Ślad odciśniety w wodzie

To miejsce pamięci w centrum Berlina nie ma w sobie nic z typowego monumentu „ku czci”. Leży na skrzyżowaniu ruchliwych dróg. W pobliżu Brama Brandenburska, Reichstag, Tiergarten. Mieści się w tym trójkącie. Po dziesiątkach lat zabiegów Sinti i Romom udało się uzyskać miejsce pamięci, które przypomina ich tragedię w okresie III Rzeszy i II wojny. I założenie, i wymowa tego miejsca robią wrażenie, warto poświęcić trochę czasu, by nie tylko je zobaczyć, ale i choć na chwilę zastanowić się nad przekazem, aurą tego miejsca. Oczywiście,  powstaje też pytanie o możliwości upamiętnienia polskich ofiar, ale o tym kilka zdań poniżej.

Berlin w pierwszych dniach kwietnia. Piękna pogoda, w centrum typowy zgiełk wielkiej metropolii. Przed Bramą Brandenburską tłumy turystów. Po drodze do budynku parlamentu, Reichstagu, mijamy po lewej stronie miejsce pamięci ofiar muru berlińskiego. Nie brak tu symboli religijnych. W centrum postawiono krzyż, na metalowym płocie powieszono krzyże z nazwiskami zmarłych uciekinierów.

Kilka kroków dalej zaczyna się inne ogrodzenie, ze szkła, które prowadzi do miejsca pamięci i pomnika Sinti i Romów (Denkmal für die im Nationalsozialismus ermordeten Sinti und Roma Europas). Jest ono ukryte wśród drzew, w centrum dominuje zbiornik wypełniony wodą, to „studnia pamięci”. Pośrodku zbiornika miniwysepka w kształcie trójkąta. Codziennie w południe trójkąt ten zanurza się, by za chwilę pojawić się ponownie. Za każdym razem leży na nim świeży kwiat, to symbol życia.

Sam zbiornik wykonano z metalu. Na jego obręczy umieszczono przejmujący wiersz współczesnego włoskiego poety i kompozytora, Santino Spinelli’ego pt. Auschwitz. Poniżej moje tłumaczenie:

Auschwitz

Zapadła twarz

Zgasłe oczy

Zimne usta

Cisza

Rozdarte serce

Bez tchu

Bez słów

Bez łez

Przed zbiornikiem rozmieszczono nieregularne fragmenty płyt granitowych, które przypominają skorupy rozbitego naczynia. Na wielu z nich umieszczono nazwy obozów koncentracyjnych i zagłady, miejsc odosobnienia. Zamierzeniem izraelskiego artysty i projektanta pomnika, Dani Karavana, było wykorzystanie tafli wody. Odbijają się w niej postacie zwiedzających, drzewa, niebo, a także położony nieopodal budynek Reichstagu.

Czy takie miejsce jest w ogóle możliwe? – pytał artysta. Czy możliwym jest może pustka, nic? Czy mam w sobie siłę do stworzenia miejsca z niczego? W którym nic nie ma. Brak słów, brak nazwisk, brak metalu, brak kamienia. Tylko łzy, tylko woda, otoczone przez tych, którzy przeżyli, przez tych, którzy pamiętają o przeszłości, przez tych, którzy znają okrucieństwo, i innych, którzy jeszcze nie poznali.

Tragedię Sinti i Romów wyraził przez prostotę projektu i założenia. Wykorzystał przy tym umiejętnie walory położenia. Szumiące, zielone drzewa to piękne tło dla pomnika przypominającego tragedię „dzieci wiatru”, ludzi taborów przemierzających niegdyś Europę.

Miejsce pamięci i pomnik z dwóch stron okala ogrodzenie z dużych tafli szkła.  Na stronie południowej umieszczono najważniejsze daty związane z tragedią Sinti i Romów, ich prześladowaniem i ludobójstwem w okupowanej przez niemieckich nazistów Europie. Na kamieniu wyryto wiersz Spinelli\’ego w trzech językach, niemieckim, angielskim i romskim. Na stronie północnej, naprzeciwko Reichstagu, umieszczono cytaty z wypowiedzi kanclerza Helmuta Schmidta i prezydenta RFN, Romana Herzoga o ludobójstwie Sinti i Romów. Do pomnika prowadzi wykonana z metalu brama. Ma to symboliczne znaczenie. Brama ta może prowadzić na dziedziniec wewnętrzny lub do pokoju bez dachu.  Zwiedzającym towarzyszy muzyka kompozytora jazowego Sinti, Romeo Franza.

Odsłonięcie pomnika w 24 października 2012 r. poprzedziły dziesięciolecia starań Centralnej Rady Sinti i Romów o uznanie śmierci ok. 500 tys. ofiar za ludobójstwo i odpowiednie  upamiętnienie tej tragedii. Zabiegi te były bezpośrednio związane z niemiecką polityką historyczną, która przez dziesięciolecia negowała lub lekceważyła starania różnych grup ofiar. Dopiero w 1982 r. ówczesny kanclerz Helmut Schmidt uznał ludobójstwo na Romach. Oświadczenie kanclerza poprzedził strajk głodowy działaczy Rady na terenie obozu koncentracyjnego w Dachau w 1980 r. Domagano się uznania przez RFN zbrodni popełnionych przez nazistowskie Niemcy.

Decyzję o budowie pomnika podjęto w 1992 r. Dwa lata później senat berliński wyraził zgodę na umieszczenie go w Tiergarten.  Obie decyzje były ściśle związane z pierwszym konkursem na pomnik ofiar holokaustu. Właściwe prace rozpoczęto jednak dopiero w 2008 r.   Po rozpoczęciu dyskusji nad pomnikiem na początku lat 90. szybko doszło do konfliktu. Postanowiono oddzielić pomnik holokaustu od innych zamierzeń tego typu. Zaczęto domagać się wybudowania osobnego pomnika dla Sinti i Romów, homoseksualistów oraz ofiar eutanazji.  Kontrowersje budziły także m.in. napisy na przyszłym pomniku i określenie „Cyganie”. O wiele bardziej złożonym problemem było nazwanie zbrodni na Sinti i Romach. Powstało wrażenie, że może być ona zrównana z holokaustem Żydów. Dodatkowo sytuację pogarszał spór między projektantem pomnika, Karavanem a władzami miasta. Budowa pomnika ostatecznie kosztowała 2,8 mln euro.

W uroczystości odsłonięcia monumentu wzięli udział przedstawiciele władz najwyższych Niemiec, uczestniczyli w niej kanclerz Merkel, prezydent Gauck oraz przewodniczący Bundestagu Lamert. Wzięło też udział ok. 100 Sinti i Romów z różnych krajów europejskiej, także z Polski. Przemówienie wygłosił holenderski Sinti, Zoni Weisz, którego cała rodzina zginęła w Auschwitz. On też jako pierwszy Sinto w 2011 r. przemawiał w niemieckim Bundestagu w czasie Dnia Pamięci Ofiar Narodowego Socjalizmu. W trakcie wystąpienia wzywał do zachowania pamięci o zagładzie Romów, nieustawaniu w jej pielęgnowaniu:

Mam nadzieję, że ten zapomniany holokaust nie będzie już więcej zapomniany. Nie można dopuścić do tego, aby nasi bliscy zginęli na próżno.

Trwające wiele dziesiątków lat zabiegi Sinti i Romów przyniosły w końcu pożądany skutek. W centrum Berlina stanął pomnik, którego trudno nie zauważyć. Przemawia on nie przez swój rozmach, strzeliste formy, lecz przez pełną znaczeń prostotę.  „Banalność zła” jest dzięki temu jeszcze bardziej widoczna, zmusza nas w tej na pozór idyllicznej i spokojniej atmosferze miejsca do refleksji i zadumy.

Być może niektórzy czytelnicy tego bloga w tym miejscu przerwą dalszą lekturę. Chcę bowiem znów powrócić  do polskich zabiegów o postawienie w stolicy Berlina i jednej z najważniejszych stolic Europy pomnika naszych ofiar. Pisałem o tym już wielokrotnie. Słyszałem o różnych inicjatywach, jednak żadna nie wyszła poza fazę dyskusji. Ostatnio dowiedziałem się, że rozważane jest postawienie w centrum miasta instalacji artystycznej. Pomysł wart jest zastanowienia, choć i w tym przypadku życzyłbym sobie, by decyzja o jego budowie zapadła nie w zaciszu gabinetów, lecz dała okazję do szerszej dyskusji. Pytanie o pomnik jest kierowane nie tylko do naszych władz, lecz także Polaków, tak w kraju, jak i w Niemczech. Ale czy w tym przypadku będziemy potrafili mówić jednym głosem? Przypadek Sinti i Romów uczy, że tego typu starania trwają długo, nieraz trzeba sięgnąć po radykalne rozwiązania. Jednak konsekwencja w ostateczności przynosi skutek. A może wrócić do pomysłu Markusa Meckela i na miejscu obecnego pomnika w Berlinie Friedrichshain wybudować centrum przypominające walkę Polaków o niepodległość? Wydarzenia rocznicowe w tym roku byłyby dobrym punktem wyjścia do dalszych rozmów na ten temat.

Zob. Krzysztof Ruchniewicz, Pomnik który straszy.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj