W drodze do…

Malarstwo europejskie na przestrzeni wieków wielokrotnie podejmowało motyw ucieczki. Obraz ludzi szukających schronienia musiał silnie przemawiać do artystów różnych epok. Zapewne wpływał na to nie tylko pewien fragment Biblii, dający malarzom szansę nakreślenia na płótnie dramatycznej opowieści, ale i niespokojna, nierzadko pełna przemocy historia naszego kontynentu. Dziś miałem okazję podziwiać jedno z ciekawszych przedstawień tego motywu. W rzymskich zbiorach Palazzo Doria Pamhilj znajduje się obraz Caravaggia pt. Riposo durante la Fuga in Egitto (Odpoczynek w czasie ucieczki do Egiptu). Sporych rozmiarów płótno, prezentowane w ciekawie zaaranżowanej sali, przykuwa uwagę niespotykaną kompozycją, barwą kolorów i ukrytymi w obrazie symbolami.

Pałac rodziny Doria Pamphilj w Rzymie jest miejscem szczególnym. Zgromadzono w nim dzieła malarstwa włoskiego i europejskiego, które ród ten gromadził przez kilka stuleci. W 1996 r. kolekcję udostępniono publiczności. Zwiedzanie galerii w taki dzień, jak dziś, to czysta przyjemność. Ciągle mam w pamięci tłumy zalewające we wrześniu przed dwoma laty sale Muzeum Watykańskiego. Ludzie umęczeni gorącem, tłokiem i nagromadzeniem piękna wokół, które wprost przekracza granice wytrzymałości przybyszy z krajów skromniej wyposażonych przez historię, opuszczali bramy muzeum niewiele chyba wynosząc w pamięci. Po tym doświadczeniu dałem sobie spokój ze zwiedzaniem innych zbiorów, mając nadzieję, że jeszcze do tej stolicy świata (Rzym zawsze nią będzie) powrócę. I tak się stało. Zobaczyłem inny (chciałoby się powiedzieć – normalny) Rzym. W lutym miasto i jego zabytki czekają na odwiedzających, kościoły są otwarte, przed kasami nie ma kolejek, a w środku można sobie przed ulubionym dziełem stać do woli. Na ulicach słychać przede wszystkim włoski, można mieć wrażenie że rzymianie na nowo zasiedlili swe miasto. Mimo pochmurnego nieba, nawracającego deszczu, panuje wspaniała atmosfera. W pałacu rodziny Doria Pamphilj, poprzez kapiące od złota sale niespiesznie wędrowała sobie garść turystów. A jedyne co im dolegało to bolące od zadzierania głów szyje…

Wrażenie zrobiła na mnie forma eksponowania dzieł. Wymusiła je ich liczba. Z braku miejsca zawieszono je piętrowo, jedno nad drugim, nad drugim trzecie, a czasem nad trzrecim jeszcze jedno. Trzeba nieco wysiłku, by ogarnąć to bogactwo. Kolekcja nie ma podziału chronologicznego. Wydaje się wręcz chaotycznie prezentowana. Można więc tu znaleźć starożytne rzeźby i malarstwo średniowieczne czy barokowe obok siebie. Obrazy widza na rokokowych tapiseriach. Między nimi wspaniałe lustra, ciemniejące już z powodu nieodwracalnego starzenia się. Ciągle jednak jeszcze trwają, podczas gdy damy niegdyś się w nich odbijające rozpadły się już pewnie w proch. Może ten porządek/nieporządek powstał przypadkowo, wyrósł z czasem, ale może taki też był zamysł, aby pokazać źródła naszej kultury europejskiej, które trudno zamknąć w jednej, sztampowej definicji, w linearnym, zdyscyplinowanym rozwoju. Ta wielość głosów artystów, monumetalna polifonia jest wielką zaletą tej kolekcji.

Jednym z najpiękniejszych obrazów jest dzieło włoskiego mistrza pędzla, utalentowanego, szalonego i nieposkromionego Michelangela Caravaggio. Wiszą tu jego wczesne dzieła, które jednak już zapowiadają wielką, i niestety krótką, karierę malarską. Obraz poświęcony uciecze świętej Rodziny do Egiptu jest znakomitym przykładem ambicji artysty, by tematy znane i „obmalowane“ setki razy przedstawić odmiennie, w autorski sposób, wzbudzając w oglądającym nie tylko zainteresowanie, ale i wzruszenie.

Obraz, który powstał prawdopodobnie na zlecenie zakonu oratorianów ok. 1594 r., jest pełen symboliki. Kompozycję na dwie części dzieli postać anioła, którego artysta umieścił pośrodku, tyłem do widza. Wokół jego nagiego ciała młodego chłopca wije się zwój białego płótna. Niewielkie ciemne skrzydła wyrastają spomiędzy łopatek. Skrzydlaty posłaniec samego Boga gra na skrzypcach. Melodii nie podpowiada mu jednak Duch Św. Anioł spogląda bowiem na nuty wypisane na zwoju trzymanym przez św. Józefa. Zapisano nimi, jak dowiedli muzykolodzy, motet flamandzkiego kompozytora Noela Bauldewijna (ok. 1480–1529/30) skomponowany do tekstu poświęconego Maryi: Quam pulchra es et quam decora, carissima, in deliciis! Statura tua assimilata est palmae, et ubera tua botris.

Św. Józef, zgodnie z tradycyjnym przedstawieniem, jest starszym, zmęczonym mężczyzną. Siedzi na worku podróżnym. Obok kosz i butelka na wino. Trzyma nuty, ale wygląda jakby marzył tylko o położeniu się i wyprostowaniu nóg (pociera strudzone stopy jedna o drugą). Po prawej stronie niebiańskiego grajka siedzi znużona Maryja, z pochylona głową nad śpiącym spokojnie Jezusem. Chwila odpoczynku, odprężenia. Złuda bezpieczeństwa. Anioł może się tylko śni? Za chwilę trzeba będzie wstać, zarzucić tobołki na plecy, mocno przytulić dziecko i ruszyć dalej.

W ślad za tą wyjątkową rodziną Bożego Syna na tułacze szlaki wyruszą miliony innych. Będą uchodzić przed przemocą i nędzą, przez tysiące lat powtarzając scenę krótkiego, niespokojnego wypoczynku przed dalszą drogą w nieznane. A anioł?

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj