję oferują nabywcom w swoim gospodarstwie, ale także na targach winnych i przez internet. Początki były dość skromne – jedno wino białe, jedno czerwone. Dziś w ofercie widnieje ok. 15 gatunków win białych i czerwonych, a także winniaki i wódki z brzoskwiń i gruszek. Kupić można także przepyszny sok z winogron białych lub czerwonych. Smak wspaniały, a ceny porównywane z przeciętną ofertą w naszych supermarketach.

Trzypokoleniowa rodzina Rockenbauerów również ceni sobie bezpośredni kontakt z nabywcami ich win. Zawsze z wielką przyjemnością spędzamy popołudnie lub wieczór w ich gospodarstwie, kosztując wino, rozprawiając o cechach ostatniego rocznika i próbując różne miejscowe specjały (niekoniecznie dietetyczne). Wydaje mi się, że dla naszych gospodarzy te coroczne spotkania również są jakąś atrakcją, a nie tylko działalnością biznesową. Zdążyliśmy się już nieco zaprzyjaźnić, mamy wspólne tematy, a dla naszych winiarzy jesteśmy nieco egzotycznymi Polakami. Jest to dla nich nowy rodzaj kontaktów. Jesteśmy bowiem dla nich dobrymi klientami, a nie pracobiorcami, do czego miejscowi gospodarze przywykli w minionych dziesięcioleciach. W pewnym sensie uosabiamy więc zmiany w Polsce i pokazujemy, jak zróżnicowane jest nasze społeczeństwo. Na tym małym odcinku, w swerze bardzo osobistych kontaktów, obie strony działają więc na rzecz poznania i zbliżenia. Wbrew temu, co niekiedy pisze nasza prasa, Austriacy są ciekawi świata i otwarci. Ktoś im jednak musi dostarczyć zróżnicowanych informacji, na przykład o Polsce i Polakach, a niestety media zwykle tego nie robią.

A jeśli porządny sznycel to tylko w Schloss-Gasthaus

I na koniec top-lista win produkowanych przez rodzinę Rockenbauerów w naszym osobistym wyborze: wina białe Weinviertel DAC, Gelber Muscatkeller, Retzel Züngel oraz czerwone Zweigelt, Zweigelt Barrique, Cuvee Classico. Oby ten rok sprzyjał winiarzom w całej Europie. Przed nami jeszcze smakowanie win włoskich. Ale to tym przy innej okazji.

 

Więcej zdjęć zob. w zakładce: moje zdjęcia.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Wstaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt