Powrót do Realpolitik w relacjach polsko-niemieckich?

Będę bronić decyzji Oxford Dictionaries uznającej za słowo / pojęcie roku 2016 „post-truth“ (post-prawda). Jest ono bardzo przydatne, by opisać ważną przyczynę dzisiejszych kryzysów wewnętrznych, ale i międzynarodowych. Miejsce faktów, argumentów i dowodów zajęły pogłoski i wymysły, gra emocjami na skalę dotąd niespotykaną. Tradycyjne środki komunikacji, jak prasa, radio czy telewizja, związane z nimi dziennikarstwo dały się zepchnąć do narożnika, ich miejsce zajęły – choć wielu z nas nie chce tego przyjąć – media społecznościowe i ich osobowości. Słowo / pojęcie „post-truth“ możemy też z powodzeniem zastosować analizując bieżące relacje polsko-niemieckie.

W jednym z wcześniejszych wpisów zaproponowałem taką definicję „post-truth“:

Chodzi o takie myślenie czy działania polityczne, w którym – jak to się mówi – obiektywne fakty, prawda nie są decydujące. Oczywiście, taki sposób patrzenia i podejmowania decyzji stoi w opozycji do zasad oświeceniowego rozumu. Wnioski wysuwa się nie na podstawie analizy zweryfikowanych faktów, choć są one dostępne, lecz zbioru kłamstw, oszustw czy zmanipulowanych informacji. W tym przypadku chodzi o emocje, uczucia, i powstały pod ich wpływem impuls, a nie racjonalne, możliwie chłodne rozważenie za i przeciw oraz podjęcie decyzji na jego podstawie. Społeczna rzeczywistość przekształca się w postmodernistyczną opowieść, zgodnie z którą nie ma faktów, a jedynie różne i równoprawne narracje.

Relacje polsko-niemieckie ulegają ciągłej zmianie. Bilans jest więcej niż pozytywny, ale dostrzegalne są także okresy gorszej współpracy czy sprawy sporne. Stają się one mniej lub bardziej widoczne w zależności od barw politycznych dominujących w Warszawie (moim zdaniem zmiany w Berlinie miały tu mniejsze znaczenie). Z perspektywy ponad 25-letnich naszych kontaktów zwłaszcza dwóch aktorów odegrało / nadal odgrywa znaczącą rolę. Jednak nie zawsze ich drogi pokrywały się. Są to rządy i społeczeństwa. Bez wątpienia pierwsze 5 lat po 1989 r. były okresem wzrostu. Obie linie szły w parze.

Działania rządów były wspierane przez oba społeczeństwa, zwłaszcza ich elity i grupy najbardziej aktywne (organizacje pozarządowe). Przed obu państwami stały ciągle problemy do rozwiązania, które genezą sięgały niejednokrotnie II wojny i jej skutków. Od końca lat 90. drogi między obu aktorami zaczęły się powoli rozchodzić. Po ożywionych relacjach międzyrządowych nastąpił okres spowolnienia, braku pomysłów na dalszy rozwój współpracy. Społeczeństwa nadal jednak rozwijały sieć kontaktów na różnych polach.

Wstąpienie Polski do UE zakończyło okres polsko-niemieckiego politycznego współdziałania, ale też pewnej nierównowagi wynikającej ze słabszej pozycji Polski i przyjętej przez Niemcy (zresztą z korzyścią dla nas) roli patrona i promotora europejskiej polityki Warszawy. Po 2004 r. Warszawa mogła już w sposób niezależny szukać swego miejsca w nowym związku i budować sojusze na innych podstawach niż tylko sąsiedztwo. Z biegiem czasu relacje bilateralne, które dotąd dominowały wzajemne kontakty, zostały uzupełnione o ich wielostronny wymiar. Polska i Niemcy, dwaj zaprzyjaźnieni sąsiedzi, byli ważnymi graczami europejskimi, którzy mimo rysujących się różnic nadal widzieli potrzebę ścisłej współpracy europejskiej. Kulminacja tego współdziałania nastąpiła w latach rządów Platformy Obywatelskiej.

Było to bardzo widoczne w momentach kryzysowych UE. Polska była najbardziej stabilnym państwem w tej części Europy, gwarantem realizacji projektu integracyjnego, krajem dość dobrze radzącym sobie gospodarczo. Współpraca z Niemcami była naturalnym instrumentem politycznym, choć w relacjach bilateralnych czasami dochodziło do nieporozumień lub momentów ochłodzenia (m.in. sprawy energetyczne i bezpieczeństwa). By uniknąć w przyszłości takich sytuacji, oba rządy opracowały w 2011 roku mapę drogową, która miała być realizowana w następnych latach.

Społeczeństwa obu państw na czasem pojawiające się problemy na płaszczyźnie wielkiej polityki reagowały spokojnie. Kontakty i współpraca rozwijane lokalnie, z udziałem samorządów, stowarzyszeń i organizacji, zaangażowanych osób, żywa wymiana kulturalna stały się jednym z największych osiągnięć ostatniego ćwierćwiecza. Poprawę wzajemnego postrzegania się potwierdzają wyniki badań opinii publicznej (Barometr Polska-Niemcy).

Wydarzenia międzynarodowe, zwłaszcza kolejne kryzysy w Europie, nie pozostały bez wpływu na dalszy kształt relacji polsko-niemieckich. Do niejako naturalnych różnic zdań, niekiedy bardzo głębokich, doszły jednak różne „kreacje” Warszawy, mające z założeniu podkreślić nowy rozdział polityki wobec sąsiada i wobec zjednoczonej Europy. Rzekome wstawianie z kolan rychło stało się jednak problematyczne i obróciło się w figurę satyryczną (podobnie jak fantasmagorie o Międzymorzu). Jakie konkretne propozycje Polska ma? Co chce wnieść do wielkiej europejskiej reformy poza rzucaniem w przestrzeń mglistego zwrotu o reaktywacji „Europy ojczyzn”?

Nie wiadomo, choć minął ponad rok od zmiany rządu. Za to nasza polityka wewnętrzna stała się przedmiotem analizy międzynarodowych organizacji i krytycznych wypowiedzi zagranicznych polityków i analityków. Niemcy, które znów próbuje się obsadzać w roli wroga, na ogół zachowują wymowny dystans i milczenie. Nieszczęsna szarża naszego ambasadora na polu filmowym i nie tylko jest przykrą kompromitacją i obniżeniem znaczenia polskiej placówki jako centrum informacji o Polsce w Niemczech. Można mieć wrażenie, że w 2015/2016 roku polityka faktów i programów (nie pozbawionych przecież kolizji), została zamieniona na politykę „post-truth“ i sygnałów adresowanych do tzw. twardego elektoratu. Polska uczestniczy w tej grze.

Przykładów można wskazać wiele. Półprawdy, niepotwierdzone opowieści, zbyt łatwe uproszczenia pojawiają się w ustach naszych nominalnie najważniejszych polityków. Polska dyplomacja, zamiast nawiązać do dziedzictwa poprzednich rządów, oczywiście po jego krytycznym przeglądzie, do czego ma prawo, wybrała dryf po jak się okazało co najwyżej dużej balii, z której od czasu do czasu gromko (i suwerennie) pokrzykuje. Uczestniczyły w tym / i nadal uczestniczą / media. Mapa drogowa dla Polski i Niemiec odeszła do lamusa historii, zaczęło się przelewanie z pustego w próżne. Co dalej? Może odpowiedź przyniesie wróżenie z fusów?

Kłopot polega jednak na tym, że sytuacja robi się jakby zbyt wybuchowa na parzenie kawy. I niestety nasz kraj zalicza się do tych, którzy nie pomagają, a sprawiają problemy. Przez lata mówiono o Polsce Tuska i Polsce Kaczyńskiego. Teraz są już dwie Europy, a wśród przywódców obu są nasi dwaj byli premierzy… Sukces? W interesie państwa polskiego powinien być powrót do Realpolitk rozumianej jako polityka oparta o fakty i rachunek rzeczywistych interesów (a nie urojeń i kompleksów). Należy raz jeszcze przemyśleć bilans relacji nie tylko z naszym zachodnim sąsiadem i skupić się na rzeczach najważniejszych, o rzeczywiście historycznym znaczeniu.

Polepszeniu atmosfery dwustronnych i wielostronnych relacji nie służą nieprzemyślane kroki i takież wypowiedzi. Tak postrzegam nie tylko działalność szefa naszej dyplomacji. Należy do nich nagły pomysł rozszerzenia granic Opola, czy też projekt senacki „nowelizacji do nowelizacji”, który pod koniec ubiegłego roku trafił do Sejmu. Polska polityka zagraniczna powinna wreszcie się określić, być spójna, w sposób klarowny i przekonujący formułować główne cele. W relacjach polsko-niemieckich tylko to się będzie liczyć, bazowanie na emocjach, próby ożywienia historycznych resentymentów do niczego nie doprowadzą i nie zamaskują pustki. Istnieje niewątpliwie potrzeba zrewidowania starych form, szukania nowych sposobów informowania i przekonywania. Relacje polsko-niemieckie potrzebują nowych impulsów, a nie wywracania do góry nogami.

Czy to tylko zadania dla sfery politycznej? Stoją one także przed społeczeństwami obu państw. Są to zadania jak najbardziej realne, czyli wiodące do konkretnych działań, a nie tylko kliknięć w mediach społecznościowych i sporadycznego uczestnictwa w jakimś „iwencie”. Sieć nie zastąpi obywatelskiego zaangażowania, także na tym polu.

Zob.

Andrzej Kerner, Głód niewysłuchanych, „laboratorium.wiez.pl”, 7.01.2017.

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Krzysztof Kawalec

    No więc chyba Realpolitik w polsko-niemieckich relacjach rzeczywiście wróci – na co być może wskazuje komentarz Gerharda Gnaucka w Die Welt.
    I może nie będzie to takie złe…
    Dla Krzysztofa Ruchniewicza gratulacje za prorocze odczytanie znaków czasu, z życzeniami, by spełniały się nie tylko złe proroctwa.

  2. Arkadiusz Stempin

    Oprócz establishmentu obydwu krajów i społeczeństw, dodałbym jeszcze jednego aktora politycznego, który w l. 90 kruszył kopie o poprawę relacji polsko-niemieckich – Kościół katolicki, i to oczywiście po obydwu stronach. Biskup Domin, abp. Muszyński, kard. Macharski, abp. Życiński, kard. Lehmann, kard. Volk, by wymienić tych najbardziej aktywnych w dialogu. Sprzyjało mu poparcie papieża Jana Pawła II.

    W kwestii post-prawdy w relacjach polsko-niemieckich kluczowe jest zdanie Autora, że „sieć nie zastąpi obywatelskiego zaangażowania”. A ma ono duże szanse, skoro Polaków i Niemców łączy silny splot partnerskich związków, miast, uczelni i środowisk.

  3. Krzysztof Kawalec

    Z kronikarskiego obowiązku odnotuję dwa poważne problemy, który pojawiły się we wzajemnych relacjach w czasach idylli –czyli rządów koalicji PO-PSL. Pierwszy dotyczył odmiennych poglądów na bezpieczeństwo energetyczne krajów środkowej Europy; drugi kwestii zgody na przyjmowanie przez Polskę imigrantów, w ilości sugerowanej przez instytucje unijne. W tej sprawie oparł się, narażając na międzynarodową krytykę, rząd Ewy Kopacz, wedle posiadanych przeze mnie informacji niePiSowski. Nie kwestionując diagnozy Autora, że w relacjach polsko-niemieckich pojawiły się rysy, mam wątpliwości, czy można go tak ściśle wiązać z rezultatami wyborów, przez media niemieckie niewątpliwie przyjętych bez entuzjazmu.

    Nie jest ścisła – oględnie mówiąc – informacja Autora o „nagłym pomyśle” rozszerzenia granic Opola. Pomysł pojawił się jakieś trzy kwartały temu, o ile nie dawniej. Nie może być zatem uznany za „nagły”. Wedle mojej wiedzy, forsował go prezydent Opola, w wyborach samorządowych startujący wcześniej jako kandydat niezależny, poza PO oraz PiS. Faktem jest, że rozszerzenie granic Opola spotkało się ze sprzeciwem, przybierającym gwałtowne, często gorszące formy: z kocią muzyką, wyzwiskami pod adresem prezydenta, próbami zakłóceń uroczystości rocznicowych z udziałem władz miejskich (np. 3 maja). Faktem jest także, że w pewnym momencie do grona środowisk protestujących dołączyła lokalna mniejszość niemiecka.

    Poza wszystkim innym zastanawiam się, czy tego rodzaju kwestie, jak przesunięcia granic administracyjnych w obrębie gminy w którymś z zaprzyjaźnionych i rozwijających partnerskie relacje krajów w ogóle mogą rzutować na relacje pomiędzy nimi. Chyba nie?

    • Analizując stan relacji między narodami, warto czasami pomyśleć, jak sami reagowalibyśmy na podobne decyzje, ale dotyczące nas, Polaków. Przykład może być bardzo prosty: załóżmy, że władze Wilna poszerzają granice miasta, włączając do niego rejon wileński, gdzie Polacy są „większością narodową” (ponad 50% mieszkańców), zmniejszając w ten sposób statystycznie udział polskiej ludności w całej populacji. Nie sądzę, żeby było to dobrze w Polsce odebrane – niezależnie od opcji politycznej.

    • Komentarz autora odnośnie zmiany granic miasta Opola jest jak najbardziej trafny i wpisuje się w aktualną sytuację polityczną, łącznie z podejściem do stosunków polsko-niemieckich.

      Nie byłoby tego pomysłu, gdyby nie przejęcie władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość. Świadczą o tym zarówno fakty, takie jak choćby to, że plan został ogłoszony 20.11.2015 roku (wcześniej nigdzie nie było o nim mowy), czyli mniej więcej miesiąc po wyborach, jak i fakt, że jego największym sprzymierzeńcem od samego początku był pochodzący z Opola wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, który wcześniej podczas wyborów samorządowych zrezygnował z samodzielnego startu na fotel prezydenta Opola i poparł właśnie Arkadiusza Wiśniewskiego.

      O tym, że powiększenie Opola ma jak najbardziej kontekst mniejszościowy, a w ślad za tym kontekst polsko-niemiecki, świadczą zarówno mocno antyniemieckie opinie wygłaszane przez włodarzy miasta, jak i przez samego ministra w tym temacie, jak i obiektywny fakt, iż mniejszość niemiecka utraciła poprzez powiększenie miasta wcześniej już nabyte prawa (tablice dwujęzyczne, język pomocniczy, możliwość efektywnej partycypacji w życiu społecznym). Najbardziej uderzający w tym procesie jest zupełny brak dialogu ze społeczeństwem, które nie tylko jasno wyraziło swą opinię w konsultacjach (ponad 95% było przeciwne przyłączeniu do Opola), poprzez protesty, a ostatnio nawet poprzez głodówkę, gdzie wśród głodujących od 26.12.2016 roku do dnia dzisiejszego są również mieszkańcy posiadający niemieckie pochodzenie.

      Ten przykład zmian granic jak najbardziej rzutuje i będzie rzutował na „partnerskie” relacje obu krajów. Już w listopadzie 2016 roku był jednym z tematów rządowych rozmów polsko-niemieckiego okrągłego stołu poświęconego sytuacji Polaków w Niemczech i mniejszości niemieckiej w Polsce. W 2017 roku rozmowy mają być kontynuowane z udziałem stron społecznych – jaki będzie w tej sytuacji ich klimat?

  4. Nie mamy wpływu na szaleństwa władzy takiej czy owakiej (pozostaje tylko mieć nadzieję, że nie czeka nas podobnie egzotyczny rząd w DE), natomiast mamy coś, co jest niezależne od rządu: polsko-niemieckie kontakty osobiste, kontakty instytucji naukowych i organizacji pozarządowych. Dzieje się w tej sferze wiele – obserwuję np. z rosnącym podziwem bardzo zaawansowany program nauki języka i kultury niemieckiej w jednej ze społecznych szkół średnich w Warszawie. Oprócz konieczności walki z durnotami internetu mamy jeszcze jeden: rozwijać kontakty między naszymi narodami, bo mosty między ludźmi zbudowane przez ludzi spalić najtrudniej.

  5. Ryszard Matura

    Zacznę od dziennikarzy. Nawet w TVN24 zaczynają być „spolegliwi” wobec Nowej Wizji wizjonerów z trzeciego rzędu. O polityce zagranicznej mówić, to trochę żenujące, ala „może doczekamy”. Pocieszające jest to, że nadal utożsamianie się, czy pragnienie, czy przekonanie o potrzebie należenia do UE w społeczeństwie jest mocne i nawet kiepski „wizjoner”, jak na razie, nie ma tu sukcesu. Pozostaje nadzieja, a nawet przekonanie, że to się utrzyma, nawet jeżeli motywem tego są jedynie korzyści osobiste, materialne, bo z tego najtrudniej zrezygnować. Wkroczmy w Nowy Rok z tym może trywialnym, ale mimo to pozytywnym nastawieniem.

  6. Katarzyna Chimiak

    Smutny tekst, z którym trudno się nie zgodzić. Sama złapałam się dziś na tym, że dałam się zaplątać w pułapkę zbyt łatwego zawierzania wiadomościom rozpowszechnianym w internecie tylko dlatego, że dane wiadomości pasują do mojego obrazu świata. Dużo moich znajomych udostępniało i komentowało dziś wpis na pewnym blogu opisujący antysemicki incydent, do którego miało dojść w pewnym lokalu w centrum Warszawy, niektórzy z nich zaczęli już nawet nawoływać do bojkotu konsumenckiego. Jedna z moich koleżanek, zresztą historyczka, trzeźwo zwróciła uwagę, że przecież nie wiemy, jak to zdarzenie dokładnie wyglądało, mamy tylko jedną relację, a już chcemy wydawać wyrok. Osobiście wierzę, że ta relacja jest wiarygodna, ale przecież w dokładnie na tej samej zasadzie rozpowszechniane są różne historie fałszywe. Wystarczy, że pasują do czyjegoś obrazu świata, a my przytłoczeni ogromną ilością informacji, jakie codziennie odbieramy, tracimy nawyk ich weryfikowania – bo szkoda na to czasu.

  7. Peter Oliver Loew

    Dobre. Emocje niestety w bilateralnych relacjach miewają też swoje negatywne skutki. Patrz np. arcydziwne dyskusje na tle zamordowanego polskiego kierowcy. Trzeba bardzo szybko opracować strategie przeciw „post-truth” – i walczyć o liberalną demokrację. Z emocjami.

Skomentuj