Wojna na małym ekranie

Dzisiaj telewizja polska i niemiecka wyemitują drugą część filmu pod wspólnym tytułem „II wojna światowa“. Jest to efekt współpracy ZDF i TVP 1. Pierwszą część pokazano równocześnie w Polsce i Niemczech 2 września w bardzo dobrej porze oglądalności. wybuchowi II wojny światowej (Druga Wojna. Pierwszy dzień) Może się mylę, ale to chyba pierwszy przypadek tego typu. Widzowie w obu krajach mogli obejrzeć ten sam film, przybliżający ważny fragment wspólnej historii. Ponieważ nie mogłem obejrzeć pierwszej części w dniu emisji, zrobiłem to dziś. W mediatece ZDF dostępny jest już przedpremierowo drugi odcinek, z czego od razu skorzystałem. Sądzę, że pozwala to lepiej ocenić całość.

Nie ulega wątpliwości, że ubiegłoroczna „wpadka“ telewizji ZDF z miniserialem „Nasze matki, nasi ojcowie“ nie pozostała bez echa w Niemczech, a przynajmniej w redakcji tej stacji. Pod wpływem krytyki z Polski ZDF wyprodukował dodatkowy film, w którym pokazano politykę okupacyjną Niemiec wobec Polski. Film ten powtarzano w następnych miesiącach przed ponowną projekcją miniserialu. Trochę to zresztą było zabawne, bo przypominało niegdysiejsze wstępne przygotowanie widza do prawidłowego odbioru „niesłusznego” filmu.  Skoro jednak nie można było skorygować serialu…

Tym razem  postanowiono pójść krok dalej i dla widzów Polsce i Niemczech przygotować wspólną produkcję dokumentalną. drugi jej przebiegowi na ziemiach polskich (Druga wojna. Pierwsza ofiara)Wybrano sprawdzoną formę, która  ma szansę dotrzeć do szerszego widza. Po raz pierwszy metody tej użył Guido Knopp, a w Polsce spopularyzował ją Bogusław Wołoszański. W dokumencie historycznym zestawiono wspomnienia świadków, dokumenty z epoki, jak zdjęcia, filmy uzupełniono fabularnymi scenkami. Ich tematem są epizody z życia osób występujących w dokumencie świadków. Głos oddano także kilku historykom. Ważną rolę odgrywał również komentarz odautorski. Ponieważ założeniem podejścia Knoppa, złośliwie nieco nazywanego „knoppizacją historii“ było dotarcie do szerokiego widza, tematy musiały ulec pewnemu uproszczeniu, a przemawianie do emocji widza stawało się głównym celem. Z biegiem czasu pojawiły się nawet zarzuty, że bardziej chodzi w tym o jak największą oglądalność niż umożliwianie zrozumienia historii.

Wymienione elementy znajdziemy częściowo także w nowej produkcji obu stacji telewizyjnych. Pierwszy odcinek poświęcono Adndrzej Godlewski o dokumencie: Bezprecedensowa produkcja! „Super Expres“., natomiast Paweł Wroński, Co naprawdę robili w Polsce ich ojcowie i matki [Wroński o filmie TVP i ZDF], „Gazeta Wyborcza“. . Między pierwszą a drugą częścią istnieją spore różnice, wyraźniejsze, gdy ogląda się film w całości. W drugim odcinku autorzy zrezygnowali całkowicie z głosów historyków, co dla widza jest zaskakujące. Narracja filmu jest bardziej poszatkowana, częste przeskoki terytorialne i czasowe mogą utrudniać odbiór, zwłaszcza osobom nieobeznanym z tematem. Udział w filmie  świadków wydarzeń jest chyba najmocniejszą stroną dokumentu. Ich opowieść jest z reguły przypominaniem doświadczenia dzieci. Trzeba jednak przyznać, że opowieści te wywierają wrażenie, zwłaszcza że wśród wspominających są Andrzej Wajda i Roman Polański.

Widz dowiaduje się sporo nowych / starych rzeczy (w zależności od tego, co już wie). Jest zbombardowanie Wielunia, atak na Westerplatte i obrona Poczty Gdańskiej. Dużo dowiadujemy się o represjach wobec Polaków i Żydów. Uwagę poświęcono też miesiącom poprzedzającym wojnę, agresywnej polityce Hitlera i reakcjom państw zachodnich. Pakt Ribbentrop-Mołotow został dość szczegółowo pokazany, choć tylko na etapie jego podpisania. Obok świadków głos zabrali historycy z Polski, Wielkiej Brytanii i Niemiec. Ci ostatni reprezentują najmłodsze pokolenie. W tej części zabrakło mi pewnej konsekwencji. Wprawdzie jest mowa o podpisaniu Paktu Ribbentrop-Mołotow, z niewyjaśnionych powodów nie ma praktycznie nic  o jego skutkach. Agresja ZSRR 17 września została całkowicie pominięta, podobnie jak polityka okupacyjna Moskwy na Kresach Wschodnich. Andrzej Wajda wspomina pożegnanie zmobilizowanego ojca. Widz dowiaduje się, że było to ostatnie spotkanie z ojcem, nie informuje się go jednak o tym, że Wajda senior jest jedną z ofiar zbrodni katyńskiej.  

Pominięcie  agresji ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 r. jest niezrozumiałe, a nawet zaskakujące. Ponieważ problem ten mało jest znany w Niemczech, a przecież dwuletnia współpraca Berlina z Moskwą dla przebiegu wojny była bardzo istotna. Nie chodzi mi bynajmniej o wydłużanie filmu. Sądzę, że można było wątek ten rozwinąć, rezygnując z innego – samego w sobie ciekawego, ale dla głównego tematu filmu praktycznie nieistotnego – losu grupy dzieci niemieckich Żydów, ewakuowanych w przededniu wybuchu wojny z Niemiec do Wielkiej Brytanii. Równocześnie jednak, gdyby pozostać przy problematyce żydowskiej, pominięto wypędzenia z Niemiec Żydów z polskim paszportem, których dokonywano niedługo przed wojną z wielką brutalnością.

Jest jeszcze kilka innych wątków, który nie znalazły się w pierwszej części filmu, choćby los tysięcy uciekających na wschód cywilów, czy postawy mniejszości niemieckiej przed wybuchem wojny i w pierwszych jej dniach. Ani słowem nie wspomniano o listach proskrypcyjnych, przygotowanych z jej pomocą. Pozwoliły one wkraczającym jednostkom wojska i policji na szybkie aresztowanie tysięcy Polaków. Wątek wydarzeń w Bydgoszczy w pierwszych dniach września także został pominięty, a przecież jest to sprawa dobrze zbadana. Skoro dobór świadków wydarzeń nie pozwolił na poruszenie tych kwestii, mogli to zrobić historycy.

Druga część budzi moje większe wątpliwości. Narracja nie jest już tak spójna jak w pierwszej. Mam wrażenie, że odcinek ten  kręcono w jakimś pośpiechu. Zrezygnowano całkowicie z wypowiedzi historyków. W filmie występują jedynie świadkowie. Są to te same osoby, co w części pierwszej, oraz syn generalnego gubernatora. Także scenki z udziałem aktorów pełnią ważna rolę. Dwa wątki zdominowały tą część: polityka okupantów wobec Polaków i  los ludności żydowskiej. W pierwszym przypadku widz dowiaduje się o egzekucjach Polaków i wysiedleniach w pierwszych miesiącach wojny. Dalej słyszymy o pracy przymusowej. Pominięto jednak takie aspekty okupacji, jak rabunek dóbr kultury i ich niszczenie, pacyfikacje wsi, łapanki,  próby germanizacji części ludności i terytoriów (Zamojszczyzna), rozwój systemu obozów koncentracyjnych i zagłady.

Widz nic  nie dowie się o polskich władzach na uchodźstwie, ruchu oporu (choć pojawia się powstanie warszawskie). Konsekwentnie nie poruszono sytuacji na ziemiach wschodnich Polski, okupowanych najpierw przez ZSRR, a potem III Rzeszę. Sporo miejsca poświęcono losom polskich Żydów, ale zabrakło choćby wzmianki o powstaniu w getcie warszawskim, czy masowych mordach na Żydach po ataku na ZSRR. Na koniec  autorzy zasygnalizowali los Niemców, nie zajmując się jednak wszystkimi wysiedlonymi, a tylko grupą niedawnych kolonistów osadzonych w Wielkopolsce. Wyraźnie zabrakło jakiegoś podsumowania, bilansu wojny i jej znaczenia dla dalszych losów Polski, także w ujęciu wieloletnim. Po obejrzeniu drugiej części odczuwałem wyraźny niedosyt, tym większy, iż wiedziałem, że nie czeka już na mnie kolejny odcinek.

Generalnie oczywiście dobrze się stało, że telewizja polska i niemiecka postanowiły zająć się jednym z najtrudniejszych aspektów relacji polsko-niemieckich i przypomnieć go w znaczącym momencie. Widać ogromne zaangażowanie osób i środków. Trzeba docenić świetny dobór świadków, wykorzystanie częściowo mało znanych filmów z epoki. Nie mamy jednak do czynienia z dziełem o wyrównanym poziomie. Są duże różnice między pierwszą a drugą częścią. Pominięcie agresji ZSRR i polityki radzieckiej budzić musi zdziwienie i zawód, bo o tych zagadnieniach w Niemczech wie się bardzo, bardzo mało. A przecież były one powiązane z polityką Hitlera wobec Polski.  Można więc mówić o zmarnowanej okazji, by nieco wiedzy na ten temat rozpowszechnić z pomocą telewizji.

Jesteśmy dziś konfrontowani z agresywną polityką Moskwy. Reagujemy na nią, pamiętając także o wydarzeniach lat 1939-1941. W zachodnich mediach można przeczytać, że Polacy przesadzają lub też są przewrażliwieni na tym punkcie. Film „Druga wojna światowa“ mógł pokazać milionom niemieckich telewidzów, skąd ta nieufność, a nawet strach się biorą. Ta rocznicowa polsko-niemiecka produkcja dokumentalna dowodzi, że rzeczywiście trudno jest opowiadać o historii, zwłaszcza tej bolesnej i wielowątkowej. Podkreślmy jednak, że mimo wskazanych mankamentów trudno zarzucać twórcom stronniczość, chęć manipulowania historią, co w Polsce podnoszono dość gremialnie przy okazji serialu „Nasze matki, nasi ojcowie“. Można nawet powiedzieć, że film stara się, jak najwięcej, pokazać z tego, co rzeczywiście na wschodzie robili „ich matki, ich ojcowie“. W tym kontekście wspomnienia Niklasa Franka, nie tylko o ojcu, ale i o matce rabującej żydowskich kupców, robią wielkie wrażenie.

Pomysłodawcom i autorom należą się zatem pochwały za podjęcie tematyki. Może skłoni ich ta współpraca do kolejnych realizacji. Tym niemniej „Druga wojna światowa“ jest w mojej ocenie przedsięwzięciem tylko częściowo zadowalającym. 

Druga wojna. Pierwszy dzień

Reżyser: Christian Frey

Współpraca: Steffi Schöbel

Kierownictwo: Stefan Brauburger i Andrzej Godlewski

Współpraca naukowa: prof. prof. Richard Overy, Tomasz Szarota

Rekonstrukcja scen: Andrzej Klamt, Halbotonal Filmproduktioin 

Druga wojna. Pierwsza ofiara

Reżyseria: Peter Hartl

Kierownictwo: Stefan Brauburger i Andrzej Godlewski

Współpraca naukowa: dr Jochen Böhler, prof. Tomasz Szarota

Rekonstrukcja scen: Andrzej Klamt, Halbotonal Filmproduktioin

Zob. także:

Adndrzej Godlewski o dokumencie: Bezprecedensowa produkcja! „Super Expres“.
Paweł Wroński, Co naprawdę robili w Polsce ich ojcowie i matki [Wroński o filmie TVP i ZDF], „Gazeta Wyborcza“. 
Małgorzata Matzke, Symboliczny gest w historyczną rocznicę. Koprodukcja TVP-ZDF, „Deutsche Welle“.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj