Ciao bello Lago di Como

 

Nasz tegoroczny wypad nad Lago di Como dobiega końca. Walizki już spakowane, ostatnie zakupy poczynione. Przyszedł czas na małe podsumowanie, zanim usiądziemy w aucie.

Z Wrocławia do Menaggio dojechaliśmy dość wygodnie autostradami. Po drodze zatrzymaliśmy się w Norymberdze. Zwiedziliśmy tam m.in. stary cmentarz, o którym pisałem  już wcześniej. Być może przy innej okazji skreślę kilka zdań o norymberskich barokowych ogrodach, a właściwie ogródkach, należących niegdyś do bogatych mieszczan.

Po kilku godzinach jazdy z Norymbergi dotarliśmy via Szwajcaria do Menaggio. Licznik wskazał 1140 km do Wrocławia.  Antonietta i Andrea, nasi gospodarze, przyjęli nas pyszną kolacją. Szybko ustaliliśmy plan wycieczek. Zakupy zrobiliśmy następnego dnia w jednym z supermarketów w sąsiednim miasteczku (w Menaggio jest tylko jeden wielki sklep, wybór towarów – poza winem – był nastawiony typowo na turystów). Wszystko zapowiadało się świetnie… A  nazajutrz zaczęły się ulewne deszcze. Nasze miny nieco zrzędły, gospodarze pocieszali jak mogli.

Andrea, który jest członkiem – założycielem Stowarzyszenia Przyjaciół Alp de Volt i wytrawnym alpejczykiem, obserwował góry i wędrówkę chmur po niebie. Proponował wędrówki rankiem tego dnia,  gdy – ku naszemu zaskoczeniu – rozstępowały się niespodziewanie chmury i piękne słońce pojawiało się na niebie. W pozostałe, mniej pogodne, a nawet całkiem deszczowe wykorzystaliśmy na zwiedzenie Como czy innych okolicznych miejscowości.

W górach przeszliśmy ok. 50 km. Po raz pierwszy wspięliśmy się na szczyt, który jest porównywalny z naszymi Rysami. Duże wrażenie zrobił na nas lodowiec. Zdobyliśmy też inne, mniejsze szczyty, jak Garzirola (2016 m.n.p.m.), Monte Galbiga (1698 m.n.p.m.). Nie zapomnieliśmy też o najbliższej okolicy. Już na początku udaliśmy się na pobliską La Crocetta. Po miłym godzinnym spacerze otworzył się  przed nami przepiękny widok na jezioro Como.  Tym razem nie można było jednak zagłębić się w sieć zlokalizowanych tam umocnień z czasów I wojny. Było zbyt mokro i grząsko.

Regionalna metropolia, Como spodobało nam się umiarkowanie. Katedra z przepięknymi arrasami robi duże wrażenie. Podobnie romański San Fidele również. Rozczarowało nas natomiast polecane jako atrakcja wzgórze Brunante, na które wjeżdża się kolejką . Spodziewaliśmy się pięknej panoramy, obiecywanej zresztą w prospektach. Niestety, z nieznanych nam przyczyn, w ostatnich latach zezwolono na zarastanie góry drzewami. Via Panoramica, która biegła wokół góry, pozostaje  nazwą bez pokrycia.

W Como zainteresował mnie ciekawy pomnik poświęcony europejskiemu ruchowi oporu okresu II wojny światowej. Do środka pomnika wchodzi się po stopniach. W centrum ustawiono dużej wielkości płyty z żelaza. Na nich wyryto zdania-cytaty w różnych językach. Jest tam też fragment po polsku: „Z trudu naszego i znoju, Polska powstaje, by żyć!!!“. Obok pomnika umieszczono tłumaczenia tekstów. Niestety, wiele przekładów już się zatarło. Stanowi on jako próba integracji różnych nurtów oporu ciekawe rozwiązanie komemoratywne.

Zwiedzenie ogrodów Villa del Balbianello było strzałem w dziesiątkę. Gdybym w przyszłości miał wybierać miejsca do pracy na kilka miesięcy i willa byłaby jedną z tych propozycji, nie zastanawiałbym się ani sekundy! W regionie zachowało się wiele willi i ogrodów, które cieszą oczy: Villa Melzi, Villa Monastero, Villa Carlotta to najbardziej znane z nich.

W drodze powrotnej z Villa del Balbianello postanowiliśmy odszukać ślady okresu faszystowskiego w dziejach Włoch. Ponieważ ruch oporu był tu stosunkowo silny, w każdej z miejscowości można znaleźć okolicznościowe informacje na jego temat. Dotarliśmy też na miejsce rozstrzelania  Mussoliniego. Egzekucję upamiętnia prosty krzyż i fotografia duce i jego kochanki, Clary Pettaci, zabitej razem z nim. Publikacja jej dzienników z lat 30. wywołała przed kilku laty we Włoszech spore zainteresowanie. Clara odnotowała  m.in. wypowiedzi Mussoliniego w sprawach polskich.

W czasie zwiedzania różnych miejscowości w ślad za mymi ostatnimi zainteresowaniami, szukałem obiektów upamiętniających żołnierzy poległych w I, potem II wojnie światowej. Stoją one właściwie w każdej miejscowości.  Pomniki te mają różne kształty, jedne są bogato zdobione, monumentalnej wielkości, inne ograniczają się zwykłego obelisku. Bardzo często polegli w I wojnie spoglądają na nas ze swych utrwalonych na porcelanie fotografii… Nie mamy tu więc jedynie do czynienia z kolejnym nazwiskiem, lecz konkretną osobą, którą – mimo upływu dziesięcioleci – nadal można sobie dobrze wyobrazić. W sumie po zakątkach zachodniego brzegu jeziora przeszliśmy ok. 60 km. Czasami korzystaliśmy też z autobusów, które są stosunkowo tanie i kursują w miarę często. Auto zaparkowałem bezpiecznie przed domem, znów bowiem przekonałem się, jak trudno jest sprostać kierowcy z nizin wyzwaniom włoskich dróg .

W tym roku do pływania w krystalicznej wodzie lago nie było zbyt dużo okazji. Pogoda stanowczo nie chciała być zgodna ze stereotypem włoskiego lata. Plaże z ubiegłego roku zniknęły pod wodą. O metr, półtora podniosła się tafla jeziora. Był to wynik znacznych opadów z ostatnich tygodni. Jezioro Como ma bardzo dobre warunki do pływania. Woda jest czysta, stosunkowo ciepła o tej porze. Może przepłynęliśmy ok. 2 km. Zaskakująca była dla nas początkowo skłonność właścicieli willi i hoteli do wznoszenia niewielkich basenów, skoro na wyciągnięcie ręki jest wspaniałe jezioro. Szybko uzyskaliśmy odpowiedź. Włosi niechętnie kąpią się w jeziorze, woda jest dla nich za zimna. Wolą wylegiwać się w nagrzanych basenach i na leżakach.

To jedynie garść wrażeń spisanych na gorąco. Zdjęcia, których oczywiście wykonaliśmy mnóstwo, nie raz i nie dwa przywołają widoki, zapachy i smaki Lago di Como. Wrócimy tu z pewnością. Choćby  dla tych imponujących panoram, spokoju i ciszy, które odnajduje się łatwo, o ile tylko zejdzie się z zadeptanych przez masy turystów uliczek centrum Mennaggio czy Lenno, a także dla  naszych przemiłych gospodarzy, tak serdecznych i otwartych.

Ps. Pożegnalny spacer przyniósł nieoczekiwane malutkie odkrycie – polski ślad. Za ratuszem w Menaggio zlokalizowany jest jednoalejkowy park i plac zabaw dla dzieci. Miejsce to nazwano parkiem Jana Pawła II. Papież odwiedził prowincję Como w 1993 r.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj