Koncert na wiele dzwonków

Droga do punktu wyjścia była bardzo kręta. Pokonanie jej autem wymagało ogromnej wprawy. Z rana zabrał nas Andrea, nasz miły gospodarz i przewodnik. Po pół godzinie szaleńczej jazdy tutejszymi drogami dotarliśmy do celu. Pogoda dopisała, z godziny na godzinę temperatura rosła. Naszym celem było Monte Bregagno (2107 mnpm). W tej części gór znaliśmy już Monte Grona, na którą wdrapaliśmy się dwa lata temu. Po kilku godzinach wędrówki dotarliśmy na szczyt, na którym powitał nas przepięknie wykonany krzyż. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w małym schronisku, w którym trwały przygotowania do jutrzejszego festynu. Po Alp de Volt, znanym nam już z poprzednich pobytów, to druga taka inicjatywa lokalnej grupy, która ratuje przed zniszczeniem dawne zabudowania pasterskie.

2015-08-11_bregagno_6 (1 von 1)

Z podziwem czytam o wynikach biegaczy uczestniczących w górskich maratonach. Nie tylko odległości robią na mnie wrażenie, lecz także determinacja uczestników. By przebiec taki dystans na stale wznoszącym się terenie, trzeba ćwiczyć latami. Nasze wypady w góry mają raczej charakter okazyjny. Dobrym pretekstem są wakacje. Z biegiem lat udało nam się wypracować taką kondycję, że możemy przejść nieco kilometrów. Wygodne buty, koniecznie zmienne odzienie, butelki z wodą, jedzenie. W czasie naszego pierwszego pobytu w Menaggio udaliśmy się – bez większego przygotowania i zastanawiania się (tak łatwo wyznacza się przecież cel palcem na mapie) – na najwyższy okoliczny szczyt, Monte Grona (1736 mnpm). Widok, jaki się przed nami roztoczył, wynagrodził ogromne zmęczenie i obtarte stopy. Zachęcił nas też do kolejnych wypraw.

2015-08-11_bregagno_4 (1 von 1)

Ten dość przypadkowy wyczyn musiał być na tyle spektakularny, że wywołaliśmy małą sensację u naszych gospodarzy. Andrea, emerytowany nauczyciel i były burmistrz Bene Lario, jest wielkim miłośnikiem gór. Chętnie korzystamy z jego rad, a przede wszystkim towarzystwa. Wspaniale przybliża nam ludzi i krajobrazy, choć włoski, którym się posługujemy jest dość podstawowy. Andrea dwa lata temu z dumą zaprowadził nas do schroniska, które budował z przyjaciółmi przez 10 lat. Zrobiło to na nas duże wrażenie. Corocznie budowniczowie i opiekunowie tego schroniska urządzają festyn, w którym biorą udział rzesze przyjaciół i znajomych z rodzinami.

2015-08-11_bregagno_2 (1 von 1)

Nasz tegoroczny pobyt nad Lago di Como również zapowiada się intensywnie. Czekają na nas poważne wyzwania. Dzisiaj zrobiliśmy test. Chcieliśmy sprawdzić, jak jesteśmy przygotowani kondycyjnie, czy damy sobie radę w zdobywaniu kolejnych szczytów. Forma jako tako dopisała. Widoki były przepiękne, wysłuchaliśmy także swoistej muzyki gór – koncertu dzwonków na krowich szyjach… Te niosące się po tutejszych halach dźwięki są pięknym przerywnikiem w górskiej ciszy. W sumie przeszliśmy prawie 20 km, osiągając Monte Bregagno. W czasie wędrówki wiele rozmawialiśmy. Pojawiły się tematy stare, są też nowe. Szlak nie był zbyt mocno uczęszczany, czasem tylko mijali nas Włosi i turyści z Niemiec czy Anglii. Żadnego z naszych rodaków nie spotkaliśmy niestety po drodze. Andrea również nie przypominał sobie naszych rodaków wędrujących tymi szlakami. A może ktoś z czytelników tego bloga zawitał w te strony?

2015-08-11_bregagno_3 (1 von 1)

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w schronisku Alpe di Palù, które przed laty wybudowała grupa przyjaciół. Zebrali pieniądze, poświęcili wiele godzin na postawienie na nogi opuszcznej bacówki. Efekty mogliśmy podziwiać. Trwały właśnie przygotowania do dorocznego festynu: stawiano stoły, szykowano garnki na potrawy. Spytaliśmy o jadłospis. Co można przygotować dla 300 gości? W menu będzie dominować polenta i odpowiednik naszego gulaszu. Poza tym przygotowano sporo napoi od wody po wino.

2015-08-11_bregagno_1 (1 von 1)

Pokazano nam wielki sagan wykorzystywany niegdyś do wytwarzania sera. W sąsiedztwie schroniska zauważyliśmy tablicę, która przypominała wydarzenia II wojny światowej. Taki mały przykład włoskiej polityki historycznej. Podobne tablice informacyjne spotkaliśmy już w innych miasteczkach i wsiach położonych nad jeziorem. Podczas wojny w bacówce mieściła się baza partyzantów, w okolicy dochodziło do potyczek z faszystami. Jednak działania partyzantów, jak mogliśmy przekonać się z kilku rozmów, budzą także i dzisiaj pewne kontrowersje.

Jutro zaplanowaliśmy odpoczynek, plażowanie i kąpiele. Trzeba się szybko zregenerować, bo kolejna wyprawa już czeka!

2015-08-11_bregagno_5 (1 von 1)

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj