Zanik krytycznych recenzji

Z

Od kilku lat mam wrażenie, że recenzje krytyczne w naukach historycznych przeżywają kryzys. Jakie są jego przyczyny? Przecież jest to w końcu podstawowe narzędzie rozwoju nauki. Czyżby przyjęło się, że recenzja musi być pozytywna, niezależnie od jakości pracy? A może należy pisać recenzje tylko dobrych książek, oszczędzając sobie stresów związanych z reakcją autorów? Jeśli recenzja jest negatywna, zdarza się, że autorzy przyjmują ją z niedowierzaniem, czy wręcz niechęcią, uznając za osobisty atak. Czy recenzowanie ma jeszcze zatem sens?

Podstawowe narzędzie

Podstawowym narzędziem do weryfikacji dokonań naukowych jest / pozostaje recenzja. Praktycznie towarzyszy nam na wszystkich etapach postępowania kwalifikacyjnego na stopień/tytuł (od licencjatu po wniosek o tytuł profesora). Jest konieczna przed publikacją dokonań naukowych.

W życiu zawodowym badacz recenzowany jest na prawie każdym kroku. Wkrótce czeka nas ocena okresowa, to też przecież jedna z form recenzji naszych dokonań.

Jednak w ostatnich latach można spotkać ogromną erozję podejścia do recenzji. Podejmuje się wiele starań, by zapewnić sobie, swemu doktorantowi nie tyle merytoryczne, co przyjazne nastawienie recenzenta. Ktoś zakrzyknie, że to nic nowego pod słońcem. Ale czy nie mieliśmy pracować nad większą obiektywizacją tej procedury?

Patologie

Czasem jednak dochodzi do poważniejszych rzeczy. Nie ulega wątpliwości, że zjawisko klientelizmu nie jest obce naukom historycznym. Przypadki mogę wymienić bez większych problemów.

Recenzentów dobiera się tak, by „przepchnąć” taką czy inną pracę na ocenę, czy uzyskać awans, ku któremu brakuje mocnych podstaw. Recenzentów można było tak „dobrać”, by te kłopotliwe sprawy nie były nawet zauważalne.

Zdarza się, że ktoś nie ma wymaganych kompetencji merytorycznych czy językowych, by opiekować się rozprawą doktorską. Promotorstwo zostaje zatwierdzone, bo niezręcznie jest rozmawiać o kompetencjach koleżanki / kolegi na forum.

Dochodziło też do przypadków, że wątpliwe sprawy przenoszono do innych uczelni. Czy obecnie obowiązującą ustawa o szkolnictwie wyższym zablokuje takie praktyki, przekonamy się za jakiś czas.

Podobnie dzieje się w przypadkach aplikacji konkursowych. Często dostaję do wglądu recenzje-laurki. Przy bliższym sprawdzeniu okazuje się, że kandydatka / kandydat ma w tych opiniach dorobek pięknie „napompowany”.

Również recenzowanie prac jako element debaty naukowej wykazuje nadal spore słabości. System opiniowania zgłaszanych tekstów w czasopismach wprawdzie się zmienił, teksty przesyłane do recenzji są anonimizowane, jednak – takie jest moje wrażenie – negatywne oceny nie są mile widziane.

Mimo takiego negatywnego votum, redakcja i tak nieraz podejmuje przeciwną decyzją. Nie widzi poza tym konieczności skontaktowania się z recenzentem raz jeszcze, przekazania odpowiedzi autora itd.

Kryzys recenzji krytycznych

Innym niepokojącym dla mnie zjawiskiem jest zanik recenzji krytycznych w czasopismach naukowych czy popularnonaukowych.

Być może nadal pokutuje tu pogląd, który usłyszałem na początku mojej drogi naukowej. Na pytanie, czy mam napisać recenzję wykazującą braki pewnej książki, usłyszałem od jednego z kolegów po fachu, że zafunduję sobie tylko stres, a mam jeszcze do napisania habilitację, chcę zostać kiedyś profesorem. Nie wiadomo przecież, czy na jakimś etapie postępowania nie spotkam się z osobą, którą teraz negatywnie zrecenzowałem. Oczywiście, nie przejąłem się tą radą, ale anegdota pozostała w pamięci.

Mam wrażenie, że przestaliśmy recenzować wnikliwie różne publikacje, zwłaszcza te w jakimś sensie kontrowersyjne. Nie chcę być źle zrozumiany. Nie chodzi tu o pisanie z tezą (w tym przypadku negatywną), lecz klasyczną recenzję, w której merytorycznie analizuje się wady książki. Jeśli przeważają one nad zaletami, należy publikację ocenić negatywnie i w zależności od charakteru recenzji (na postępowanie awansowe, wydawnicza i inne) jasno sformułować i uzasadnić moje zdanie.

I w żadnym wypadku nie pisać recenzji negatywnych w treści, a z pozytywnym wnioskiem!

W przypadku recenzji wydawniczych zawsze jest pole do polemiki a autorem, a z tego – czasami dla własnej wygody i spokoju – świadomie rezygnuje się. Autor zaś traci możliwość udoskonalenia swego tekstu. Co to oznacza dla rozwoju nauki, nie muszę tłumaczyć.

Etyka zawodowa

Oczywiście wszystkie te kwestie należą do etyki zawodowej. Wprawdzie trwają prace PTH nad kodeksem etyki, ale i tak podstawowe znaczenie będzie miało poczucie obowiązku i przyzwoitości każdego z nas. Liczy się także determinacja, by głos zabierać, nawet jeśli krytyczny jego ton nie spotka się z aplauzem większości.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

  • Panie Profesorze,
    a co zrobić z fantem, kiedy recenzja wydawnicza jest negatywna (nie rekomendująca pracy do druku), a autor i wydawnictwo i tak sobie pracę drukują argumentując, że ich obowiązkiem jest zasięgnąć opinii recenzenta, a nie stosować się do niej? Nawet bym taki argument zrozumiał, gdyby autor i wydawnictwo zrezygnowali z umieszczenia nazwiska recenzenta na stronie redakcyjnej pracy, ale jeśli je umieszczają (bo przecież recenzent jakąś recenzję napisał), to jak nazwać taką praktykę?
    I pytanie drugie: sądzi Pan, że książkę złą lepiej przemilczeć czy negatywnie zrecenzować? W obecnym świecie nie ważne co się mówi, byle było głośno… W tym sensie nawet negatywna recenzja mogłaby się złej książce przysłużyć.

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt