Szybki rajd przez zabytki Wielkopolski

S

Być może jest to już efekt narastającego zmęczenia ciągłym siedzeniem przed komputerem i prowadzeniem zajęć na ekranie. Spacery po najbliższej okolicy pozwalały zachować tężyznę fizyczną i choć przez chwilę zapomnieć o wirtualnym świecie. Jednak trudno jest porzucić pewne przyzwyczajenia, chęć wyjazdu, poznania nowych miejsc i ludzi jest coraz większa. W końcu nadarzyła się okazja. Jestem już po drugiej dawcę szczepionki, a obostrzenia pandemiczne są z dnia na dzień znoszone. Jeszcze daleko do zakończenia pandemii, jednak już teraz można zacząć planować. Pod koniec tygodnia udałem się do Wielkopolski. Zwiedziłem kilka ważnych miejsc dla historii regionu i kraju. Miałem również okazję spotkać pozytywnie zakręconych ludzi, regionalistów, wybitnych specjalistów w swoich dziedzinach. Następne wpisy poświęcę właśnie tym osobom.

Podróże studyjne

W drodze do Wielkopolski próbowałem sobie przypomnieć wyjazdy studyjne z odległych czasów. W czasie studiów historycznych w latach 80. XX wieku było ich kilka. Wiodły do różnych celów w Polsce. Tych bliskich (Dolny Śląsk), ale i dalszych (Kraków, Warszawa). Do każdej z wypraw musieliśmy się przygotować.

W programie było zwiedzanie muzeów i zabytków. Każdego wieczoru było dość czasu, by prowadzić rozmowy aż po blady świt…. Gdy jechałem w kierunku Leszna, te obrazy stanęły przede mną jak żywe. Po wielu latach mogę stwierdzić, że do części miejscowości wtedy odwiedzonych nie dotarłem już nigdy po raz drugi. Czekają więc na ponowne odkrycie.

Wielkopolska leżała na uboczu tych wypraw. Nie potrafię wyjaśnić przyczyny. Może brak było determinacji ze strony naszych prowadzących, by nas tam skierować? Nie muszę chyba przekonywać, że poza Poznaniem jest tam co zwiedzać. Jak dzisiaj wygląda organizacja takich wypraw studyjnych? Czy są one jeszcze częścią programu studiów?

Miejsca i ludzie

Moim przewodnikiem po tej swoistej terra incognita osobistej mentalnej mapy był kolega instytutowy, prof. Miron Urbaniak. Przez dwa następne dni wspólnie odwiedzaliśmy różne miejsca. Drugiego dnia dołączył dr Emilian Prałat, historyk sztuki, regionalista i filolog slawista z UAM.

Terminy spotkań były z góry ustalone, wszystko przygotowane perfekcyjnie (i tym razem potwierdziła się obserwacja o wielkopolskim poszanowaniu czasu i porządku). Otrzymałem szybki wgląd do spraw i problemów, którymi żyje region.

Objazd wiódł przez pałace i parki szlachty wielkopolskiej, kościoły i opactwa, ale i gorzelnie i młyny. Z uwagą słuchałem informacji o życiu w dawnych wiekach, problemach z codziennością, życzeniach i oczekiwaniach co do przyszłości. Gastronomia, biorąca oddech po lockdownie, zaoferowała pizzę i lokalne piwo w „Gospodzie u Rysia” w Kościanie, pyszne tagliatelle w „Willi Berlińskiej” w Nielęgowie. Kawa i ciastko u benedyktyńskiego przeora w Lubiniu pozwoliły na chwilę ciekawej rozmowy o życiu w cieniu prawie tysiąca lat historii.

Przyroda

Pogoda generalnie dopisała. Jedynie raz peregrynacje przerwał rzęsisty deszcz. Duże wrażenie robiła bujna przyroda. Nie jest to z pewnością tylko efekt zimnej wiosny i opóźnionej wegetacji. Na każdym kroku mijaliśmy wspaniałe dęby i kasztanowce, liczące setki lat.

Każde z tych drzew było świadkiem zmieniającej się historii. Koło szlacheckich rezydencji w XIX w. urządzano parki w stylu angielskim. Dziś część jest pieczołowicie pielęgnowana, inne – podobnie jak związane z nimi pałace – dziczeją przeistaczając się stopniowo w las.

Wnikliwe oko odczyta jeszcze dawny plan, dostrzeże w gąszczu stare aleje i ścieżki, zachwyci się romantycznym stawem na wpół zarośniętym trzciną…

Innym charakterystycznym elementem krajobrazu były szpalery drzew nie tylko wzdłuż dróg, ale i między polami. Te ostatnie to resztki po śródpolnych zadrzewieniach wprowadzanych w XIX w. przez postępowych ziemian, by ochronić przed wiatrem grunty i uprawy.

W następnych częściach bliżej przedstawię niektóre z odwiedzonych miejsc. W czasie całej wyprawy zrobiłem oczywiście wiele zdjęć. Do tego wpisu wybrałem tylko kilka. Mam nadzieję, że zachęcą do czytania następnych części mojego sprawozdania z wielkopolskich szlaków.

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt