Historia pewnej maszyny

Zastanawiałem się, jaki motyw przewodni wybrać dla nowej / starej odsłony bloga. Przejrzałem zdjęcia. Nie znalazłem żadnej intrygującej rzeczy. A z pomocą nowego motywu chciałem – niejako w pigułce – oddać tematy przewodnie mojego bloga. Wreszcie wybrałem przedmiot, który „odziedziczyłem“ po cioci, a właściwie siostrze mego dziadka. Jest to stara, poniemiecka maszyna do pisania marki „Torpedo“. Klawiatura zawsze wywoływała moje zaciekawienie. Obok  liter i pojedynczych słów niemieckich znalazły się także litery polskie, które w sposób dość nieudolny wstawiono w oryginalną klawiaturę. Taki miniprzeszczep, nic wyjątkowego w czasach zmian granic i milionowych migracji. Drugie życie osieroconych rzeczy. Część liter z klawiatury pokolorowałem. I tak wyszła mi kombinacja trzech określeń: PL, DE  i … Umschalter (przełącznik). Może to być symboliczny znak dla określenia relacji polsko-niemieckich w ostatnich dekadach.

Maszynę do pisania „Torpedo“ otrzymałem w rodzinnym spadku. Przez wiele lat pisała na niej moja ciocia, a właściwie cioteczna babcia. Wielokrotnie ją odwiedzałem, była moją chrzestną. W pamięci mam stukot tej maszyny. Ciocia czasami pisała do późnych godzin nocnych, by na czas oddać zlecone prace do przepisania. Kto dzisiaj pamięta jeszcze taką formę przygotowania tekstów?

Nie wiem, jak ciocia stała się właścicielką tej maszyny. Do Wrocławia przyjechała po zwolnieniu z obozu w ZSRR pod koniec lat 40. Znalazła zatrudnienie jako księgowa dzięki pomocy swej siostry, która w tym czasie była matką generalną zakonu sióstr św. Elżbiety. Maszyna do pisania była jej dodatkowym źródłem zarobkownia. Ileż to razy ciocia narzekała na brak taśm, papieru przebitkowego czy kalki.

Źrodło: internet.

Maszyna została solidnie wykonana. Zakłady Torpedo z Rödesheim (Torpedo-Werke A.G.) specjalizowały się w produkcji  rowerów. Od początku XX wieku zaczął się triumfalny pochód maszyn do pisania tej firmy. Marka szybko stała się znana na całym świecie. Wykonywano różne typy maszyn biurowych. Były też wykorzystywane do pisania w podróży. W necie można znaleźć wirtualne muzea tej maszyny. W połowie ubiegłego wieku firma zaczęła przeżywać kryzys. Coraz częściej przegrywała z konkurentami. Pod koniec lat 60. wstrzymano produkcję.

Po zmianie granic w 1945 r. dokonała się niemal całkowita wymiana ludności. Dorobek materialny przechodził w ręce nowych użytkowników i właścicieli. Różne były jego dalsze losy. Jedni korzystali z niego, dbając o przydzielone mienie, inni niszczyli zastane rzeczy, skąpili im potrzebnej dla ich dalszego trwania troski i opieki, jeszcze inni dostosowywali je do swych potrzeb. To właśnie spotkało należącą do mnie dziś maszynę. Do niemieckich liter dodano polskie ą, ę itp. Klawisza „przełącznik“ nie zmieniono na polski. Pozostawiono niemieckie słowo. Przeróbki są dziś bardzo widoczne, „spolonizowane“ po wojnie klawisze zżółkły. Stare zachowały piękną biel, na której wyraźnie odcinają się oryginalne litery.

Dzisiaj już nikt tej maszyny nie używa. Stoi na ciocinej komodzie i stanowi bardzo ładny element wyposażenia, taki historyczny gadżet i równocześnie pamiątkę rodzinną. Klawiatura polsko-niemiecka, niegdyś konieczność chwili, dziś ma symboliczne znaczenie. A więc naciskamy „przełącznik“ / „Umschalter“ : PL czy DE?

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj