Paragraf a historia

Od jakiegoś czasu wokół historii, historyków, polityki historycznej trwa ożywiona dyskusja, w której mieszają się głosy najróżniejszego rodzaju i wagi. Śledzę je dość uważnie i nie mogę pozbyć się wrażenia, że historia jest w opinii części uczestników tej wymiany poglądów przede wszystkim jakimś kłopotem, zagrożeniem, które musimy zwalczać nie tylko czujnością i kontrolą, ale wyrokiem sądu. Przeszłość, oprócz tego że stanowi przedmiot badań i edukacji, jest też ogromnym rezerwuarem argumentów, haseł i kostiumów na każdą okazję. Ludzie odwołują się do niej w różny sposób, mądrze i głupio. Czasem naginają interpretacje, czasem wręcz kłamią, czasem się mylą. I co z tym zrobić?

W Polsce trwają prace nad zmianami w prawie, które miałyby brać w obronę dobre imię Rzeczpospolitej przed

(…) publicznym i wbrew faktom przypisywaniu narodowi polskiemu udziału, organizowania, odpowiedzialności lub współodpowiedzialności za popełnienie zbrodni przez III Rzeszę niemiecką.

Jako koronny argument podaje się pojawiający się w mediach zagranicznych zwrot o „polskich obozach koncentracyjnych“. W 2015 r. pierwszych tygodniach 2016 r.  MSZ podjął interwencję w 36 przypadkach (przede wszystkim prasa), w tym 3 w Niemczech. Efektem były natychmiastowe przeprosiny i wycofanie błędnych stwierdzeń. Nikt z winnych nie obarczał Polaków budową i prowadzeniem owych obozów. Określenia: w Polsce, polski zastosowano w celu skonkretyzowania usytuowania terytorialnego, nie wykazując przy tym wrażliwości na możliwe fałszywe zrozumienie całej wypowiedzi lub po prostu grzesząc pośpiechem i brakiem wiedzy.

Czy procedowane zmiany prawne są potrzebne do zwalczania takich przypadków? Najważniejsza jest edukacja, podtrzymywanie pamięci o sprawcach ludobójstwa, uczulanie na te kwestie mediów (świetna aplikacja REMEMBER powstała z Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau) i gdy trzeba interwencje bezpośrednie. A może chodzi o znacznie szersze rozumienie owego „przypisywania“? Dyskusję taką prowadziliśmy już w latach 2007-2008 (chodziło wtedy o współudział w zbrodniach nazistowskich i komunistycznych). Pojawiły się wtedy obawy przed groźbą penalizacji niektórych badań i wypowiedzi na tematy historyczne.

Jaki ostateczny kształt przyjmą proponowane zmiany, jeszcze nie wiadomo. Dyskusja zapewne będzie bardzo żywa, bo wiąże się z granicami wolności słowa. W mediach już pojawiły się pierwsze wypowiedzi. Podobnie jak było to przed ośmiu laty pojawiają się obawy, czy proponowane zmiany będą dotyczyć faktycznych kłamców, czy także stworzą ograniczenia dla swobody badań historycznych. Na to zapewne polscy historycy się nie zgodzą.

Niezależnie od tego, jakie zmiany w prawie byłyby czynione, wyroki sądowe nie zastąpią edukacji, rzetelnych badań ani nie zapewnią upowszechnienia jakiejś określonej wizji naszej historii, którą nadrzędny czynnik (czyli kto?) uznałby za słuszną.

Zob. mój wcześniejszy wpis z 15.02.2016:

Którędy do Pacanowa? (tam też więcej odsyłaczy do tekstów na ten temat).

oraz:

Artykuł 55. Kilka słów o trudach obrony dobrego imienia Polski, „Dekoder. Biuletyn“, 27.02.2016.

Michał Wilgocki, Muzeum Auschwitz do dziennikarzy na całym świecie: Nie było „polskich obozów śmierci”. Dajemy wam proste narzędzie, byście nie powtarzali tego błędu, „Gazeta Wyborcza“, 16.02.2016.

Paweł Wroński, Minister Jaki dobiera się do konstytucji, „Gazeta Wyborcza“, 17.02.2016.

Dariusz Libionka, Truth About Camps, czyli Polacy, nic się [w 1942 r.] nie stało, „Zagłada Żydów. Studia i Materiały“, 2012, t. 8. 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj