Prezydenckie nauki

Kilka dni temu prezydent RP udzielił wywiadu TVP Historia. Nie było w nim nic zaskakującego, jest to raczej sygnał o dalszym radykalizowaniu mówienia przez głowę naszego państwa o historii, narodzie, współczesnym społeczeństwie polskim. Właściwie nie chciałem zabierać już głosu w tej sprawie, wiele osób wypowiedziało się w sposób przeze mnie podzielany. Wśród nich był też mój kolega, Przemek Wiszewski, który, jak uważam, spojrzał na problem głębiej i przede wszystkim z perspektywy historyka-naukowca. Postanowiłem dorzucić kilka zdań komentarza, z czego jednak powstał samodzielny wpis.

Czy nie powinniśmy się już przyzwyczaić do tego rodzaju wywodów (pseudohistorycznych) i świadomie manipulujących wybiórczo zestawionymi faktami? Nie jest to jedyny polityk tego obozu, który przekonuje, że zna historię Polski lepiej niż inni i ma receptę na rozwiązanie wszelkich wątpliwości. A gdyby ktoś miał watpliwości, to ma go przekonać autorytet innego, już nieżyjącego prezydenta z tej samej opcji politycznej.

Na wywiad prezydenta Dudy warto jednak spojrzeć jeszcze z innej strony. W sposób niezwykle uproszczony, właściwie prymitywny – pytanie na ile skuteczny – unieważnia nie tylko pracę naukową historyków, ale i samą historię jako naukę. Jest ona zaledwie zbiorem interpretacji, a najwyższy urząd w państwie wie, która z nich tą „najprawdziwszą“ jest. A jest nią ta malowana wyłącznie biało-czarnymi barwami, oczywista, prosta, pozbawiona „ale“.

Wielu uważa historię za rodzaj literatury, naukę, która z racji braku eksperymentu i tzw. twardych dowodów jest podejrzanie subiektywna. Przejście jednak od takiego przekonania do rozumowania „prostego jak cep“ jest zaskakujące u osoby ze stopniem doktorskim bądź co bądź. I co mają z tym zrobić historycy, a przynajmniej ci, w których narastają nie tylko obawy, ale i pewność, że nadszedł kolejny czas usługowej roli wypreparowanej historycznej papki w służbie tronu?

Dyskutujemy w swoim gronie, piszemy artykuły, czasem zabieramy głos publicznie bardziej zdecydowanie, ale fachowców od historii fachowcy od historycznej propagandy nie potrzebują. Zatem? Róbmy swoje, czyli badajmy, piszmy, drukujmy (póki to możliwe), używajmy śmielej sieci, bo przez nią nasz głos nie dojdzie wprawdzie do milionów, ale na pewno do większej liczby odbiorców niż poprzez tradycyjne nośniki.

Dobrze byłoby także zintensyfikować dyskusję we własnym środowisku. Doceniajmy też prace kolegów, zwłaszcza młodszych, rozmawiajmy o nich. Wystarczy choćby przywołać konkurs tygodnika „Polityka“ na książkę historyczną. Konkurs od dziesięcioleci cieszy się wielkim uznaniem. Jest informacją o aktualnych zainteresowaniach historyków. Książki nagrodzone, ale też nominowane (w tym roku, poprzednim, wiele lat wcześniej) pokazują czym jest uprawianie historii i czym sama historia jest, jak niesłuszne jest głoszenie tez o jakiejś depatriotyzacji i dehistoryzacji uprawianej w III RP.

Jesteśmy, niestety, społeczeństwem ludzi niezainteresowanych lekturą, wśród nich są i posiadacze dyplomów uniwersyteckich. Skutki tego właśnie zbieramy – brak zdolności krytycznego myślenia, umieszczenia siebie i kraju w szerszym kontekście, postrzegania siebie nie tylko jako członka narodu (pojmowanego też w sposób uproszczony), ale przede wszystkim obywatela. I to wszystko jest bardzo na rękę różnym „mężom opatrznościowym“. Bo jeśli czytać mamy więcej, to zdaje się Sienkiewicza przede wszystkim…

Wypowiedzi jak ta, która skłoniła mojego kolegę do chwycenia za pióro, mają jeszcze jeden cel. Poza obrzydzaniem okresu po 1989 r., poza forsowaniem upartyjnionej linii rozwoju polskiej historii od Mieszka do Leszka (Lecha Kaczyńskiego) skrywa się w tym jeszcze coś. To brak pomysłu na współczesną Polskę, wynikający z miałkości i płytkości myślenia o polskości, to lenistwo umysłowe zadowalające się starymi kliszami, trochę pozmienianymi (np. Bruksela w miejsce Moskwy), ale nieprzyjemnie podobnymi do polityki historycznej (czy jak to nazwać) nieboszczki PRL. A jak patrzę na zdjęcia z Warszawy ze sławnej rocznicowej uroczystości organizacji z krzepkim ramieniem na zielonym sztandarze, to jeszcze inne skojarzenia się nasuwają.

Przed laty tzw. „ostalgia“ miała trapić wschodnich Niemców, obywateli zjednoczonego państwa. Teraz grasuje nasza odmiana tego wirusa, choć rzecz jasna mamy się za kogoś zdecydowanie lepszego niż dawni obywatele NRD.

Zob.

Przemysław Wiszewski, ‚ukazując spod tego kłamstwa rzeczywistą prawdę’ czyli historia vs polityka historyczna w oficjalnej odsłonie?, „Humanities, stupid!“, 3.05.2017.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Krzysztof Kawalec

    A ja się cieszę, że Polska jest wolnym krajem, w którym każdy ma swobodę pisania co chce, gdzie chce, i o kim chce. Z pewną nieśmiałością upomniałbym się jedynie o większą znajomość ustawy zasadniczej, w szczególności tej jej części, która traktuje o kompetencjach głowy państwa. Kto zada sobie trud by do niej zajrzeć łatwo przekona się, że sugestia, że prezydent jest w stanie „unieważnić” nie tylko pracę historyków, ale nawet historię jako naukę, jest oględnie mówiąc nieuzasadniona.
    O czym więc świadczy wypowiedź Prezydenta? Ano o tym, że podobnie jak wielu innych ludzi, z zawodowymi historykami włącznie, posiada on sprecyzowane poglądy, również poza sferą ścisłej specjalizacji określonej zawodową specjalizacją, a także że podobnie jak i oni, daje im wyraz, również publicznie. W wolnym kraju wolnych ludzi nie jest to nic niezwykłego.

  2. Milena Migut

    Panie Profesorze, dziękuję za ten głos! Ja też czułam się zażenowana, czytając wywiad z prezydentem w TVP Historia. Pisałam kiedyś artykuł o magicznej funkcji języka (tak, tak, to oficjalny termin w językoznawstwie) w wypowiedziach polityków w czasach komunizmu i teraz odnajduję ją znów w prawie każdej wypowiedzi głowy państwa. W rozmowie, o której Pan pisze, znów powraca mantra (nieprawdziwa!!!) o tym, jakoby tylko na terenach Polski za ratowanie Żydów podczas wojny groziła kara śmierci. Ale skoro prezydent gdzie indziej powiedział, że „polska szkoła będzie uczyła prawdziwej polskiej historii, historii, w której wiadomo, kto był zdrajcą, a kto był bohaterem”, to i taka wypowiedź mnie już nie dziwi. Proszę nadal pisać i dokumentować takie nadużycia! Ktoś musi spisać czyny i rozmowy!

Skomentuj