Fritz Stern (1926-2016)

W 2008 r. ukazały się po polsku wspomnienia wybitnego historyka amerykańskiego, specjalisty od nowożytnej historii Niemiec i Europy, prof. Fritza Sterna, „Niemcy w pięciu wcieleniach”. Autor i wydawcy zdecydowali się na okładkę, która daje wdzięczne pole do interpretacji. Na pierwszym planie uśmiechnięty autor przed otwartym oknem. Za oknem bez większych problemów można rozpoznać sylwetę wrocławskiego ratusza, siedziby władz rodzinnego miasta Fritza Sterna. Okno umieszczono tu zapewne nie bez powodu. Symbolizuje przecież otwartość, rozległe horyzonty, ciekawość świata. Okno otwiera się też, by przewietrzyć pokój, wpuścić nieco świeżego powietrza. Oczywiście dawny Breslau i dzisiejszy Wrocław nie są tymi samymi miastami, dzielą je nie tylko lata, lecz także systemy polityczne, przynależność narodowa, kultura. Dawny niemiecki Breslau to zamknięty rozdział, obecny polski Wrocław stara się jednak częściowo do tej schedy nawiązać, wpleść ją w później ukształtowane doświadczenie. Fritz Stern, doktor honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego, był żywym mostem łączącym ten dawny i nowy Wrocław, na który spoglądał z sympatią i zainteresowaniem.

Życie Sterna nie było zwyczajne. Stało się tak nie tylko wskutek wyborów dokonywanych przez niego samego, jak i z powodu stulecia, na które przypadło. Pochodził z rodziny zasymilowanych niemieckich Żydów, szanowanych obywateli miasta. Ojciec, jego pradziadkowie, jak i dziadkowie byli cenionymi lekarzami. Fritz Stern urodził się w 1926 r. Jego ojcem chrzestnym był słynny chemik Fritz Haber, laureat z 1918 r. Nagrody Nobla. Po wielu dziesiątkach lat, po kilku historycznych przełomach na początku lat 90. XX wieku na Uniwersytecie Wrocławskim uhonorowano Fritza Habera i innych laureatów nagrody Nobla ze Śląska osobną tablicą pamiątkową. Dom rodzinny Sternów nie był typowy. Jego gośćmi byli wpływowi ludzie ze świata polityki i nauki. Przebywał tu m.in. Albert Einstein. Także Otto Stern, wuj Fritza, był wybitnym fizykiem. Młody Fritz wzrastał w cieniu, jak sam napisał po latach, „największej katastrofy”, I wojny światowej. Choć nie było to doświadczenie, które przeżył osobiście z racji wieku, jednak tragedia wojny nie dawała się zepchnąć w niebyt przeszłości.

Przypominam sobie przykładowo obraz mojego ojca w czasie wojny, samotnie wsiadającego do balonu, by obserwować ruchy wojsk wroga. Przypominam sobie także kaleki na rogach ulic, z ich strasznymi protezami, okazjonalne marsze jednostek Stahlhelmu i żołnierzy frontowych.

Jako bardzo młody człowiek był świadkiem kryzysu Republiki Weimarskiej, ekspansji ruchu narodowo-socjalistycznego w mieście na początku lat 30. i jego działań terrorystycznych. 22 lipca 1932 r. siedział wraz z rodzicami przed pożyczonym radiem i słuchał relacji z wyborów do parlamentu. W wyniku tych wyborów partia Hitlera, NSDAP, odniosła spektakularny sukces. Zamach bombowy na przywódcę robotników i pacjenta ojca, Ernsta Ecksteina, wrył się w pamięć nad wiek rozwiniętego dziecka, podobnie jak wożenie w taczce po mieście nadprezydenta Dolnego Śląska, Hermanna Luedemanna i osadzenie go w obozie koncentracyjnym na wrocławskim Tarnogaju. Fritz zapamiętał również wybory z listopada 1932 i dzień 30 stycznia 1933 r., dzień przejęcia władzy przez Hitlera, gdy przekazał ojcu specjalne wydania gazet donoszące o tym fakcie. W tym dniu po południu przed oknami domu Sternów przemaszerowała demonstracja złożona z mężczyzn, kobiet, starców i dzieci z czerwoną flagą na czele, tłum skandował „głód, głód, głód”. Było to ostatnie publiczne wystąpienie komunistów w mieście. Zainteresowanie wydarzeniami politycznymi okazywane już w tak młodym wieku nie pozostało bez wpływu na dalszy rozwój młodego Sterna.

W takiej atmosferze wzrastałem – pisał. […] To że byłem świadkiem bojów o Weimar (jeśli nawet wtedy niewiele z tego rozumiałem) i że mocno ukształtowała mnie ta przeszłość, stało się dla mnie jasnym przy pisaniu mojej najnowszej książki, ‘Niemcy w pięciu wcieleniach’. Wiedziałem wtedy dokładnie, pisał po latach, kto podkładał bomby, ale oczywiście nie wiedziałem, skąd pochodziły dzieci – i to jako dziecko profesora medycyny.

Po przejęciu władzy przez nazistów represje zaczęły się nasilać nie tylko w stosunku do przeciwników politycznych Hitlera i jego partii, lecz także w stosunku do społeczności żydowskiej. Wydalani z pracy, usuwani ze szkół, dyskryminowani i poniżanie. Życie codzienne stawało się coraz trudniejsze, wystawiało na coraz nowe i cięższe szykany. Rodzina Sternów czuła się coraz bardziej zagrożona i podjęła w końcu decyzję o emigracji z Niemiec. Po długich staraniach udało im się w końcu uzyskać zgodę i w 1938 r. wyemigrować do Stanów Zjednoczonych. Był to ostatni moment na wyjazd. Kilka tygodni później we Wrocławiu, jak i całej Rzeszy doszło do pogromów na Żydach. Wielu przyjaciół i znajomych rodziny deportowano do obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Z perspektywy czasu okres wrocławski w życiu Sterna był kluczowy. Jako dziecko szybko dorastał pod wrażeniem wydarzeń w mieście, wtedy zrodziły się pierwsze zainteresowania polityką. „Dla mojego pokolenia – pisał po latach – Trzecia Rzesza była głównym przeżyciem zbiorowym”.

W innym miejscu dodawał:

W pierwszych dwunastu latach mojego życia doświadczyłem, że Hitler nie był koniecznością. Narodowy socjalizm miał wprawdzie głębokie korzenie, jednak historia nie jest z góry ustalona. Widziałem, że istniała walka o wolność w Niemczech. To przeświadczenie, że historia jest otwarta, znalazło potwierdzenie w czasie studiów. Wpierw jednak musiałem przeżyć. Przeżyć musiałem także, że, jak powiedział Napoleon, polityka jest przeznaczeniem. Nie ma niczego prywatnego, gdyż polityka może wstrząsnąć ludźmi, nawet zabić. I przeżycie brutalności i tchórzostwa, ambiwalentne zachowanie wielu – to wszystko było dla mnie ukształtowało.

Po przybyciu do Ameryki Stern nie poszedł w ślady rodzinne, nie podjął studiów medycznych. Natomiast rozpoczął studia historyczne w Nowym Jorku na prestiżowym Uniwersytecie Columbia, gdzie 1963 roku został profesorem. Uniwersytet ten zatrudniał w tym czasie wielu wybitnych naukowców, uchodźców politycznych z Europy. Czy F. Stern uczęszczał na wykłady polskiego historyka, Oskara Haleckiego, autora licznych prac poświęconych dziejom Europy Środkowo-Wschodniej, nie wiadomo. Jego nauczycielem został niemiecki emigrant, profesor historii, Hajo Holborn. Reprezentował on określony kierunek w badaniach historycznych. Jako uczeń Friedricha Meineckego, Holborn wpajał swym uczniom konieczność uwzględnienia aspektów psychologicznych w badaniach. Metodę tą stosował z powodzeniem Fritz Stern w pracy na biografiami znanych lub mniej znanych postaci z historii Niemiec. Szybko zdobył znaczącą pozycję w środowisku naukowym. Jest autorem licznych książek oraz artykułów, które dotyczą dziejów Niemiec w XIX i XX wieku. Z biegiem lat wypracował swój styl pisarstwa historycznego:

Wszystko – pisała jego przyjaciółka, znana dziennikarka niemiecka, Marion hr. Doenhoff – , co pisze Fritz Stern, odznacza się zawsze fascynującą siłą. Po pierwsze, ukazuje on nie tylko wydarzenia czy osoby, ale także historię idei tego czasu, a także społeczeństwo tej epoki – jego obyczaje, mody i przesądy, jego zainteresowania oraz dokonania literackie i kulturalne. Gdyby nie był wybitnym historykiem, byłby sławiony jako stylista i narrator – i to w takiej samej mierze w języku niemieckim i angielskim.

W ogromnym naukowym dorobku Fritza Sterna można wyróżnić trzy wyraźne kompleksy zagadnień: dzieje Niemiec w drugiej połowy XIX w. i relacje między władzą a pieniądzem, problemy Trzeciej Rzeszy i Holokaust oraz miejsce i rola Niemiec w jednoczącej się Europie. Każdemu z tych kompleksów poświęcił znaczące publikacje. W 1977 r. ukazała się najpierw po angielsku, rok później po niemiecku, dziś klasyczna już monografia pt. „Złoto i żelazo. Bismarck i jego bankier Bleichroeder”. Była ona rezultatem wieloletnich studiów. W czasie kwerendy natrafił na nieznane listy Gersona Bleichroedera, bankiera kanclerza Bismarka. Przez ponad 30 lat znajomości wywiązał się szczególny związek kanclerza z „niemieckim Rothschildem”. Początkowo mianowany tajnym radcą, w 1872 r. otrzymał tytuł szlachecki. Z biegiem czasu Bleichroeder stał się symboliczną „postacią plutokracji” i przedmiotem ataków wzrastającej w Niemczech od lat 70. fali antysemickiej. Dla Sterna była to kapitalna okazja do ukazania powiązań między władzą a pieniądzem, ale także relacji między antykapitalizmem i antysemityzmem.

Jest też wzorem – pisał nieżyjący już przyjaciel Sterna, znany polski mediewista, Bronisław Geremek – poszukiwania prawdy, traktowania prawdy jako wartości nadrzędnej, co dotyczy nie tylko rzemiosła historyka, ale jest też przesłaniem dla współczesnej kultury życia publicznego. Fritz Stern nie waha się mówić prawd bolesnych o Niemczech i Żydach – i to takich prawd, które również teraz mogą być bolesne dla Niemców lub dla Żydów.

Podejmowanie trudnych, skomplikowanych tematów widoczne jest zwłaszcza w drugim z wymienionych kompleksów zagadnień, studiów nad okresem nazistowskim. W 1961 r. opublikował wielokrotnie wznawianą książkę pt. „Pesymizm kulturowy jako zagrożenie polityczne”. W publikacji tej zajął się korzeniami narodowego socjalizmu, których doszukiwał się w krytyce nowoczesności i nostalgii za prawdziwą religią. Jego zdaniem antysemityzm i ambicje imperialne wpisywały się w pochwałę idealizmu i tworzyły podstawy dla nihilizmu Hitlera. Dla amerykańskiego historyka system totalitarny nie był tylko nagłym zdarzeniem czy okresowym naruszeniem logiki europejskiej historii, zachowywał swą aktualność także we współczesnych debatach. Innym tematem podejmowanym w pracach Fritza Sterna są tragiczne losy Żydów, zwłaszcza w okresie II wojny światowej. Problematyce tej poświęcił liczne studia. O wyjątkowości Holokaustu pisał od strony jego ofiar, przywoływał złudzenia Żydów niemieckich, którzy uwierzyli w potęgę Niemiec. Był historykiem uczestniczącym, chciał zrozumieć, ale daleki był od usprawiedliwiania. Nie poddał się modnemu wtedy w naukach historycznych trendowi oceniającemu, szukał raczej w sposób natarczywy odpowiedzi na proste pytanie „dlaczego”. W jednym z esejów pod znaczącym tytułem „Narodowy socjalizm jako pokusa” powoływał się na słowa znanego politologa Ralfa Dahrendorfa, który pisał o trudności w wystawianiu ocen moralnych, jeśli się samemu nie przeszło przez próbę pokusy.

Muszę dodać uwagę osobistą – pisał o sobie – : ta pokusa została mi oszczędzona – nie jest to moja zasługa, ale wynika z faktu, że pełnej krwi nie-Aryjczykom tej pokusy odmówiono.

W twórczości Sterna znalazły się opracowania poświęcone osobom, które uległy „pokusie”, ale także tym, które w sposób zdecydowany jej się przeciwstawiły, choćby musiały poświęcić z tego powodu swe życie. Tym też można tłumaczyć zainteresowanie F. Sterna dziejami opozycji antyhitlerowskiej, różnymi jej formami i organizacjami. Dużo uwagi poświęcił dziejom nieudanego zamachu na Hitlera w lipcu 1944 r. W czasie ubiegłorocznych obchodów rocznicy tego zamachu zaproponował utworzenie europejskiego miejsca pamięci, gdzie możliwe byłoby upamiętnianie i niemieckich opozycjonistów, i europejskiego ruchu oporu z uwzględnieniem specyfiki każdego z nich. Innym nurtem rozważań naukowych Fritza Sterna jest miejsce i rola Niemiec w jednoczącej się Europie, a więc zjednoczenia państwa, szczególnych relacji między Niemcami a USA, w końcu udziału Niemiec w dzieje zjednoczenia Starego Kontynentu. Jako pierwszego z obcokrajowców zaproszono go w 1987 r. do Bundestagu, gdzie wygłosił przemówienie w rocznicę antykomunistycznego powstania ludowego w NRD z 17 czerwca 1953 r. zdławionego przez armię radziecką. Była to dla niego okazja do przypomnienia wolnościowych tradycji Niemców. Przywołał postać poety, Ferdinanda Freiligratha, a także Dietricha Bonhoeffera, teologa protestanckiego, przeciwnika reżymu narodowo-socjalistycznego urodzonego we Wrocławiu i straconego przez nazistów.

Przestrzegał przed pokusą zapominania o przeszłości Niemiec i jej relatywizowania. Przyszłość Niemiec widział (i widzi) w związku z wartościami wolnego i pluralistycznego społeczeństwa, jako część Zachodu. W następnych latach Fritz Stern nie stronił od wystąpień publicznych. Za każdym razem jego głos był uważnie słuchany i żywo dyskutowany. Miał on ogromną intuicję do trudnych tematów, pisząc o nich i mówiąc czynił to z wielkim znawstwem, dystansem typowym dla historyka i życzliwością, stawiał więcej pytań niż prezentował gotowych sądów. To skłania słuchaczy i czytelników do samodzielnych, głębszych refleksji. Tak było na początku lat 60. w czasie ożywionej debaty nad winą Niemców za wybuch I wojny światowej (tzw. spór wokół tez hamburskiego historyka Fritza Fischera), jak i w czasie tzw. sporu historyków z lat 80 na temat najnowszych dziejów Niemiec. Pewne echo tej ostatniej debaty można było usłyszeć właśnie w czasie wystąpienia w Bundestagu w 1987 r. Zjednoczenie Niemiec traktował jako „drugą szansę”, „rzadki podarunek dla narodów, jak i dla pojedynczych osób”. Był jednym z doradców premier Wielkiej Brytanii, Margaret Thatcher, którą przekonywał, że nie powinna mieć obaw przed zjednoczonymi Niemcami. Był przekonany o mocnym zakotwiczeniu Niemiec na Zachodzie. Wiele lat później, inny znany historyk, przyjaciel Fritza Sterna, Heinrich August Winkler spointował historyczne doświadczenie Niemców określeniem „Długa droga na Zachód”. Dla niego – podobnie jak dla Fritza Sterna – wraz ze zjednoczeniem Niemiec zakończyła się tzw. odrębna droga Niemiec, Niemcy podpisując traktaty z mocarstwami koalicji hitlerowskiej, a także z sąsiadami, w tym z Polską potwierdziły swe związki z Zachodem i – co zwłaszcza było ważne w kontekście spraw polskich – graniczny status quo.

Fritz Stern z dużą życzliwością podchodził do spraw polskich i relacji polsko-niemieckich. Jakiś w tym udział mógł mieć i fakt, że rodzinne miasto leżało teraz w Polsce. Pod koniec lat 70. po raz pierwszy przyjechał do naszego kraju. Nawiązał wtedy kontakty z polskimi naukowcami. Z niektórymi z nich, jak prof. Bronisławem Geremkiem, połączyła go długoletnia przyjaźń. Tym też można tłumaczyć ogromny entuzjazm amerykańskiego historyka dla wolnościowych dążeń Polaków. Był gorącym zwolennikiem polskiej „Solidarności”, nie pogodził się z wprowadzeniem stanu wojennego. Gdzie tylko mógł, wspierał na arenie międzynarodowej Polaków. Wielokrotnie polemizował ze stanowiskiem polityków amerykańskich, którzy przypisywali sobie kluczową rolę w wydarzeniach 1989 r. „Kto wygrał? Odpowiedź Sterna ‘Solidarność, Gorbaczow i polski papież’”.

W czasie swej pierwszej wizyty w Polsce w 1979 r. przybył także do Wrocławia, swego rodzinnego miasta. Pobyt ten wrył mu się szczególnie w pamięć, miał okazję poznać tragedię Polaków w okresie II wojny światowej.

Zwiedziałem wówczas willę mojej babci – wspominał po latach. Z jej gospodarzem, polskim oficerem kawalerii, rozmawialiśmy po francusku. Wprowadził mnie do pokoju babci, w którym były rysunki dzieci. Pokazał mi swój obozowy tatuaż i opowiedział o pięciu latach spędzonych w Oświęcimiu, Brzezince, Buchenwaldzie. Na stole stało popiersie Ojca Maksymiliana Kolbego, któremu kilka tygodni wcześniej w Oświęcimiu Papież złożył hołd. Pana Ostankiewicza spotkał los, przed którym udało się uciec mojej rodzinie. Uścisnęliśmy sobie dłonie i w tym momencie odniosłem wrażenie, że coś sprawiedliwego stało się na tym świecie.

Był to swoisty paradoks, on – Żyd niemiecki, profesor amerykańskiej uczelni, cudownie uratowany i Polak, więzień obozów koncentracyjnych, który odbudował swe życie we wcześniej dla niego obcym mieście, spotkali się po latach we Wrocławiu, każdemu z nich bardzo bliskim. Problem utraty „małej ojczyzny” był tematem jednego z piękniejszych esejów Fritza Sterna. Napisał w nim zdania, które i dzisiaj nie straciły aktualności:

Co to znaczy: utrata ojczyzny? Ojczyzna to poczucie bezpieczeństwa, to podświadomie kształtowana tożsamość. W tym, co nazywamy ojczyzną, przeżywamy najgłębsze uczucia przywiązania. Także do przyrody: lasów i łąk, zapachów i odgłosów, do tego wszystkiego, do czego się przyzwyczailiśmy. Często łączymy ojczyznę z miejscem w domu i ogrodzie, które kojarzy nam się z rodzicami i przodkami. Dopiero utrata pozwala nam odczuć niepowtarzalną wartość tego, do czego się przyzwyczailiśmy.

Prof. Fritz Stern zmarł we wtorek, 17 maja b.r. w Nowym Jorku.

F. Stern i Richard von Weizsaecker, Wrocław 2011 Foto: Krzysztof Ruchniewicz

F. Stern i Richard von Weizsaecker, Wrocław 2011 Foto: Krzysztof Ruchniewicz

Zdjęcie F. Sterna: Łukasz Wolak ©CSNE

Zob.

Fritz Stern, Europa, na którą zasługujemy, „Gazeta Wyborcza”, 25.07.2001.

Tenże, Niemiecki świat Einsteina: eseje o historii Niemiec XX wieku, Warszawa 2001.

Tenże, Utracony Heimat, tł. z niem. Adolf Kühnemann, „Zeszyty Edukacji Kulturalnej”, nr 51 (2006), s. 22-45.

Tenże, Albert Einstein i Fritz Haber: przyjaciele o sprzecznych poglądach, cz. 1-4, tł. z niem. Adolf Kühnemann, „Zeszyty Eudukacji Kulturalnej“, nr 52 (2006), s. 24-49, nr 53 (2006), s. 100-111, nr 54 (2007), s. 53-73 oraz nr 55 (2007), s. 52-63.

Tenże, Niemcy w pięciu wcieleniach, Warszawa 2008.

Tenże, Niemcy, wielki strach, „Gazeta Wyborcza“, 26.01.2009.

Fritz Stern żegna Bronisława Geremka, „Gazeta Wyborcza”, 10.07.2009.

Czy historia nas czegoś uczy? Helmut Schmidt. Rozmowa przeprowadził Fritz Stern, tł. Krzysztof Ruchniewicz i Marek Zybura, „Odra“, 2011, nr 3, s. 15-19.

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i … / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und …

  1. Arkadiusz Stempin

    Znakomity historyk – miałem szczęście być na jego kilku publicznych wykładach – w Jego losie, habitusie i twórczości ucieleśniała się historia XX wieku.

Skomentuj