Co po IPN?

C

Mija 20 lat od utworzenia IPN. Jest to okazja i do podsumowań, i spojrzenia w przyszłość tej instytucji. Do zajmowania się podsumowaniami są bardziej powołane osoby, które miały (mają) częściej do czynienia z tą instytucją i efektami jej pracy. Osobiście mam uczucia co najmniej mieszane, choć część publikacji uważam za wartościowe i ważne. W sprawie przyszłości ważny głos zabrał prof. Jan Grabowski, znany historyk Holokaustu. Jego wypowiedź nie powinna przejść bez echa, zgłoszone przez niego propozycje warte są przemyślenia.

Część polityki historycznej państwa

Jest rzeczą ciekawą, jak IPN ewoluował w ostatnich 20 latach. Z instytucji badającej i popularyzującej wiedzę o zbrodniach komunistycznych i nazistowskich przekształcił się w placówkę, którą postrzega się jako instrument w dość jednostronnie uprawianej polityce historycznej, a nawet w bieżącej walce politycznej. Często w walce tej wykorzystywano i zgromadzone w IPN materiały archiwalne, i przyznawane ogromne środki finansowe.

W krótkim czasie z instytutu zajmującego się historią najnowszą powstał kombinat, który praktycznie narzucił / narzuca polityczną wizję historii, obchodzenia się z nią, myślenia o niej.

Wchłonął on na początku Główną Komisję Badań Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – Instytut Pamięci Narodowej, a w 2016 r. Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Posiada pion śledczy i prokuratorski, których osiągnięcia są raczej mizerne.

Upolitycznienie IPN i jego radykalizacja

Upolitycznienie IPN, którego jesteśmy świadkami, nie ma nic wspólnego z badaniami naukowymi, debatą wokół ich wyników i popularyzacją historii. Nie istnieją także żadne mechanizmy kontroli jakości pozainstytutowej, a skład gremiów nadrzędnych nie gwarantuje pełnej obiektywności. Prezes IPN nie ma autorytetu naukowego.

W środowisku historyków ciągle trwa dyskusja wokół kryteriów oceny po wprowadzeniu nowej ustawy o szkolnictwie wyższym. IPN to nie dotyczy. Nie musi on też ubiegać się o środki w postaci grantów, szukać odpowiednich wydawców. Jest poza prozą życia naukowego, choć stanowi jego część.

Położenie nacisku na umiędzynarodowienie nauki, rzecz dla mnie oczywista, nie idzie w parze z szerszym przekazaniem środków w drodze konkursu na dofinansowanie tłumaczeń, czy wydania. Każdy z nas musi to załatwiać we własnym zakresie. O potrzebie upowszechnienia takich czy innych publikacji w przypadku IPN głos decydujący posiada wewnętrzne kierownictwo.

Początek dyskusji

Z tych też powodów z należytą uwagą należy zapoznać się z artykułem prof. Jana Grabowskiego, profesora Uniwersytetu w Ottawie i członka Centrum Badań nad Zagładą Żydów ISiF PAN, pt. „Imperium Pamięci Nacjonalistycznej. Co zrobić z IPN po odsunięciu PiS od władzy?”. Proponuje on wszczęcie debaty o przyszłości IPN, by być przygotowanym do ewentualnych decyzji po zmianie władzy w kraju. W dyskusji powinni zabrać głos badacze i politycy. Nie jestem przekonany, czy państwo powinno odgrywać w edukacji historycznej tak dominującą i uprzywilejowaną względem innych podmiotów (instytucji, organizacji pozarządowych) rolę.

Historia w szkole

Dużej uwagi wymaga także polska szkoła i skutki reformy z 2017 r. Do nauczycieli i uczniów trafiły już pierwsze podręczniki do historii najnowszej. Należy im się bacznie przyjrzeć. Są realizacją programów szkolnych, które budziły ze względy na swą jednostronność duże obawy, wątpliwości. Problem obchodzenia się z historią w ostatnich latach wymaga wnikliwej analizy i oceny, także ze względu na jego oddziaływanie społeczne. Rozpocznie się tym samym proces debaty, która jest przecież istotną częścią funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Powinno się ją prowadzić publicznie z pomocą instytucji / organizacji do tego powołanych (np. PTH), a nie zamykać się z tzw. bańkach społecznościowych.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

komentarze

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

  • Z dużą ciekawością przeczytałem Pański wpis, Panie Profesorze. Pozwolę sobie teraz na skreślenie kilku słów komentarza, bo temat ten – choćby przez fakt, że przez 5,5 roku (od sierpnia 2009 r. do marca 2015 r.) byłem pracownikiem gdańskiego Oddziału IPN. Przez 4,5 roku byłem asystentem prasowym (odpowiednik regionalnego rzecznika prasowego), łącząc tą funkcję z pracą naukową.

    Po pierwsze, jestem przekonany (i wiele osób przyzna mi rację), że o całkowitej likwidacji IPN nie może być mowy. Z banalnego powodu – jego zasoby archiwalnego. Jedyną instytucją, która (tylko w teorii) mogłaby to przejąć, to NDAP, ale to nierealne. Archiwa Państwowe (wiemy to doskonale) nie od dziś borykają się z problemami finansowymi, lokalowymi i kadrowymi. Zasób archiwalny IPN jest nie tylko przeogromny (ponad 90 km bieżących akt – i to jest stan sprzed pięciu lat), ale też bardzo specyficzny. Ewentualne przenosiny, włączenie w zasób Archiwów Państwowych, szkolenie, opracowanie procedur byłaby akcją generującą potężne koszty, problemy (choćby brak dostępu do akt dla naukowców), niepotrzebne zagrożenie dla archiwaliów itd.

    Z drugiej strony – doskonale rozumiem pojawiające się coraz częściej głosy potrzeby zmiany IPN, bo ostatnie parę lat (prezesura dr. Szarka) to całkowite niemal roztrwonienie zbudowanego nie bez trudu potencjału naukowego tej instytucji. Przykładów jest aż nadto, wystarczy sięgnąć choćby do wyczynów pionu edukacyjnego lubelskiego Oddziału. Ale to temat na osobny wpis.

    Co ciekawe, jesienią 2010 r. odbyła się wewnętrzna dyskusja wśród pionów merytorycznych (brałem w niej udział) nad… właśnie przyszłością gdańskiego Oddziału. Chodziło o takie ukierunkowanie badań, przewidzenie przyszłego zapotrzebowania, aby wyjść naprzeciw zapotrzebowaniu społeczeństwa, środowiska historyków i władz. To była ciekawa inicjatywa, nie wiem, czy w innych Oddziałach też miała miejsce. Zwrócono uwagę, że najpewniej w przeciągu dekady, może nieco więcej, działalność pionów prokuratorskich (i ścigania zbrodni, i lustracji) siłą rzeczy zostaną ograniczone (biologia!). Nikt wtedy jeszcze nawet nie śnił o zmianie, która wprowadziła (całkowicie bezsensowna w mojej ocenie) nowelizacja ustawy o IPN z 2016. Jeśli wcześniej IPN ustawowo działał w cezurze chronologicznej 1939-1990, o tyle po nowelizacji – 1917-1990, a edukacja (uwaga, uwaga!) – …od XVIII w. („Polski porozbiorowej”). Absurd.

    Wracając do dyskusji w gdańskim Oddziale z 2010 r. Zauważono, że regionalnie Oddziały IPN pełnią zazwyczaj wiodącą rolę w badaniach nad historią najnowszą. I należy to pole zagospodarować, wykraczając poza tylko zagadnienia, które z oczywistych względów były predestynowane do bycia badanymi przez IPN w pierwszej kolejności – a więc historia aparatu bezpieczeństwa, zbrodni, podziemia i opozycji (w wielkim skrócie). Zwrócono uwagę, że należy wykorzystać potencjał i stopniowo rozszerzać badania, wchodzić szerzej w historię społeczną, może gospodarczą, próbować budować zespoły do prac nad (jakże potrzebnymi dziś!) monografiami rzetelnymi czy syntezami miast lub regionów w okresie po 1945 r.

    To wszystko przypominam sobie, kiedy czytam głosy o potrzebie likwidacji IPN.

    Moim zdaniem realnym rozwiązanie jest tylko jego gruntowna przebudowa.

    1) Pozostawienie pionu archiwalnego z całym jego zapleczem. Znam wielu archiwistów tam pracujących, to prawdziwi fachowcy. Przypominam też o ciekawej możliwości zamówienia części akt z np. innego Oddziału do czytelni w danym mieście, co dla badaczy stanowi spore ułatwienie. Postępuje proces digitalizacji. To należy docenić, wesprzeć i … nie psuć.

    2) Piony naukowe zostawić, zmienić ich sposób funkcjonowania – zmusić do startowania o granty, podobnie jak „normalne” instytuty, katedry, pracownie czy pojedynczych pracowników na uczelniach wyższych czy w PANie.

    3) Piony prokuratorskie – te powinny zostać wygaszone w konkretnej perspektywie czasowej (biologia jest nieubłagana); osoby odpowiedzialne za przydatne, choć mało zauważalne katalogi, powinny przejść do pionu archiwalnego i kontynuować swoje prace.

    4) Piony edukacyjne – tu mam ciężki orzech do zgryzienia, bo edukacja powinna iść w parze z nauką, powinna służyć upowszechnianiu tego, co robią Koleżanki i Koledzy z naukowego, ale… tak nie jest. Albo jest za mało w ostatnich latach. Niestety, mówię to szczerze z ciężkim sercem, ale właśnie ten pion dokumentnie pogrzebał ostatnio potencjał i markę IPN, który zyskał za kadencji prezesa dr. Kamińskiego (widać kolosalną różnicę w podejściu do zadań IPN za dr. Kamińskiego, wykładowcy i akademika, a dr. Szarka, który całe swoje życie zawodowe praktycznie związał z IPN i … ma ograniczoną ewidentnie perspektywę).

    Myślę, że piony edukacyjne powinny być zmniejszone, być częścią pionu naukowego. Też być zmuszone do startowania po granty i subwencje. Skupić się na rzetelnej działalności, a nie indoktrynacji, w myśl zasady (czasem) „im głośniej, im więcej, tym lepiej”. Też zwrócę uwagę na przesadne rozszerzenie granic chronologicznych tego właśnie pionu – w zespołach mają być dziś specjaliści, przepraszam, zarówno od insurekcji kościuszkowskiej, Wielkiej Emigracji, rewolucji 1905, wojny polsko-bolszewickiej, działalności Gestapo, katowni UB i inwigilacji Kościoła Katolickiego w PRL po przemiany roku 1989? Przecież to absurd! A plakietka „IPN” powinna oznaczać naprawdę fachowców, którzy za państwowe pieniądze idą do szkół.

    Znam wielu świetnych edukatorów z IPN, wiedzy czy umiejętności im nie brakuje. Ale ton nadaje grupa – powiem wprost – hochsztaplerów, którzy na uczelniach czy w „normalnych warunkach” by się nie utrzymali w zawodzie…

    Na koniec jeszcze jedna uwaga. Czy ktoś zwrócił uwagę, że utworzony parę lat temu Instytut Pileckiego (ostatnio połączony z tym dziwnym tworem – Instytutem Męstwa i Solidarności…) robi – mówiąc kolokwialnie – kawał dobrej roboty, którą tak naprawdę powinien wykonywać właśnie IPN..? Upowszechnianie (profesjonalne) wiedzy o doświadczeniu dwóch totalitaryzmów na zewnątrz? Ciekawe konferencje, dobrze organizowane, z ciekawymi zazwyczaj mówcami. Akcja tłumaczenia i publikacji w Internecie dokumentów. To się udało Instytutowi Pileckiego, warto tego nie psuć. Ale jednocześnie w takim razie okroić znacznie IPN, odchudzić kadrowo i strukturalnie, pieniądze przeznaczyć na granty (a choćby i ograniczone do historii XX wieku, by wesprzeć badania właśnie na tym polu)…

    IPN potrzebuje zmian, moim zdaniem pilnych. Ma konkretny dorobek, świetnych historyków i archiwistów (nadal…), ale woła o reformę. Jeśli nic się nie zmieni, stoczy się bezpowrotnie.

  • Panie Profesorze, jako pracownik IPN pozwolę sobie zwrócić uwagę na problemy, które nie zostały poruszone przez Pana jak i prof. Grabowskiego. Pominę także wątki natury politycznej.

    Zacznę od tego, że sam pomysł rozwiązania IPN uważam za zły z dwóch powodów. Po pierwsze archiwalia. Praca w archiwum uświadomiła mi, jak żmudny jest proces opracowywania i udostępniania materiałów. Wszyscy narzekają, że na teczki z IPN trzeba czekać kilka tygodni, nie tak jak w Archiwum Państwowym, jednak osoby te nie biorą pod uwagę procesu, który towarzyszy udostępnieniu materiałów po organach represji PRL, informacji, które trzeba sprawdzić przed udostępnieniem, opracowania teczki itd. Wbrew powszechnej opinii nadal większość zasobu IPN nie została opracowana, część nawet nie została odtajniona! (Nie należy tego mylić ze zbiorem zastrzeżonym IPN, którego obecnie nie ma). Nad zasobem pracuje referat udostępniania i gromadzenia. Osoby, które pracują tam niemal od początku istnienia urzędu. Nie można także zapominać o referacie informacji i sprawdzeń, który zajmuje się ewidencją, kartotekami czy dziennikami rejestracyjnymi. Poza tym jako jedyna placówka archiwalna na taką skalę IPN prowadzi skanowanie dokumentów, zabezpieczając w ten sposób materiały na przyszłość. Tylko w przypadku wrocławskiego oddziału zeskanowany zasób wynosi około 15%, a skanowanie tych materiałów odbywa się codziennie!

    Czy po likwidacji IPN, da się zastąpić tak doświadczonych pracowników, którzy znają specyfikę pracy z tym zasobem? Ile będzie trwało przeszkolenie nowych pracowników? I najważniejsze pytanie, co w ogóle stanie się z Archiwum IPN? Przejmie je Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych? Nie bez powodu IPN nie podlega Naczelnej Dyrekcji. Nie bez powodu zostały wprowadzone obostrzenia dotyczące udostępniania tych materiałów osobom „z zewnątrz”. My patrzymy na ten zasób tylko przez pryzmat pracy badawczej, a to nie wszystko.

    Mówiąc o pracy badawczej. Oczywiście można krytykować dorobek naukowy placówki, to, że „historycy IPN” piszą tylko o UB/SB, ale proszę zadać sobie pytanie, jak dzisiaj wyglądałby stan badań nad historią byłych organów represji PRL, gdyby nie prace historyków pracujących w IPN? Ilu badaczy XX w. zatrudnionych chociażby w Instytucie Historycznym porusza w swoich badaniach problem kadry, struktur, działalności UB/SB czy innych „organów bezpieczeństwa państwa”, ilu w ogóle korzysta z tych materiałów?

    Obecnie w IPN pracuje ponad 2 tys. osób. Część z nich (nie wiem, jaki procent) ma aspiracje naukowe, jest na studiach doktoranckich, po doktoracie i w trakcie habilitacji. Zdecydowana większość to osoby, które nie pracują na uczelni i nie mają szans na etaty oraz dalszą karierę zawodową. Czy osoby optujące za likwidacją IPN, z prof. Grabowskim na czele, mają jakąś ciekawą i godną alternatywę na tych osób? A co z pozostałymi osobami, które mają w IPN miejsce pracy? Rozumiem, że perspektywa profesora uczelni wyższej jest zasadniczo inna niż doktoranta, ale jest to bardzo ważny problem do poruszenia.

    Pomijając kwestię „wielkiej polityki”, przepychanek między partią rządzącą i opozycją, historyków, którzy opowiadają się za jedną lub drugą opcją, to jednak przedstawione wyżej problemy interesują mnie najbardziej.

    Serdecznie pozdrawiam!

  • Uważam, że IPN powinien zostać zlikwidowany jako odrębna instytucja, zaś jego zasób aktowy i infrastruktura powinien zostać wcielony do państwowej sieci archiwalnej. Ponieważ sieć archiwów państwowych jest od dekad niedofinansowana, nie powinno się to odbyć bez przekazania przez parlament środków finansowych umożliwiającą sprawną realizację fuzji. Historycy szczególnie zaangażowani w odgadywaniu życzeń aktualnej władzy, powinni zostać odsunięci od stanowisk decyzyjnych.

  • O przyszłości IPN na pewno należy rozpocząć poważną rozmowę. Jednak ocena tej instytucji – do ktorej obecnego stanu mam skadinad krytyczny stosunek – i jej dorobku powinna się opierać na dogłębnej znajomości rzeczy i zobiektywizowanych danych. Niestety, zawsze dominowaly raczej obiegowe opinie oparte na stereotypach. Drobny przykład z Twojego wlasnego teksktu: „[IPN] posiada pion śledczy i prokuratorski, których osiągnięcia są raczej mizerne”. Primo, pion śledczy i prokuratorski to jedno i to samo (chyba ze prokuratorskim nazwiemy pion lustracyjny, zatrudniajacy rowniez pewna liczbe prokuratorow – ale chyba nie to miales na mysli). Secundo, kto wie, ze pion sledczy IPN wniosl do sadow ponad 350 aktow oskarzenia o zbrodnie komunistyczne przeciwko ponad 500 podejrzanym, z ktorych dotychczas sady prawomocnie skazaly ponad 200. Mozna sie spierac, czy to duzo czy malo. Biorac pod uwage potencjal pionu sledczego IPN (100 prokuratorow) – to mniej nizby mozna oczekiwac. Ale w porownaniu z innymi krajami postkomunistycznymi – to zapewne wiecej niz w nich wszystkich razem wzietych. A tak przy okazji – 20 rocznica powstania IPN przypadnie raczej dopiero w przyszlym roku, bo o realnym utworzeniu tej instytucji mozna mowic dopiero w odniesieniu do lipca 2000 r., kiedy parlament wybral pierwszego prezesa IPN, prof. Leona Kieresa, i zaczely powstawac struktury instytutu. Wczesniej, przez poltora roku, IPN istnial tylko na papierze.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotografik, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt