Koniec układanki?

To jest jeden z najmniej rzucających się w oczy pomników w Berlinie. Cement, prosta forma. Postawiono go na obrzeżach Tiergarten naprzeciwko pomnika upamiętniającego pomordowanych Żydów. Dedykowano go ofiarom okresu nazistowskiego, prześladowanym z powodu swej orientacji seksualnej. Pomnik ten jest ostatnim z rozwiązań komemoratywnych, umieszczonych w ostatnich latach w sercu stolicy Niemiec.


Berlin w drugiej połowie września. Kilka wolnych chwil przed dyskusją o wydarzeniach 1989 r. Znów nadrabiam zaległości. Pozostał mi do obejrzenia pomnik, który przed kilku laty poświęcono prześladowanym przez III Rzeszę homoseksualistom. Pogoda dopisała. Słoneczny poranek, Berlin budził się do życia. Na chodnikach ludzie spieszący do pracy.

Pomnik umieszczono na obrzeżach parku Tiergarten naprzeciwko monumentu upamiętniającego pomordowanych Żydów. Decyzję o jego budowie podjął Bundestag w 2003 r. Inicjatorem były dwa stowarzyszenia: Der homosexuellen NS-Opfer gedenken oraz Lesben- und Schwulenverband Deutschlands (LSVD). Opiekę nad obiektem sprawuje Stiftung fuer die ermordeten Juden Europas.


Homoseksualiści należeli  ofiar okresu narodowo-socjalistycznego, którym stosunkowo późno nadano status prześladowanych. Represjom poddano przede wszystkim mężczyzn. W 1935 r. zmieniono ustawodawstwo. Paragraf 175 kodeksu karnego zaostrzono i rozszerzono kary za homoseksualizm. Wystarczył pocałunek, by być prześladowanym. Z paragrafu 175 skazywano na karę więzienia. W sumie wolności pozbawiono ok. 50 tys. osób. Urzędy mogły też zarządzić kastrację skazanych. Wiele tysięcy homoseksualistów zamknięto w obozach koncentracyjnych. Większość z nich nie przeżyła, umierali z powodu głodu, chorób, tortur.

Nazistom udało się zniszczyć środowiska niemieckich homoseksualistów. Natomiast kobiety – za wyłączeniem Austrii – nie były prześladowane z powodu orientacji płciowej. Jeśli jednak popadły w konflikt z reżymem, były podobnie traktowane jak mężczyźni. Po II wojnie światowej bardzo długo w obu państwach niemieckich nie traktowano homoseksualistów jako ofiary systemu nazistowskiego. Nadal osoby te musiały liczyć się z prześladowaniami i społecznym ostracyzmem (w RFN paragraf 175 istniał w niezmienionej wersji do … 1969 r.)  


Po raz pierwszy o homoseksualistach jako ofiarach wspomniał prezydent RFN, Richard von Weizsaecker w czasie swego słynnego wystąpienia w 1985 r. w 40. rocznicę zakończenia II wojny światowej. Sprawę budowy osobnego pomnika podjęto na przełomie 1992/93 w kontekście debaty nad pomnikiem poświęconym pomordowanym Żydom.   Dopiero pod koniec lat 90. niemiecki Bundestag podjął decyzję o budowie pomnika poświęconego zamordowanym Żydom oraz innym ofiarom. W 2002 r. Parlament postanowił zrehabilitować wszystkie ofiary, które skazano z paragrafu 175 w okresie nazistowskim. Decyzja z 2003 r. pozwoliła na rozpisanie konkursu. Wybrano projekt dwóch artystów skandynawskich, Duńczyka i Norwega, Michaela Elmgreena i Ingara Dragseta. W 2008 r. pomnik odsłonięto.

Pomysłodawcy nie chcieli nadawać mu zamkniętego, wyizolowanego  kształtu. Oparli swój pomysł o już istniejące elementy komemoratywne. Wybrali jedną z betonowych stal tworzących pomnik pomordowanych Żydów, znajdujący się po przeciwnej stronie ulicy.  Różnica polegała na umieszczeniu pośrodku bloku małego okna. Zwiedzający może przez nie zobaczyć film z całującymi się parami. W ten sposób chciano wyrazić przesłanie o równości mimo różnic, podkreślić  potrzebę tolerancji i akceptacji.


Pomnik wywołał spore kontrowersje. Pojawiły się głosy, by obok mężczyzn pokazać także kobiety.  Ostatecznie film został zmieniony. Nie chcę oceniać jego wartości artystycznych. Odbiór zapewne jest różny. Na mnie obiekt nie wywarł specjalnego wrażenia, w odróżnieniu od ogromnego monumentu ofiar holocaustu czy wzruszającej sadzawki pamięci o zamordowanych Sinti i Romach. Niewątpliwie jednak upamiętnienie prześladowanych homoseksualistów zamknęło długą drogę „odkrywania“ kolejnych grup ofiar nazizmu,  dotąd słabo obecnych w przestrzeni publicznej, albo wcale w niej nie funkcjonujących.


W efekcie tych działań centrum Berlina wokół Bramy Brandenburskiej stało się  forum upamiętnienia, ale też ostrzegania przed skutkami nienawiści i przemocy. Wybrano różne formy artystyczne. Żaden z pomników nie jest „dosłowny“. Do ich przesłania trzeba dotrzeć, co dla części zwiedzających może być nużące lub po prostu zbyt trudne. Zwykle budowę takich obiektów poprzedzały długie i ożywione dyskusje, które ciągnęły się latami. Ich echa można spotkać i dzisiaj. Trzeba jednak przyznać, że w sposób przemyślany stworzono zespół obiektów upamiętniających, w których historię z jej zbrodniami, potrzebę hołdu i pamięci przełożono na język współczesnej sztuki.

Zob. także:

Pomnik, który straszy
Ślad odciśnięty w wodzie

Nowy kawałek w niemieckiej mozaice pamięci

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj