„Jeśli masy robotników nie rozumieją partii, to winna jest partia, a nie robotnicy”. Powstanie antykomunistyczne w NRD w czerwcu 1953 r.

Mija właśnie 60 rocznica powstania ludowego w NRD, pierwszego z serii masowych wystąpień przeciwko reżymom komunistycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. W polskiej świadomości historycznej, tak mocno zorientowanej na opór i walkę o wolność, wydarzenie to nie znalazło – jak dotąd – żadnego praktycznie miejsca. Przez wiele lat milczano o nim lub przedstawiano w przewrotny sposób. Także po upadku komunizmu wydarzenia te pozostały w Polsce poza odbudowywaną sceną zbiorowej pamięci. Dopiero od kilku lat można zauważyć u nas powolny wzrost zainteresowania dziejami NRD, choć nasza wiedza nadal jest niewielka. Dotyczy to także dramatycznych wydarzeń w czerwcu 1953 r. Być może niedawno otwarta wystawa przez Dom Spotkań z Historią „Chcemy być wolni” bardziej uwrażliwi nas na ten ważny fragment dziejów bloku wschodniego.

Nie próbując omawiać całości zagadnienia, chcę wskazać najważniejsze przyczyny wybuchu powstania, ukazać jego przebieg oraz skutki.

Rozwiązanie

Po wybuchu powstania 17 czerwca,

sekretarz Związku Pisarzy

kazał rozdać w Alei Stalina ulotki,

w których można było przeczytać, że naród

stracił zaufanie rządu

i mógłby je odzyskać

tylko przez zdwojoną pracę. Czy nie

byłoby wszak prościej, 

gdyby rząd rozwiązał naród i

wybrał drugi?


Bertold Brecht

Utworzenie obu państw niemieckich było jednym ze skutków konfliktu między ZSRR a USA i Wielką Brytanią, niedawnymi sojusznikami w walce z Hitlerem. Początkowa gotowość wielkich mocarstw do traktowania okupowanych Niemiec jako całości dość szybko przestała istnieć. W strefach mocarstw zachodnich i radzieckiej realizowano odmienną politykę gospodarczą i społeczną, inaczej traktowano sprawy odbudowy życia politycznego, inne były rozmiary denazyfikacji. Te różnice warunkowane były z kolei przez różne systemy ideologiczne. Radziecka strefa okupacyjna rozwijała się niemal od początku w sposób zbliżony do państw Europy Środkowo-Wschodniej, zdominowanych przez ZSRR. Poddana była radzieckiemu terrorowi, drenowana gospodarczo w imię reparacji dla zwycięzcy, ale także poddana działaniom określanym jako reformy społeczne. Jesienią 1949 r. na mapie politycznej Europy pojawiły się dwa państwa niemieckie: Niemiecka Republika Federalna i Niemiecka Republika Demokratyczna.

Przybite klęską społeczeństwo radzieckiej strefy okupacyjnej, a przynajmniej jego część (lewica socjalistyczna i komunistyczna), postanowiło przekreślić dotychczasowe tradycje państwowe i rozpocząć budowę – na wzór radziecki – „pierwszego państwa robotniczo-chłopskiego na ziemi niemieckiej”. Wierzono, że zerwanie z własną historią ustrzeże Niemców przed demonami nazistowskiej przeszłości i zmieni ich kraj w państwo pokojowe. Bazowanie na wzorach radzieckich musiało jednak spowodować skutki podobne, jak w innych krajach bloku wschodniego, zwłaszcza gdy minął okres pewnego maskowania przemian w nadziei na przyciągnięcie sympatii Niemców z zachodniej części, a wybuch wojny w Korei w 1950 r. stał się sygnałem do zwiększenia produkcji zbrojeniowej. Jej bazą był przemysł ciężki. Nastąpiło nadmierne forsowanie tej części gospodarki kosztem przemysłu lekkiego, co miało katastrofalny wpływ na poziom życia zwykłych obywateli i tak egzystujących wskutek wojennej i powojennej pauperyzacji w trudnych warunkach. Przystąpiono też do kolektywizacji rolnictwa, przeprowadzono w kilku etapach upaństwowienie gospodarki. 


Foto: Plakat propagandowy NRD obrazujący uprzemysłowienie kraju. Podpis pod plakatem: „Odbudowa idzie tak sprawnie, że nie nadąża za nią żadne kłamstwo”.

Te radykalne zmiany oficjalnie proklamowano na II Zjeździe Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (dalej SED) w lipcu 1952 r. Ponadto ogłoszono walkę o umocnienie „ludowo-demokratycznych podstaw władzy państwowej” w obliczu „zaostrzenia się walki klasowej„. Problem ten można było rozwiązać poprzez „unieszkodliwienie wrogich agentów„, co w praktyce oznaczało wydanie walki chłopom, rzemieślnikom, właścicielom małych zakładów, kupcom, hotelarzom oraz kościołowi ewangelickiemu i katolickiemu, które zachowywały dotąd względną autonomię. 

Na efekty takiej polityki – odmienne rzecz jasna od założeń władz – nie trzeba było długo czekać, coraz więcej osób opuszczało nielegalnie NRD, chroniąc się w sąsiedniej RFN, właśnie rozkręcającej swój cud gospodarczy. To „głosowanie nogami” było dotkliwym policzkiem dla władz wschodnioniemieckich. W 1952 r. uciekło 181 tys. osób, a w 1953 r. 331 tys., przy czym większość z nich przekroczyła granicę wiosną tego roku. Zważywszy, że uciekały przede wszystkim osoby młode i przedsiębiorcze, było to dużym ciosem dla gospodarki NRD. Fali tych ucieczek nie powstrzymało nawet wytyczenie pasa kontrolnego wzdłuż granicy z RFN w 1952 r., którego samowolne przekroczenie mogło grozić więzieniem lub śmiercią. Władze wschodnioberlińskie nie były jednak jeszcze w stanie zapewnić szczelności granicy. Doktrynerską i nierealistyczną odpowiedzią władz na problemy gospodarcze było podniesienie norm pracy w maju 1953 r. Zamiast uspokoić obywateli wywołano jeszcze większe wśród nich niezadowolenie.

Foto: Fragment Polskiej Kroniki Filmowej z oficjalną reakcją Berlina Wschodniego na śmierć Stalina: „Dni Wielkiej Żałoby”

Problemy NRD były z uwagą śledzone na Kremlu. Śmierć Stalina 5 marca 1953 r. oraz walka o schedę po nim nie pozostała bez wpływu na wydarzenia w NRD. ZSRR domagał się zmiany polityki gospodarczej, zniesienia restrykcji wobec niektórych grup społeczeństwa zgodnie z polityką „nowego kursu”, którą zaczęto realizować w samym ZSRR. Naciskani przywódcy NRD, chcąc pozyskać społeczeństwo dla polityki „nowego kursu” na początku czerwca 1953 r. przyznali się do popełnionych w przeszłości błędów. Nie był to jednak akt eskpiacji, nie mówiono o ukaraniu winnych ani o zadośćuczynieniu. Nie odwołano nawet owych nieszczęsnych norm produkcyjnych. Ta pusta deklaracja dolała jedynie oliwy do ognia. W dodatku nie wyjaśniono w porę nowego kursu politycznego i propagandowego aparatowi w terenie, który nie mógł przez to rozwinąć odpowiedniej akcji „uświadamiania społeczeństwa o celach partii”.

Podnoszenie norm od dawna nie szło bowiem w parze z podwyższaniem płac czy poprawą warunków pracy. Natomiast koszty utrzymania stale rosły. Do tej trudnej sytuacji doszedł jeszcze nieurodzaj z ubiegłego lata, który przyczynił się do pogorszenia zaopatrzenia w sklepach. Lepiej zarabiający (np. aparat partyjny, funkcjonariusze i działacze różnych szczebli) mogli się dodatkowo zaopatrzyć w specjalnych sklepach, jednak powstanie tych różnic wywoływało nowe pokłady niezadowolenia. Było przecież jaskrawym dowodem faktycznego rzeczywistego poziomu „równości i sprawiedliwości społecznej”. Przykładowo robotnicy Zakładów Buna w Schkopau koło Merseburga (ok. 12 000 zatrudnionych) zarabiali w czerwcu 1953 r. przeciętnie 347 marek, natomiast 16 związkowców odbierało średnio po 620 marek miesięcznie, zaś przewodniczący związków zawodowych w zakładzie aż 1 200 marek. Podobne stosunki panowały również w innych zakładach. 

Już w drugiej połowie maja 1953 r. doszło do pierwszych krótkich strajków. Wybuchały one także w ciągu następnych tygodni. Przyznanie się SED do fiaska przyjętych metod budowy socjalizmu przyczyniło się do gwałtownego zaognienia sytuacji. Wszystkie poniesione ciężary stały się jeszcze bardziej bezsensowne, a utrzymanie w takiej sytuacji wygórowanych norm było lekkomyślnym wyzwaniem rzuconym robotnikom. Wprawdzie SED musiała pod wpływem Moskwy zmienić kurs, lecz w pozostawieniu podwyższonych norm kierownictwo partyjne widziało element obrony swego tak potężnie naruszonego autorytetu. Normy stały się więc punktem honoru partii.

Foto: Pomnik Stalina przy Stalinallee. Źródło: Bundesarchiv_Bild_183-17200-0001

Szczególne niezadowolenie okazywali robotnicy budowlani z alei Stalina w Berlinie Wschodnim (dziś: Karl-Marx-Allee), jednej z najbardziej prestiżowych „budów socjalizmu”. Podniesienie norm godziło w ich egzystencję, bowiem pracowali sezonowo, do pojawienia się pierwszych mrozów, za zarobione pieniądze musieli wraz z rodzinami przeżyć zimę. A za większą wydajnością nie szły większe zarobki. Oni też jako pierwsi przerwali pracę 15 czerwca. Następnego dnia wybuchowe nastroje podgrzał prowokujący artykuł w organie związków zawodowych „Tribüne„. Stwierdzono w nim, iż „nowy kurs” w żadnym razie nie poddaje w wątpliwość podwyższenia norm. Wręcz przeciwnie, jest ono „w całej rozciągłości słuszne i dlatego ma być przeprowadzone z całą stanowczością”. Robotnicy postanowili więc osobiście poinformować władze, co sądzą o ich polityce. „Do rządu! Na Leipzigerstrasse! – to hasła – wspominał Heinz Brandt, jeden z uczestników wydarzeń – które rozlegały się ze wszystkich stron. Policjanci regulujący ruch stali speszeni i bezradni, oblewały ich fale ludzi, którzy sami jeszcze nie wierzyli, jeszcze nie pojmowali, co się tu dokonuje. Demonstracja rosła w oczach, przeradzając się w powszechne powstanie„. 


Foto: Robotnicy ze Stalinalle przed Haus der Ministerien. Źródło: Stefan Brandt, Der Aufstand. Vorgeschichte, Geschichte und Deutung bis 17. Juni 1953, München 1954, s. 97.


Reakcja rządu, który „zaryglował się pospiesznie przed swoimi robotnikami”, była dowodem zaskoczenia i chaosu, ale i strachu przed „ludem pracującym”. Robotnicy domagali się wystąpienia Waltera Ulbrichta i Otto Grotewohla, aby ci wytłumaczyli się z zaistniałej sytuacji. Do robotników przemówił jedynie minister przemysłu, Fritz Selbmann. „Z początku – wspominał inny świadek wydarzeń, Fritz Schenk, – próbował on zaprosić do budynku rządowego delegację kilku murarzy jako negocjatorów. Jednak taktyka ta nie przyniosła rezultatów. Robotnicy budowlani nie zgodzili się na wybranie przedstawiciela, który by ich reprezentował. Ponadto nie chcieli rozmawiać tylko z Selbmannem. Kiedy minister polecił ustawić stół na placu przed budynkiem i z tego miejsca chciał przemówić do zgromadzonych, strajkujący nie dali mu dojść do słowa. Albo pojawi się Grotewohl, wołali, albo jutro palcem nikt nie ruszy. Selbmann wycofał się, a demonstracja ponownie ruszyła w kierunku centrum miasta„. Minister zapowiedział wprawdzie cofnięcie norm, nikt jednak z demonstrujących w to nie uwierzył. Zresztą była to całkiem spóźniona inicjatywa. Początkowo wysuwane hasła zniesienia norm i poprawy warunków życia, szybko zastąpiły – wobec tchórzliwej postawy władz – żądania rezygnacji rządu i przeprowadzenia wolnych wyborów. Partia i rząd były sparaliżowane, inicjatywa należała do demonstrujących, a od południa 17 czerwca do dowództwa okupacyjnych wojsk radzieckich, które poleciło czołgom wjechać do centrum miasta. 

17 czerwca w Berlinie nie podjęto już pracy na rannych zmianach. Na terenie zakładów trwały dyskusje. Nowej linii partii nikt nie ufał, mimo wysiłków agitatorów, związkowców i członków SED. Delegaci robotników budowlanych z alei Stalina wyruszyli do innych fabryk i tam zachęcali do wspólnego wystąpienia. Zdecydowana większość pracujących postanowiła przyłączyć się do protestu. O godz. 7 rano, zgodnie z zapowiedziami z dnia poprzedniego począł tworzyć się pochód manifestantów. Szybko zgromadził on 25 000 osób. Ich celem była ponownie siedziba władz, tj. rządu, a nie SED. Demonstranci domagali się zniesienia podwyżek norm pracy, obniżenia cen w sklepach komercyjnych (gdzie kupowano żywność poza przydziałami kartkowymi). Ponownie pojawiło się także hasło dymisji rządu i przeprowadzenia wolnych wyborów. Tłum powiększał się z każdą chwilą mimo ulewnego deszczu.

Foto: Maszerujący robotnicy ulicami Berlina. By nie można było zidentyfikować twarzy, zdjęcie poddano retuszowi. Źródło: Juni-Aufstand. Dokumente und Berichte über den Volksaufstand in Ostberlin und in der Sowjetzone, hrsg. vom Bundesministerium für gesamte Fragen, b.m. i r.w., 11.

W tym samym czasie całe Biuro Polityczne SED, zbierające się właśnie na posiedzenie, zawezwano w trybie pilnym do siedziby radzieckiego Wysokiego Komisarza, gen. W. Siemionowa, w dzielnicy Karlshorst. Tutaj utworzono sztab kryzysowy. Członkowie władz NRD o rozwoju sytuacji w mieście dowiadywali się od samego gen. Siemionowa. „Wszedł – wspominał naczelny redaktor „Neues Deutschland” Rudolf Herrnstadt – do pokoju ze słowami: ‘RIAS podaje, że w NRD nie ma już rządu – potem usiadł przy stole i powiedział do obecnych towarzyszy radzieckich: No, prawie się zgadza’„. Również w siedzibie Siemionowa w południe przedstawiciele władz NRD dowiedzieli się o radzieckiej decyzji podjęcia interwencji tegoż dnia o godz. 13. Siemionow skwitował informację słowami: „Parę minut po pierwszej będzie po sprawie”. 

Foto: Karykatura z satyrycznego pisma „Tarantel”. Bezpieczne schronienie władz NRD. Źródło: http://www.bundesstiftung-aufarbeitung.de/fotos-und-dokumente-4035.html

Bunt społeczeństwa wpędził Waltera Ulbrichta, przywódcę narodu z własnego i radzieckiego nadania, w stan apatii. Pogłębiły ją napływające informacje o rozszerzaniu się wystąpień na cały kraj. „Nigdy nie widziałem go (Ulbrichta), zwykle bardzo aktywnego, – wspominał Hermann Matern, członek BP KC SED – tak biernego jak 17 czerwca„. Ani on, ani jego współpracownicy nie mieli pomysłu wyjścia z sytuacji. Świadczy o tym brak jasnych wytycznych, jak mają się zachować organy władzy wobec demonstracji oraz nieprzekonujące dla robotników odwołanie owych nieszczęsnych norm pracy. Zabrakło także odwagi, a może przekonania, by podać rząd do dymisji i w ten sposób uspokoić manifestantów. W pojęciu Ulbrichta musiało się to łączyć z wyrzeczeniem się pryncypiów, na co nie mógł się zgodzić. Bronić ich jednak samodzielnie również nie był w stanie. Radziecka decyzja wybawiała go więc w pewien sposób z opresji. Jednak ani on, ani jego współpracownicy nie potrafili udzielić odpowiedzi na pytanie Rosjan, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Dopiero 18 czerwca rano kierownictwo partii i rządu wróciło do zrewoltowanego miasta, w którym oddziały rosyjskie stłumiły już, jak publicznie głoszono, „faszystowski pucz” i zaprowadziły porządek.


Foto: Okładka jednej z pierwszych publikacji zachodnioniemieckich poświęconych powstaniu. Także i to zdjęcie poddano retuszowi.


Tymczasem w ciągu 17 czerwca żądania protestujących ulegały szybkiej radykalizacji. Manifestanci rozbroili policjantów, stojących na Placu Poczdamskim. Niszczono stoiska z marksistowskimi książkami. Żądania o charakterze ekonomicznym, dominujące poprzedniego dnia, zostały zepchnięte na plan dalszy przez hasła polityczne, takie jak: wolne wybory, precz z rządem i wszechwładzą SED. Bunt przeciw trudnym warunkom życia zaczął się zmieniać w bunt przeciw całemu systemowi, w antykomunistyczne powstanie. Tysiące ludzi odśpiewało trzecią zwrotkę hymnu narodowego, nie używanego w NRD, zaczynającą się od słów „Einigkeit und Recht und Freiheit für das deutsche Vaterland” (Jedność i prawo, i wolność dla niemieckiej ojczyzny). Wyrazem nienawiści do systemu było palenie i niszczenie flag, emblematów partyjnych i państwowych. Wielu członków partii pozbywało się swoich legitymacji i odznaczeń.

Foto: Rozkaz gen. Dibrowy wprowadzenia stanu wyjątkowego.

W południe padły pierwsze strzały. Oddały je w kierunku manifestantów oddziały policji, chroniące siedzibę rządu przy Placu Poczdamskim. Jednostki policji nie były jednak w stanie zapanować nad sytuacją. Nie spodziewano się zresztą tego po nich – w kierunku centrum miasta ciągnęły już kolumny czołgów radzieckich, które zajmowały pozycje w miejscach największej aktywności demonstrantów. O godz. 12.30 gen. Dibrowa, radziecki wojskowy komendant Berlina, wydał rozkaz podległym jednostkom „przywrócenia spokoju i porządku w Berlinie Wschodnim”. Działo się to jeszcze przed oficjalnym wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Demonstrantów zepchnięto częściowo do zachodnich sektorów, częściowo rozproszono. W przypadku, gdy tłum nie ustępował dobrowolnie przed nadjeżdżającymi czołgami, żołnierze strzelali. Pojawili się ranni i zabici. O godz. 13.00 przez radio i uliczne megafony podano informacje o wprowadzeniu stanu wyjątkowego. Zakazano wszelkich zgromadzeń, wprowadzono godzinę policyjną od godz. 21 do 5 rano. Osoby łamiące reżym miały być ukarane według ustaw na czas wojny.

Foto: Radzieckie czołgi na ulicach Berlina. Źródło: Bundesarchiv_B_145_Bild-F005191-0040

Nadzieje części społeczeństwa berlińskiego, że ZSRR poprze ich słuszny protest legły w gruzach. Nastąpiły nawet ucieczki ludności z centrum miasta w obawie o życie. Na ulicach pojawiły się grupy, przeważnie młodych ludzi, którzy podpalali samochody, wdawali się w starcia z grupami FDJ i enerdowskich sił bezpieczeństwa. Nie przeszkodziło to jednak w zajęciu przez oddziały radzieckie do godzin wieczornych niemal całego Berlina wschodniego. Powstanie stłumiono.

O wydarzeniach berlińskich społeczeństwo NRD informowało się niemal na bieżąco za pośrednictwem amerykańskiego radia RIAS, nadającej w języku niemieckim z Zachodniego Berlina. Rozgłośnia państwowa NRD emitowała jedynie muzykę poważną (co jednak wskazywało, że w kraju dzieje się coś niezwykłego). Mimo prób wykorzystania radia przez strajkujących robotników, którzy jeszcze 16 czerwca na falach RIAS-u chcieli wezwać robotników całej NRD do przystąpienia do strajku generalnego, dyrekcja radia zachowała duży umiar w swoich audycjach i nie starała się wpływać pobudzająco na dalszy rozwój sytuacji. Oczywiście nie zmieniło to faktu, że propaganda enerdowska później przedstawiała RIAS jako jeden z „czarnych charakterów dramatu”. „Nienawiść SED do RIAS-u – wspominał po latach swoją pracę w tej rozgłośni socjaldemokrata niemiecki, Egon Bahr, – była zrozumiała. Teoria spisku, zarzuty jakobyśmy przeprowadzili to świadomie – bzdura. Zachód został, jak później w Polsce i na Węgrzech, zaskoczony„. Audycje RIAS-u nie tylko jednak informowały na bieżąco społeczeństwo w NRD o wypadkach w Berlinie. Pośrednio przyczyniły się także do rozprzestrzeniania się powstania poza stolicę. 

Foto: Powstanie ludowe w NRD (mapa zachodnioniemiecka z 1953 r.). Źródło: http://www.bundesstiftung-aufarbeitung.de/fotos-und-dokumente-4035.html

W wielu miastach NRD doszło w tych dniach do strajków i masowych demonstracji. Główną siła napędową wystąpień byli robotnicy. Warto jednak pamiętać, że także na wsi doszło do rozruchów. W niektórych gminach chłopi manifestowali przeciwko polityce uwłaszczenia i kolektywizacji. Część chłopów przyłączała się do wystąpień robotniczych w mniejszych miastach. Zaczęto rozwiązywać spółdzielnie produkcyjne. Wbrew utartym opiniom o robotniczym charakterze wystąpień, w demonstracjach wzięła także udział część inteligencji, zwłaszcza technicznej. Ponadto inteligenci zasiadali w komitetach strajkowych, prowadzili negocjacje z administracją zakładów itp. Strajkowano wszędzie i w tym samym czasie, co w Berlinie. W strajkach uczestniczyły duże zakłady, jak Leuna w Halle, Buna koło Merseburga. Strajkowały także czołowe budowy socjalizmu, jak np. kombinat metalurgiczny im. Józefa Stalina w Stalinstadt (obecnie Eisenhüttenstadt) nad Odrą.


Foto: Radzieckie czołgi na ulicach Lipska. W tle budynek sądu krajowego. Źródło: Bundesarchiv_Bild_175-14676

Największym niedomaganiem powstania czerwcowego był brak koordynacji działań. Wprawdzie tworzono w poszczególnych zakładach kierownictwa strajkowe, które formułowały żądania robotnicze – najpierw o charakterze bytowym, później politycznym – oraz wzywały do demonstracji, jednak nie udało się stworzyć organizacji strajkowej o charakterze międzyzakładowym, czy ponadregionalnym. Trzeba jednak zaznaczyć, że wskutek radzieckiej interwencji nie było czasu na takie działania. Ponadto jedynie na podstawie audycji rozgłośni RIAS strajkujący mogli dowiedzieć się o przebiegu wydarzeń w całej NRD. Wyjątek stanowi miasto Bitterfeld, w którym doszło do koordynacji działań między strajkującymi zakładami. Najdłużej strajkowano w centrach przemysłowych Berlina, Halle i Magdeburga, krócej na rolniczej północy. 

Do strajków i demonstracji 17 czerwca doszło w ponad 700 miejscowościach NRD. Powstanie czerwcowe objęło więc cały kraj. W wielu miejscowościach wydarzenia swą gwałtownością dorównywały bądź nawet przewyższały stolicę. Demonstranci brali szturmem urzędy i budynki komitetów partyjnych, więzienia i budynki STASI (np. w Jenie, Bitterfeld, Merseburgu, Niesky i Görlitz). Niszczono wyposażenie, palono akta. Funkcjonariusze STASI byli nieprzygotowani do podjęcia jakiejkolwiek kontrakcji, urzędy powiatowe otrzymywały z centrali sprzeczne informacje, także dotyczące użycia broni. Dochodziło niejednokrotnie do absurdalnych sytuacji. Przykładowo urząd STASI w Jenie otrzymał rozporządzenie, że „nie może użyć broni, jednak urząd ma być utrzymany”. Kres wystąpieniom robotniczym przyniosła interwencja wojsk radzieckich, które wkroczyły do innych miast NRD niemal w tym samym czasie co do Berlina. Rosjanie zwykle nie używali broni, niejednokrotnie wystarczyła ich sama obecność, aby przerwać demonstracje. Oprócz Berlina radzieckie komendantury wprowadziły stan wyjątkowy w 13 okręgach i 51 miastach powiatowych.


Foto: Współczesna artystyczna wizja powstania ludowego w NRD

W strajkach 16-17 czerwca 1953 r. łącznie wzięło udział ok. 1 mln osób. W samym Berlinie wschodnim manifestowało 100 000, wśród nich byli także mieszkańcy Berlina Zachodniego. 18 czerwca – a więc już po rozpoczęciu interwencji radzieckiej – strajkowało jeszcze 126 zakładów, 60 tylko częściowo. Duże zakłady zajęte zostały przez wojska radzieckie i skoszarowaną policję enerdowską. Z początku oddziały policji nie brały udziału w tłumieniu powstania. Często brakowało im amunicji. Rosjanie, nie mając wielkiego zaufania do tych formacji, wydawali naboje tylko oficerom. Nowe rozkazy przyszły dopiero 18 czerwca. Część wojsk radzieckich wycofała się, ich miejsce zajęły niemieckie oddziały policji, które mogły wystawić do 16 000 funkcjonariuszy. W tym jednak czasie sytuacja w NRD była już całkowicie opanowana. Przyczyniła się do tego również natychmiastowa fala aresztowań, zwłaszcza kierowników strajku oraz innych „prowokatorów”. Represje po powstaniu trwały do połowy 1955 r. Aresztowano ok. 13-15 tys. osób. Ok. 2300 osób skazały sądy enerdowskie i radzieckie na kary więzienia (ostatnie wyszły z więzień w 1968 r.). Radzieckie sądy skazały 18 osób na karę śmierci, enerdowskie 2. Wyroki wykonano. Życie straciło 60-80 demonstrantów i 10-15 funkcjonariuszy SED.

Foto: Powstanie czerwcowe w NRD w 1953 roku na tle innych wystąpień antykomunistycznych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, pod red. Krzysztofa Ruchniewicza, Wrocław 2003, ss. 197 (Monografie Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy Brandta, 5).

Powstanie czerwcowe pokazało, jak nienawidzona i niestabilna była władza SED w NRD. Tylko dzięki interwencji wojsk radzieckich utrzymała się u steru. 21 czerwca 1953 r. zebrało się Biuro Polityczne, aby przedyskutować sytuację polityczną oraz bieżące zadania partii. Nie przeprowadzono jednak krytycznej oceny przyczyn wybuchu rebelii i zachowania się władz NRD w dramatycznych momentach. Wydarzenia 17 czerwca uznano za „faszystowską prowokację„, która była przygotowywana od dawna na Zachodzie. W uchwale KC znalazło się jednak jedno znamienne zdanie: „Jeśli masy robotników nie rozumieją partii, to winna jest partia, a nie robotnicy„. Funkcjonariusze partyjni zostali zobligowani do prowadzenia głębszej pracy uświadamiającej. Zalecono unikanie zbyt pośpiesznego wprowadzania systemu radzieckiego. „Próba przeniesienia tego wszystkiego, co w ZSRR osiągnięto już na polu budowy socjalizmu, na naszą ziemię, oznacza chęć przeskoczenia rozdziału w rozwoju historycznym”. SED nie rezygnowała więc z głównych kierunków swojej polityki, zalecała jednak zmiany uwzględniające poziom „bazy”.

Źródło: Karykatura Juppa Woltera ukazała się w „Sonntagsblatt”. Na lufie czołgu przywódca NRD, W. Ulbricht. Przedruk za: Manfred Hagen. DDR – Juni ’53. Die erste Volkserhebung im Stalinismus, Stuttgart 1992, s. 57.

Paradoksalne jest, iż zamiast usunąć Ulbrichta od władzy, wydarzenia 17 czerwca raczej go umocniły. Nie bez znaczenia były tu wydarzenia w Moskwie, które doprowadziły do wyeliminowania Ławrientija Berii w końcu czerwca 1953 r. Ten długoletni kat Stalina, „miecz Partii„, po śmierci wodza dokonał wolty i stał się jednym z orędowników „nowego kursu”, próbując w ten sposób zdobyć nie tylko władzę, ale i zachować życie. Fakt ten częściowo skompromitował i „nowy kurs„, i jego zwolenników a tym samym zwiększył szanse Ulbrichta, niechętnego od początku zmianom. 

Partia, aby odbudować choć w części swój autorytet, potrzebowała kozłów ofiarnych. Rolę tę przeznaczono przewrotnie zwolennikom reform. Na 15 posiedzeniu KC SED w dniach 24-26 czerwca 1953 r. wykluczono z KC naczelnego redaktora organu prasowego SED, „Neues Deutschland„, Rudolfa Herrnstadta i ministra bezpieczeństwa publicznego Wilhelma Zaissera. Jego dymisja oznaczała koniec istniejącej od 1950 r. samodzielności Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwa. Przekształcono je w sekretariat stanu włączony do MSW i wprowadzono pełną kontrolę SED nad aparatem bezpieczeństwa. Trafnie wyraził to przewodniczący centralnej komisji kontrolnej partii, Hermann Matern w listopadzie 1953 r.: „Pogląd, że organy bezpieczeństwa publicznego stoją poza albo ponad partią, jest znacznie rozpowszechniony wśród funkcjonariuszy. Jednak z tym trzeba raz na zawsze skończyć. Nic nie istnieje obok i ponad partią. Wszystkie organy są podporządkowane partii i są kierowane przez partię. Wszystkim, czym jesteśmy, jesteśmy przez partię„. 

Foto: Demonstracja wspierająca władze NRD. Napis na transparencie: „Nasza odpowiedź prowokatorom: Głęboka ufność dla rządu”. Źródło: Wer zog die Dräte? Der Juni-Putsch 1953 und seine Hintergründe, Berlin b.r., s. 47.

Jednak nie oznaczało to zmniejszenia wielkości aparatu bezpieczeństwa. Lekcję dni czerwcowych pamiętały władze NRD po kres istnienia tego państwa. Pojawiły się nowe etaty dla służby bezpieczeństwa, rozbudowywano sieć tajnych informatorów. Zwiększono także liczbę skoszarowanej policji i wyposażono ją w odpowiednie środki do zwalczania podobnych rozruchów w przyszłości. Środki represji przeważyły zdecydowanie nad instrumentami obłaskawienia społeczeństwa, choćby przez wzrost poziomu życia. Poza odstąpieniem od powiększania norm niewiele się zmieniło. 

Względnie dobre położenie materialne mieszkańców NRD w stosunku do innych państw bloku było jeszcze dość odległą przyszłością. Jeszcze przez kilka lat dla poddanych Ulbrichta, przytłoczonych czujnością aparatu bezpieczeństwa, pozostawała ostatnia możliwość – nielegalne opuszczenie NRD. Dziesiątki tysięcy osób w ten sposób wyraziły swój sprzeciw wobec polityki SED i rozczarowanie dla pierwszego w dziejach Niemiec państwa robotników i chłopów.

Polityka rządu Ulbrichta opierała się – podobnie jak architektura tych czasów – na leninowskiej zasadzie, iż lud nie wie, co jest dla niego dobre – podsumował w 1981 r. znaczenie powstania czerwcowego w dziejach NRD historyk brytyjski, Timothy Garton Ash. (…) Szok 17 czerwca określił całe dalsze postępowanie rządu Ulbrichta i jest po dziś dzień kluczem do zbiorowej psychologii przywódców NRD. Reguła, iż lepiej jest kontrolować niż ufać, legitymuje się dobrym leninowskim pochodzeniem. Na pewno wynikała ze strachu – strachu, który przed 17 czerwca łączył się z nadzieją, że może gusta robotników pokrywają się nadal, jak w latach dwudziestych, z gustem Moskwy. W roku 1953 nad nadzieją zatriumfowało doświadczenie„.

Wykorzystana literatura

Bertold Brecht, Elegie bukowskie i inne wiersze, wybór i przekład Ryszard Krynicki, wyd. 3 poprawione, Warszwa: Niezależna Oficyna Wydawnicza Nowa 1980, s. 45.

Ilko-Sascha Kowalczuk, 17.6.1953: Volksaufstand in der DDR. Ursachen. Abläufe. Folgen, Berlin 2003.

Tenże, 17. Juni 1953. Geschichte eines Aufstandes, München 2013.

Andrzej Małkiewicz, Krzysztof Ruchniewicz, Pierwszy znak solidarności. Polskie odgłosy powstania ludowego w NRD w 1953 r., Wrocław 1998.

Powstanie czerwcowe w NRD w 1953 roku na tle innych wystąpień antykomunistycznych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, pod red. Krzysztofa Ruchniewicza, Wrocław 2003, ss. 197 (Monografie Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy Brandta, 5).

Strony internetowe

http://www.17juni53.de/home/index.html

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj