Pod platanowymi kandelabrami

Od stuleci jezioro Como w Lombardii przyciągało bogatych ludzi. Budowali tu swe siedziby, zakładali ogrody. Kilka wspaniałych założeń ogrodowych jest teraz perłami pośród atrakcji turystycznych tych okolic. Wielokrotnie były wykorzystywane jako kulisy filmowe. Jednym z najbardziej urokliwych ogrodów jest ten uświetniający Villę del Balbianello

Początki willi i ogrodu sięgają końca XVIII wieku. Kardynał Durini zakupił część malowniczego, górzystego półwyspu Lavedo w pobliżu Lenno. Szukał ustronnego miejsca do wypoczynku i prac literackich. W miejscu gdzie miała stanąć przyszła willa, istniało już od XVI wieku niewielkie opactwo franciszkanów. Do dzisiaj pozostał z niego jedynie mały kościół. Pod koniec życia Duriniego willa i ogród były już gotowe. Budynek willi połączono z innymi zabudowaniami aleją z platanów.

Na szczycie wzniesiono pawilon. Jest to dwuczęściowy budynek rozdzielony piękną loggią, oferującą rozległe widoki. W pierwszym pomieszczeniu znajdowała się biblioteka, w drugiej sala muzyczna. Po śmierci kardynała w 1797 r. willa przeszła na własność członków jego rodziny i była stale upiększana. Krewni kardynała uczynili z willi i ogrodu miejsce letnich spotkań pisarzy i artystów.

W XIX wieku założenie nabrało ostatecznego charakteru. Gość po przybyciu od strony jeziora musiał wspiąć się alejką pod górę. Wzdłuż niej posadzono platany, które z dużą pieczołowitością corocznie przycinano, nadając im kształt zbliżony do kandelabrów.  Po drodze mijał regularnie rozstawione  rzeźby przedstawiające postaci mityczne. Wszędzie dominował kolor zielony od trawników w stylu angielskim, które pojawiły się tu właśnie w XIX w.

Ogród stanowi więc ciekawy kompromis – jeśli uwzględni się skaliste położenie – między stylem włoskim zorientowanym na przejrzystą geometrycznie rozplanowaną strukturę, a znacznie swobodniejszym założeniem parkowym. Zwieńczeniem ogrodu, jego sercem, jest wspomniana loggia. Stąd rozpościera się przepiękny widok na jezioro i okoliczne miasteczka położone na jego górzystych brzegach.

Po I wojnie światowej willa, nieco zaniedbana, zmieniła właściciela. Zakupił ją amerykański generał Butler Ames. Przeprowadził gruntowne prace renowacyjne, dzięki którym przywrócił dawny blask całemu założeniu. Po śmierci generała jego spadkobiercy sprzedali obiekt. Kupił go znany  przedsiębiorca z Mediolanu, Guido Monzino, wytrawny zbieracz i koneser sztuki. Ponownie zarządził remont willi, z której stworzył prywatne muzeum. Umieścił w nim przedmioty ze swych licznych podróży. Znalazły się w nim pamiątki z jego wyprawy na Biegun Północny (1971) oraz Mont Everest (1973). Po śmierci Monzinego willa oraz park przeszły na własność fundacji, Fondo Ambiente Italiano, która zabezpiecza i udostępnia wiele cennych obiektów dziedzictwa kultury włoskiej. 

Duże wrażenie na zwiedzających robi bez wątpienia loggia. Jak za czasów Duriniego składają się na nią oprócz samej loggi z kolumnami, dwa symetrycznie ulokowane pomieszczenia. W jednym znajduje się biblioteka, w drugim zbiór map. W bibliotece znajduje się ok. 4 tys. publikacji geograficznych i podróżniczych. Był to zbiór założony przez ostatniego właściciela, Monzinego. Specjaliści oceniają, że jest to jeden z najcenniejszych zbiorów poświęconych ekspedycjom górskim i polarnym. W sali map zgromadzono stare i nowe mapy oraz atlasy. Ponadto przechowuje się tu cenne ryciny pokazujące jezioro Como.

Od lat 40. XX wieku Villa del Balbianello cieszyła się dużym zainteresowaniem filmowców. W ostatnich latach odkryli to miejsce także twórcy amerykańscy, wprowadzając tutejsze widoki do kultury masowej.  Na tarasie przed willą nakręcono kilka scen z drugiej części sagi Star Wars. Ten sam plener wykorzystano także przy kręceniu przygód agenta 007, Jamesa Bonda, w części pt. Casino Royal.

Romantyczne kulisy willi wykorzystywane są też do celów komercyjnych. Byliśmy mimowolnymi świadkami ślubu pary z Rosji w loggi. Goście z tego kraju uwielbiają wręcz jezioro Como. Coraz więcej apartamentów, ale i historycznych willi oraz ogrodów staje się ich własnością.

Zainteresowanie Rosjan tą częścią Włoch spycha na margines fakt, że i inni przybysze z Europy Środkowej i Wschodniej dość licznie tu przybywają (willi chyba jednak od razu nie kupują…). Wiele materiałów dla turystów wychodzi po rosyjsku, jak również bezpłatne i pięknie wydane czasopismo reklamujące luksusowe sklepy i nieruchomości do nabycia. Tzw. tłumacz google’a po wpisaniu słowa „witaj“ po polsku podał oczywiście jego tłumaczenie na język włoski, a także zasugerował użycie go w przykładowym zdaniu: „witajcie towarzyszu rosyjski“.

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Hanna Barbara Majewska

    Właściwie nic się nie zmienia. Bardzo podobnie poznawałam dwukrotnie Karlove Vary.
    Raz w roku 1966, a drugi w 1992. W obydwu „poznawaniach” Rosjanie – niby inni, a jednak ci sami – pozostali głęboko w pamięci. A chociaż wtedy nie było Google, to zachowania kelnerów, ekspedientek zostawiało to samo wrażenie.

Skomentuj