Bez trybu

B

Tym razem będzie bez żadnego trybu. W świeżej pamięci mam lekturę artykułu Claudii von Salzen z „Der Tagesspiegel” na temat odmowy ambasadora Ukrainy w Niemczech, Andrija Melnyka udziału w uroczystościach rocznicy zdobycia Berlina. Zaproszono także ambasadorów Rosji i Białorusi. Decyzja przedstawiciela Kijowa zaskoczyła magistrat Berlina, który zaproszenie wystosował już kilka tygodni temu. Pominę w tym miejscu brak wyczucia ze strony nadburmistrza, Michaela Müllera (SPD). Ambasador Ukrainy sam, w dyplomatyczny sposób wyłuszczył powody swej decyzji. Mnie zaskoczyło coś innego. Brak zaproszenia dla polskiego ambasadora. Czyżby magistrat stolicy Niemiec nie wiedział, że w bitwie o Berlin uczestniczyły także polskie jednostki?

Rocznica, która dzieli

Nie wiem, na co liczył nadburmistrz Berlina, Michael Müller (SPD), który do udziału w uroczystościach związanych ze zdobyciem Berlina 2 maja 1945 r. zaprosił kilka tygodni temu ambasadorów Ukrainy, Rosji i Białorusi w Niemczech. Przecież od 2014 roku, od agresji Rosji na Krym, stosunki rosyjsko-ukraińskie są bardzo złe. Przekłada się to na wiele pól. W tym na kwestie upamiętnień wydarzeń historycznych.

Berlińskie obchody od kilku lat odbywają się bowiem w różnych terminach (8 i 9 maja) i w różnych miejscach. Z jakiego powodu władze Berlina w tym roku fakt ten pominęły? Chwilowa amnezja? Brak doświadczenia na stanowisku? Chęć ułatwienia sobie sprawy podczas okrągłej rocznicy? Trudno powiedzieć.

Tematem ukraińskiej odmowy zajęła się poczytna gazeta „Der Tagespiegel”. Przypomniała oświadczenie niemiecko-ukraińskiej komisji historycznej, która poparła w swoim czasie inicjatywę budowy pomnika polskiego w Berlinie (przyznaję, że umknęło to mojej uwadze, w tym miejscu podaję odsyłacz do tego dokumentu).

Nieobecność Polski

W artykule „Der Tagesspiegel” zainteresowała mnie jeszcze inna sprawa. Zaproszenie skierowane do trzech ambasadorów państw, których obywatele niegdyś służyli w Armii Czerwonej, nie budzi wątpliwości. Wczoraj obchodziliśmy święto flagi. Przypomniałem sobie informacje o wywieszeniu w Berlinie 2 maja 1945 roku biało-czerwonej flagi na słynnej Kolumnie Zwycięstwa.

Dlaczego więc nadburmistrz Berlina nie zaprosił polskiego ambasadora do udziału w uroczystościach? Czy Polacy nie zasłużyli na wspomnienie przy tej okazji? O polskim udziale w zdobyciu stolicy III Rzeszy nie będę się rozpisywać, sprawa jest znana. Podobnie rzecz się ma z umieszczaniem polskich flag na różnych prestiżowych obiektach w zdobytym Berlinie, jak wspomniana Kolumna Zwycięstwa (potwierdzone), Reichstag (wątpliwe) czy Brama Brandenburska (wątpliwe).

Polski pomnik we Friedrichshain

Brak informacji o zaproszeniu polskiego ambasadora jest zastanawiający. W dodatku skłania do spekulacji, czy je w ogóle wystosowano, czy też ambasador odmówił udziału. Można się przy tym zgodzić, że w Berlinie brak jest jednego, neutralnego miejsca, gdzie dawni sojusznicy (przy całym skomplikowaniu ich ówczesnych powiązań i pozycji, jak i obecnych stosunków) mogliby się spotkać i uczcić – jak to czynili w przeszłości – wspólne zwycięstwo nad faszyzmem.

Jednak nawet przeprowadzenie tych uroczystości w różnych miejscach ostatecznie nie jest chyba aż tak dramatycznym problemem. Przynajmniej tak się może wydawać. W Berlinie Friedrichhain znajduje się przecież Pomnik Polskiego Żołnierza i Niemieckiego Antyfaszysty. W jednym szeregu umieszczono tam polskiego żołnierza, żołnierza Armii Czerwonej i niemieckiego antyfaszystę.

Symbolika ta oczywiście wiąże się z tzw. minioną epoką. I słusznie. Wprawdzie do pomnika w połowie lat 90. XX wieku dodano dodatkową tablicę, która miała go w sposób symboliczny zaktualizować, jednak obiekt „nie ożył”. Dzisiaj traktowany jest jako zbędny, no może jako swoisty zabytek historyczny.

Symboliczna klęska

Czy opisana powyżej sytuacja jest tylko porażką niemieckiego nadburmistrza? Czy nie jest także klęską strony polskiej i jej polityków sprawach historycznych? Wydaje mi się, że chodzi raczej o to drugie. Nawet jeśli nadburmistrz Berlina potrzebuje kilku godzin korepetycji z historii, to i tak widać, że Warszawie generalnie nie udało się uczulić strony niemieckiej na polski wkład w zwycięstwo nad III Rzeszą.

Jestem bardzo ciekaw, jak będą wyglądać następne dni w Berlinie pod kątem obchodów rocznicowych i jaki będzie udział w nich Polski. Na płocie okalającym działkę, na której niegdyś stał budynek polskiej ambasady (budowy nowego znów nie udało się nawet rozpocząć), co jakiś czas pojawia się plenerowa wystawa dotycząca historii naszego kraju. Taki ekonomiczny model popularyzacji. Wydawałoby się, że w kwietniu/maju nie ma innego bardziej uzasadnionego i potrzebnego tematu, jak właśnie Polska pod koniec wojny.

Przechodnie w centrum Berlina mogą jednak zapoznać się z całkiem innym tematem (o wystawie pisał m.in. Maciej Stasiński z „Gazety Wyborczej” w artykule pt. IPN i ambasada w Berlinie informują Niemców, kto obalił komunę: Kornel Morawiecki). Nie jest znana mi też inicjatywa Muzeum II wojny światowej, w końcu instytucji powołanej do popularyzowania tego tematu, by poruszyć go w Niemczech, a zwłaszcza Berlinie. Stracona, a może przespana szansa? Nie wszystko można zwalić na wirusa COVID-19.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Krzysztof Ruchniewicz

Niemcoznawca, historyk, fotograf, bloger, fan nowoczesnych technologii, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego i szef Centrum Willy'ego Brandta U. Wr. we Wrocławiu.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt