#Blogihistoria. Zaproszenie do współpracy

Jedną z moich ambicji jest włączanie w prowadzone badania i dydaktykę nowych mediów. Wymaga to sporo wysiłku i nadrabiania różnych zaległości. Od jakiegoś czasu łączę tradycyjne formy wypowiedzi z tekstami w internecie. Nie potrafię tego jeszcze ocenić, choć oczywiście widzę zasadniczą różnicę. Napisanie artykułu – naukowego czy popularno-naukowego – i opublikowanie go w sposób tradycyjny zabiera więcej czasu, trzeba się liczyć z preferencjami redakcji, poddać procedurze oceniającej, a przede wszystkim czekać, czekać… W przypadku tekstów na blogu takich obostrzeń nie ma, co oczywiście ma swe plusy i minusy. Powstaje jednak zasadnicze pytanie, jak traktować tego rodzaju teksty? Czy jest to tylko „zabijanie“ wolnego czasu? Jakie jest zdanie autorów innych blogów poświęconych historii? Chciałbym zachęcić do odpowiedzi na kilka pytań. Linki do nich będę sukcesywnie zamieszczać.

W drugiej połowie lat 90. ukazał się ciekawy artykuł gorącego propagatora idei otwartego kodu Erica S. Raymonda pt. Katedra i bazar. Bez trudu artykuł ten można dostosować do warunków publikacji naukowych. Katedra to czasopismo, a bazar jest blogiem. Czasopismo, jak wiadomo, podlega różnym rygorom. Posiada redakcję, często międzynarodową. Publikacja tekstu poprzedzona jest zewnętrzną recenzja lub recenzjami. Jest to proces zabierający sporo czasu. Przykładowo czas oczekiwania na druk artykułu w jednym z zaprzyjaźnionych czasopism z listy ministerialnej, trwa około roku (chodzi o kwartalnik). W przypadku naukowego bloga takich obostrzeń nie ma. Są to w duże mierze – choć zdarzają się oczywiście wyjątki, jak np. „Public History Weekly. Blogjournal for History and Civic Education“, teksty autorskie, nie podlegające zewnętrznej ocenie. Blogerzy mają własne wyobrażenia o nauce i naukowości. Jak na wspomnianym bazarze, także i tu możemy spotkać wartościowy towar: blogi pisane z ogromnym poświęceniem, pasją i znajomością rzeczy. Można też – niestety – spotkać mydło i powidło, przetykane grochem z kapustą.

Krótki rekonensans w bezmiarze internetu wykazał, że pisanie blogów w Polsce przez historyków nie jest zbyt rozpowszechnione. Troszkę to dziwi. W końcu historia cieszy się sporym zainteresowaniem w Polsce, potrafi niejednokrotnie wywołać burzliwe dyskusje. Jedynie nieliczne biblioteki uniwersyteckie wykazują blogi pracowników naukowych. Być może część koleżanek czy kolegów nie chce wykazywać tego rodzaju aktywności, może boi się ostracyzmu środowiskowego? Część blogów, które odnalazłem, jest już nieaktualna, ostatnie wpisy pojawiły się na nich przed kilkoma miesiącami. Ten niezadowalający stan, który może być jedynie moim pobieżnym wrażeniem, różni się znacznie od tego, co możemy obserować w trendach światowych w tym zakresie. Tam korzysta się swobodnie i szeroko z nowych mediów, istnieje niezliczona ilość witryn. Szczególnie w tym zakresie wybijają się młodzi historycy, którzy niejednokrotnie naukowy blog wykorzystują do opisywania kolejnych kroków badawczych. Dzielenie się swoim warsztatem, nawet na tak wszesnym etapie, jest godne podkreślenia, a ich odwaga i otwartość zasługuje na szczególne potraktowanie.

Podczas tych wstępnych poszukiwań uwagę zwróciłem na dwa portale, oba są świetnie redagowane. Pierwszy podejmuje ogólne zagadnienia poświęcone nauce w sieci, może jednak być z powodzeniem wykorzystany przez historyków. Z dużą przyjemnością śledzę kolejne wpisy Emanuela Kulczyckiego. Pokazał on, że zainteresowania badawcze bardzo dobrze można łączyć z popularyzacją. Jego ostatni wpis o nieuczciwych praktykach naukowych w dyskursie międzynarodowym, daje sporo do myślenia, pozwala uniknąć pułapek, inaczej spojrzeć też na sens walki o wyższy wskaźnik cytowań za wszelką cenę.

Historycy z pewnością zwrócili uwagę na portal „Historia i Media“. Spektrum podejmowanych tematów jest bardzo zróżnicowane, co dodatkowo podnosi jego wartość. Tytuły zakładek na tej stronie są – jak się wydaje – głównymi punktami programu autorów portalu: zasoby, pamięć, dziedzictwo. Na szczególną uwagę zasługuje łatwość poruszania się w przestrzeni nowych mediów. Autorzy korzystają z facebooka i twittera. Zastanawiam się, kiedy te media społecznościowe będą „odkryte“ przez moje koleżanki i kolegów, na ile będzie im się chciało włączyć do międzynarodowej dyskusji.

Nie chcę się dzielić moimi doświadczeniami, bo należę raczej do osób nowych w tym środowisku i siłą rzeczy nie są one zbyt wielkie. Niezależnie od tego uważam, że – podobnie jak to czynią koleżanki i koledzy zagranicą – warto zastanowić się nad sensem i sposobami korzystania z nowym mediów. Może warto w tym miejscu zrobić krótki bilans, podzielić się swymi przemyśleniami? Pytanie kieruję do wszystkich historyków „ukąszonych“ e-żądłem. Jako impuls do przemyśleń pozwoliłem sobie zaproponować minikatalog pytań. By odpowiedzi te były łatwe do znalezienia dla czytelników, na twitterze proponuję przed linkiem do tekstu z wypowiedzią zamieścić #blogihistoria. Będę też, na ile to możliwe, zamieszczać linki do tekstów w następnych wpisach.

• Kiedy rozpoczął Pan / Pani przygodę z blogiem? Czego dotyczył pierwszy tekst?

• Czy uruchomienie własnego bloga poprzedziła Pan / Pani lekturą innych blogów?

• Czy czyta Pan / Pani blogi innych autorów?

• Skąd czerpie Pan / Pani inspiracje do pisania własnego bloga?

• Czy media elektroniczne wyprą tradycyjne, jaki wpływ będzie to miało na postrzeganie nauki i roli naukowca?

• Jak Pan / Pani odnosi się do krytyki swoich tekstów? Czy stwarza Pan / Pani miejsce dla niej na blogu?

• Czy pisanie bloga i krytyczna dyskusja z czytelnikami wpłynęła na pogłębienie tematów, czasami zmianę swego stanowiska?

• Czy teksty Pani / Pana ukazały się później drukiem w tradycyjnych czasopismach?

• Jak zareagowały koleżanki / koledzy na fakt, że piszę Pan / Pani bloga?

 

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj