Nic nowego pod słońcem?

W czasie porządkowania zebranych kserokopii różnych dokumentów zwróciłem uwagę na korespondencję z lutego 1982 r. między centralą MSZ w Warszawie a konsulatem generalnym PRL w Lipsku. Konsul generalny przekazał do stolicy informację o apelu, który zamierzał zainspirować wśród Polaków zagranicą. Dotyczył on konieczności zachowania jedności „ponad podziałami” w okresie bezpardonowych – jak to odbierała Warszawa – ataków na Polskę w świecie. Pojawiła się w nim również inicjatywa powołania „Polskich Komitetów do Walki z Oszczerstwami“ (względnie Komitetów Antydyfamacyjnych). Przed kilkoma dniami z wezwaniem do Polaków o zbliżonej treści wystąpił jeden z prominentnych polityków partii rządzącej1. Pewne pomysły, jak widać, rzeczywiście mają charakter ponadczasowy…

Historyczne źródła

Zanim przejdę do omówienia projektu apelu, kilka zdań o notatce dla centrali MSZ na temat dyfamacji. Jej autorem był Zygmunt Radłowski, konsul generalny PRL w Lipsku. Przygotował on wywód historyczny, z przywołaniem różnych źródeł. Działania dyfamacyjne były już znane w czasach Aleksandra Macedońskiego (znane przysłowie: „calumniare andacter semper aliquid haeret!“). Według Plutarcha w orszaku Aleksandra Macedońskiego znajdował się swego rodzaju specjalista, któremu przykazano:

(…) śmiało kąsaj i rzucaj oszczerstwa, albowiem choć rana ukąszonego zagoi się, to zawsze blizna oszczerstwa pozostanie“.

W doktrynie prawa karnego określenie „dyfamacja“ nie jest nowe, determinują ją dwa elementy: zła wola oraz rozgłos jako instrument przekazu społecznego w celu upowszechnienia negatywnych, fałszywych opinii o kimś, o czymś, o narodzie, systemie politycznym itd.

Forma propagandy

By można było tego rodzaju enuncjacje ścigać, muszą zawierać zarzut złośliwego postępowania, poniżania godności ludzkiej w oczach opinii publicznej lub narażać na utratę zaufania potrzebnego dla zawodu lub działalności społecznej.

Dyfamacja i kreowane przez nią pojęcia korelują z negatywną stereotypizacją grup społecznych, narodów, systemów społecznych itd. – zauważył jak najbardziej zreszta trafnie Z. Radłowski. Jest ona pochodną negatywnego stereotypu, który jest zjawiskiem podświadomego, emocjonalnego działania ludzkiego, niepopartego faktami i głęboko tkwiącego w psychice ludzkiej, zatem pojęcia te i pochodne od nich mogą być wykorzystywane jako instrumenty świadomego i celowego działania dyfamacyjnego w stosunkach społecznych w skali jednego kraju, jak i w stosunkach międzynarodowych.

Jak zwalczać ataki tego rodzaju? Bo że zwalczać je trzeba, nie ulegało dla autora wątpliwości. Nie istniała jednak żadna norma prawa międzynarodowego, ani też żadna deklaracja UNESCO czy ONZ, która uznawałaby dyfamację za delikt prawno-międzynarodowy w stosunkach międzynarodowych. Z tego powodu Radłowski podkreślał, że musi się to stać specjalnym zadaniem polskiej dyplomacji. Potrzebne jego zdaniem było stworzenie organizacji, która mogłaby wesprzeć te działania (wzorem miała być utworzona w USA żydowska Anti-Defamation League / Liga do walki z oszczerstwami)2.

Według Radłowskiego Polska była od 200 lat obiektem „globalnej antypolskiej propagandy“, która wyrażać się miała poprzez media, ale także być obecna choćby w dowcipach o Polakach. Nieważne, że chyba nie ma nacji pod słońcem, z której świat się czasem nie śmieje. Z Polaków śmiać się nie wolno, bo można być oskarżonym o antypolonizm.

Lipski apel

Pracownicy konsulatu polskiego w Lipsku (wtedy NRD) przygotowali treść apelu, który miał być skierowany przez enerdowską Polonię do Polaków w świecie. Ten okazał się być bowiem głuchy na trudne położenie Polski i wyższą konieczność takich a nie innych działań jej władz, przede wszystkim w postaci wprowadzenia stanu wojennego. Szło więc niby o Polskę, ale tak naprawdę o odbiór polityki jej ówczesnego rządu.

Przeciwstawiajmy się oszczerczym sloganom, kłamliwym plotkom, brońmy prestiżu naszej Ojczyzny, Dajmy temu wyraz na zebraniach i wiecach.

A że „Polacy nie gęsi”, to i odwołania do strof narodowej poezji nie mogło zabraknąć. W napisanym w konsulacie apelu, który miał być głosem jednej z grup polonijnych, przytoczono słowa Marii Konopnickiej „Idziem do ciebie, ziemio, matko nasza…“.

Na koniec raz jeszcze odwołano się do łączności Polaków w kraju i zagranicą:

Mimo, że żyjemy poza naszym ojczystym krajem – bądźmy jednością. Wszyscy wywodzimy się z jednego pnia, jedną mamy matkę i jedną Ojczyznę – jest nią silna Polska.

Jąkanie się historii

Trzeba jednak podkreślić, że autor apelu nie zamierzał w imię jedności biało-czerwonej drużyny zapominać o imponderabiliach. Chodziło o obronę nie Polski w ogóle, a Polski Ludowej.

A przecież tylko Polska socjalistyczna może zapewnić Polakom wolność, suwerenność, należyte miejsce w Europie, uznany prestiż międzynarodowy. Świadczy o tym cały jej powojenny rozwój.

Czytając dokumenty sprzed 35 lat, co rusz przypominałem sobie fakty z naszej współczesności. Pozostawiam językoznawcom zestawienie bieżących wypowiedzi, świadczących o polskim niepogodzeniu się z zewnętrzną krytyką, z owymi historycznymi już dokumentami. Apel lipski publikuję na koniec tego wpisu jako pdf. Czy są jakieś podobieństwa? „Historia lubi się powtarzać. To fakt – stwierdzał Stanisław Jerzy Lec i jak zwykle celnie puentował – Ale często się jąka“.

Ps. Ostatecznie centrala zrezygnowała z rozesłania apelu. Co stanęło na przeszkodzie? Nie wiadomo.

2018-02-13_amsz_apel

Przypisy

  1. Zob. Karczewski do Polonii: Proszę o reagowanie na przejawy antypolonizmu, „gazetaprawna.pl“, 7.02.2018
  2. Zob. Anti-Defamation League

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Krzysztof Kawalec

    Nic nowego, to prawda. Konteksty się zmieniają, a słowa pozostają te same. Czy jednak w przypadku zmiany kontekstu oznaczają nadal to samo? Czy ma coś wspólnego rząd stanu wojennego z gabinetem, którego legitymacja pochodzi z aktu wyborczego? A co wspólnego miało domaganie się prawa narodu do wolnych wyborów z kontestowaniem werdyktu wyborczego, w imię przekonania, że się reprezentuje „lepszą” – lepiej wykształconą – część społeczeństwa? W początkach lat 80. ten argument działał na rzecz komunistów, choć nie używali go z racji sprzeczności z fasadą „robotniczego” państwa.

    Podobne słowa mogą zatem wyrażać odmienne treści. Historia nie powtarza się, chyba jako farsa – wyraził się kiedyś K.Marks i była to bodaj jedyna jego myśl, z którą bym się zgodził. Także i tu mi pasuje.

    Kilka słów o zasadzie „right or wrong, my country”. Znana przynajmniej od połowy XIX stulecia, przez wielu uważana za fundamentalna dla patriotyzmu, bywała też i jest kwestionowana. Czy członków wspólnoty politycznej, jaką jest naród, obowiązuje lojalność wobec niej, wykluczająca lub ograniczająca swobodę jej krytyki na zewnątrz? Jedni uznają, że tak, inni że nie. Jest się nad czym zastanawiać. „My mother, drunk or sober” – sarkazm Gilberta Keitha Chestertona oddaje tu istotę problemu. Jako wolni ludzie możemy mówić wszędzie o wszystkim, ale wyzbywanie się wszelkich zahamowań niekoniecznie dobrze o nas świadczy…

    • Ustosunkuję się do ostatniego akapitu. Mam inne zdanie. Nie jestem przekonany, że panaceum na dyfamacje jest zwieranie szeregów, walenie w bębny itd. To właśnie krytyczny (nie mylić z krytykanckim) ogląd siebie jest jednym z warunków funkcjonowania w społeczności międzynarodowej. Przecież można być krytycznie nastawionym do własnej przeszłości, a jednocześnie być dobrym obywatelem i patriotą. Dylemat nie jest nowy. Odwołam się do klasyki polskiej. Niestety, tekst ten nie jest dostępny w necie w całości, przytacza sie go tylko we fragmentach. Dziękuję p. Ryszardowi za jego udostępnienie.

      W liście napisanym w Paryżu 14 listopada 1862 r. do Michaliny z Dziekońskich Zaleskiej trzeci z wielkich romantyków, Cyprian Norwid pisał:

      (…) Oto jest społeczność polska! – społeczność narodu, który, nie zaprzeczam, iż o tyle jako patriotyzm wielki jest, o ile jako społeczeństwo jest żaden. Wszystko, co patriotyzmu i historycznego dotyczy uczucia, tak wielkie i wielmożne jest w narodzie tym, iż zaiste że kapelusz zdejmam przed ulicznikiem warszawskim – ale – ale wszystko to, czego nie od patriotyzmu, czego nie od narodowego, ale czego od społecznego uczucia wymaga się, to jest tak początkujące, małe i prawie nikczemne, że strach pisać o tym! (…) Jesteśmy żadnym społeczeństwem. Jesteśmy wielkim sztandarem narodowym. Może powieszą mię kiedyś ludzie serdeczni za te prawdy, których istotę powtarzam lat około dwanaście, ale gdybym miał dziś na szyi powróz, to jeszcze gardłem przywartym chrypiałbym, że Polska jest ostatnie na globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród. Kto zaś jedną nogę ma długą jak oś globowa, a drugiej nogi wcale nie ma, ten – o! – jakże ułomny kaleka jest! Gdyby Ojczyzna nasza była tak dzielnym społeczeństwem we wszystkich człowieka obowiązkach, jak znakomitym jest narodem we wszystkich Polaka poczuciach, tedy bylibyśmy na nogach dwóch, osoby całe i poważne – momentalnie znamienite. Ale tak, jak dziś jest, to Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł – i jesteśmy karykatury, i jesteśmy tragiczna nicość i śmiech olbrzymi… Słońce nad Polakiem wstawa, ale zasłania swe oczy nad człowiekiem (…).

      Cyprian Norwid, Pisma wybrane, wybrał i opracował Juliusz W. Gomulicki, t. 5: listy, Warszawa 1968, s. 436-437.

Skomentuj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.