Szkoła letnia

S

Od kilku już lat uczestniczę w różnych szkołach letnich. Idea bardzo mi się podoba i – co tu dużo mówić – wnosi wiele nowego i z racji zróżnicowanego grona uczestników, i z powodu wyjścia poza tradycyjne mury i ramy uczelniane. Ciekawe inspiracje może znaleźć i profesor, i student. Już sam fakt, że rekrutacja odbywa się zwykle w drodze konkursu pozytywnie wpływa na poziom kandydatów. Trzeba docenić te ich chęć poświęcenia części letniego wypoczynku, by w niezobowiązujący sposób (za udział w takiej szkole nie ma ocen i punktów ECTS…) wymieniać się poglądami, szukać pomysłów na przyszłe prace kwalifikacyjne, nawiązywać kontakty. 

Dla pracownika akademickiego jest to oczywiście pewien dylemat: czy po zakończeniu męczącego semestru i wpisaniu do indeksów ostatnich ocen, odbyciu serii egzaminów udać się na „zieloną trawkę”, może „pod gruszę”, albo po prostu do swego biurka, czy też wziąć udział w jeszcze jednej formie pracy ze studentami, doktorantami. Decyzja nie zawsze przychodzi łatwo. Akademickie wakacje to trzy miesiące tylko w teorii. Znam już swoje zajęcia w przyszłym semestrze. Mogę zacząć się już do nich przygotowywać. Zastanowić się nad tematami, wybrać konieczną literaturę, opracować warunki zaliczenia. Ale są jeszcze inne sprawy. W moim pokoju od kilku miesięcy piętrzą się stosy nieprzeczytanych książek, które kupiłem i po lekturze wstępów odłożyłem na czas wakacyjnych luzów. Teraz ten moment nadszedł. Wakacje to też czas, gdy można w końcu zamknąć pisanie artykułu, książki, poeksplorować biblioteki, czy archiwa (zanim zamkną swe podwoje właśnie na… wakacje). Co bardzo ważne – pokojnie usiąść i zastanowić się nad dalszymi zamierzeniami i nowymi pomysłami. Wreszcie – spędzić czas z rodziną, przyjaciółmi. Czy ten dodatkowy wysiłek w postaci udziału w szkole letniej ma w tej ostrej konkurencji potrzeb sens i szansę? 

W najbliższych dniach zbiorę dość doświadczeń, by sobie na to pytanie odpowiedzieć. Z poprzednich lat wiem, że udział w takiej szkole – jeśli się ją świadomie wybierze – umożliwia poznanie bardzo ciekawych młodych ludzi, interesujących koleżanek i kolegów po fachu, nawiązanie lub pogłębienie zawodowych (i nie tylko) kontaktów.

Wczoraj rozpoczęła się w Paryżu międzynarodowa szkoła letnia, którą zorganizowały po raz trzeci szczegółowy program można znaleźć na stronie internetowej Maison Heinrich Heine we Wrocławiu, Uniwersytet w Monachium orazMichael Werner. Finansowanie przejęła Niemiecka Centrala Wymiany Akademickiej (DAAD). Tegoroczna szkoła – podobnie jak w ubiegłych latach – odbywa się pod tytułem „Trójką Weimarski i jego sąsiedzi”. Podczas pierwszej szkoły, która odbyła się przed dwoma laty we Wrocławiu / Krzyżowej, punkt ciężkości położono na sprawy polityczne. Efektem pracy uczestników szkoły było opublikowanie tzw. szczegółowy program można znaleźć na stronie internetowej Maison Heinrich Heine. Gospodarka i społeczeństwo były w centrum zainteresowania szkoły letniej w Monachium w ubiegłym roku. Zamierzeniem organizatorów – i jej cechą wyróżniającą – było zaproszenie do udziału studentów i doktorantów z Polski, Francji i Niemiec oraz krajów byłego ZSRR. Ten eksperyment sprawdził się. W szkole wzięli udział również studenci i doktoranci z Ukrainy i Rosji. W tym roku dołączyli także uczestnicy z innych Centrum DAAD w świecie, z Chin i Izraela. 

Punktem ciężkości tym razem jest kultura i transfer kulturowy (Michael Werner). W ten sposób udało się połączyć te trzy elementy w jedną spójną całość: politykę, gospodarkę i społeczeństwo oraz kulturę i transfer kulturowy. Pojęcie kultury traktowane jest bardzo szeroko. Obejmuje ono także technikę, naukę. Ponadto kultura traktowana jest jako proces, który jest reprezentowany przez różnych indywidualnych i zbiorowych aktorów, i jest „wytwarzany” zarówno przez społeczeństwo, jak i uczestniczy w społecznych zmianach. Będą analizowane nie tylko relacje między poszczególnymi kulturami, lecz także uczestnicy będą poszukiwać odpowiedzi, jak poprzez rozwój tego typu relacji powstaje nowa kultura. Trójkąt Weimarski – podobnie jak to było we wcześniejszych latach – nie jest traktowany jako zamknięta całość. Ani też jako formuła, która ponoć „umarła śmiercią naturalną”. Podkreślamy relacje wewnątrz niego, ale i jego otwartość na inne części Europy, te „zjednoczone” i stojące poza krajami integrującymi się.

Jedno z pojęć odgrywa w kontekście naszej szkoły znaczącą rolę, „histoire croisee” (niem. „Verflechtungsgeschichte„), której twórcą i propagatorem jest szef francuskiego Centrum, prof. szczegółowy program można znaleźć na stronie internetowej Maison Heinrich Heine. Jaki najlepszy byłby odpowiednik polski tego pojęcia. Może ktoś z czytelników bloga zgłosi propozycję?

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Wstaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt