Nowe muzeum migracji we Friedlandzie koło Getyngi

Jednym z etapów losów uchodźców był i jest pobyt w obozie przejściowym. Wielomiesięczne oczekiwanie, obawy przed nowym, nieznanym, kontakt z obcym językiem i urzędnikami migracyjnymi to tylko niektóre z doświadczeń z nim związanych. Po II wojnie światowej jednym z centralnych miejsc tego typu był (i pozostaje do dziś) obóz przejściowy we Friedlandzie k. Getyngi. W piątek w budynku dworca kolejowego otwarto stałą wystawę pt. „Miejsce ucieczki Friedland. O przygranicznym obozie przejściowym od 1945 do dzisiaj“. W przyszłości ma zostać uruchomiony instytut badawczy oraz międzynarodowe miejsce spotkań młodzieży.

W budynku dawnego dworca kolejowego we Friedlandzie w pobliżu obozu przejściowego otwarto nowoczesne muzeum. Udostępniono w nim wystawę poświęconą obozowi, jego historii i życiu codziennemu jego mieszkańców. Obóz powstał już we wrześniu 1945 r. na rozkaz brytyjskich władz okupacyjnych. Jego zadaniem była rejestracja tysięcy migrantów oraz kontrolowane przekazanie ich dalej. W następnych dziesięcioleciach przez obóz przeszło ponad 4 miliony osób. Byli to uciekinierzy, niemieccy wysiedleńcy, uwolnieni jeńcy wojenni, displaced persons, późni wysiedleńcy i inni.

Blaszane baraki z brytyjską flagą, ok. 1948

© Museum Friedland | Fotograf: Fritz Paul

W centrum zainteresowania międzynarodowych mediów obóz znalazł się w 1955 r. W latach 1953/54 i 55/56 przez obóz przewinęli się ostatni niemieccy jeńcy powracający z ZSRR (tzw. „Powrót do ojczyzny dziesięciu tysięcy”). Friedland stał się wtedy miejscem nadziei dla wielu Niemców, a także obszarem inscenizacji politycznej. Media obiegły wtedy zdjęcia z wizyt znaczących polityków, m.in. kanclerza RFN K. Adenauera.

© Museum Friedland | Fotograf: Fritz Paul

Przez obóz przeszli również uciekinierzy polityczni lub osoby prześladowane ze względów politycznych z wielu krajów. Tak było po upadku powstania na Węgrzech 1956/57, po puczu przeciwko rządom S. Allende w Chile w 1974 r., czy od 1978 r. tzw. „Boat People“ z Wietnamu. Przez obóz w następnych latach przewinęli się także Polacy lub osoby pochodzenia niemieckiego, które opuściły PRL.

Po 1989 r. funkcjonowanie obozu nie odzwierciedlało już skutków II wojny światowej, lecz globalne zjawiska związane ze współczesnymi migracjami. Przykładowo w latach 2009/10 w obozie przyjęto ponad 2,5 tys. uciekinierów z Iraku. Od 2012 roku do obozu są kierowane osoby w ramach Refugee Resettlement Program UNHCR.

© Museum Friedland Foto: Swen Pförtner

© Museum Friedland | Fotograf: Swen Pförtner

Decyzja o powołaniu tu muzeum zapadła już w 2006 r. Inicjatorem były wszystkie frakcje parlamentu landowego, które w uchwale wezwały władze do upamiętnienia obozu przejściowego we Friedlandzie. Celem było stworzenie miejsca pamięci, w którym pokazywano by przyczyny ucieczki, drogi migracji i ich przebieg, stosunek społeczeństw do migrantów i skutków wojen od zakończenia II wojny światowej po współczesność.

Preview Museum Friedland +++ Foto: Swen Pförtner +++ www.swenpfoertner.com +++

© Museum Friedland | Fotograf: Swen Pförtner

Wystawa stara się w sposób interesujący opowiedzieć o dziejach obozu, jego mieszkańcach i dniu codziennym. Wykorzystano multimedia, licznie zgromadzone relacje świadków (zebrano je w ramach ogólnoniemieckiego projektu „Pamięć narodu”) oraz ponad 400 oryginalnych eksponatów. Ekspozycja pokazuje drogę tych, którzy zatrzymywali się tu przez 70 lat rozpoczynając nowe życie, często z dala od swych ojczyzn. Zwraca się uwagę na dynamikę migracji, próby jej opanowania i kontrolowania przepływu ludzi.  Nie jest to typowa wystawa historyczna, lecz projekt łączący przeszłość z aktualnymi problemami. Autorzy ponawiają pytanie o powody migracji. Co sprawia, że ludzie opuścili i opuszczają swe domy? W jaki sposób dostali się do Niemiec? Jak są tutaj przyjmowani?

© Museum Friedland | Fotograf: Swen Pförtner

© Museum Friedland | Fotograf: Swen Pförtner

Wystawie towarzyszy strona internetowa, na której można znaleźć dodatkowe informacje. Jest dostępna po niemiecku i angielsku. W przyszłości ma powstać centrum badawcze oraz międzynarodowe centrum spotkań młodzieży. Muzeum doradza międzynarodowa rada naukowa, w której zasiada polski historyk, znawca problematyki migracji w ujęciu narodowym i globalnym, autor licznych publikacji z tego zakresu, prof. Jan Piskorski. Można więc mieć nadzieję, że aspekty polskie będą na wystawie i w pracy muzeum (wystawy czasowe) również uwzględnione.

Zob. także:

Łukasz Wolak, Obozy dla uchodźców w RFN, „www.uchodzcywniemczech.pl“, 4.12.2015.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Chris Wojciechowski

    Obóz we Friedlandzie był dla każdego z nas, tzw. wysiedleńców, cezurą życia. Moje wspomnienia co do tego miejsca czas ukrył za dość gęstą mgłą. Trafiłem do niego pod koniec grudnia 1989 r. w wieku siedemnastu lat, po całodobowej podróży zepsutą taksówką marki Wołga. Jej kierowca otrzymał za trasę Toruń – granica DDR/RFN dość sporą kwotę. Sprzedaż całego polskiego dorobku przyniosła moim rodzicom trochę ponad 400 marek.

    Pierwsza odsłona Friedlandu składała się ze świątecznie ozdobionych domów. Niesamowity urok spokojnego miasteczka, gdzieś pośrodku niemieckiej prowincji. Tłustego od dobrobytu i oczekującego Bożego Narodzenia.

    Druga odsłona składała się z tłumów ludzi, Polaków, Rosjan, Rumunów, jak i Niemców z DDRu. Uciekinierów bardziej gospodarczych, aniżeli powracających do swojej macierzy. Tysięcy życiorysów, często bardzo skromnych.

    Po nocy spędzonej na tylnim siedzeniu taksówki, przeżyłem pierwszą konfrontację z niemiecką administracją. I organizacją. Po błyskawicznej rejestracji jako wysiedleńcy z niemieckim pochodzeniem, podzielono nas na różne przejściowe hale sportowe, szkoły etc. W ten sposób jeszcze tego samego dnia znalazłem się w okolicach Hamburga, gdzie też przyszło mi czekać na odwilż sytuacji obozowej we Friedlandzie.

    Dopiero trzy tygodnie później mogłem poddać się procedurze kontroli pochodzenia i biegać wraz z rodzicami (jako jedyny mówiłem trochę po niemiecku) od biura do biura obozowego, załatwiając formalności. Na sam koniec otrzymywało się tzw. dokument rejestracji jako obywatel niemiecki. Albo też nakaz powrotu do swojego kraju.

    Kolejny tydzień później siedziałem w nowoczesnym pociągu pędzącym gdzieś na południowy zachód. Zapominając Friedland na wiele lat.

    To szczególne miejsce stało się bramą do nowego życia i przedsmakiem nowej Ojczyzny. Okazało się też miniaturą niemieckiego państwa, pełnego nieznanych do tej pory struktur, gdzie na sam koniec otwierały się wrota do nowej egzystencji. I właśnie tak Friedland pozostanie na zawsze w mojej pamięci. Jako symbol „moich” Niemiec, dla mnie kraju nieograniczonych możliwości.

Skomentuj