„Politycznie zaangażowany historyk”

Nagła śmierć znanego i cenionego niemieckiego historyka Hansa-Ulricha Wehlera wywołała głęboki rezonans nie tylko w świecie naukowym. Reakcje te wyraźnie przeczą obiegowemu przeświadczeniu, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie znam poważniejszej gazety niemieckiej, która nie zamieściłaby choćby krótkiej informacji o zgonie historyka z Bielefeld. W tych wystąpieniach przewijały się dwa wątki: podkreślano naukowe osiągnięcia Wehlera, zwłaszcza nowatorskość w podejściu do badań historycznych, a także uwypuklano jego wielką aktywność publiczną. Nie było chyba ani jednego ważkiego tematu ostatnich dekad, którego by nie komentował Wehler, zawsze z ogromnym emocjonalnym zaangażowaniem, choć z dużym szacunkiem dla strony przeciwnej. Można go było – w pozytywnym sensie – zaliczyć do politycznie zaangażowanych historyków. Natomiast w Polsce – co mnie zaskoczyło – nikt nie zauważył jego śmierci, nie poświęcono jej żadnej uwagi w mediach, także elektronicznych. Czy słusznie? Przecież Wehler jak mało który z historyków niemieckich tzw. pokolenia wojennego,  znał nasz kraj i jego historię. Chcąc skorzystać z akt archiwalnych, w drugiej połowie lat 50. XX wieku udał się do Polski i nauczył się języka polskiego. Nie stronił też przed odważnym wypowiadaniem się na tematy polskie w RFN, choć musiał się liczyć z nie zawsze przyjemnymi konsekwencjami. Na ten polski wątek w biografii wielkiego niemieckiego historyka chcę zwrócić szczególną uwagę.



Kilka najważniejszych faktów z jego życia. Heinrich-Ulrich Wehler urodził się w Freudenburg k. Siegen w 1931 r. Studiował historię i socjologię na uniwersytetach w Kolonii, Bonn i Athens / USA. W 1960 r. obronił rozprawę doktorską pt. Socjaldemokracja i państwo narodowe (1840-1914). Jego promotorem był prof. Theodor Schieder. Wehler będzie z nim związany przez następne lata. W 1968 r. z powodzeniem przeszedł kolokwium habilitacyjne. Podstawą była rozprawa pt. Bismarck a imperializm. Do 1970 r. pozostał w Kolonii, prowadząc zajęcia i wykłady z zakresu historii najnowszej. Przez rok był profesorem na Freie Universität w Berlinie. Zrezygnował jednak z tej pracy. Od 1971 r. do przejścia na emeryturę pracował na nowo utworzonym Uniwersytecie w Bielefeld. Wehler znany jest przede wszystkim jako (współ-)twórca tzw. szkoły bielefeldzkiej. Swe credo przedstawił w pięciotomowej historii społecznej Niemiec. Niestety, publikacja ta nie ukazała się dotąd w języku polskim. Przed kilku laty udostępniono natomiast polskiemu czytelnikowi wybór artykułów Wehlera, choć kryteria doboru, jak i sam wybór budzą pewien niedosyt. Wątki polskie w biografii Wehlera są praktycznie w tej książce nieobecne. 


Z Polską i Polakami zetknął się Wehler  w trakcie zbierania materiałów do dysertacji. Problematyka polska dotąd go nie interesowała, nie miał żadnych związków rodzinnych ani wcześniejszych zainteresowań Europą Środkowo-Wschodnią. Od 1954 r. – po krótkim epizodzie na Uniwersytecie w Bonn – kontynuował studia historyczne na Uniwersytecie w Kolonii. Uczęszczał na zajęcia słynnego – ale też kontrowersyjnego – historyka Theodora Schiedera, z którym zwiąże się przez następne lata. Początkowo został jego asystentem, potem doktorantem. Theodor Schieder należał wtedy do najbardziej znanych historyków niemieckich. Jego seminaria cieszyły się dużym powodzeniem. Zajmował się przede wszystkim XIX w. Niemiecki nazizm, potem wojna nie były tematem rozmów. Wśród problemów, które podejmował  w tym czasie były: młody Marks i powstanie komunizmu, Clausewitz i rozwój myśl wojskowej do totalnej wojny, czy upadek europejskiego liberalizmu. W pracy Schieder korzystał często z metod porównawczych. 

W 1958 r. Wehler skończył studia i postanowił zająć się historią naukowo. Znalezienie tematu przyszłej dysertacji nie było łatwe. Początkowo Th. Schieder nalegał, by Wehler zajął się Clausewitzem. Po licznych dyskusjach ostatecznie postanowił zająć się tematem, który Schieder już trzy razy proponował, za każdym razem kandydaci nie potrafili jednak sprostać wyzwaniu. Miał on opierać się na trzech zakresach: niemiecka socjaldemokracja, państwo narodowe, problemy narodowościowe. 


Młody Wehler zaczął zbierać materiały, pisać pierwsze podania do archiwów. Pracę chciał w dużej mierze poświęcić Polakom i sprawie polskiej. Odpowiedź z Warszawy była przełomowa, zaproszenie otrzymał od Tadeusza Daniszewskiego, dyrektora Zakładu Historii Partii przy KC PZPR. Daniszewski poinformował go, że ZSRR zwrócił materiały do dziejów ruchu komunistycznego w Polsce, w tym spuściznę Róży Luxemburg. Schieder zaakceptował expose dysertacji i zalecił dodatkowo naukę języka polskiego

Na przełomie 1958/59 r. Wehler odbył pobyty archiwalne w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu. W czasie pobytu we Wrocławiu spotkał przypadkowo Reinharda Koselleck’a, innego znanego później niemieckiego historyka. „Warszawa była jedną wielką ruiną – wspominał Wehler po latach. Stamtąd pojechałem do Wrocławia, gdzie poznałem Kosellecka. Wieczorem pokazał mi swoje miasto rodzinne: górę gruzów, gdzie wcześniej stał jego dom, ulicę, gdzie kiedyś znajdowało się jego gimnazjum. Ponieważ we Wrocławiu nie było żadnego hotelu, spałem na dwóch złączonych fotelach w mieszkaniu pary profesorów ze Lwowa, którzy przyjęli mnie w sposób uroczy, choć początkowo ze sceptycyzmem“.  

W 1960 roku Wehler obronił rozprawę doktorską. Temat brzmiał: „Socjaldemokracja i państwo narodowe. Problemy narodowościowe w Niemczech 1840-1914“ (dwa lata później ukazała się drukiem w Würzburgu). Pomimo upływu czasu praca ta zachowała swoją wartość i świeżość spojrzenia, warto od czasu do czasu do niej sięgnąć. Interesował go stosunek socjaldemokracji niemieckiej, która często zgłaszała swoje zastrzeżenia w sprawach narodowych, do tych kwestii przed 1914 r., a tym samym także do idei państwa narodowego. Scharakteryzował stanowisko w tej sprawie Marksa, Engelsa, Lassalle’a oraz niemieckiego ruchu robotniczego. Następnie przedstawił prusko-niemiecką politykę w Alzacji Lotaryngii, Północnym Szlezwiku i w pruskich prowincjach wschodnich (w tym Poznańskie i Pomorze). W centrum zainteresowań Wehlera byli Polacy i sprawa polska – co dziesiąty obywatel Prus był wtedy Polakiem! Tym zagadnieniom poświęcił większą część swej rozprawy. Interesowali go Polacy w zaborze pruskim oraz w Zagłębiu Ruhry. Relacjom między SPD a PPS również poświęcił sporo uwagi. Do tej problematyki wracał także w późniejszych latach. 

Od wczesnych lat Hans-Ulrich Wehler angażował się w dyskusje publiczne. Wielokrotnie zabierał głos w różnych sprawach. W drugiej połowie lat 50. XX wieku Wehler włączył się w akcję poparcia dla uznania granicy na Odrze i Nysie. Był to jeden z palących problemów w relacjach polsko-niemieckich. Wśród historyków podobne stanowisko zajmował m. in. Golo Mann.  Wehler jednak szybko przekonał się, że takich poglądów nie podzielało wielu liczących się badaczy, także jego mistrz, Schieder. Okazją było zbieranie podpisów pod odezwą wzywającą do akceptacji granicy wschodniej. „Poszedłem do Schiedera – wspominał Wehler – i spytałem go, czy podpisze. Schieder spoważniał i odparł: podzielam całkowicie Pańskie zdanie i nie myślę o tym, że powróci jakiś centymetr. Jednak żyłem tam 12 lat, moja żona pochodzi z Prus Wschodnich (…). Nie mogę tego uczynić publicznie, jest to zbyt emocjonalna sprawa“. Problem granicy polsko-niemieckiej uregulowano, jak wiadomo, między PRL a RFN na początku lat 70., ostatecznie dopiero 1990 r. po zjednoczeniu Niemiec. Także w późniejszych latach Wehler nie raz będzie się wypowiadać w sprawach relacji polsko-niemieckich. W nowym stuleciu należał do zdecydowanych krytyków projektu Eriki Steinbach utworzenia Centrum przeciwko Wypędzonym oraz traktowania Niemców jako ofiary II wojny światowej.

Korzystałem:

Hans-Ulrich Wehler, Eine lebhafte Kampfsituation. Ein Gespräch mit Manfred Hettling und Cornelius Torp, München 2006.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj