Wrocław ponownie odczytany…

W dziejach miast można dostrzec różne cezury, przywołujące wydarzenia polityczne, kulturalne, czy gospodarcze. Sygnalizują sytuację graniczną, dostrzeganą współcześnie lub po wielu dekadach. Wskazanie konkretnej cezury jest z jednej strony manifestacją końca, a z drugiej ogłoszeniem kolejnego początku. Jest przejściem z jednej epoki do drugiej, przekroczeniem niewidzialnej najczęściej granicy.

Voila_Capture 2015-03-19_10-32-36_AM

Jednak nawet najgłośniej akcentowany nowy początek nie jest unieważnieniem przeszłości. Nie można zerwać z historią i jej dorobkiem (lub ciężarem), co najwyżej można starać się je pomijać, ignorować, w najgroźniejszym przypadku – unicestwiać. Mimo to historia wcześniejszego okresu jest nadal obecna, wychyla się z różnych kątów i zakamarków, przypomina o sobie materialną spuścizną. Potrafi też powrócić – jako piękna opowieść lub wyrzut sumienia – i unieważnić wszystkie próby jej wymazania.

Wrocław, (dolno)śląska metropolia, przeżył w swych dziejach niejeden etap. Niejedną epokę. O tych meandrach jego 1000-letnich dziejów świadczą różne wersje nazw miasta, zmienność przynależności państwowej, składu narodowego mieszkańców. Jedną z najbardziej radykalnych cezur w dziejach miasta był bez wątpienia rok 1945. Poważnie zniszczone w wyniku walk o Festung Breslau miasto, znalazło się w granicach państwa polskiego. W następnych latach nastąpiła całkowita wymiana ludności.

Dotychczasowi mieszkańcy musieli opuścić miasto i cały region, ich miejsce zajęli nowi, przybysze z różnych stron Polski, w tym Kresów Wschodnich II RP. Pierwsze dekady nowej epoki to okres zdominowany przez zasiedlenie i odbudowę miasta, a także próbę nadania jego dziejom nowej interpretacji (repolonizacja, „powrót do Macierzy“). Dla wielu przybyszy było to dośc długo „obce miasto“ (Gregor Thum). Dopiero z biegiem lat zaczęło pojawiać się zainteresowanie dla przeszłości przed 1945 r. Powstały pierwsze inicjatywy, które stawiały sobie za cel zwrócenie uwagi nowych mieszkańców na historyczną, wielonarodową spuściznę Wrocławia. W latach 80. XX wieku dyskutowano na ten temat m.in. w kręgach historyków sztuki dość intensywnie, szukano rozwiązań, które miały uwrażliwić wrocławską społeczność na to dziedzictwo. Dyskusje te nie byłyby możliwe bez podważenia tzw. mitu piastowskiego, które dotąd forsowały władze komunistyczne.

W przestrzeni czytamy czas“. To określenie niemieckiego historyka, Karla Schlögela trafnie opisuje obecną sytuację. Po przełomie 1989 r. Wrocław wraz z jego wielowiekową schedą traktowany jest jako część wspólnego dziedzictwa europejskiego (Marek Zybura), a podjęte wtedy próby „odczytania“ jego historii trwają dalej. Warunkiem było pokonanie ostrych granic narodowych, zwrócenie uwagi na wielowątkowość bogatego dziedzictwa kulturowego i wynikające z tego konsekwencje dla współczesnych wrocławian.

Bo wszyscy jesteśmy tutejsi – jak napisał w eseju „Bresław” Andrzej Zawada. Polacy, Niemcy, Czesi, Żydzi. Wszyscy Ślązacy. Wszyscy wrocławianie. W jednoczącej dawną Europę łacinie, której dzisiaj nie ma już nawet w Kościele, ale która nadal przetrwała na uniwersytetach, moglibyśmy powiedzieć: Cives Wratislavienses (A. Zawada, Drugi Bresław…, s. 40).

W dziele tym uczestniczą władze miasta, regionu, Uniwersytet i różne jego instytucje. Angażują się także mieszkańcy miasta, dla których Wrocław jest po prostu „naszym“ miastem, niezależnie od takiego czy innego etapu historycznego, łańcucha epok. Ich kalejdoskop sprawia tylko, że miasto postrzegane jest jako ciekawsze, bardziej fascynujące, intrygujące właśnie historyczną zmiennością.

Zob. Andrzej Zawada, Drugi Bresław, Wrocław: ATUT, 2015.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj