Zdalny uniwersytet

Z

Uniwersytety zostały postawione przed ogromnymi wyzwaniami. Pandemia wywołała silne perturbacje. Jej oddziaływanie widoczne jest we wszystkich zakresach funkcjonowania uczelni wyższych. Nastąpiło czasowe, choć dokładnie nie określone, zamknięcie szkół wyższych, przejście pracowników na zdalny tryb działania, w tym na „kształcenie na odległość”. Przed ogromnymi wyzwaniami stanęli także studenci. Jak radzimy sobie z tymi problemami? Z jakich narzędzi elektronicznych korzystamy do prowadzenia zajęć i (pod)trzymania kontaktu?

Tradycyjne kształcenie

Edukacja uniwersytecka w związku z zawieszeniem tradycyjnych zajęć dydaktycznych wskutek pandemii i przejściem na zdalne nauczanie stanęła przez ogromnymi wyzwaniami. Po kilku tygodniach dostrzec można trzy różne podejścia do tego zadania, z których za dominujące uznać należy pierwsze.

Mamy zatem do czynienia z próbą zamiany zajęć w grupie na samodzielne przygotowywanie referatów/esejów/raportów (prowadzący po prostu zadaje prace pisemne), nauczaniem z wykorzystaniem elementów informatycznych oraz z całkowitym przejściem na kształcenie zdalne z wykorzystaniem digitalnych narzędzi.

Ostatni typ, mimo trwającej od wielu lat rewolucji cyfrowej, jest w polskim szkolnictwie właściwie uważany za nowość. Pierwsze tygodnie pokazały, że bardzo potrzebujemy pogłębionych dyskusji, czym właściwie pełne zdalne nauczanie miałoby być, jakie wyzwanie / wyzwania rodzi. Dzisiaj do nich należą w równym chyba stopniu i sprawy koncepcyjne, i techniczne, w tym związane z infrastrukturą.

Różne reakcje

UWr nie jest chyba w skali kraju żadnym wyjątkiem. Na naszej uczelni można spotkać się z różnymi reakcjami ze strony wydziałów.

Jedne proponują pracownikom sięganie do coraz bardziej zróżnicowanej oferty internetowej, inne zwlekają z tym. W trudnym położeniu są studenci, którzy – zwłaszcza w ramach studiów płatnych – oczekują konkretnych rozwiązań, wsparcia lub – co jest zrozumiałe – zwrotu części wpłaconego czesnego.

Nie wystarczają już tradycyjne formy, jak przesłanie listy pytań i materiałów, studenci – co słuszne – jeśli już mają skorzystać z oferty „kształcenia na odległość”, chcą nowoczesnych form przekazu, a przede wszystkim bezpośredniego kontaktu z prowadzącym.

Punkt wyjścia

Obecny kryzys, który dotknął także uczelnie wyższe, zmusza z jednej strony na porzucenia tradycyjnych form kształcenia, negatywnie wpływa na możliwości nauczania i studiowania, z drugiej strony jest jednak szansą na zastosowanie, poznanie alternatywnych form. Czy jesteśmy jednak na to przygotowani? Problem dotyczy pracowników naukowych i studentów, ale i pracowników administracji, bibliotek.

Stanęliśmy przed koniecznością pracy zdalnej w domach, nie posiadając nieraz dostępu do szybkich łączy internetowych czy bogatej infrastruktury. Oczywiście, praca naukowca ma charakter „gabinetowy” i najczęściej właśnie domowy. Czym innym jest jednak własna praca badawcza, czym innym prowadzenie w takich warunkach dydaktyki. Jesteśmy wdzięczni bibliotekarzom za ofertę udostępnienia skanów wybranych materiałów do zajęć w tej niewielkiej objętości, która jest możliwa do zrealizowania szczupłymi kadrami.

Ale czy to jest na dłuższą metę dobre rozwiązanie? Czy w szerszym zakresie nie powinno się korzystać z bibliotek cyfrowych (a wcześniej odpowiednio dbać o ich rozwój)?

Nowa sytuacja, nowe rozwiązania

Nowa sytuacja w kształceniu wymaga nowych rozwiązań. Odpadła możliwość bezpośredniego kontaktu, bo mimo wszystko połączenie internetowe nim nie jest. Jeśli studenci – co zrozumiałe biorąc pod uwagę niestabilność sieci internetowej – wyłączają w czasie wykładu czy ćwiczeń kamerki, to wszyscy w pewnym sensie tracimy się z pola widzenia i wzajemnych interakcji.

Nowa sytuacja wymusza na prowadzących zajęcia szukanie różnych form kontaktu. Przyznajmy, że konieczne staje się także bardziej szczegółowe przemyślenie zajęć, opracowanie ich scenariusza, zastanowienie się nad możliwościami zrealizowania w ich toku częściowych celów danego e-spotkania. W praktyce oznacza to, że musimy się bardziej wczuć w rolę studenta i zastanowić się, czy przekazywane przez nas treści są zrozumiałe, jakie istnieją możliwości pogłębienia ich.

W każdym razie należy cele kształcenia wyraźniej sformułować i odpowiednio dostosować zajęcia (na ile opracowane przez nas sylabusy dla każdego z przedmiotu sprawdzą się w nauczaniu zdalnym, to się okaże. W każdym razie mamy impuls do ich zrewidowania).

Treść

Większość treści kształcenia była w większości formułowana na potrzeby tradycyjnych form pracy ze studentami. Głównie zakładały one stały udział i aktywność prowadzących i studentów. Niezależnie od typu zajęć, kontakt bezpośredni był ważny, wręcz niezbędny.

W przypadku studiów historycznych do analizy tradycyjnych źródeł archiwalnych, były włączane także materiały dostępne w internecie. Zestawienie jednych i drugich było istotne, pozwalało uzmysłowić studentom ograniczoność dygitalizatów jako efektu przetworzenia nośnika.

Doświadczenie w kształceniu zdalnym miało z nas dotąd niewielu. Nikt specjalnie nie zakładał takiej konieczności jako stanu trwającego przez wiele tygodni. Obecna sytuacja pozwala jednak – przy umasowieniu tego fenomenu – zebrać nowe doświadczenia, wymienić się nimi.

Dydaktyka

Chyba nikt, albo tylko niewielu, w obecnej sytuacji może zająć pozycję mentora w stosunku do mniej doświadczonych kolegów. Dla mnie sytuacja też jest nowa, choć w dydaktyce próbowałem już łączyć metody tradycyjne z narzędziami elektronicznymi. Konieczność całkowitego przejścia na zdalne nauczanie wymusiła także na mnie duże zmiany.

Po kilku dniach testowania propozycji Google ostatecznie zrezygnowałem. Oferta dla szkół i uczelni jest nieprzejrzysta, poza tym brak jest polskiego serwisu, skrzynki kontaktowej. Zacząłem rozglądać się za innymi narzędziami.

I tu pojawił się następny problem. Co z tego, że z łatwością połączyłem się z grupą moich studentów, wykład mogli wszyscy usłyszeć tylko przy wyłączonych kamerkach. Nasze połączenia internetowe nie pozwalały na niezakłócony kontakt wzrokowy w czasie całego wykładu. Także nagranie wykładu i wgranie potem na jeden z dysków w chmurze natrafia na ogromne problemy.

Może nie samo nagranie, to idzie stosunkowo łatwo. Jednak trzeba mieć na uwadze, że także i w tym przypadku wrzucenie filmu stawia nas przed nie lada wyzwaniem technicznym. Przeciętne godzinne nagranie w rozdzielczości 720p (1280×720 pixeli) waży ok. 1 GB. By przesłać ten film, potrzebuję kilku godzin (utrudniając korzystanie z sieci innym domownikom). Często wgrywam takie filmy w nocy, gdy sieć jest mniej obciążona.

Ale czy jest to dobre rozwiązanie? Ilu wykładów dziennie są w stanie zaliczyć studenci w ten pasywny sposób? I co z nich wynoszą?

Interaktywność

Konieczne jest wprowadzenie interaktywnych form „kształcenia na odległość”. Jedną z nich w przypadku ćwiczeń, proseminariów, czy nawet seminariów może być metoda „Reading Summaries“. Studenci czytają przesłane materiały, następnie piszą jednostronicowe streszczenia. Prowadzący po ich otrzymaniu formułuje pytania. Na tej podstawie dowie się, co studenci zrozumieli, z czym mieli problemy. W ten sposób może wskazać zagadnienia do podjęcia ze studentami w czasie wideokonferencji / czatu.

Do zapisania problemów może skorzystać z dostępnych w internecie map myśli. Wyniki dyskusji można przedstawić w formie posterów. Poniżej wymienię kilka przykładowych programów, z których można skorzystać. Oczywiście, sam jestem zainteresowany Państwa doświadczeniami. Z

naleźliśmy się w nowej sytuacji, która – o tym jestem przekonany – może być przez nas potraktowana jako ogromna szansa na dokonanie zmian w dotychczasowym kształceniu i komunikacji.

Przegląd narzędzi*,**

(wykaz w formie pliku pdf jedynie dla abonentów Biuletynu)

Platformy edukacyjne

Planowanie

Wideokonferencje

Edytory do wspólnego pisania i komentowania w czasie rzeczywistym

Mapy myśli

Tworzenie osi czasu

Prezentacje z udziałem studentów

Edycja audio, video i zdjęć

Tworzenie podręcznej bibliografii

Przechowywanie danych w chmurze

Translatory

Analiza źródeł

Przykładowe zajęcia z historii

Konsulatacje

Inne

  • Wybrałem wersje nieodpłatne dostępne w sieci. Wykaz będę stale aktualizował.

** Korzystałem m.in.:Forum: Digitales Lehren (HaSozKult); Glossar, w: Markus Bernhardt, Sven Alexander Neeb, Medienwandel. Digitale Lernumgebungen im Geschichtsunterricht, „Geschichte lernen”, 2020, nr 194, s. 2-8Anna Matysek, Jacek Tomaszczyk, Cyfrowy warsztat humanisty, Warszawa 2020.

 

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

komentarze

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • Wielką zaletą techniki „Reading Summaries” oraz innych wymagających od studentów wypowiedzi pisemnych jest to, że kształcą umiejętność PISANIA, która moim zdaniem bardzo u nas kuleje. Dlaczego? Bo studenci piszą mało i rzadko. Bo nie stwarzamy im po temu zbyt wielu okazji. Dlaczego? Bo czytanie i komentowanie jest pracochłonne. Bo nie mamy takiej tradycji – ani w szkołach, ani na uczelniach. Zdecydowanie więcej się u nas mówi niż pisze. Nie jestem też pewna, że umiemy uczyć pisać. Wydaje mi się, że zdalne nauczanie ma duży potencjał, żeby rozwijać umiejętność pisania.
    Jeszcze w czasach przed koronawirlsem studenci public history na zajęciach z gier historycznych prowadzili miniblogi, w których notowali swoje spostrzeżenia na zadany na zajęciach temat (związany z grami komputerowymi, w które mieli grać – każdy w inną), a następnie koleżanki/koledzy dopisywali tam swoje komentarze. Ja monitorowałam ich aktywności i od czasu do czasu wtrącałam własne uwagi.
    Teraz na innych zajęciach z public history studenci nagrali podcasty lub filmiki, w następnym tygodniu każdy będzie komentował prace swoich sąsiadów z listy, a następnie autorzy będą się odnosić do tych komentarzy – wszystko w plikach na onedrive’ie. Sądzę, że zamiast koncentrować się na przezwyciężaniu problemów z bezpośrednim kontaktem można czas epidemii poświęcić na rozwijanie innych kompetencji.
    Jest to też okazja do wyłowienia nowych talentów wśród studentów, którzy np. nie lubą zabierać głosu w sali, a świetnie piszą czy tworzą schematy (albo fotografują – tego jeszcze nie próbowałam zadawać).

  • Bardzo ciekawy punkt wyjścia do dyskusji – i zmiany perspektywy. Oczywiście, nasza sytuacja nie była ani planowana przez nas, ani nie jest pożądana. Ale jednocześnie możemy wybrać nasz sposób bycia w niej. Zostaliśmy zmuszeni do wyjścia z naszej strefy komfortu i wypracowania nowych rozwiązań edukacyjnych. Do przemyślenia naszej roli jako dydaktyków.
    Po co jesteśmy potrzebni studentom? Zwłaszcza w czasie, gdy rewolucja w dostępie do treści cyfrowych czyni w wielu wypadkach wątpliwą naszą rolę przewodników po bieżącej literaturze. Poza tym, przecież nie chcemy być głównie przewodnikami po zasobach bibliotecznych. Dydaktyka akademicka to coś więcej.
    Pisałem o tym w innym miejscu, tu jedynie dodam, że sugerowane przez Autora połączenie różnych sposobów nauczania w celach edukacyjnych jest istotne także z tego podstawowego powodu: nigdy nie nadążymy za rozwojem technologicznym. Zabawki w postaci nowych programów, które nas onieśmielają, a gdy je poznamy – cieszą, dla naszych studentów już są, albo wkrótce będą nudne.
    Nie w technice więc rzecz – ona jest tylko narzędziem. Tym, co powinno wyróżniać naszą dydaktykę jest treść – nowatorskie, innowacyjne koncepcje dotyczące ważnych dla współczesnych lub dla badań podstawowych kwestii. To jest przecież nasz znak rozpoznawczy. Tym możemy przyciągać studentów nawet przy tak ułomnej infrastrukturze informatycznej, jaką wciąż oferuje nasz kraj.
    Podsumowując – dziękuję za to realistyczne i konstruktywne spojrzenie na edukację uniwersytecką w dniu dzisiejszym. Przyjmuję wyzwanie – może nawet wykorzystam nowe narzędzia. Ale najlepiej z moich studiów wspominam nie tych wykładowców, którzy sięgali po nowe technologie – ale tych, którzy mieli coś do powiedzenia ponad to, co skrywały podręczniki i nie wahali się podjąć otwartej dyskusji ze studentami. W tym zawsze tkwiła i tkwić będzie nasza siła.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt