Podręczniki a wojna

Nie ustają dyskusje o zmianie kierownictwa w Muzeum II wojny światowej. Nie miałem dotąd okazji pisać na ten temat. Czynili to natomiast wielokrotnie moi koledzy, wyrażając krytyczne opinie o działaniach ministra P. Glińskiego, które w pełni podzielam. Wczoraj wziąłem udział w ciekawej dyskusji na temat ukazania II wojny w podręcznikach szkolnych siedmiu krajów. Jej organizatorem było Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu oraz warszawski Ośrodek „KARTA“. Dyskusję poprzedziło zwiedzanie wystawy, na której pokazano fragmenty tekstów i zdjęcia z tych podręczników. W pełni uwidoczniła ona zróżnicowanie podejść i perspektyw w przedstawieniu tego tematu. Ataki na Muzeum, które za cel postawiło sobie pokazanie całości problematyki wojennej oraz umieszczenie w niej polskiego doświadczenia, tym silniej sprawiają wrażenie jakiegoś totalnego oderwania nie tylko od stanu badań, potrzeb muzealnictwa w Polsce, zainteresowań odbiorców, ale po prostu od zdrowego rozsądku, nie mówiąc o elementarnej uczciwości i szacunku dla wszystkich zaangażowanych w gdański projekt. Już sam tryb powstawania opinii na temat projektu wystawy i ich zawartość, świadczą o pozamerytorycznych przesłankach akcji Ministerstwa. Pominę tu kwalifikacje autorów owych opinii, bo temat ten był już wielokrotnie podejmowany.

Pomimo upływu kolejnych dekad sposoby ukazania II wojny światowej budzą sporo kontrowersji. Można nawet powiedzieć, że obserwujemy zaostrzenie takich dyskusji. Znaleźliśmy się bowiem w okresie przełomowym. We wszystkich krajach zaangażowanych w wojnę, kształtuje się obecnie pamięć kulturową o niej, która ma – przywołując stanowisko Adelajdy i Jana Asmannów – nastąpić po pamięci komunikacyjnej. Na tą ostatnią duży wpływ mieli – jeszcze do niedawna – świadkowie wydarzeń, jej uczestnicy, jej ofiary, które zdołały przeżyć. Ci ludzie byli wokół nas, w rodzinie, w najbliższym sąsiedztwie, a wojna – przynajmniej w Polsce – była częstym tematem rozmów. Jednak wraz z odchodzeniem pokolenia „wojennego“ ten autentyczny głos słabnie, aż w końcu pozostanie nam jedynie wspomnienie o nim. Oczywiście, dysponujemy wielkimi zasobami utrwalonych świadectw. Jednak stają się one „historyczne” w tym sensie, że egzystują już bez związku z konkretnym, żywym człowiekiem i jego ekspresją w wyrażaniu własnego doświadczenia.

Z pomocą spieszy nam technika. To dzięki niej nie mamy już do czynienia tylko z zapisem w druku czy rękopisie. Jak może to wyglądać w praktyce muzealnej, mogłem przekonać się przed kilku laty zwiedzając w Dongo nad jeziorem Como muzeum poświęcone Mussoliniemu i jego aresztowaniu. W jednej z sal ustawiono duży ekran. Przed nim w półkolu rozstawiono krzesła dla widzów. Zwiedzający mogli na nich siadać i po naciśnięciu guzika (różne wersje językowe) wywołać relację takiego czy innego świadka wydarzeń. Większość z nich (być może nawet wszyscy) już nie żyła, ale stworzono namiastkę subiektywnego kontaktu z człowiekiem pamiętającym.

Z pewnością taka czeka nas przyszłość, choć w przypadku II wojny światowej mamy jeszcze do czynienia z innym zjawiskiem, przekazywaniem pamięci o tych wielokrotnie traumatycznych wydarzeniach z pokolenia na pokolenie w sposób nieraz podświadomy, odkrywany i analizowany przez psychologów. Niezależnie od tego – by znów przywołać wspomnianą parę niemieckich naukowców – przejście z jednej formy pamięci (komunikacyjnej) do drugiej (kulturowej) nie odbywa się automatycznie. Musi minąć tzw. okres przejściowy, który może trwać nawet kilkanaście lat. To okres ożywionych debat, wielokrotnie prowadzonych w sposób bardzo emocjonalny. To także czas wpływania na formę i zawartość.

Jednym z mierników stanu dyskusji na ten temat mogą być podręczniki szkolne. Te zaś w większym lub mniejszym stopniu zależne są od polityki państwa na tym obszarze. Jak różnie ukazywana jest II wojna światowa w podręcznikach europejskich pokazał projekt, który zrealizowano w siedmiu krajach. Jego efektem jest wystawa oraz bardzo ciekawy katalog.

Pomysł zrodził się w 2013 roku. Uczestnikami projektu byli naukowcy, nauczyciele oraz przedstawiciele różnych organizacji społecznych. Tworzyli oni grupę roboczą „Pamięć historyczna i edukacja“ w ramach Obywatelskiego Stowarzyszenia Forum Unia Europejska – Rosja. Przez wiele miesięcy analizowali treści najnowszych podręczników szkolnych, które dotyczyły II wojny światowej. Wyniki swych poszukiwań i dyskusji przedstawili na wystawie, której tytuł można potraktować jako program: „Inne Wojny: II wojna światowa w podręcznikach nauki historii”. Zespół znalazł wspólne elementy tych przedstawień, ale i niemało różniących. Już sama data początku wojny jest różnie ukazywana i to nie tylko w Polsce i Rosji.

W przypadku analizowanych podręczników mamy do czynienia z różnymi perspektywami w zależności od roli, jaką odgrywał dany kraj w tym czasie oraz – co dotyczy zwłaszcza krajów Europy Środkowo-Wschodniej – po której stronie powojennej „żelaznej kurtyny” się znalazł. Niemcy skoncentrowani są na problemach winy i odpowiedzialności. Ich podręczniki szczegółowo omawiają przebieg wojny, jej ofiary oraz następstwa. Włochy niechętnie przyznają się do winy za współpracę z Niemcami, szczególnie podkreślają okres po upadku Mussoliniego. W Rosji dużą uwagę zwraca się na obronę i wyzwolenie (chwalebne zwycięstwo). W Polsce, Czechach i na Litwie dużo miejsca poświecono doświadczeniu „dwóch okupacji“, zwłaszcza okresowi powojennych radzieckich represji.

Na wystawie pokazano też inne tematy, które różnie były ukazywane w analizowanych podręcznikach. Należą do nich Holokaust, pakt Ribbentrop-Mołotow oraz późniejsza pamięć o II wojnie. Temat Zagłady jest centralny w podręcznikach niemieckich. Zadają one pytanie, o to, jak mogło dojść do ludobójstwa. Teksty i dokumenty podkreślają niemiecką winę. Ma to wywołać u uczniów poczucie odpowiedzialności za te wydarzenia. Inaczej problem ten jest ukazany we Włoszech czy Czechach. W przypadku włoskim podkreśla się odmowę przekazania Żydów, ich deportacja nastąpiła dopiero po 1943 roku. W czeskich podręcznikach Holokaust wydarzyć się „gdzieś indziej“, przede wszystkim w Polsce i był „dodatkiem“ do prześladowań i cierpień narodu czeskiego. W rosyjskich podręcznikach ofiary holokaustu zaliczono do części narodu radzieckiego. Niektóre polskie podręczniki zwracają uwagę na negatywne przejawy stosunku Polaków wobec Żydów, jak szmalcownictwo, szantaż wobec ukrywających się Żydów itd.

Odmienne są też interpretacje paktu Ribbentrop-Mołotow. Niemieccy i włoscy uczniowie analizują treść dokumentu oraz tzw. tajny protokół. Rosyjscy dowiadują się, że pakt był „wymuszonym ruchem“ ze względu na obawy Stalina, że mogło dojść do izolacji ZSRR. Tylko dwa z siedmiu podręczników podają, że tzw. tajny protokół nie był znany w ZSRR do końca lat 80. XX wieku. W Polsce i na Litwie traktat jest ukazywany jako początek współpracy dwóch totalitarnych reżymów.

Autorzy projektu i wystawy dużo uwagi poświęcili ukazaniu miejsc pamięci związanych z wojną. W polskich często jest mowa o odwadze żołnierzy i ciągłej walce z wrogiem / wrogami. Sporo miejsca przeznaczono na przedstawienie działalności Polskiego Państwa Podziemnego. W podręcznikach oddano też emocje związane z „gorzkimi zwycięstwem” (Jałta i jej skutki). W czeskich książkach mowa jest o Monachium i traumie Czechów z tym związanej. Podręczniki koncentrują się na bohaterach i ofiarach II wojny (uczniowie poznają okoliczności zamachu na Reinharda Heydricha oraz zagładę wsi Lidice i Lezajky). Na litewską pamięć wpływ miały obie okupacje, zwłaszcza represje i deportacje radzieckie. W Niemczech pamięć jest bardziej zindywidualizowana, poza tym podawane są przykłady pracy różnych miejsc pamięci. Uczniowie uczą się o systemie totalitarnym / autorytarnym i sposobom zapobiegania przemocy. W Rosji panuje kult heroizmu, pozbawiony jest on jednak cech indywidualnych. Zróżnicowane traktowanie tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nie wchodzi w rachubę (jej obraz jest bardzo jednorodny i uproszczony). Na próżno więc można szukać obszerniejszych informacji o milionach robotników przymusowych w Niemczech.

Podręczniki niemieckie świadomie pomijają opis działań wojennych i bitew. Na próżno szukać tam nazwisk zwycięskich generałów. Można za to znaleźć nieliczne zdjęcia zwykłych żołnierzy i sprzętu wojskowego. Broń pokazana jest jedynie w związku z ludzkim cierpieniem. Głównym zadaniem jest pokazanie przyczyn okrucieństw popełnionych przez Niemcy.

Tylko ten pobieżny i nie roszczący sobie prawa do kompletnego przedstawienia przegląd najważniejszych tematów projektu i wystawy przekonuje, że II wojna nie jest tylko tematem historycznym, który możemy traktować na równi z wydarzeniami np. wojny trzydziestoletniej. Międzynarodowy zespół badaczy dokonał pogłębionej analizy funkcjonujących w edukacji szkolnej obrazów ostatniej wojny. To zróżnicowanie nie jest niczym złym, choć ostatnio możemy zaobserwować próby odejścia od uniwersalnego sposobu postrzegania i zastępowania go na powrót narracjami narodowymi.

Tak też widzieć można byłoby wspomniany spór wokół wystawy w Muzeum II Wojny Światowej. Jednak nie chodzi w tym przypadku tylko o konflikt wokół intensywności przedstawiania narodowej opowieści na tle wykładu o dziejach powszechnych. Nie chodzi w gruncie rzeczy nawet o wystawę, bo atakujący niemal z dumą ogłaszają, że jej nie widzieli. Sposób rozprawy z dyrekcją placówki wskazuje na inne cele. Twórców Muzeum, nawet sam jego pomysł chce się usilnie zdyskredytować z powodów bieżącej polityki. Stają się oni ofiarami innego rodzaju wojny. Najłatwiej uczynić to sugerując „niepolski” punkt widzenia, co w tym przypadku jest nie tylko błędne, ale i nieuczciwe. A nawet dowodzące niezwykłego zadufania, gdyż wydający takie opinie nie tylko czują się kompetentni w ocenie merytorycznej wystawy (a raczej swego wyobrażenia o niej), ale też sobie tylko przypisują prawo definiowania i pomiaru „polskości”.

Wypadałoby wyrazić ogromne zdziwienie, że nowym dyrektorem najnowocześniejszego i bardzo drogiego muzeum w kraju, powołanym w tak kontrowersyjnych okolicznościach, zgodził się być historyk właściwie nieznany, bez kompetencji w dziedzinie badań nad wojną, nie mówiąc już o obyciu i pozycji nie tylko w międzynarodowym środowisku naukowym, ale choćby polskim. A może właśnie to nie powinno nikogo dziwić? Przecież to kolejny przejaw polityki kadrowych „erzaców”. Nie chciano powołać żadnego uznanego specjalisty, nikt taki się nie zgodził przyjąć tej posady? Chciano pokazać, że niemal każdy (za wyjątkiem P. Machcewicza) dyrektorem może być? Te żenujące w gruncie rzeczy perturbacje to nie tylko ogromna strata prestiżowa (a tyle gadania o ofensywie w polityce historycznej…), lecz przede wszystkim zniweczenie wielu lat pracy zespołu naukowców i muzealników, o pieniądzach przysłowiowych podatników nie wspomnę.

To także podważenie zaufania społecznego i nadziei wielu ostatnich świadków tamtych tragicznych lat. Mamy do czynienia jedynie z kolejnym instrumentalnym posługiwaniem się historią, próbą ugrania czegoś z jej pomocą (np. przydania sobie nimbu jedynego autentycznego obrońcy historycznej prawdy). Widzieliśmy to już w przypadku powstania warszawskiego, Katynia, obecnie „wyklętych”. Przejąć jakiś temat, maksymalnie go wykorzystać na własnych sztandarach i po nieuchronnym spowszednieniu, zanudzeniu nim opinii publicznej rozejrzeć się za kolejnym.

Wystawa była już prezentowana w Moskwie, Pradze, Jekaterynburgu, Permie, Nowosybirsku, Strasburgu, Krasnojarsku, Mediolanie, Sankt Petersburgu, Wilnie. 

Autorzy wystawy:
Antikomplex, z. s. Praga, Czechy
German-Russian Exchange Berlin, Niemcy
Gulag.cz Association Praga, Czechy
Ośrodek KARTA Warszawa, Polska
Memorial Italia, Mediolan, Włochy
Society of German-Russian RelationshipMünster, Niemcy
Kostroma Civic Initiative Support Center Kostroma, Rosja
Memorial International Moskwa, Rosja
Youth Memorial Perm, Rosja

 

Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu
Zamek Wojnowice, ul. Zamkowa 2, Wojnowice (stacja PKP Mrozów)
od 8 do 20 kwietnia 2017 roku, codziennie w godzinach 12:00-20:00
Wystawa w języku angielskim. Oprowadzanie po polsku

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj