Strach się śmiać…

Po przeczytaniu projektu „ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej“, który jest teraz procedowany w Sejmie, całkowicie zgłupiałem. Nie minęło kilka miesięcy od uchwalenia ustawy, a już Senat postanowił zaproponować nowelizację. Jedną z arcypotrzebnych zmian jest – zdaniem jej autorów – doprecyzowanie pojęcia „inny ustrój totalitarny“. Jeśli te propozycje zmian przejdą, można sobie wyobrazić pospieszne sprzątanie w całym kraju. Na śmietnik historii odejdą wszystkie pomniki, tablice i inne obiekty symboliczne, które w wyniku zmian granicznych po 1945 roku Polska przejęła na ziemiach (po-)niemieckich. Podobnym procesom „czyszczenia“ będą podlegać nasze mniejszości narodowe czy religijne.

Uchwalenie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, przyjętej 1 kwietnia (sic!) b.r. wywołało spore kontrowersje wśród prawników. Przegląd wątpliwości można znaleźć w artykule konstytucjonalisty z Uniwersytetu Opolskiego, dr. Michała Bartoszewicza, który ukazał się w „Rzeczpospolitej“ 28 maja b.r. Pozwolę sobie przytoczyć jeden z akapitów jego rozważań:

Przenosząc tę ustawę do praktyki, warto mieć na uwadze, że władze PRL zawłaszczyły niektóre daty dla podbudowania swojego mitu założycielskiego. Dotyczy to na przykład rewolucji 1905 r. Inny przykład to data 17 stycznia 1945 r. Pytanie, czy data ta symbolizuje Armię Czerwoną, która wtedy zajęła Warszawę, czy jednak bardziej koniec terroru hitlerowskiego. Problemy może nastręczać także ustalanie owego „symbolizowania” systemu władzy w Polsce w latach 1944–1989. Nie będzie łatwo ustalić, czy Jerzy Ziętek był osobą ucieleśniającą ten system jako wojewoda śląski i członek KC PZPR, czy też ważniejsze, że zapewne był dobrym gospodarzem w swoim regionie. Jeszcze inna kwestia to nazwy sporne, mające zarówno zagorzałych przeciwników, jak i obrońców (np. ulica Dąbrowszczaków). Wielu z tych wątpliwości dałoby się uniknąć, gdyby przyjęto poprawkę zgłoszoną w drugim czytaniu projektu, a polegającą na upoważnieniu ministra spraw wewnętrznych do wydania rozporządzenia zawierającego wykaz nazw, których nie wolno nadawać (lub zachowywać). Zakres ingerencji w samodzielność gminy byłby co do istoty podobny, ale uniknięto by – gdyby wprowadzić, czego nie proponowano, konsultacje uniwersyteckich wydziałów historii – ryzyka pochopnych i dowolnych ocen. Choć i to rozwiązanie nie byłoby pozbawione słabości, związanych np. z nieuwzględnieniem w tym wykazie nazw synonimicznych lub bardzo zbliżonych. W jakich sytuacjach lepiej nie ingerować?

Przed kilkoma tygodniami do Sejmu trafiła kolejna perełka. To senacki projekt „ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej“. Jest już po pierwszym czytaniu. Teraz trwają prace w komisjach. „Opiekunem“ projektu ze strony Senatu jest Robert Mamątow (senator z PiS, dawny działacz opozycji, z wykształcenia technik budowlany). „Ustawa o zmianie ustawy” w zamyśle autorów ma sprecyzować pojęcia „inny system totalitarny“ (art 1, ust. 3) oraz „pomniki“ (art 5a, ust. 2). Efektem jest znaczące, wręcz rewolucyjne poszerzenie zawartości tych terminów:

Za inny ustrój totalitarny uważa się w szczególności faszyzm, nazizm niemiecki, nacjonalizm ukraiński i litewski, militaryzm pruski, rosyjski i niemiecki.

Do rodziny „totalitarnych nacjonalizmów” nie zalicza się więc ich polska odmiana.

Natomiast przez „pomniki“ uważa się:

Kopce, obeliski, kolumny, rzeźby, posągi, popiersia, kamienie pamiątkowe, płyty i tablice pamiątkowe, napisy i znaki.

Zdaniem wnioskodawcy pomniki te nie mogą (art 5a, ust. 1):

(…) upamiętniać osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących komunizm lub inny ustrój totalitarny, ani w inny sposób takiego propagować.

Wnioskodawca wskazał też na możliwość odstępstw od zasady zgłoszonej w powyższym artykule. Nie będzie się go stosować, jeśli obiekt nie jest wystawiony na widok publiczny; znajduje się na terenie cmentarza lub innych miejsc spoczynku; powstał w wyniku działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej, naukowej czy innej, aż w końcu jest wpisany do rejestru zabytków.

Dalej przewidziano – przed wydaniem przez wojewodę decyzji o usunięciu takiego pomnika – zasięgnięcie opinii w Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Placówka ta staje się więc coraz bardziej omnipotentna. Innych historyków, którzy mogliby się w takich sprawach wypowiadać, widać nie ma lub ich nie potrzeba.

Właściwie można byłoby skwitować te propozycje jako kuriozalne i zamknąć temat. Ponieważ jednak proponowane zmiany mają duże szanse być przyjęcie, należy zacząć mówić o nich głośno, wręcz bić na alarm. Kilka przykładów złożoności minionej rzeczywistości historycznej przytoczył dr M. Bartoszewicz. Bez problemu mogę wskazać inne. Mam jednak duże wątpliwości, czy IPN jest w stanie sprostać zadaniom, które chce mu postawić wnioskodawca. Z jakiego powodu zrezygnowano np. z opinii uniwersyteckich i PAN-owskich ośrodków, które dysponują wystarczającą wiedzą i kompetencjami, by w sposób rzeczowy się wypowiedzieć? A w ogóle czy podjęto jakiekolwiek konsultacje na temat znaczenia terminu „ustrój totalitarny“? Uzasadnione jest raczej przypuszczenie, że nie chodzi tu o „posprzątanie“ po minionych epokach, lecz o traktowanie historii jako oręża do rozgrywania bieżącej polityki, tym razem w relacjach międzynarodowych.

Zmianami w ustawie dotknięte zostaną przede wszystkim tereny, które państwo polskie przejęło po 1945 r., tzw. (po)niemieckie. Kuriozalna definicja totalitaryzmu, w której rozciąga się go na pruski i niemiecki nacjonalizm, może stać się wygodnym pretekstem do rozprawy z dziedzictwem kulturowym tych terenów, które nie jest w końcu polskie. Grozi nam też konflikt z mniejszościami narodowymi z tych samych powodów. Można sobie wyobrazić pokusę wnioskowania o usunięcie wszystkich pomników poległych podczas I wojny światowej, które w dużych ilościach znajdują się na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku. Wszak czczą bojowników niemieckiego militaryzmu.

Czy wówczas – po usunięciu tych ostatnich śladów – będziemy czuli się lepiej? Będziemy oddychać innym powietrzem? Będziemy bezpieczniejsi w oczyszczonym krajobrazie historycznego dziedzictwa? Takie próby czyniono już w przeszłości, skończyły się – jak wiadomo – niepowodzeniem i uczuciem zawstydzenia. Czy czeka nas kolejna powtórka z historii?

Zob.

Piotr Madajczyk, „O zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego”, w: Biały, bardzo biały, 6.12.2016.

Andrzej Nowak, Ustawodawcy kłopoty pamięcią. Twórczy zapał jakiejś części posłów nie zna granic. Także granic elementarnego rozsądku, „wpolityce“, 12.12.2016.

Bartosz T. Wieliński, Setki „demoralizujących” pomników czeka rozbiórka. Rząd chce wydać na to miliony, „Gazeta Wyborcza“, 13.12.2016.

Rudolf Urban, Säuberungsaktion? / Czystka? „wochenblatt.pl“, 13.12.2016.

Dyskusja nad konsekwencjami dla mniejszości narodowych i etnicznych, wynikającymi z wejścia w życie przepisów projektu ustawy o zmianie ustawy o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej (druki nr 985 i 1080), 13.12.2016.

Adam Leszczyński, Posłowie wymyślili nową definicję totalitaryzmu. Kompletnie bez sensu, „oko.press“, 13.12.2016.

Paweł Wroński, Prawo o „demoralizujących pomnikach” trafi do zamrażarki? Wnosi o to minister Waszczykowski, „Gazeta Wyborcza“, 16.12.2016.

Krzysztof Ogiolda, Pomniki zostają na swoim miejscu, „nto.pl“, 21.12.2016.

Wiktor Ferfecki, Koniec wojny na pomniki, „Rzeczpospolita”, 16.02.2017.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj