Rzadko chodzę do muzeów sztuki współczesnej. A kiedy już tam jestem, pojawiają się rozmaite kłopoty, które wstydliwie przemilczę. Zwykle pomoc przewodnika czy choćby wsparcie mądrościami z katalogu są nieodzowne. Tym razem było inaczej. Do obejrzenia wystawy w Muzeum Współczesnym Wrocław zachęcił mnie tytuł: „Niemcy nie przyszli“, którego nie mogłem potraktować obojętnie. Wyobrażałem sobie możliwe tematy. W końcu problem wrócą/nie wrócą nie był czysto teoretycznym, lecz dyskutowanym dośc żywo. Wystawa okazała się jednak zaskakująca i mocno podważająca moje wcześniejsze założenia. Od razu dodam, że przyniosła bardzo pozytywne wrażenia. Pozwala inaczej spojrzeć na pamięć indywidualną i zbiorową, na obchodzenie się z nią współcześnie. Jej bohaterami nie są wbrew sugestią tutułu Niemcy, lecz obecni mieszkańcy Wrocławia i ich dylematy, jak obchodzić się z poniemieckim dziedzictwem miasta i regionu.

Miałem trochę wolnego czasu dzisiejszego popołudnia. Przed kilkoma dniami zwróciłem uwagę na informację o otwarciu wystawy w Muzeum Współczesnym Wrocław pt. Niemcy nie przyszli. Nie mogłem w nim wziąć udziału, ale dziś pojawiła się szansa odwiedzenia naszego chyba najmłodszego muzeum. I nie żałuję. Miejsce ekspozycji jest szczególne, tło w postaci murów budynku świetnie komponuje się z wystawą. Jest to poniemiecki bunkier przeciwlotniczy, który postawiono w centrum miasta. Bydynek jest okrągły, a już samo wspinanie się na trzecie piętro (oczywiście można skorzystać z windy) po poprowadzonych po okręgu schodach przynosi szereg zaskakujących wrażeń.

Na wystawie “Niemcy nie przyszli“ zgromadzono prace polskich i niemieckich artystów średniego i młodego pokolenia. Nie reprezentują jednego stylu, nurtu, formy. Na wystawie wykorzystano różne sposoby artystycznej ekspresji. Dużą rolę odgrywają oczywiście multimedia. Tematem prac nie są Niemcy, a raczej nasze ich postrzeganie i reakcje, które przedstawiane są przez autorów prac (instalacji) w kontekście wojennych i powojennych losów Wrocławia. Wykorzystują opowieści swoich dziadków, różne zasłyszane w sąsiedztwie i na ulicy historie. Tematami zajmują się w różny sposób. Jedni próbują zmierzyć się z rodzinnymi traumami, tym samym ich opowieści nabierają charakteru osobistego, intymnego. Inni zajmują się śladami po starym, nieistniejącym już Wrocławiu. Można znaleźć ekspozycję archeologicznych artefaktów, które przypominają tragiczny rozdział w dziejach miasta, jego zniszczenie w czasie Festung Breslau.

Często podejmowanym tematem są wysiedlenia niemieckich wrocławian i życie codzienne w powojennym Wrocławiu w polsko-niemieckim wymuszonym sąsiedztwie. Wrażenie zrobiła na mnie instalacja Doroty Nieznalskiej pt. Heimatveriebene (Wypędzeni z ziemi ojczystej) z 2014 r. Po jednej stronie znalazły się poniemieckie drzwi z domów w różnych miejscowości, które przebito i nadziano na stalową konstrukcję. Na przeciwległej ścianie można było zobaczyć sceny z udziałem wysiedlonych Niemców (fragmenty filmów archiwalnych). W opisie pracy znalazłem taki fragment: „Te niechciane ślady ‚obcego‘ mienia (…) przywodzą na myśl szafot bądź włócznię, stają się symbolem dramatycznej utraty domu i przynależności; tak przemocy, własności, władzy, prawa, jak i śmierci, zniszczenia i męczeństwa“. Temat oswajania obcego otoczenia, poczucia niepewności własnego losu poruszają prace wielu autorów na tej wystawy, m. in. instalacja Aleksadry Sojak-Borodo pt. Na zapas. Artystka odwołuje się do wspomnień z dzieciństwa. Jej dziadkowie – przesiedleńcy ze Wschodu – do końca życia gromadzili żywność na przysłowiową czarną godzinę. Wykorzystywali do tego każde wolne miejsce w szafie, meblościance czy wersalce. Borodo chciała pokazać, jak w sposób traumatyczny zapisała się wojna w biografiach wielu ludzi, a lęk przed głodem był stałym elementem towarzyszącym ich życiu także długo po wojnie. Niepewność dalszego losu łączyła się z determinacją, by zapewnić swym bliskim mimimum bezpieczeństwa.

Wystawa to nie tylko wojenne reminiscencje. Michael Merkel zachęca go do aktywnego tworzenia indywidulnej mapy mentalnej miasta. Wykorzystał do tego specjalnie dla tego projektu wykonane puzzle. Zaproponował siedem zestawów. Ukazują one Wrocław w różnych latach: 1695, 1831, 1902, 1925, 1937, 1984 oraz 2013. Puzzle wykonano tak, by można było stworzyć jeden kolaż miasta złożony z różnych jego przedstawień na mapie. Zadaniem widza jest stworzenie własnej wersji mapy, przecinającej lub honorującej linię chronologicznego rozwoju topografii Wrocławia. Użycie puzzli ma także nawiązywać do fragmentaryczności ludzkiej pamięci, tkwiącej w niej destrukcji i przeinaczaniu obrazów, zlepiania wpomnień z różnych komponentów. Jego zdaniem pamięć, wiedza czy tożsamość są skutkiem stałych, nieraz niezauważalnych, zmian.

Na wystawie nie brak projektów zaskakujących, wieloznacznych. Często artyści żonglują znaczeniami, zmuszają nas do stałych zmian perspektyw. Taki charakter ma szablon Piotra Kmity pt. Było. Użył w tym celu słowo „war“, które można – w zależności od języka w którym dokonamy pierwszego skojarzenia – raz tłumaczyć jako niemieckie „było“, innym razem jako angielskie „wojna“. Autor nawiązał tu bezpośrednio do pracy Stanisława Dróżdża pt. Klepsydra, twórcy poezji konkretnej. Możliwości interpretacji jest dużo. Raz może to być wojna i jej skutki. Z dzisiejszego punktu widzenia, konflikt ten odchodzi w niepamięć, zaciera się. Może też być inna interpretacja. Mimo iż wszyscy traktują wojnę jako „byłą“, dzisiaj (pracę wykonano w 2014 r.) ponownie – w obliczu coraz co nowych konfliktów – temat wojny staje się aktualny. No tak, a jeśli przypomnimy sobie, że po polsku „war” to ukrop, wrzątek otwiera się przed nami pole skojarzeń gorąco-zimnowojennych…

Wystawa „Niemcy nie przyszli” (nostalgiczny w gruncie rzeczy tytuł, z jakimś chyba rozczarowaniem w tle) warta jest obejrzenia. Widz w sposób naturalny zaczyna wchodzić w dialog z twórcą, odgaduje znaczenia nawane przez niego instalacjom i eksponatom i szuka własnym wzorów rozumienia i odczytywania. Pomocą w odkrywaniu tych znaczeń służy „Jednodniówka“. Zamieszczono tam interesujace teksty o pamięci miasta, znalazły się tam też szczegółowe opisy eksponowanych dzieł. Szkoda, że zabrakło biogramów artystów. Informacje dostępne są też po niemiecku i angielsku, co czyni z dialogu wrocławskiego, dzialog międzynarodowy. Warto zwracać uwagę na wydarzenia w bunkrze/muzeum przy Pl. Strzegomskim. Los tego budynku jest też pewnym skrótem dziejów naszego miasta i rożnych w nich (r)ewolucji.

Wystawa jest czynna do 23.02.2015 r. Jej kuratorem jest Michał Bieniek.

Zob. Niemcy nie przyszli, „Jedniodniówka“, 19.12.2015.

Jakub Zarzycki, Miasto ‚45 (i później), czyli wrocławski palimsest, „Obieg“, 22.01.2015, tenże, The Germans Did Not Come, Or History As Material For Contemporary Art, „Forum Cultures of History“.