Pomnik, który nie straszy

Od wielu lat kierowcy szukają szybkiego dojazdu do centrum Wrocławia z podwrocławskich wsi. Główne drogi dojazdowe w godzinach szczytu są zakorkowane, a na wyjazd o 5.00 rano zdobywają się tylko najbardziej zdesperowani/zmotywowani. Drogą alternatywną, z której korzystam od dłuższego czasu, jest trasa przez Blizanowice i Trestno. Po generalnym remoncie początkowego odcinka droga jest bardzo wygodna. Wprawdzie ruch jest intensywny, ale z racji swej jednokierunkowości (rano do, a popołudniu z Wrocławia) nie obniżający płynności przejazdu. Kilka razy w tygodniu mijam więc wsie na trasie, ale dopiero ostatnio zwróciłem baczniejszą uwagę na mijane zabytki.

Czytaj dalej

Zapominanie

Od kilku miesięcy toczy się dyskusja o dalszych losach pomników i tablic z czasu komunizmu. Nie jest to sprawa nowa, jednak ostatnio widać wyraźne ożywienie, odgórnie chyba inspirowane. We wczorajszej „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł Wiktora Ferfeckiego pod tytułem: „Znikną komunistyczne pomniki“. Dowiadujemy się, że ok. 500 takich obiektów ma wkrótce być rozebranych i zniknąć z przestrzeni miejskiej / wiejskiej. Czy jest to jednak działanie właściwe? Czy nie pozbawiamy się tym samym znaku pamięci o części naszej historii, tej bardziej zagmatwanej niż czytankowa wersja?

Czytaj dalej

Przemysłowe tło artystycznego survivalu

Miasto można poznawać na rożne sposoby. Tradycyjne zwiedzanie z mapą i przewodnikiem jest tylko jednym z nich. Coraz częściej inicjowane są różne projekty artystyczne, które koncentrują się na wybranym fragmencie miejskich dziejów oraz przestrzeni i ludziach z nią związanych. Od kilku lat we Wrocławiu realizowane jest przedsięwzięcie tego rodzaju pod tytułem „Survival“. W ubiegłym roku odbyła się już jego 14 edycja pod hasłem „Warsztat pracy“. Na miejsce wybrano jedną z zabytkowych hal Fabryki Automatów Tokarskich. Artystyczne akcje tam się rozgrywające udokumentowano w katalogu, który właśnie się ukazał.

Czytaj dalej

Zakrzyczane zwycięstwo

Od kilku dni jesteśmy świadkami przedziwnego spektaklu, który przypomina jakieś zbiorowe wprawianie się w trans przez jego uczestników. Krążą niby w chocholim tańcu po różnych mediach i publikatorach powtarzając, a raczej krzycząc w kółko: „zwycięstwo, godność, podmiotowość, dzielność”. Rządzący przekonują nas do ogromnego sukcesu, odniesionego w Brukseli. I nie chodzi im o fakt, iż Polak pozostanie na czele Rady Europejskiej, bo to jest klęska i zło, choć dotąd pilnie odnotowywaliśmy takie wydarzenia i dokarmialiśmy nimi nasze narodowe ego. Cieszyć się mamy z faktu, że Polska została przegłosowana 27 do 1, a jej stanowiska nikt nie poparł. Nikt w całej Unii Europejskiej! Ma to być dowód naszej moralnej wielkości i doskonałej dyplomacji?

Czytaj dalej