Święto Niepodległości. Kilka uwag

Ś

Najważniejszym wydarzeniem XX w. dla dziejów narodu polskiego było bez wątpienia odzyskanie niepodległości. Zanurzeni w bieżącej polityce, w rozliczaniu najnowszej historii często zapominamy o znaczeniu jesieni 1918 r. Przecież data naszego święta narodowego – 11 listopada – jest datą umowną, ugruntowaną w kalendarzu obchodów publicznych dopiero w latach 30. Mówiąc zatem o odzyskaniu niepodległości nie mamy na myśli wydarzeń zamkniętym w konkretnym dniu.

Marsz ku niepodległości

Marsz ku niepodległemu bytowi podjęty został niemal nazajutrz po upadku I Rzeczpospolitej. Kontynuowany był przez kolejne pokolenia Polaków, czy to formie walki zbrojnej, konspiracyjnej, czy żmudnej pracy u podstaw, ochronie kultury narodowej, podniesieniu ekonomicznego poziomu ziem polskich.

Te ponad stu letnie działania, w których nie mało było klęsk, rozpaczy, zwątpienia, szanse realnego powodzenia zyskały dopiero z chwilą wybuchu I wojny światowej. Te niezwykle krwawe zmagania stoją obecnie w pamięci społecznej w głębokim cieniu drugiej wojny światowej, a przecież ich znaczenie dla historii Europy i świata również było ogromne. W wyniku I wojny światowej zmienił się układ sił na naszym kontynencie. Upadły mocarstwa Europu Środkowej i Wschodniej: Rosja, Niemcy i Austro-Węgry, dotąd dławiące wszelkie próby zmiany status quo.

Dla sprawy polskiej powstała tak sprzyjająca koniunktura międzynarodowa, jakiej na próżno wyglądali powstańcy w 1830 czy 1863 roku. W naszym regionie Europy ukształtowała się w końcu drugiej dekady XX w. nowa mozaika państw. Narody dotąd zdominowane zyskały w oczach świata prawo i możliwość do budowy własnej państwowości. Wśród nich byli i Polacy.

Jednak to nie dobra wola nowych rządców świata, zwycięzców w światowej wojnie wskrzesiła Polskę. Dokonali tego sami Polacy, gdyby nie ich wysiłek i walka restytucja Polski nie byłaby możliwa, a na pewno nie w takiej postaci, jaką przybrała II Rzeczpospolita.

Orientacje polityczne

Znaczenie wybuchu wojny dla położenia narodu polskiego dostrzegały wyraźnie ówczesne elity. Pozostawało jednak sprawą kontrowersyjną jaką konkretną politykę prowadzić w tych krytycznych latach, jak wykorzystać konflikt między dotychczas zgodnymi zaborcami Polski, na kim oprzeć się w rachubach politycznych.

Te kontrowersje utożsamiamy obecnie z dwiema orientacjami politycznymi. Pierwsza z nich, skonkretyzowana przez Romana Dmowskiego stawiała na zwycięstwo Rosji i jej sojuszników, licząc iż carat będzie musiał poczynić w stosunku do Polaków wielkie ustępstwa. Druga, reprezentowana przez Józefa Piłsudskiego, wiązała sprawę polską z państwami centralnymi, a szczególnie z stosunkowo liberalnymi Austro-Węgrami. Jednak tak naprawdę cele, założenia, metody walki o sprawę polską należało zmieniać i dostosowywać do rozwoju sytuacji międzynarodowej i położenia wewnętrznego we wspomnianych państwach.

W pierwszych latach wojny żaden z zaborców, poza ogólnikowymi deklaracjami, nie próbował zdobyć polskiego poparcia konkretną ofertą polityczną. Przebąkiwano o autonomii, a przede wszystkim wyciągano z kraju rekruta i zasoby materialne na poczet potrzeb wojennych. I wojna światowa była dla Polaków zmaganiem nierzadko bratobójczym. W mundurach obcych armii, w okopach przecinających Europę zachodnią i wschodnią stali naprzeciw siebie przedstawiciele jednego narodu. Polacy ginęli za Romanowów, Hohenzollernów i Habsburgów, bo wyboru jako ich poddani nie mieli. Równocześnie jednak, pokonując wielkie opory, wykorzystując wszelkie możliwości tworzyły się polskie jednostki militarne.

Umiędzynarodowienie sprawy polskiej

Pierwszeństwo przyznać tu musimy działaniom Józefa Piłsudskiego, wybiegającym znacznie poza horyzont wspomnianego doraźnego sojuszu z państwami centralnymi. Ze słynnej Pierwszej Kadrowej wyrosły Legiony. Oddziały te uczestniczące w walkach z Rosją wznowiły chlubne karty polskiego oręża i stworzyły podstawy pod przyszłą armię. Ich internowanie przez zaborców z powodu coraz głośniej podnoszonych żądań narodowych było oznaką nowego okresu w wojnie.

W 1917 r. nastąpiło bowiem umiędzynarodowienie sprawy polskiej, dotąd przez mocarstwa zachodnie traktowanej jako wewnętrzna kwestia Rosji. Upadek caratu i powstanie w Rosji demokratycznej w założeniach republiki dawało szanse dla dotąd niewolonych narodów. W imieniu interesów polskich można już było rozmawiać z przywódcami zachodnimi. Wielkie zasługi na tym polu położył w niedalekiej przyszłości wspomniany Roman Dmowski.

Po włączeniu się do konfliktu USA hasło prawa narodów do samostanowienia rychło stało się programem politycznych Ententy, sojuszu zwróconego przeciw Niemcom i ich sojusznikom. We Francji poczęły się tworzyć polskie oddziały nazwane Błękitną Armią. Na wschodzie operował korpus gen. Dobór-Muśnickiego. Rozwijała się działalność konspiracyjnej Polskiej Organizacji Wojskowej. Aż nadeszła jesień 1918 r. Od momentu włączenia się do wojny Stanów Zjednoczonych szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Ententy. Kryzys wewnętrzny trawiący Niemcy i Austro-Węgry przekształcił się – podobnie jak rok wcześniej w Rosji – w rewolucję.

Budowa polskiej państwowości

Jej owocem był upadek monarchii w tych państwach i rozprężenie w armii. Władza i wolność zdawały się leżeć na ulicy. Wystarczyła determinacja i trochę organizacji. Na ziemiach polskich rozwijała się akcja spontanicznego rozbrajania wojsk okupacyjnych i tworzenia pierwszych struktur administracyjnych. 10 listopada do Warszawy wrócił w więzienia w Magdeburgu Piłsudski.

Wkrótce pojawił się pierwszy rząd i zaczątki armii. Podziały polityczne wśród Polaków na pewien czas ustąpiły miejsca zgodzie narodowej w imię odbudowy państwa. Państwa, które przecież istniało na razie w sferze idei. Nie miało ani granic, ani administracji, ani pieniędzy, ani wojska. W dodatku groziło mu niebezpieczeństwo ze strony osłabionych, ale dość jeszcze silnych sąsiadów. Polskie aspiracje państwowe, a zwłaszcza terytorialne, musiały także wejść w konflikt z innymi powstającymi państwami.

Już przełom 1918/1919 przyniósł walki z Ukraińcami i Czechami. Rychło doszedł do tego konflikt z Litwinami i Białorusinami. W Wielkopolsce i na Śląsku walczono z Niemcami. Równocześnie toczyły się zabiegi dyplomatyczne, które szczególnej intensywności nabrały w początkach 1919 r. w czasie wielkiej konferencji pokojowej w Wersalu. Nadała ona polskiej państwowości status niepodważalny, ale nie przesądziła w sposób ostateczny o kształcie terytorialnym Odrodzonej Polski. Ten trzeba było w następnych latach wywalczyć, pod drodze mierząc się z wielkim niebezpieczeństwem, jakim był pochód Armii Czerwonej na zachód latem 1920 r. Powtórzę jeszcze raz, z wszystkimi tymi problemami zmagało się bardzo młode, nieukształtowane państwo, pozbawione zasobów, silne jedynie patriotyzmem i ofiarnością swych obywateli.

Proces odradzania się Rzeczpospolitej zakończył się w 1921 r. podpisaniem pokoju z Rosją bolszewicką. W 1923 r. nastąpiło uznanie granic Polski przez państwa zachodnie. Teraz wszelkie wysiłki trzeba było skierować na scalenie państwa złożonego przecież z ziem rozdzielonych przed ponad 100 laty, na odbudowę ze strasznych zniszczeń wojennych, na umacnianie administracji i instytucji państwowych, samorządowych itp. Była to praca ogromna, prowadzona do tego w warunkach stałych kłopotów finansowych.

Świeto Niepodległości dzisiaj

Obchodząc Święto Niepodległości, nie tylko w kraju, ale i wszędzie tam gdzie są skupiska polskie, pamiętać powinniśmy jeszcze o jednym wydarzeniu XX w. Mianowicie o ponownym odzyskaniu przez naszą Ojczyznę niezawisłości po upadku systemu komunistycznego. To dzięki wydarzeniom w lat 1989-1990 także i dzisiejsze święto wróciło do naszego obywatelskiego, wspólnotowego życia.

Wiek XX, straszne stulecie dla świata, Europy, także dla Polski, przyniosło nam zatem – obok wszystkich problemów, strat ludzkich w dwóch wojnach, zniszczeń, zdominowania przez sąsiednie mocarstwa – także dwa wydarzenia wręcz błogosławione, dowodzące siły narodu. Są nimi nasze dwie rocznice odzyskania wolności: ta z 1918 i ta z 1989 r. Choć może część z nas późniejsze wydarzenia, konkretny stan polskich spraw rozczarowuje, powinniśmy pamiętać, że aż dwa razy zyskaliśmy szansę samostanowienia i życia w wolności. Za drugim razem temu wybiciu się na niepodległość towarzyszyła wyjątkowa sytuacja międzynarodowa, dzięki której na trwałe zainstalowaliśmy się w obozie państw Zachodu, zintegrowanej Europy.

Nawet jeśli w kraju pojawiają się błędy czy zaniedbania, to są one nasze, powstałe z naszej winy, tak samo jak sukcesy i osiągnięcia, czy to II czy III RP są naszą przede wszystkim zasługą.

 

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt