Francuskie marzenie

Przed kilkoma dniami wystartował projekt, którego celem jest zebranie świadectw wydarzeń 1989 r. we Wrocławiu oraz naniesienie ich na wirtualną mapę.  Zbieramy wspomnienia, relacje, skany zdjęć, gazet i dokumentów. Rozmawiałem dziś z jednym z kolegów o projekcie i naszych osobistych wspomnieniach z tamtych miesięcy. Wybory czerwcowe 1989 r. to oczywiście ważna data, ale nie jedyna. Przypomniała nam się inicjatywa związana z 200-leciem wybuchu Rewolucji Francuskiej i nasze zabiegi, ówczesnych studentów historii, by uczestniczyć w oficjalnych obchodach w Paryżu. W czasie rozmowy stało się  jasne, że zapamiętaliśmy zgoła różne rzeczy, choć w jednej sprawie istniała między nami zgoda. Nikt z naszego małego zespołu nie ukończył kursu języka francuskiego, który zaproponował nam ówczesny rektor w ramach przygotowań do „wyprawy życia“.

W 1989 r. byłem na trzecim roku historii. Rok wcześniej zaczęły się strajki studenckie, demonstracje przechodziły ulicami Wrocławia. Wrzenie w mieście udzielało się moim koleżankom i kolegom z historii. Pamiętam spotkania koła historycznego, dyskusje na korytarzach, gonitwę inicjatyw. Ktoś wpadł na pomysł, by przypadającą na 1989 r. okrągłą rocznicę obalenia Bastylii i początku Rewolucji Francuskiej świętować razem z Francuzami nad Sekwaną. Było nas kilka osób, m. in. Krzysztof Popiński, Tomasz Głowiński. Pomysł rozpalił nasze głowy, jednak realizacja okazała się nie taka prosta. Trzeba było pokonać wiele przeszkód. Musieliśmy zorganizować zaproszenia, złożyć wnioski na wizy, i rzecz chyba najważniejsza, zdobyć pieniądze na podróż. Opracowaliśmy trasę przejazdu. Dodatkowo postanowiliśmy nauczyć się podstaw francuskiego, by w języku oryginału zamanifestować nasze umiłowanie „wolności, równości i braterstwa“.

O pomoc zwróciliśmy się do władz uczelni. JM Rektor, prof. Mieczysław Klimowicz zgodził się na nasze uczestnictwo w bezpłatnych zajęciach z francuskiego. Zaczęliśmy uczęszczać, ale rychło determinacja, by Francuzki zagadywać  po francusku, wyraźnie u nas osłabła. Język Woltera i Piaf okazał się bardzo trudny. Ostateczny cios i pędowi do nauki, i całej inicjatywie zadała odmowa dofinansowania naszego ekskluzywnego wypadu, tj. podróży studyjnej. Słodka Francja pozostała słodkim, niezrealizowanym w 1989 r. marzeniem…

Każdego z nas wkrótce miały pochłonąć inne sprawy. Jedni przygotowywali się do sesji, inni doskonalili swe talenty polityczne. Po wyborach czerwcowych rodząca się demokracja potrzebowała rąk do pracy i oferowała nowe możliwości studenckim działaczom. Z upływem lat nasz śmiały plan zatarł się w pamięci,  trudno przypomnieć sobie szczegóły tej „bitwy o Paryż”. Być może spotkanie w gronie kolegów po latach (historia była wtedy kierunkiem  męskim, koleżanki zdarzały się bardzo rzadko!), pozwoli na odświeżenie sobie pamięci i w tej kwestii.

I jeszcze jedna konstatacja, także „rocznicowa”. Kilka dni temu opublikowaliśmy manifest, w którym domagamy się szerszego uwzględnienia w czasie obchodów historycznych dat w tym roku doświadczenia Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza wydarzeń 1989 r. Muszę przyznać, że o Rewolucji Francuskiej nie myśleliśmy, pominęliśmy ją w naszym tekście. A przecież jeszcze nie tak dawno, jej okrągła 200 letnia rocznica, potrafiła rozpalić wyobraźnię kilku studentów historii do tego stopnia, że postanowili aktywnie uczestniczyć w jej obchodach.

Oczywiście, w tym wyjeździe widzieliśmy też szansę, rzadką wtedy przecież, wyjazdu na Zachód, poznania atrakcyjnego kraju, ludzi, zabytków i… trunków. Rewolucja Francuska była jednak także fragmentem naszej mentalnej mapy (nie bez udziału książek świetnych polskich historyków zajmujących się Francją). Nasza ojczyzna odradzała się, wracała do ojczyzny europejskiej, a tej przecież nie byłoby bez francuskich idei. Miejsce na mapie Wrocławia w 1989 r.? Oczywiście, Studium Nauki Języków Obcych  U. Wr. i lekcje francuskiego (pl. Nankiera). Vive la France!

Autor: Krzysztof Ruchniewicz

Historia najnowsza, badania i nauczanie, historia w przestrzeni publicznej, blog i ... / Zeithistoriker, Lehre und Forschung, PH, Blog und ...

Skomentuj