Skrzynka z narzędziami w 2016 roku (2)

W trakcie pracy nad opisem każdej z kategorii moich narzędzi zauważyłem, że zabrakło mi jednej, z którą historycy są coraz częściej konfrontowani. Jest to „oprzyrządowanie“ pracy w zespole realizującym projekt badawczy. Istnieje kilka programów, które ułatwiają koordynację działań, stworzenie zespołu, podział zadań, określenie terminów, wymianę informacji itd. Na szczęście mogę skorzystać już z pierwszych doświadczeń, a wkrótce będę mógł się przekonać o trafności wyboru (do tego problemu wrócę za kilka miesięcy).

Moje zestawienie narzędzi ma, co podkreśliłem już we wczorajszym wpisie, jedynie charakter propozycji. Do każdego z nas należy dobranie odpowiednich narzędzi, w końcu będziemy z nich korzystać przez następne miesiące / lata. Zwykle jednym z podstawowych zadań jest dobranie kalendarza, wykazu kontaktów. Z połączeniu z programem do poczty elektronicznej stanowi to już poważne narzędzie. Umownie nazwałem je biurowym. W codziennym użyciu sprawdził się kalendarz BusyCal oraz połączony z nim program do kontaktów, BusyContacts. Uzupełnieniem tego programu jest Cobook (sprawdza się w chwili szybkiej potrzeby znalezienia kontaktu). Z programem do poczty miałem wiele problemów. Korzystam z różnych adresów. Kryterium doboru programu była niezawodność (brak zawieszania się), kompatybilność z innymi programami oraz korzystanie z Markdown. Warunki te spełnia Airmail 2. Dodatkowo testuję jeszcze Newton. Ten ostatni program przekonuje mnie minimalizmem. Nie stał się jeszcze moim podstawowym, gdyż nadal mam trudności ze znalezieniem w nim poczty sprzed kilku miesięcy. Autorzy programu doskonalą go, co pewien czas jest aktualizowany. Jeden i drugi program wart jest uwagi i polecenia.

Dwa kolejne działy można omówić razem. Z nimi historyk ma mniej do czynienia, choć czasami programy te przydają się. Nie mogłem się, jak dotąd, przekonać do pakietu Adobe (poza jednym wyjątkiem, ale o tym za chwilę). Być może związane to jest z tym, że robiąc zdjęcia, staram się nie ingerować zbyt mocno, nie „podkolorowywać“ ich. Jednak czasami konieczne są drobne prace graficzne. Z powodzeniem korzystam z programu, który rywalizuje z photoshopem, czyli AffinityDesigner. Także w tym przypadku nie chcę wywoływać moim wyborem sporu, co było pierwsze, albo co jest lepsze. W pracy przekonałem się do tego programu, jest „lekki“ i intuicyjny. Podobnie jest z programami do obróbki zdjęć w cyfrowej ciemni. Od lat korzystam z Adobe Lightroom (kolejna odsłona przyniosła ciekawe rozwiązania, które często stosuję). Z pomocą tego programu mogę uporządkować zdjęcia, wykonać pierwsze poprawki. Właściwego wywołania dokonuję w innym programie. Właśnie wszedł nowy moduł, który testuję. Jest to ON1 Photo RAW 2017. Posiada niezliczone niemal możliwości. Jedynym ograniczeniem, jak głoszą reklamy, jest tylko nasza wyobraźnia. Zdecydowałem się na członkostwo w grupie użytkowników tego programu, co daje mi dodatkowe możliwości (m.in. bezpłatne aktualizacje oraz materiały szkoleniowe).

Ponieważ zależy mi, by mój blog podążał za estetycznymi trendami, zwrócenie uwagi na programy graficzne uważam za ważne. Podobnie jest z tzw. skórkami do WordPressa oraz wtyczkami. Większość z nich jest darmowa, „postawienie“ własnej strony nie stanowi większego problemu (gdy mamy już wykupione miejsce na serwerze i adres strony). Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że po kilku miesiącach aktywnego używania i wymiany z innymi blogerami (w końcu podglądamy też kuchnię innych) przychodzi ochota na zmianę. Można się rozejrzeć za płatnymi „skórkami“ i wtyczkami. Proponuję to jednak zrobić po pewnym czasie używania bloga. Wówczas nasze oczekiwania łatwiej określić i dopasować odpowiednie narzędzia. Oferta w tym zakresie jest ogromna.

Nie chcę się rozpisywać o wadach i zaletach portali społecznościowych. Z początku byłem bardzo sceptycznie do nich nastawiony. Ostatecznie przekonały mnie dziennikarki (Basiu i Gabi dziękuję!), które taką drogą informowały o nowych tekstach. Analiza pozyskiwania przez czytelników informacji o moich tekstach w pełni potwierdziła ich przydatność. Na pierwszym miejscu jest Facebook, potem Twitter. Czy potrzebne są do tego programy desktopowe? Korzystam z dwóch, choć równie pomocne są ich wersje webowe. Są to Tweetbot oraz Go for Facebook. Minusem pierwszego z wymienionych jest brak możliwości śledzenia dyskusji (wersja webowa taką możliwość posiada), drugi z programów natomiast często się zawiesza.

Ważnym działem moich narzędzi są programy, które – często działając w tle – ułatwiają mi / lub skracają niektóre czynności. Są wśród nich takie, których działania musimy zdefiniować, np. Hazel (często wykonywane czynności są po zdefiniowaniu wykonywane za nas w tle, np. usuwanie kopii zapasowych) czy TextExpander (nie mogę się przekonać do najnowszej wersji, gdyż konieczne jest wykupienie abonamentu). Inne porządkują naszą listwę (Bartender 2), pozwalają znaleźć poszukiwany plik (Alfred 3). Pomocna w pracy jest możliwość podziału ekranu (DoublePane) lub praca na dwóch urządzeniach jednocześnie (Duet). Różne pliki możemy tymczasowo zdeponować w jednym miejscu, by zaraz je użyć (Yoink). Od czasu do czasu potrzebujemy zrobić przegląd dysku i usunąć niepotrzebne programy czy ich resztki. Dobrze sprawdza się w tym CleanMyMac 3. Do instalacji nowych programów można wykorzystać bank z kodami dostępu (1Password). W codziennej pracy z plikami sprawdził się także PathFinder (oferuje więcej możliwości niż Finder).

Na koniec tej części zostawiłem jeden z programów, który odkryłem w tym roku. Jest nim Focus (pisałem o nim bliżej kilka miesięcy temu). Wyłącza on wszystkie rozpraszacze. Jest to szczególnie ważne, gdy przez kilka godzin chcemy w sposób skoncentrowany pracować nad tekstem. Program działa bez zarzutu. Wcześniej musimy wskazać programy (np. Facebook, Twitter, poczta i inne), które chcemy wyłączyć. Ponadto podajemy godziny działania programu. Początkowo trudno jest się przyzwyczaić, wyrobione nawyki dają o sobie znać. Po pewnym jednak czasie także one ustępują.

Ostatnim działem jest chmura i praca z chmurą. Przyznaję, że stawiam tu dopiero pierwsze kroki. Cenię sobie możliwość korzystania z wszystkich urządzeń w różnych miejscach (oczywiście, gdy jest dostęp do internetu). Zacząłem od Dropboxa. Nadal z niego korzystam, choć coraz rzadziej. Wykupiłem miejsce na iCloude (usługa osx). Jak na razie komunikacja z chmurą odbywa się bez zarzutu, dostrzegam kolejne zalety (zwiększanie miejsca na dysku twardym). Ponieważ nie zawsze mamy pod ręką podręczną pamięć, warto skorzystać z WeTransfer. Możemy z pomocą tego narzędzia przesyłać dane do 2 GB. To dużo. Sprawdza się to przede wszystkim we współpracy z wydawnictwami, gdy istnieje potrzeba przesłania np. zdjęć w wysokiej rozdzielczości (wówczas dostępne miejsce szybko się wypełni). Na ściągnięcie danych na komputer mamy kilka dni. Usługa jest dostępna nieodpłatnie.

Wymienione w części pierwszej i drugiej narzędzia ułatwiają znacznie codzienną pracę. Porządkują nasze działania. Dzięki zastosowaniu niektórych z nich, możemy bez problemu zapanować nad chaosem, który czasami sami tworzymy. Pozwalają też na automatyzację niektórych procesów. Często musimy powtarzać niektóre działania, także one porządkują zebrany przez nas materiał. Oczywiście, jest to tylko wybór, do tego subiektywny. W wyborze programów kierowałem się moimi potrzebami oraz opiniami innych. Stałą inspiracją pozostają trzy blogi, do których regularnego przeglądania zachęcam. Pierwszy to blog naukowy dr hab. Emanuela Kulczyckiego, drugi redaktora naczelnego i wydawcy portalu Historia i Media, Marcina Wilkowskiego oraz amerykańskiego blogera i autora programów, Bretta Tepstry’ego.

I na koniec wypada podzielić się jeszcze jedną refleksją. W którymś momencie powinno się powiedzieć dosyć. Dysponujemy świetnymi narzędziami, które – jeśli je mądrze stosujemy – faktycznie skracają nasz czas pracy. Czas wolny powinniśmy poświęcić na lekturę, także tą analogową i dla przyjaciół / rodziny. Każdy z tych programów wciąga, angażuje. Nie bez powodu dużym powodzeniem cieszą się programy, które w którymś momencie odłączają nas od sieci internetowej, każą wstać i zrobić kilka ćwiczeń. Sensowne połączenie pracy z czasem wolnym jest niemałym wyzwaniem. Po przerwie na odpoczynek, świeżym okiem będziemy mogli spojrzeć na zadanie do wykonania, zastanowić się nad nowymi. Starożytna maksyma i w tym przypadku nie straciła nic na aktualności: mens sana in corpore sano.

Zdjęcie tytułowe: Muza Clio z Muzeów Watykańskich (po drobnych przeróbkach)

Zob. także:

Pisać jak na skrzydłach, „blogihistoria”, 03.02.2016.

Złodzieje czasu, „blogihistoria”, 29.02.2016.

Metoda kartoteki, „blogihistoria”, 04.06.2016.

Skrzynka z narzędziami w 2016 roku (1), „blogihistoria”, 28.12.2016.

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj