W cieniu kapitolińskiej Wenus

Nie jest łatwo opisać wrażenia po obejrzeniu Muzeów Kapitolińskich. To jeden ze stałych punktów w programie zwiedzania Rzymu. Dzisiaj wreszcie pogoda dopisała. Przez cały dzień świeciło piękne słońce. Przez okna Palazzo Nuovo wpadały słoneczne promienie i rozświetlały marmurowe rzeźby. To była dobra okazja, by studiować światło i cień na konkretnych przypadkach.

Do Muzeów Kapitolińskich przymierzaliśmy się już kilka razy. Zniechęcały nas tłumy turystów. Nie sposób podziwiać te wspaniałe zabytki, gdy stale musimy stać w kolejce, czy jesteśmy potrącani przez spiesznie przechodzącą wycieczkę. Dziś od rana świeciło piękne słońce. A jeszcze wieczorem lało jak z cebra… W Rzymie mogło być dzisiaj nawet 16 stopni. Ulice zaludniły się. Zaroiło się od stolików kawiarnianych na chodnikach. Turystów jednak nie ma tak wielu jak w sezonie. Kelnerzy przeszli więc do ofensywy i na chodnikach przed restauracjami zachęcali do skosztowania zalet kuchni rzymskiej.

Muzea Kapitolińskie stanowią ciekawą propozycję dla miłośników sztuki. Można podziwiać antyczne rzeźby i porcelanę z Miśni, dawne malarstwo i film 3D o wynalazkach Leonardo da Vinci, a wszystko to w historycznych pomieszczeniach Palazzo dei Conservatori i Palazzo Nuovo. Najlepiej na ich zwiedzanie poświęcić kilka godzin, bez pośpiechu wędrując po kolejnych salach i piętrach. Podczas oglądania ekspozycji tylko częściowo pomocny jest oficjalny przewodnik.

W gąszczu licznych korytarzy i sal można się jednak pogubić. Wówczas o pomoc trzeba prosić licznych tu pracowników muzeum (można nawet przypuszczać, że pytania od zagubionych zwiedzających przerywają im dość nudne stróżowanie). A gdy poczujemy zmęczenie w nogach i znużenie natłokiem arcydzieł, warto wyjść na terazza panoramica lub wyjrzeć z ogromnym okien tabularium i podziwiać rozległe widoki wiecznego miasta. Niewiele tu się zmienia. Rzym po prostu trwa w swym doskonałym kształcie.

Zamieściłem tylko przykładowe zdjęcia, których specjalnie nie obrabiałem. Jedno przedstawia słynny konny pomnik Marka Aureliusza. Pełnego widoku Wenus Kapitolińskiej postanowiłem zaoszczędzić widzowi. Bardziej spodobał mi się wyraz dezaprobaty na twarzy rzymskiej patrony z pomnika naprzeciwko. A że muzealnicy też są zwykłymi ludźmi i mogą już znudzić się patrzeniem na dzieła sprzed wielu wieków, dowodzi ostatnie zdjęcie. Na pierwszym planie widać słynną rzeźbę umierającego Gala. Dzielny Gal żegna się z życiem od dwóch tysięcy lat, pan dozorujący salę spędził w niej pewnie co najwyżej dwie dekady, ale wygląda jakby cierpiał nie mniej od dogorywającego wroga Cezara.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

Skomentuj