Uliczny uniwersytet na pchlim targu

Od wielu lat jestem wielkim miłośnikiem „pchlich targów“. Ten berliński w pobliżu Bodemuseum należy do moich ulubionych. Pasja szperania w towarze „mydło i powidło“ z punktem ciężkości: książki zaczęła się podczas stypendium. Było to jedno z moich ważniejszych niemieckich odkryć tego czasu. Na publikacje w księgarnianych cenach nie miałem pieniędzy. Na szczęście kartony wypełnione książkami z drugiej czy trzeciej ręki dawały szansę powiększania zbiorów w rozsądnych cenach. Sentyment pozostał. Jeśli tylko jest okazja, mieszam się z tłumem podobnych miłośników ulicznego handlu i zawsze wychodzę z jakąś zdobyczą. Uwielbiam przysłuchiwać się dyskusjom sprzedawców z klientami, często są to fachowe rozmowy o książkach, pisarzach, sztuce i polityce. To nie handel starzyzną, to niemalże uliczny uniwersytet.

2016-04-03_flohmarkt (1 von 1)

Jeden z moich przyjaciół ma dewizę, którą staram się – choć nie zawsze z powodzeniem – stosować w praktyce. Brzmi ona: Nie kupuj książek dobrych, kupuj tylko najlepsze. No tak, tylko że tym najlepszym też na imię milion… Pomimo pojawienia się alternatywnych form korzystania z książek, jak wersje elektroniczne czy audio, nadal kupuję tradycyjne książki w ilościach zatrważających rodzinę (która narzekając, sama zresztą stale powiększa własne zbiory). Nie wiem, ile ich mam. Kiedyś próbowałem je nawet skatalogować, nie wyszło, zabrakło czasu i konsekwencji. Pozostają szacunki idące w kilkanaście tysięcy. Część naszych książek przechowują z godną podziwu cierpliwością rodzice (chwała im!), inne wypełniają regały w służbowych pokojach. Reszta jest najbardziej chyba rzucającym się w oczy wyposażeniem naszego domu… w każdym jego zakamarku. Podobno tylko 2% Polaków ma księgozbiory przekraczające 500 tomów. Trudno mi w to uwierzyć.

2016-04-03_flohmarkt_3 (1 von 1)

Nawyk kupowania, lektury i ciągłego gromadzenia książek utrwalił się tak mocno, że już się to nie zmieni. Raz na kilka lat zdesperowany dokonuję „rzezi niewiniątek”, oddając niektóre tomy w dobre ręce. Szybko jednak przynoszę do domu godnych następców podarowanych egzemplarzy. Wszak natura nie lubi próżni. Miejscem, gdzie często uzupełniam swój księgozbiór, są obok księgarni i antykwariatów różnego rodzaju „pchle targi“. Lubię często odwiedzać te w Niemczech. Z polskich już dawno zrezygnowałem. Ponieważ interesuje mnie przede wszystkim książka niemiecka, a ceny naszych sprzedawców są wielokrotnie wzięte z sufitu (podobnie jak w niektórych antykwariatach) wolę polować na pożądane publikacje za Odrą. Okazji ku temu nie brakuje.

2016-04-03_flohmarkt_2 (1 von 1)

W dodatku na „pchlich targach“ w Niemczech panuje wspaniała bukinistyczna atmosfera. Często spotyka się pasjonatów, znawców takiej czy innej dziedziny wiedzy. Są tam, bo chcą, a nie bo muszą. Poświęcają życie książkom, bo je cenią i kochają. Często odwiedzam „pchli targ” przed Bodemuseum w Berlinie. Ceny są tu bardzo zróżnicowane. Dzisiaj byłem tam rano, zaraz po otwarciu. Niewiele było jeszcze kupujących. Mogłem sobie spokojnie przeglądać karton po kartonie. I nie zawiodłem się. Trafiłem m.in. na kilka poloników, które nie posiadam jeszcze w swoich zbiorach. Moją uwagę zwrócił też atlas geograficzny z 1939 r. Można w nim znaleźć rzeczowe informacje o Polsce (był to z pewnością efekt czasowego ustania antypolskiej propagandy po podpisaniu paktu o nieagresji z Niemcami!) oraz wykaz miejscowości na Śląsku i w Prusach Wschodnich, których nazwy zmieniono na niemiecko brzmiące. Ciekawa publikacja. Jutro zeskanuję stronę dotyczącą Śląska i zamieszczę ją na blogu.

2016-04-03_flohmarkt_5 (1 von 1)

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Drukarzowi w czasach zaniku czytelnictwa, w czasach elektronicznych erzaców książek, niezwykle miło jest czytać takie teksty. Z każdego słowa emanuje tu miłość do książek, które przecież nie są jedynie przedmiotem na półce, ale często wręcz przyjacielem, który potrafi pocieszyć w trudnych chwilach i oderwać myśli od problemów codzienności. Piękne jest też to, że mogą one dzięki antykwariatom i „pchlim targom” ucieszyć więcej osób. Brawo! I dziękuję za ten tekst 🙂

Skomentuj