Kolejna niewykorzystana szansa

K

Obchody 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej już za nami. Być może w następnych tygodniach odbędą się jeszcze konferencje, dyskusje czy prezentacje książek na ten temat, trudno jednak wyobrazić sobie, że pojawią się jakieś nowe, nadzwyczajne elementy. Jak oceniać to, co już się wydarzyło? W porównaniu z 2009 rokiem tegoroczne obchody wypadły dość blado, praktycznie – poza ważnymi wystąpieniami niemieckich polityków – przeszły bez szerszego echa. W ogóle nie wybrzmiał temat wcześniej wielokrotnie podnoszony. Całkowicie bowiem pominięto los Polaków, obywateli niemieckich, którzy pierwsi padli ofiarą prześladowań.

Pamięć polska i niemiecka o Polakach w Niemczech

Pod koniec sierpnia wziąłem udział w Berlinie w konferencji poświęconej wybuchowi II wojny światowej. Była dobrze przygotowana. Wygłoszono bardzo ciekawe referaty. Jeden z nich dotyczył Polaków uwięzionych w KL Sachsenhausen. Autorka główną uwagę poświęciła polskim więźniom, którzy znaleźli się w obozie wkrótce po wybuchu wojny. Daremnie czekałem, kiedy wspomni, że nie byli pierwszymi, że do nich należeli też Polacy zamieszkali w Niemczech. Pominięcie tego aspektu bardzo dziwi, tym bardziej, że muzeum w dawnym obozie kilka lat temu zorganizowało wystawę na ten temat.

Brak uwzględnienia tej grupy ofiar jest dla mnie przykładem wybiórczej pamięci lub wręcz jej braku w odniesieniu do polskiej mniejszości w przedwojennych Niemczech. Nie pojawiają się na kartach niemieckich podręczników (może w podręczniku polsko-niemieckim do historii znalazł się jakiś akapit na ten temat?). W przestrzeni publicznej – jeśli się pojawiają – to jedynie w kontekście roszczeń majątkowych sprzed lat lub stałego żądania przyznania statusu mniejszości.

Jednak i z pamięcią samych Polaków w Niemczech nie jest chyba najlepiej. Nie znalazłem informacji o żadnych wydarzeniach związanych z rocznicą, które przypominałyby losy Polaków, obywateli Niemiec w końcu lat 30. i podczas wojny. Brak imprez o charakterze komemoratywnym, w sytuacji gdy tak głośno jest o rywalizacji różnych pamięci europejskich, pokazuje pośrednio słabość organizacyjną tej grupy. Można odnieść wrażenie, że medialnie nagłaśnianej aktywności niektórych przedstawicieli tego środowiska na polskim podwórku, nie towarzyszy konkretna i merytoryczna działalność w samych Niemczech.

Represje wobec Polaków przed wybuchem II wojny

Temat jest więc ważki, ale mało obecny w świadomości polskiej i niemieckiej.

Jakie były represje nazistów wobec Polaków – obywateli niemieckich w końcowych miesiącach poprzedzających wybuch wojny i pierwszych tygodniach jej trwania? Jaka była skala i charakter tych prześladowań? Poniżej skoncentruję się jedynie na ukazaniu tego problemu na przykładzie Nadrenii-Westfalii.

Kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej niemieckie władze znacznie ograniczyły możliwość działania polskich organizacji, ich zebrania były kontrolowane przez gestapo. Coraz częściej odnotowywano napady na działaczy, demolowanie szkół i lokali. Wychodząca w Niemczech prasa polska została poddana cenzurze.

18 lipca 1939 roku w siedzibie III Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech (ZPwN) w Bochum gestapo przeprowadziło rewizję i zażądało wydania listy członków zarządu. Przesłuchano wtedy prezesa Dzielnicy, Michała Wesołowskiego. Rewizja i przesłuchanie nie dały żadnych rezultatów. Wesołowski odmówił wydania akt. Prezesa Dzielnicy III jednak wkrótce aresztowano i osadzono na krótko w więzieniu w Dortmundzie. We wrześniu 1939 roku Wesołowski został ponownie aresztowany i wysłany do pracy przymusowej.

Rewizje i przesłuchania dotknęły także prezesów terenowych oddziałów III Dzielnicy. Tam też szukano spisów członkowskich.

Konfiskata majątku i dalsze aresztowania

Kilka dni po wybuchu II wojny światowej, 7 września 1939 roku, wezwano kierownictwo ZPwN do ministerstwa spraw wewnętrznych i poinformowano o decyzjach w sprawie organizacji / instytucji polskich w Niemczech. Funkcjonowanie centrali związku i jego oddziałów terenowych (dzielnic) zostało zawieszone. Podobny los spotkał inne organizacje polskie. Zamknięto szkoły, dzieci miały być przeniesione do niemieckich placówek.

Organizacje gospodarcze zostały rozwiązane, a ich bieżące sprawy załatwione przez specjalnego komisarza. Podobnie potraktowano polską prasę i drukarnie. Centralę związku zobowiązano do przedłożenia wykazu nieruchomości (w razie potrzeby miały być przekazane czasowo na cele publiczne).

Zarząd polskim mieniem miał charakter powierniczy. Kilka miesięcy później, 27 lutego 1940 roku w wyniku zarządzenia Hermanna Göringa, rozwiązano formalnie wszystkie organizacje polskie w Niemczech (przepisy wykonawcze wydano dopiero 24 kwietnia 1940 roku). Komisarzem do spraw likwidacji został tajny radca ministerialny August Schmidt. Rozporządzeniem wydanym 3 czerwca 1940 roku rozwiązał on wszystkie polskie banki, ich majątek przejęły niemieckie instytucje finansowe. Zajęto także całe pozostałe jeszcze mienie polskich organizacji.

Zdeponowano w nich (w berlińskich bankach – przyp. KR) – jak przytacza Władysław Hladkiewicz – kwotę o łącznej wartości – 1413533 marek. Pieniądze te figurowały na kontach Związku Polaków w Niemczech, Zrzeszenia Polskich Stowarzyszeń Szkolnych (Verband Polnischer Schulvereine) i Związku Polskich Spółdzielni. Tajny radca Schmidt zdeponował również skonfiskowane polskie pieniądze w bankach: Staatsbank, Dresdner Bank, Commerz- und Privatbank oraz w Deutsche Bank1.

Bilans

W czasie II wojny światowej do więzień i obozów koncentracyjnych skierowano ponad 1200 osób – obywateli niemieckich polskiego pochodzenia. 1/3 aresztowanych (ok. 400 osób) pochodziła z Nadrenii-Westfalli. Szacuje się, że prawie połowa z nich (ok. 170 osób) nie przeżyła lub zmarła wkrótce po zwolnieniu. Polaków z Nadrenii-Westfalli osadzano w obozach koncentracyjnych w Buchenwaldzie (nie jest znana bliżej ich liczba oraz śmiertelność), Sachsenhausen oraz Ravensbrück. W Sachsenhausen przetrzymywano przeszło 240 działaczy (60 z nich nie przeżyło obozu lub zmarło po wyzwoleniu w wyniku chorób i wycieńczenia. Dokładna liczba nie jest znana)2.

W wieczór ten (11 września 1939 roku) aresztowano wszystkich członków zarządu Towarzystwa św. Barbary, Bractwa Żywego Różańca, Towarzystw Młodzieży, Kół Śpiewaczych i mężów zaufania III Dzielnicy ZPwN – wpominał więzień Sachsenhausen, jeden z czołowych działaczy ZPwN, Stanisław Kubiak. W Bochum ogołocono w ten sposób wszystkie organizacje i towarzystwa polonijne, w następnych dzielnicach miasta: Śródmieście, Riemke, Hamme, Grumme, Hordel i Laer3.

Aresztowano kierownictwa organizacji, księży, nauczycieli, ale także szeregowych członków. Represjom poddano również polskich górników i hutników z Nadrenii-Wesfalii.

Głęboko mi zapadła w pamięć gromada górników polskich w Westfalii – wspominał więzień KL Sachsenhausen, prof. Stanisław Pigoń z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tuż przed rozpoczęciem wojny, prewencyjnie uwięziono ich, wybierając co tęższych i żwawszych działaczy i wepchnięto za druty obozu. Traktowali to pogodnie, raczej jako wyróżnienie i nie wyglądali na zastraszonych4.

Do końca września aresztowano większość polskich działaczy. Tylko nielicznym udało się tego uniknąć, gdyż przed wybuchem wojny schronili się w Polsce. Jednak i w tych przypadkach niemiecka policja kontynuowała poszukiwania.

Dodatkową tragedią obywateli niemieckich pochodzenia polskiego było wcielanie mężczyzn do Wehrmachtu, do służb pomocniczych i innych instytucji wojskowych. Części z nich udało się zdezerterować do polskiej armii na Zachodzie, inni trafili po 1945 roku do obozów jenieckich, w tym w ZSRR. Wspólny dla nich był fakt zmuszania ich do walki w nie swojej sprawie i wbrew ich przekonaniom.

Niewykorzystana szansa

Dbanie o kulturę i język jest jednym z głównych zadań, jakie stawiają sobie organizacje polonijne. Innym ważnym aspektem jest historia. Nie można oczekiwać, że większość w obcym kraju będzie z empatią i zrozumieniem widzieć mniejszość. Do tego trzeba przekonywać, argumentować, prowadzić dialog. Można oczywiście wysuwać stale roszczenia, jak czyni to jedna z kanapowuch organizacji polonijnych w Niemczech, ale nie przynosi to żadnego efektu. Zamiast zorganizować szeroko zakrojone działania informacyjne w związku z minioną rocznicą, przespano ją, niewykorzystano ważną szansę.

Można mieć nadzieję, że inna rocznica nie będzie zmarnowana. W 2022 roku będziemy obchodzić 100 Związku Polaków w Niemczech. Czy jednak organizacja, która nawiązuje dzisiaj do tej historycznej reprezentacji Polaków zdolna jest do zorganizowania tego typu obchodów, wątpię. Nie powinny się one ograniczyć do nie posiadającej większego oddźwięku akademii czy odsłonięcia – miejmy taką nadzieję – na wyremontowanym domu polskim w Bochum pamiątkowej tablicy.

Przypisy:

  1. Zob. Władysław Hładkiewicz, Represje hitlerowskie wobec Polonii westfalsko-nadreńskiej w latach 1939-1945, „Przegląd Zachodni”, 1975, nr 5-6, s. 268. ↩︎
  2. Zob. Lista poległych, w: Helena Lehr, Edmund Osmańczyk, Polacy spod znaku Rodła, Warszawa 1972, s. 317-318. ↩︎
  3. Związek Polaków w Niemczech w latach 1922-1982, pod red. Jerzego Marczewskiego, Warszawa 1987, s. 142. ↩︎
  4. Ibidem, s. 142. ↩︎

 

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Wstaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt