Problematyczne miejsce

Cmentarz ten do dzisiaj budzi kontrowersje. Niewielki, położony na uboczu, bez okazałych nagrobków. Mimo majowej pory jeszcze widoczne były resztki śniegu. To że jest to szczególne miejsce, świadczyły ustawione w równych odstępach proste drewniane krzyże, pozbawione tabliczek z nazwiskami zmarłych. Cmentarz, Spöttinger Friedhof, w Landsbergu nad Lechem jest największym istniejącym cmentarzem, na którym pochowano niemieckich zbrodniarzy wojennych skazanych na karę śmierci. Wcześniej – o czym wielokrotnie się zapomina – grzebano tu ofiary nazizmu, w tym straconych w pobliskim więzieniu Polaków. 

Historię więzienia w Landsbergu spopularyzował przez dwoma laty redaktor Bartosz T. Wieliński. Moją uwagę zwrócił niewielki cmentarz, który jest położony w jego sąsiedztwie (Spöttinger Friedhof). Ma on długą historię, choć większość historyków koncentruje się przede wszystkim na jego powojennych dziejach.

W trakcie prac archeologicznych odkopano w tym miejscu późnorzymskie pochówki. W średniowieczu odbywały się pogrzeby straconych na pobliskiej szubienicy i zmarłych na zarazę. Grzebano ich wokół niewielkiego kościoła. W 1923 roku więzienie, które powstało na początku XX wieku, zakupiło majątek Spötting, na terenie którego leżał cmentarz. Władze miejskie zezwoliły na wznowienie pochówków na cmentarzu. Jednak pierwsze z nich odbyły się dopiero w 1944 roku. Ostatni pogrzeb miał miejsce w 1957 r. W połowie lat 80. formalnie cmentarz zamknięto. Nie zdecydowano się jednak na jego likwidację, choć przepisy na to pozwalały. Znajdujące się tu powojenne groby przez kilka dekad nie były też anonimowe. Do 2003 roku na drewnianych krzyżach znajdowały się tabliczki z nazwiskami pogrzebanych. Dopiero w wyniku wielu interwencji w bawarskim ministerstwie sprawiedliwości usunięto je. Miejsce to stało się bowiem celem „pielgrzymek“ organizacji neonazistowskich.

W czasie 14 lat funkcjonowania cmentarza odbyło się tu 320 pochówków. Największą grupę stanowili niemieccy zbrodniarze wojenni, którzy zostali straceni przez władze amerykańskie (ostatni w marcu 1951 roku) lub zmarli w czasie odbywania kary. Następnie grzebano tu zmarłych w więzieniu kryminalistów. Na cmentarzu spoczywają jednak także ofiary reżymu narodowosocjalistycznego, w tym Żydzi oraz Polacy (10 robotników przymusowych straconych w listopadzie 1944 i styczniu 1945 roku). Pochowano tu również zmarłych jeńców wojennych różnych narodowości. Ich grobów nawet symbolicznie nie odróżniono. Brak jest żydowskich symboli religijnych. Nie ma także tablicy z nazwiskami tych osób, choć są częściowo znane.

Trudno znaleźć odpowiedzieć, dlaczego ciał straconych zbrodniarzy wojennych od razu nie pochowano w anonimowych mogiłach. Powstała bardzo skomplikowana sytuacja, która do dzisiaj budzi kontrowersje, a nawet sprzeciw. Obok ofiar spoczywają na tym cmentarzu kaci. Miejsca pochówku tych pierwszych nie są odróżnione. Właściwie się o nich zapomina, bo nekropolia obecnie przede wszystkich kojarzy się z grobami zbrodniarzy. Wobec śmierci wszyscy są równi? Zapewne, ale drogi wiodące do tej śmierci były diametralnie odmienne i to ujednolicenie jest nie do pojęcia.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

  1. Ryszard Matura

    Myślę, że w tamtych czasach była inna wrażliwość i niekoniecznie ‚ujednolicenie’. Podobnie ma się sprawa z obozami śmierci. Niemcy właściwie zlikwidowali je u siebie. U nas zachowano jako przestrogę najogólniej mówiąc i nie wchodząc w detale. I stało się to w pewnym sensie kłopotem, bo pretekstem do dziwacznych często uogólnień, z pomijaniem rzeczywistości tamtych dni, bardzo niesprawiedliwych dla Polski.

Skomentuj