Ośla ławka 2017. Rozwiązanie

Nie ma chyba dnia, by któryś z naszych polityków nie wystrzelił w medialną przestrzeń swoich złotych myśli. Problem zresztą nie tyle w ilości tych enuncjacji, ale przede wszystkim w ich jakości. Można odnieść wrażenie, że przestały dzisiaj obowiązywać jakiekolwiek reguły w tym zakresie. A jeszcze nie tak dawno, „palnięcie“ czegoś wywoływało zażenowanie otoczenia i zawstydzenie delikwenta… Inspiracją do sporządzenia „oślej ławki za 2017 r.“ był tekst pisarza Jacka Dehnela. Z pomocą internautów wybrałem 11 wypowiedzi. Do wczoraj można było głosować na faworyta. Wyniki naszej zabawy nie zaskakują.

Władza a odpowiedzialność

Nie gasną krytyczne głosy pod adresem wypowiedzi europosła i wiceprzewodniczącego parlamentu europejskiego, Ryszarda Czarneckiego o swej parlamentarnej koleżance, Róży Thun. Europoseł wykazał się niewiedzą lub skrajnym cynizmem. Używa określeń, których znaczenia nie zna (lub udaje że nie zna), byle tylko „zaistnieć”. Z pewnością wywołane oburzenie akurat tego europosła nie obejdzie, zapewne także nie jest ważne dla jego sympatyków i kolegów partyjnych.

Ta wypowiedź nie jest odosobniona. Od dłuższego czasu można zaobserwować zalew głupoty i ignorancji, wzmocnionych pewnym rodzajem buty. Czym to tłumaczyć? Dlaczego staje się to teraz takie widoczne? Wyjaśnień może być kilka. Każda z tych osób ma świadomość, że jest obserwowana przez media czy portale i jej słowa, nawet pozbawione jakiegoś sensu, obraźliwe zostaną od razu zauważone i „podane dalej”. Ba, często właśnie dlatego! Wokół nas króluje przekonanie, że ja i tylko ja wiem wszystko, nigdy się nie mylę i mam prawo do nieskrępowanej ekspresji. Tzw. poziom debaty publicznej regularnie zderza się z dnem, co wzbudza utyskiwania i jęki, ale dość krótkotrwałe. Za dzień, dwa do tej samej osoby, bynajmniej nie spalonej poprzednim występem, znów ustawiają się „drogie panie/panowie z telewizji” z mikrofonami i tzw. ważkimi pytaniami.

Problemem władzy i odpowiedzialnością polityków zajmował się już przed laty słynny niemiecki socjolog Max Weber. Chichotem historii jest to, że jedną z osób z mojej listy jest profesor Zdzisław Krasnodębski, który przyczynił się do spopularyzowania w Polsce tekstów tego wybitnego uczonego (do tego problemu wrócę poniżej).

Władza zdaniem Webera jest podstawową kategorią pozwalającą zrozumieć zasady porządkujące porządek społeczny. Natomiast polityka jest dla niego:

Dążeniem do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy czy to między państwami, czy też w obrębie państwa między grupami ludzi, jakie ono obejmuje.1

Władza polityczna istnieje na poziomie państwa, dysponuje środkami do realizacji celów społecznych. Może je wykonywać także z użyciem przemocy, przymusu fizycznego czy psychicznego.

“Gorące serce, chłodne oko”. Odpowiedzialność polityków

M. Weber wskazywał różne grupy polityków. Są to politycy zawodowi, politycy przywódcy, mężowie stanu. Cechą polityków zdaniem M. Webera jest stronniczość.

(…) Walka, namiętność – ira et studium – to elementy określające polityka. A przede wszystkim – politycznego przywódcę”. 2

Są politycy, którzy żyją „z polityki” albo „dla polityki”. Oba te podejścia nie muszą się wykluczać. Politycy żyjący „dla polityki”, często określani charyzmatycznymi, kierują się rodzajem misji. Głównym ich celem nie jest zdobycie władzy dla niej samej, lecz pozyskanie jej jako możliwości realizacji innych zadań, czyli w jakiejś sprawie.

Jaka to ma być sprawa, której służąc polityk dąży do władzy i władzy używa, jest kwestią wiary. Może on służyć celom narodowym albo celom ludzkości, celom społecznym i etycznym albo kulturowym, celom świata doczesnego albo religijnym, może go inspirować silna wiara w postęp – wszystko jedno w jakim sensie zawsze musi to być jakaś wiara.3

W odróżnieniu od urzędników (inna kategoria wprowadzona przez Webera), polityk musi być kreatywny, do jego zadań należy wyznaczanie celów, ale także określenie środków i metod ich realizacji. W systemach demokratycznych politycy stoją przed dylematem: z jednej strony muszą uwzględnić oczekiwania swych wyborców, z drugiej przekonać do realizacji swych, nieraz dalekosiężnych wizji. Nie zawsze idą one w parze z wyobrażeniami ich wyborców. W urzeczywistnieniu celów politycy powinni kierować się szczerością intencji, zaangażowaniem ideowo emocjonalnym, dystansem wobec rzeczy, ludzi i siebie. Weber ujął ten dylemat w krótką formułę: „gorące serce i chłodne oko”.

Brak dystansu jako taki jest jednym ze śmiertelnych grzechów każdego polityka i jedną z tych cech, których hołdowanie u młodej generacji naszych intelektualistów skarze ich na polityczną nieudolność. (…) Politykę robi się głową, a nie inną częścią duszy (…), dlatego polityk musi codziennie, w każdej godzinie, pokonywać bardzo trywialnego i jakże ludzkiego wroga w sobie samym: najpospolitszą próżność, śmiertelnego wroga wszelkiego rzeczowego zaangażowania i wszelkiego dystansu, w tym wypadku dystansu wobec samego siebie.4

Postawa ta zwiększa wiarygodność, umożliwia elastyczne podejście. Przyznanie się do błędów nie jest wtedy problemem, podobnie jak szukanie rozwiązań kompromisowych.

Weber dokonał rozróżnienia na etykę przekonań oraz etykę odpowiedzialności. Pierwsza dotyczy tzw. przeciętnego człowieka, druga obowiązuje polityka. Człowiek ma prawo do swoich sądów i poruszania się w kręgu własnej, subiektywnej prawdy. Nie musi uwzględniać skutków działań wynikających z jego wartości czy idei. Może sobie w końcu pozwolić na naiwne tłumaczenie rzeczywistości, że coś jest dobre, a coś złe, bo on tak uważa. Polityk musi ocenić doraźne i długofalowe skutki swych działań. Za swoje czyny ponosi bowiem osobistą odpowiedzialność.

Honor przywódcy politycznego, czyli męża stanu zajmującego się kierowaniem, polega właśnie na wyłącznej odpowiedzialności osobistej, jaką ponosi za własne czyny. Odpowiedzialności tej nie może on – i nie wolno mu – nie przyjąć albo się jej pozbywać.5

Kto zajmuje się polityką i jako narzędzia używa władzy i przemocy nie może liczyć zdaniem Webera na zbawienie własnej duszy. Od takiej osoby oczekuje się więc więcej niż od przeciętnego obywatela.

Krasnodębski i Weber

We wstępie do wyboru tekstów M. Webera Zdzisław Krasnodębski dużo miejsca poświęcił rozważaniom o polityce i etyce. Należy wyrazić jedynie ubolewanie, że polityk ten tak rzadko zagląda do tekstów, które sam napisał przed laty. Być może mógłby z większym dystansem podejść do obecnej polityki, a przede wszystkim przemyśleć swoje wypowiedzi. Pisał on m.in.:

Polityk musi być etycznym realistą i jednocześnie bardzo wiele wymagać od siebie. Nie może przerzucać odpowiedzialności na innych, musi patrzeć na świat bez rozgoryczenia, nie negując go i nie odrzucając. A przy tym – jak pisał (…) w artykule Prawo wyborcze i demokracja w Niemczech – choć ‚polityka na pewno nie jest etycznym zajęciem, (…) istnieje pewna minimalna miara poczucia wstydu i obowiązku przyzwoitości, których nawet w polityce nie można bezkarnie naruszać‘.6

Konstatacja ta nie straciła nic na aktualności. Jest jednak tak odległa od praktyki. Pozwalam sobie przytoczyć inny obszerny fragment tego tekstu:

W Polsce po 1989 panował lęk przed silnym przywództwem politycznym, a parlament wydawał się jedyną ostoją demokracji (…). Nadmierna biurokratyzacja, rozwój racjonalności formalnej, wraz ze specjalizacją, rozgraniczeniem kompetencji, ścisłymi przepisami oraz jasną hierarchią służbową nie były tymi niebezpieczeństwami, które zagrażały nam bardzo w ostatnich latach. Zagrożeniem był chaos, niejasne, niespójne reguły, dowolnie zmienianie i podporządkowywanie doraźnym interesom, irracjonalne erupcje niezadowolenia, korupcja, prywata oraz rządy partii przypominających raczej luźne, choć nader nieliczne, gromady pospolitego ruszenia lub konwentykle wtajemniczonych niż Weberowskie ‚machiny’ z przywódcą. Wszak erozji autorytetów i charyzmatu bynajmniej nie towarzyszyła ekspansja formalnych reguł i bezosobowych mechanizmów. Wręcz przeciwnie – ciągle nie zrealizowanym zadaniem Trzeciej Rzeczpospolitej pozostaje budowa niezależnej administracji, ustanowienie neutralnych reguł działania politycznego, stworzenie warstwy urzędników, którzy byliby bezstronni i apolityczni. A bez tego – jak twierdził Weber – nie może być mowy o nowoczesnym państwie. 7

Scamnum asinorum

Krótki sondaż, jaki postawiłem przeprowadzić pod koniec roku, przeszedł moje oczekiwania. Co akurat nie jest powodem do radości… Nie myślałem, że z perspektywy mijającego roku można zestawić tyle różnych nieprawdziwych i niekompetentnych wypowiedzi. Zebranie ich w jednym miejscu ma swego rodzaju charakter edukacyjny. Pojedyncze gdzieś uciekają, zapomina się szybko o nich, a zestawione obok siebie śmieszą, przerażają i dają – a przynajmniej powinny dać – do myślenia.

Posłużyłem się zasłużonym w dziejach dziatwy szkolnej różnych epok określeniem „ośla ławka“. Pamiętamy go i z naszej praktyki szkolnej (choć oczywiście my nigdy, przenigdy tam nie siedzieliśmy). Szczegółowy opis klasy oraz „oślej ławki” można znaleźć w wydanym przez Edwarda Raczyńskiego (1786-1845) „Obrazie Polaków i Polski w XVIII wieku”.

„Scamnum asinorum”, bo o niej mowa, znajdowała się w każdej klasie:

Była to ława przy piecu tak nazywana dla tych, którzy się uczyć nie chcieli; a jeżeli i taka degradacya nie pomagała gnuśnemu, wdziewano mu na głowę słomianą koronę; na ostatni zaś bodziec do nauki, oprowadzono go w takiej koronie po wszystkich szkołach wołając za nim: sinus asinorum in saecula saeculorum, do której ostatniej a nieznośnej hańby ledwo kiedy przychodziło; bo jeżeli który doszedł korony słomianej, już się tak pocił i mozolił nad książką, że oprowadzenia uniknął; i wkrótce się z ławicy oślej wydobył, abdykowawszy słomianą koronę kołkowi, na którym zawsze wisiała, wiele razy głowy do niej nie było; zapatrywali się na nią leniwi do nauki jaki na straszydło, chętni zaś jak na figiel dla śmiechu wymyślony.8

Każdy z autorów zebranych przeze mnie wypowiedzi zasłużył na posiedzenie w oślej ławce. Natomiast symboliczną koronę ze słomy, najwyższe wyróżnienie, otrzymał poseł PiS, Arkadiusz Mularczyk. Nie jest to jedyna jego wypowiedź w moim wykazie. Jednak ta poruszyła największą liczbę osób (30% głosujących):

(…) Powiem tylko tyle, że w ciągu ostatnich 10 lat nie wydano w Polsce ani jednej książki o II wojnie światowej. Źródło: Rozmowa Jana Przemyłskiego z „Gazety Polskiej” z posłem Arkadiuszem Mularczykiem (PiS), przewodniczącym parlamentarnego zespół ds. reparacji wojennych od Niemiec z 9.12.2017 9.

I mój komentarz: Na stronie Biblioteki Narodowej pod hasłem „II wojna światowa” za lata 2007-2017 dostępnych jest 3518 pozycji (tylko w języku polskim). Wśród nich wiele książek…

Zainteresowanych czytelników odsyłam na stronę. Tam znajdują się wszystkie wyniki. Pod koniec 2018 roku sporządzę kolejny wykaz. Już jestem przekonany, że materiału nie zabraknie.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...