Pisać jak na skrzydłach

Każdemu się to zdarza. Siedzimy przed komputerem, w planie ważny tekst, termin oddania tuż tuż lub wczoraj. Mijają kolejne minuty, godzina, a na ekranie bardzo skromny „urobek”. Ale za to wiele przejrzanych wiadomości mailowych, odwiedzonych stron, skomentowanych wpisów i przyswojonych prognoz pogody. Czasem nawet jakieś zakupy on-line. Oj, przecież tylko rzucę okiem… A kto to do mnie pisze? Odpowiem zaraz, bo zapomnę itd. itp. Można się odciąć od internetu, ale można też skorzystać z pewnego dyscyplinującego programu. Nie razi wprawdzie prądem w siedzenie leni i rozkojarzonych, ale może okazać się skutecznym (i bezwględnym) dozorcą.

Poznałem ostatnio nowy edytor tekstu, Flowstate. Proponuje ciekawe rozwiązania, choć chyba nie pokona najpopularniejszych na rynku. Może natomiast przydać się osobom, które podczas pracy namiętnie łapią przysłowiowe srocze ogony i szybko się rozpraszają. 

Największą zmorą piszących są długie nieraz okresy, kiedy migający w miejscu kursor sygnalizuje utknięcie autora czy to w środku zdania, akapitu lub myśli. Coś nam uciekło, czegoś nie potrafimy sprecyzować, coś nas odciągnęło od toku narracji. To „coś” to często nasze poboczne zajęcia, których wymyślamy sobie więcej właśnie w chwilach takiego twórczego zastoju.



Edytor tekstowy, Flowstate, wymusza dyscyplinę pisania i skłania do pełnego skupienia na tej czynności. Pod względem graficznym prezentuje się minimalistycznie, co jest zaletą dla części użytkowników, zwłaszcza przeczulonych na zewnętrzne bodźce. Pozwala skoncentrować się na najważniejszej w danej chwili rzeczy, czyli na płynnym pisaniu. W tym czasie inne programy są wyłączone, nie przeszkadzają nam w pracy różnymi powiadomieniami. Zanim rozpoczniemy pisanie, musimy wybrać jedną z czasowych opcji: od 5, 10 do aż 180 minut i krój czcionki (jedynie pięć możliwości).

Po co określamy czas? Właśnie minęło pięć pierwszych minut pisania tego tekstu, a program ustawiłem na 10 minut. Muszę się więc spieszyć. Chcę skończyć ten tekst, bo czeka kolejka spraw do załatwienia. Jeśli przerwę pisanie, mój tekst po 5 sekundach po prostu bezpowrotnie zniknie. Natomiast wszelkie poprawki do już stworzonego tekstu można nanieść dopiero po upływie czasu zaplanowanego na pisanie. Zapisany tekst jest przechowywany w chmurze i można go eksportować do różnych programów.

Autorzy tego ciekawego rozwiązania odwołali się do węgierskiego psychologa, Mihaly’ego Scikszentmihalyi’ego. Stworzył on koncepcję przepływu, uniesienia czy uskrzydlenia (z ang. flow). To stan pośredni między satysfakcją a euforią, który jest wywołany całkowitym oddaniem się jakiejś czynności. To właśnie odrzucenie zbędnych „rozpraszaczy“ i pełne skoncentrowanie się na pisanym tekście jest celem, którego osiągnięcie ma ułatwić użytkownikowi ten właśnie edytor tekstu. Mamy pisać nie przerywając, nie wychodząc z ciągu myśli. Obracają się one tylko wokół zadania wyznaczonego na ten odcinek dnia, co sprzyja przelewaniu naszych pomysłów na ekran (ech, już nie papier…).

Właśnie mija moja dziesiąta minuta. Czas kończyć. Chyba mi się uda przygotować pierwszą wersję wpisu na bloga. 
Zainteresowanych informuję, że edytor działa na razie tylko w systemie appla IOS, OSX (można go używać na wszystkich i-urządzeniach). Przećwiczyłem opcję 5 i 10 minut, ale wypróbuję też dłuższe. Kolejka tekstów jest długa, a przyznaję, że ostatnio łatwo ulegam pokusie rozpraszania się☺.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj