Przy dźwiękach cykad

Wakacje można spędzać na różne sposoby. Jedni wolą zgiełk plaży czy zadeptanych górskich szklaków. Inni szukają spokoju i ciszy w jakimś leśnym przysiółku, w miejscach nie polecanych przez celebrytów i gwiazdy „jutubów“. Od dobrych kilku lat preferujemy tzw. aktywny wypoczynek. Mało leżenia, sporo chodzenia. Staramy się głębiej poznawać miejsca, w których spędzamy urlop. W tym roku powodowani tęsknotą za ciepłym morzem wyruszyliśmy do Ligurii. Plaża na przemian z marszem po okolicy. W planie mamy kilka tras wędrówkowych, jedną z nich już zaliczyliśmy. Przepiękne widoki, niemal bezludne szlaki. Na rozgrzewkę wybraliśmy malowniczy spacer z Riva Trigoso do Sestri Levante.

Arrow
Arrow
Slider

Zwiedzanie okolic Sestri Levante, nadmorskiego kurortu w Ligurii, warto zacząć od pobliskiej miejscowości, Riva Trigoso. Wędrówkę rozpoczęliśmy od kościoła San Bartolomeo di Ginestra. Zbudowano go w XVI wieku, gruntownej przebudowie poddano w wieku XIX. Znajduje się tam obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy (Madonna del Soccorso), będący przedmiotem lokalnego kultu. U wejścia do świątyni powieszono niewielką marmurową tablicę upamiętniającą poległych podczas I wojny światowej.

Szlak do Sestri Levante zaczyna się tuż obok kościoła. Droga jest bardzo dobrze oznakowana. Można też z pomocą specjalnych tablic poznać charakterystyczne dla tego regionu rośliny. Pogoda typowa dla sierpnia nad Morzem Śródziemnym. Z błękitnego nieba lał się żar. Warto zabrać z sobą więcej butelek z wodą, bo okolica jest wyjątkowo sucha. Trasa wiedzie nas obok starego cmentarza, potem wieży przekaźnikowej. Mijamy gospodarstwa, sady oliwne. Część z nich jest opuszczona, nikt już chyba od lat nie zbierał tu owoców. Im wyżej, tym piękniejsze panoramy i coraz głośniejsze odgłosy cykad. Aż brzęczało w uszach. Po niecałej godzinie spokojnego marszu dotarliśmy na niewielki szczyt, Monte Castello (ponad 260 m.n.p.m).

Stamtąd skierowaliśmy nasze kroki do Punta Manara, przylądka z ruinami punktu obserwacyjnego. Przepiękna panorama z lazurową wodą kontrastuje ze starymi opowieściami o zagrożeniach idących od morza, przed którymi mieli ostrzegać mieszkańców nadmorskich wiosek strażnicy z przylądka.

Na każdym kroku towarzyszył nam śpiew niezmordowanych cykad. Po kolejnych 45 minutach, z przerwami na robienie zdjęć, osiągnęliśmy nasz cel, Sestri Levante. Po drodze znajduje się kilka miejsc piknikowych. Można było na chwilę się zatrzymać i podziwiać kolejne widoki wprost z turystycznych prospektów o wakacjach w Italii. Ostatni etap zejścia do Sestri Levante nie jest zbyt efektowny. Szliśmy wzdłuż wysokiego muru, który ciągnął się aż do miasteczka. Zasłania on całkowicie widok, który na tym odcinku należy już tylko do właścicieli willi kryjących się za ogrodzeniem. Trasa kończy się w centrum Sestri Levante. Jeszcze kilka kroków i już można było zrzucić zakurzone buty i pobiec do morza.

Pokrzepić się można w niezliczonych barach, restauracyjkach i cukierniach. Oferta jest przebogata. Zmęczonych upałem od razu stawia na nogi zimne granite, złożone ze zmiksowanego z lodem soku z wybranego owocu. Po chwili, nie bacząc na pewien smakowy kontrast, zajadaliśmy się pieczywem o nazwie marinara con olive. Kupuje się je – jak to jest we Włoszech zwyczajem – na wagę. Smakuje wyśmienicie nawet popijane zwykłą wodą. Wkrótce wyruszymy na kolejny szlak. Tym razem do przejścia będzie ponad 10 km do Monegli. Znów czeka nas kolejna uczta wspaniałych panoram.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj