Z Germanią pod rękę

Wszyscy zapowiadali pod koniec tygodnia pogorszenie pogody. Nad Śląskiem miały przejść burze, temperatura spaść itd. Stało się jednak inaczej. Słońce świeciło w pełni, siedzenie w domu i ślęczenia nad książkami nie wchodziło więc w rachubę. Dodatkowo odwiedzili nas przyjaciele z Niemiec. Mieliśmy do wyboru: albo pojechać do pobliskich Wojsławic i w tamtejszym arboretum podziwiać kwitnące różaneczniki, albo wieczorem udać się do Wrocławia i skorzystać z oferty \”nocy muzeów\”. Spacer po Wojsławicach wygrał.

Stało się już tradycją, że w maju i czerwcu ta niewielka wieś położona niedaleko Niemczy jest tłumnie odwiedzana przez miłośników różaneczników i azalii. Jest to wyjątkowe w naszym kraju miejsce, słynące ze swego obfitego zbioru tych przepięknych roślin. I tym razem arboretum miało dla nas nowe atrakcje. Kolejne stawy urozmaiciły krajobraz, stworzono dodatkowe miejsca wypoczynku. 

\"\"

Na wzgórzu ponad ogrodem można było wygodnie usiąść i podziwiać dolnośląski pejzaż ze Ślężą na horyzoncie. 

\"\"

Krzewy wyeksponowano na przepięknych rabatach. Feria kolorów wywoływała zachwyty zwiedzających. 

\"\"

Arboretum jest pieczołowicie zarządzane przez Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego historia sięga II połowy XIX wieku. Założycielem wojsławickiej arkadii był Fritz von Oheimb (1850-1928), znawca roślin i współzałożyciel Niemieckiego Towarzystwa Dendrologicznego. Studiował rolnictwo. W 1880 r. zakupił dobra wojsławickie (ok. 150 ha) i po ślubie z pochodzącą z Drezna, Bertą, założył ogród różanecznikowy (przebudował wcześniej istniejący). Miłość do roślin rozwinęła się w czasie podróży do Szwajcarii, Anglii i Holandii. Oheimb sprowadzał również rzadkie rodzaje drzew iglastych, liczne klony, róże, piwonie. Ogród traktował jak żywy obraz. Ramy tworzyły różne gatunki starych drzew, pozostałości po dawnym parku. Perspektywy pogłębiały drzewa liściaste. Na planie pierwszym umieścił Oheimb rabaty złożone z różnych gatunków krzewów i bylin. Tak ułożony obraz mienił się bogactwem barw w zależności od pory roku. 

\"\"

Uprawa tak bogatej i różnorodnej roślinności stała się możliwa dzięki panującemu w Wojsławicach mikro- i makroklimatowi oraz żyznym i kwaśnym glebom na terenie parku. Pomocna okazała się też rozległa wiedza botaniczna właściciela arboretum. Część z bogatej kolekcji Oheimba przetrwała do dzisiaj. W biegiem lat wojsławickie dobra stawały się coraz bardziej znane na Śląsku i poza jego granicami. Praktycznie z całej Europy ściągali wielbiciele różaneczników i korzystali chętnie z wiedzy właściciela. W 1920 r. kolekcja Oheimba liczyła 4 tysiące różaneczników w 300 odmianach. Założyciel arboretum zmarł w 1928 r. i spoczął na terenie parku w skromnym grobie (zachował się do dzisiaj).

\"\"

Po śmierci Oheimba jego dzieło kontynuował najstarszy syn, Arno. Pracował w ogrodzie do czasu wysiedlenia w 1946 r. Majątek Oheimbów przejęły Państwowe Gospodarstwa Rolne, co rozpoczęło raczej smutny etap dziejów ogrodu. W następnych dziesięcioleciach Wojsławice zmieniały właścicieli, co niezbyt dobrze wpływała na ich stan. W 1988 r. Arboretum przejął Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego (w 1983 r., park wojsławicki wpisano do rejestru zabytków kultury, co umożliwiło jego należytą ochronę). Stale trwają prace nad rozbudową założenia. W 2005 r. przyłączono 54 ha nowych gruntów, w tym zabytkowy folwark. 

Nie sposób zapamiętać licznych gatunków rosnących tu różaneczników. Moją uwagę zwrócił jeden z nich, noszący nazwę Bismarck.

\"\"

W głębi ogrodu odkryłem inny związek z Niemcami. Tym razem była to postać opiewana przez jednego z naszych narodowych wieszczów, Konrad Wallenrod, ale nie „zielony” a ceramiczny.

\"\"

Czy sąsiedztwo to było tylko przypadkowe? Kilkugodzinną wizytę zakończyliśmy w jednej ze szkółek sprzedających różne rzadkie gatunki roślin, także różaneczników.  Oferowano  w niej ciemnoróżowy rododendron o nazwie Germania. Zaraz go zakupiłem. Z Germanią pod rękę opuściłem Wojsławice. Krzew ma już swoje miejsce i będzie żywą pamiątką po tym pełnym wrażeń dniu. 

\"\"

Sprzedawca nie potrafił mi niestety powiedzieć, czy wśród różaneczników znajduje się także gatunek Polonia. W ogrodzie oba te kwiaty prezentowałyby się wyśmienicie. Jeśli taki istnieje, postaram się wejść w jego posiadanie. Germania musi mieć sąsiada

Ps. Okazało się, że trudno będzie zapewnić Germanii sąsiadkę. Według informacji uzyskanej w specjalizującej się w hodowli różaneczników firmy Pudełek odmiana Polonia jeszcze nie istnieje. Ogrodnicy patrioci do dzieła!

 

 

\"\"

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Jerzy Sporek

    Szanowny Panie Profesorze,
    Do Pańskiego tekstu „Z Germanią pod rękę” z radością mogę dodać kilka informacji w interesujących Pana (co jeszcze zwiększa moją radość) „zielonych” tematach.
    1. Rejestr odmian rododendronów prowadzi od wielu lat The Royal Horticultural Society pod nazwą The International Rhododendron Register & Checklist (ponad 4 000 zarejestrowanych nazw).
    2. W wykazie tym nie ma żadnych rododendronów zarejestrowanych jako odmiany polskie (jest za to 5 czeskich, żaden jednak nie został nazwany np. Bohemia, ale jest Panenka; jest Böhmen, wpisany przez hodowcę niemieckiego). Nie ma też np. Galii, tak że z sąsiedztwem odpowiednim dla Germanii ma Pan problem, bo nie przypuszczam, aby umieszczenie obok niej Böhmen było dobre.
    3. Na tej liście wpisane są m.in.:
    – należący do sekcji Rhododendron irreratum, zarejestrowany w 1958 roku (wyhodowany w 1957r.) „Polka Dot”, w handlu określany jako „Polka” (duży krzew, wg opisu w wieku 10 lat ok. 1,m wys.), kwiaty ma białe, punktowane ciemnofioletowo (to ew. typ na sąsiedztwo);
    – wpisany jako hybryda Knap Hill (czyli azalia, zrzuca liście na zimę) zarejestrowany od 1971 roku Rhododendron „Polonaise”, kwiaty ma delikatnie różowe.
    Co do Bismarck’a, to może interesujące być, że jest on słabo rosnący- zatem Rudolf Seidel, nadający mu nazwę ok. roku 1900 chyba o tym nie wiedział, inaczej chyba chciał bowiem sformułować przekaz ideologiczny.

Skomentuj