Zawłaszczanie historii

Przeglądam różne relacje z marszu PiS i jego zwolenników, który dzisiaj odbył się w Warszawie w 34. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Czy ktoś zwraca jeszcze uwagę na kolejną próbę zawłaszczenia fragmentu naszej historii przez jedną partię polityczną? Większość komentarzy koncentruje się na bieżącym wymiarze politycznym wystąpień wygłaszanych na początku manifestacji. Pomijanie głoszonej przy tej okazji wypreparowanej wersji historii uważam za błąd. Przemilczając to, zgadzamy się mimowolnie na manipulowanie obrazem przeszłości, na podporządkowanie jej jednostronnej, ułomnej narracji.

Nie mam nic przeciwko organizowaniu manifestacji, wieców itd. To jedno z oblicz żywej demokracji. Warunkiem jest szanowanie prawa i przyjmowanie przez uczestników tych akcji do wiadomości istnienia w przestrzeni publicznej wielości poglądów. Po południu miałem trochę czasu i obejrzałem transmisję z przemówień polityków PiS-u lub ich zwolenników przed marszem w 34. rocznicę ogłoszenia stanu wojennego. Wczoraj manifestował Komitet Obrony Demokracji. Spodziewałem się dziś jakiejś odpowiedzi drugiej strony bieżącego sporu. Oglądając transmisję, skupiłem się jednak przede wszystkim na wykorzystywaniu przez organizatorów i mówców wątków historycznych.

W marszu wzięli udział przywódcy PiS i sympatycy tej partii. Nad zebranymi powiewał las biało-czerwonych flag. Gdzieniegdzie widać było transparenty z bardzo bojowymi hasłami. Marsz poprzedziły różne wystąpienia. Zaczęto od pełnego uniesienia odśpiewania hymnu (łącznie ze zwrotką o Basi i tarabanach ). Potem podniosła deklamacja pewnej aktorki i tekst nazwany ideową deklaracją. Następnie apel poległych z długą listą ofiar stanu wojennego od poległych w kopalni „Wujek“ po księdza Jerzego. Modlitwa duchownego i religijna pieśń, ochoczo do kamer śpiewana przez znane z ekranów telewizora twarze. Wokół flagi partyjne i ekscytacja związana z oczekiwaniem na przemówienie Jarosława Kaczyńskiego. Wywołało to moją konsternację.

Jakim prawem uczyniono to? Czy rodziny ofiar stanu wojennego akceptują takie pośmiertne przypisanie swych bliskich do jednej politycznej opcji? Stało się one tym bardziej widoczne, gdyż już padły słowa, na które tłum oczekiwał. Nie mam nic przeciwko temu, by czcić pamięć zasłużonych dla naszej wolności, zwłaszcza tych, którzy oddali za nią życie. Tutaj jednak w sposób jednostronny zawłaszczono tamte wydarzenia, tworząc jakiś pokrętny związek między latami 1980-1981 a obecnymi dążeniami i czynami jednego środowiska politycznego. Taka pamięć nie jednoczy, nawet jeśli w jej celebrowaniu bierze udział kapłan.

Przemówienia następujących po sobie mówców: Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej“, Andrzeja Gwiazdy, jednego z dawnych przywódców antykomunistycznej opozycji i wreszcie Jarosława Kaczyńskiego, prezesa PiS potwierdzały tylko, że myślą oni w kategoriach zero jedynkowych. Kto nie jest z nami, jest przeciw nam, a zwłaszcza kto nie jest z nami teraz, to i wtedy nie był… Dla prezesa partii rządzącej, w powszechnej opinii człowieka „trzymającego władzę“, istnieje bezpośredni związek między datami 1980-1989-2015. Dwie wcześniejsze daty były ledwie próbami zburzenia starego porządku, a dopiero obecny rok jest początkiem głębokiej zmiany, nie tylko „dobrej“, ale „wielkiej“. Ani słowem nie przywołano bohaterów przeszłości, którzy teraz są „po drugiej stronie barykady“. Nie warci pamięci?

Bardzo to niebezpieczne działanie, choć oczywiście nie pionierskie. Jednak gdy partia, która szczyci się swym przywiązaniem do historii Polski i tradycji narodowych, tak otwarcie nimi manipuluje, wzruszenie ramion to już za mało. Czy to czego nam obecnie potrzeba, to nowa odmiana jakiegoś „krótkiego kursu historii“? Znów ma być jeden uproszczony wykład, jeden kanon bohaterów i zdrajców (w dodatku arbitralnie wyznaczanych wedle potrzeby chwili i aktualnych fobii niektórych osób)? I to ma być efekt naszych gorących i trudnych nieraz dyskusji, wieloletnich badań nad „białymi plamami“, różnych refleksji nad przeszłością, które toczono przecież na długo przed 1989 rokiem? W takiej chwili boleśnie i dojmująco odczuwać można zbędność historyków, muzealników, archiwistów… Tylko utrudniają swobodne prucie i zszywanie tkaniny na kolejne sztandary i transparenty.

Długo zastanawiałem się, jakie zdjęcie wybrać jako ilustrację tego wpisu. Wreszcie wybrałem fotkę, która wczoraj obiegła internet. Młody człowiek, stojący na cokole pomnika Mikołaja Kopernika, trzyma niewielki transparent. A na nim słowo „folsdojcz“. Dzielny młodzian z „patriotycznym“ szalikiem sam nie wie chyba, co chciał przez to powiedzieć. Tak mu się skojarzyło, bo niedawno może wrzeszczał z kumplami „gestapo“ do policji. Na szyi plastikowa trąbka, taki „złoty róg” na miarę czasów i możliwości kieszeni. Zresztą, kto się przyczepi poza jakimiś jajogłowymi i lemingami? „Rewolucja narodowa“ dokonuje się na naszych oczach, kto będzie zajmować się takimi szczegółami jak ortografia i sens wypowiedzi. A nuż jakiś polityk wypatrzy i zrobi doradcą? Nie matura, lecz chęć szczera…

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Arkadiusz Stempin

    Historia w rękach totalitarnych polityków jest zawsze wystawiona na manipulację. „Niech teraz moi historycy uzasadnią prawa Prus do Śląska”, zakomenderował Fryderyk II Hohenzolern, gdy zbójecko napadł na należący do Austrii Śląsk. Ten paradygmat obowiązuje do dziś pod każdą szerokością geograficzną.

  2. Jak zwykle, komentarz profesora Ruchniewicza głęboki, a przy tym świetnie oddający myśli podobnie mu myślących. Ja zwróciłbym uwagę na zdjęcie, które ilustruje wywód. Jest ono symboliczne. Oto jakiś młody człowiek z tymi paradnymi akcesoriami, które wymienił profesor, robi sobie selfphoto (znak czasu!) na pomniku Kopernika za nic mając jego wielkość, a swoją nikczemną postać wywyższając. To coś z Gombrowicza, ale czy on wie, kto to Gombrowicz?

  3. Hanna Majewska

    Jestem tego samego zdania, słyszałam i widziałam to samo i to samo
    budzi mój niepokój !!!!! A kto ponosi odpowiedzialność ??????
    Wiecowi mówcy są odpowiedzialni za to co mówią !!!!!! A co ich do tego skłania ???
    Dawno temu winiłam Jana Batorego, że tak wybrał…….

  4. Albert Kotowski

    Bardzo trafna i emocjonalna ocena. Zdjęcie wybrane świetnie, dla historyka wiele mówiące. Właśnie to się nazywa motłoch, jestem pewien, ze ten młody człowiek nie wie, co znaczy to słowo, które napisał. No bo przecież Tusk to „folksdojcz”. To już nie dziadek w Wehrmachcie (ciekawe, jakby ten kołek to napisał?), przechodzimy na drugi poziom nienawiści i dzielenia społeczeństwa. Przypomina to jako żywo starożytny Rzym z okresu cesarstwa Kaliguli, Klaudiusza, Nerona. Dla motłochu z Subury ważne było tylko to, żeby zboże z Egiptu dotarło na czas. Żarcie i igrzyska, które cezar od czasu do czasu fundował swoim poddanym. I to ma być Rzeczpospolita?

  5. Przemysław Wiszewski

    Świetny wpis o zawłaszczaniu narracji o 13 grudnia przez jedną opcję polityczną. Ja bym tylko dodał: PO ponosi sporą odpowiedzialność za to – swoim lekceważeniem humanistyki, lekceważeniem edukacji obywatelskiej, zaślepieniem prostackiego widzenia życia społecznego poprzez ekonomię… Aha, wypadałoby zapytać – jak tam zwolennicy „polityki historycznej”, co miała wspierać badania historyczne…

Skomentuj