Wrocławska wystawa na 30-lecie polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie

W

Trzydziesta rocznica podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie stała się, bo stać się musiała, okazją do przypomnienia okoliczności jego zawarcia, jak i efektów. Wprawdzie okoliczności polityczne nie są, mówiąc eufemistycznie, sprzyjające, jednak zorganizowano konferencje i dyskusje, ukazały się publikacje o historycznej genezie i realizacji układu. We Wrocławiu odsłonięto wystawę plenerową pt. „Sąsiedzi w Europie. 30 rocznica polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie”, którą przygotowały wspólnie Centrum Historii Zajezdnia, Miasto Wrocław oraz Fundacja „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego. Czy udało się na kilkunastu tablicach pokazać najistotniejsze elementy tego politycznego przełomu i jego konsekwencje? Czy znaleziono odpowiednie proporcję między historyczną genezą i kontekstem polsko-niemieckich relacji a ich współczesnym rozwojem?

Wystawy jubileuszowe

Organizacja wystaw jubileuszowych nie jest prosta. Z biegiem dziesięcioleci nasz dystans do wydarzeń się zwiększa i teoretycznie łatwiej nam spojrzeć na nie z perspektywy czasu. Z drugiej jednak strony bieżąca sytuacja, nierzadko polityczne uwarunkowania rzucają cień na odbiór przeszłości.

Podstawowym wyzwaniem jest wytypowanie tematów do podjęcia w bądź co bądź skrótowej formie, wskazanie akcentów w narracji, którą wystawa ma zaoferować potencjalnym odbiorcom. W zależności od charakteru wydarzenia, należy się zastanowić, czy lepiej skoncentrować się na kwestiach ogólnych (np. płaszczyźnie krajowej), czy też wybrać regionalne aspekty, by przekonać oglądającego o znaczeniu tematu także dla jego środowiska.

„Wielka historia” pozostaje w takim przypadku tłem, natomiast jako współkreatorzy zaczynają jawić się lokalni bohaterowie. W ten sposób można lepiej związać rocznicę wydarzenia o ważności ogólnokrajowej a nawet europejskiej (bo taki wymiar ma pokojowe i przyjazne sąsiedztwo Polski i Niemiec) z podkreśleniem aktywności i zasług pojedynczych osób czy środowisk regionalnych.

Historia tak pokazana przestaje być jedynie widziana w kategoriach dalekiego procesu, staje się bardziej „oddolna” czy „namacalna”. To ważny aspekt także w kontekście rozwoju tożsamości lokalnych i poczucia wspólnoty.

30 rocznica polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie

Naturalną okazją do przygotowania specjalnej wystawy jest właśnie obchodzona 30 rocznica polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie, podpisanego 17 czerwca 1991 roku. Wieńczył on tzw. dzieło traktatowe, oceniane jako historyczny przełom w relacjach polsko-niemieckich ostatnich stuleci. Podpisany rok wcześniej, 14 listopada 1990 r., pierwszy polsko-niemiecki traktat dotyczył ostatecznego potwierdzenia przebiegu granicy. Kończył zatem sprawy wynikające z politycznych skutków wojny. Drugi stworzył natomiast ramy i wytyczał kierunek rozwoju relacji między państwami i społeczeństwami w przyszłości.

To zestawienie przeszłość – przyszłość należy w kontekście obu traktatów mieć stale na uwadze.

Czy jednak przeszłość powinna w tym układzie dominować? To ważne pytanie dla zespołu podejmującego się opracowania scenariusza rocznicowej wystawy.

Wrocławska ekspozycja, której nadano tytuł „Sąsiedzi w Europie. 30 rocznica polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie”, jest dziełem trzech partnerów: Centrum Historii Zajezdnia, Miasta Wrocław oraz Fundacji „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego. Otwarto ją dokładnie w rocznicę podpisania traktatu, 17 czerwca 2021 r. w centrum miasta, przy uczęszczanym nie tylko przez mieszkańców Wrocławia trakcie. Tworzy ją 16 plansz przygotowanych dla odbiorcy polsko- i anglojęzycznego. Autorami wystawy są dr hab. Robert Żurek (plansze 2-13, 16) oraz Aleksandra Pierścińska-Lichwa (plansze 14–15).

Niejasny pomysł

Zawartość plansz nie odpowiada właściwie tytułowi, który sugeruje, że punktem ciężkości będą czasy współczesne, a nie historia stosunków polsko-niemieckich. Plansze 2-9 dotyczą dwustronnych relacji od XVIII wieku do roku 1989, plansze 10-11 ukazują zmiany w roku 1989 i podpisanie tzw. traktatu granicznego. Dopiero plansza 12 i 13 przybliża traktat o dobrym sąsiedztwie i jego efekty. Dwie ostatnie, czyli 14 i 15 pokazują współpracę Wrocławia z niemieckimi miastami partnerskimi. Plansze 1 i 16 mają charakter informacyjny (ostatnia plansza została wykorzystana przez jednego z organizatorów, Centrum Zajezdnia, do autoprezentacji nie związanej z tematem wystawy).

Już ten pobieżny przegląd podziału wewnętrznego wystawy wzbudza wątpliwości. Widoczne jest zachwianie proporcji prezentowanych treści. Aż 3 z 8 tablic w pierwszej części poświęcono polsko-zachodnioniemieckiemu dialogowi kościelnemu. Czy Kościół katolicki (protestancki jest wymieniony jedynie marginalnie) faktycznie był jedynym podmiotem kontaktów w trudnym okresie powojennego braku oficjalnych stosunków? Czy wskazać można tylko wymiar religijny podejmowania takich kontaktów?

Całkowicie pominięto dialog naukowy, literacki, kontakty na polu sztuki, które przyczyniły się do zbliżania elit kulturalnych obu państw. Na próżno szukać tłumaczy literatury polskiej czy polskich pisarzy tłumaczonych na język niemiecki, którzy pełnili rolę tak potrzebnych „budowniczych mostów”.

O proporcje w pokazywaniu poszczególnych tematów można także zapytać w odniesieniu do drugiej części wystawy. W centrum znalazła się Fundacja „Krzyżowa”. Czy miejsce to, bezsprzecznie ważne dla nowych relacji polsko-niemieckich, jest jedynym wartym wspomnienia na wystawie, która ma bilansować trzydzieści lat żywo rozwijających się kontaktów i współpracy, rozwijających się na różnych polach i w różnych przestrzeniach? Czy w innych miejscowościach (by poprzestać tylko na Dolnym Śląsku) nie dokonywało się pojednanie i porozumienie „oddolne” i z udziałem społeczeństwa obywatelskiego?

Można odnieść wrażenie, że te dwa podmioty Kościół katolicki oraz Fundacja Krzyżowa były najważniejszymi uczestnikami w dialogu polsko-niemieckim. Ich prezentacja zdominowała wystawę, tym samym znacząco ograniczając możliwość pokazania złożoności, zróżnicowania tematu.

Diabeł siedzi w szczegółach

W przypadku wrocławskiej wystawy zastosowanie znajduje także to popularne porzekadło. Uważna lektura tekstów zamieszczonych na tablicach wiedzie do odkrywania błędów, nieścisłości. Poniżej zilustruję ten problem na konkretnych przykładach. „Dziedzictwo wrogości. Polacy i Niemcy” (plansza 2) dowiadujemy się, że Polska w okresie zaborów znajdowała się pod okupacją:

(…) Prusy, a potem Rzesza Niemiecka, na ponad sto lat stały się okupantem ziem polskich, uciskających polską ludność.

To terminologia nieznana naukom historycznym. Na tej planszy znalazł się błędny opis zdjęcia dotyczącego egzekucji w Palmirach (zgodnie z opisem NAC nie chodziło o niemieckich żołnierzy, lecz policjantów). W kontekście wysiedleń wojennych / powojennych autor zdradza nieznajomość literatury naukowej, efektów długich dyskusji nad pojęciami odnoszącymi się do problematyki przymusowych migracji:

Po wojnie, na skutek przesunięcia granic państwowych, miliony Polaków i Niemców musiały opuścić strony rodzinne. Trudne warunki akcji przesiedleńczej oraz brutalność komunistycznych sił bezpieczeństwa doprowadziły do śmierci dzięsiątków tysięcy Niemców.

Skoro już chciano poruszać ten skomplikowany temat, to jednak należało go przedstawić zgodnie ze stanem badań. Winnymi ofiar wśród Niemców nie byli tylko ubecy. Zdjęcie ilustrujące ten fragment zostało źle dobrane i opisane. W tym przypadku chodzi o Niemców Sudeckich, a nie Niemców wysiedlonych ze Śląska.

Listy błędów ciąg dalszy

Podpis pod zdjęciem na następnej planszy: „Po katastrofie” (plansza nr 3) nie jest poprawny, ponieważ informuje, że jego autorem jest rzekomo Polak, Marcin Szala. Poprawny zapis powinien brzmieć: „Berlin, 17 czerwca 1953 r. Radzieckie czołgi zostają zaatakowane przez demonstrantów na Potsdamer Platz, bezpośrednio przy granicy sektora”, a zdjęcie pochodzi ze zbiorów Bundesarchiv (nic mi nie wiadomo u udziale Polaków w powstaniu ludowym w NRD, tym bardziej o zdjęciach przez nich wykonanych. Jeśli ktoś posiada takie informacje, byłaby to ogromna sensacja!).

Stwierdzenie w kontekście granicy, że „(…) RFN dążyła do jej rewizji”, jest dużym uproszczeniem i nie ma potwierdzenia w źródłach. W jaki sposób dążyła? Jest różnica między werbalnymi działaniami, brakiem stosunków, a konkretnymi działaniami „rewizjonistycznymi”, o co zresztą RFN stale obwiniała propaganda PRL. W realiach tamtego okresu zmiana granicy, bez wywołania kolejnej wojny, nie wchodziła przecież w rachubę. A obok stanowiska Bonn liczyła się jeszcze postawa mocarstw.

Na kolejnej planszy „Pod prąd. Pierwsze kroki ku pojednaniu” (plansza nr 4) autor zamieścił okładkę książki H-J. Stehlego pt. Nachbarn Polen i opatrzył ją takim komentarzem:

Wydana w 1963 roku książka korespondenta Hansjakoba Stehlego pod tytułem „Nachbarn Polen” była pierwszą poważną publikacją o powojennej Polsce wydaną w RFN.

Nie jest to prawdą. Wcześniej ukazały się inne publikacje, np. Haralda Laeuena czy Wandy Bronskiej-Pampuch. Czterotomowa bibliografia „Deutsch-polnische Beziehungen in Geschichte und Gegenwart. 1900-1998” (dostępna jest w internecie), podaje jeszcze innych autorów.

Podkreślenie „radykalizmu” Orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich na kolejnej planszy pt. Poruszenie lawiny. Orędzie (plansza nr 6) również nie może pozostać bez komentarza. O jaki radykalizm chodzi? Jakie były powody negatywnego przyjęcia Orędzia przez większość katolików w Polsce? Jakie były powody wątłej reakcji niemieckiego episkopatu? Co się złożyło na ową lawinę? Podobnie stwierdzenie

Kościelne działania na rzecz pojednania w zasadniczy sposób wpłynęły na zmianę wzajemnego postrzegania się Polaków i Niemców. Umożliwiło władzom politycznym RFN zmianę dotychczasowej polityki wobec Polski

wymaga także komentarza. Nie przeczę, że były one ważne dla części obu społeczeństw, ale czy decydujące dla wszystkich? Czy wpłynęły na decyzje polityczne? Czy wykreowały „nową politykę wschodnią”? Z problemem różnic we „wzajemnym postrzeganiu” zmagamy się zresztą do dzisiaj, ludzie Kościoła także.

Następna tablica pt. „Przełom. Układ Warszawski” (plansza nr 7) także wymaga uzupełnienia. Komisja podręcznikowa polsko-niemiecka skupiała nie tylko historyków, lecz także geografów. Podobnie stwierdzenie:

Podpisanie najstarszej polsko-niemieckiej umowy o partnerstwie miast między Gdańskiem a Bremą, 1976 rok.

Czy była to faktycznie najstarsza umowa o partnerstwie tego typu? Kilka plansz dalej dowiadujemy się przecież, że Wrocław podpisał z Dreznem już pod koniec lat 50. umowę o współpracy. Brzmi to trochę tak, jakby za „prawdziwe” i „ważne” uznawano tylko to, co dotyczyło RFN. Na planszy pt. Nowa jakość.

Msza pojednania (plansza nr 10) w kontekście wizyty kanclerza Niemiec, H. Kohla użyto niewłaściwego określenia (zamiast wymiar etyczny, powinno być raczej wymiar moralny).

A może jednak osiągnięcia?

Plansze 14 i 15 pod wspólnym tytułem „Współpraca Wrocławia z niemieckimi miastami” znacząco odbiegają od wcześniejszych części wystawy. Są przejawem całkiem innej narracji. Na sporej liczbie przykładów pokazano sieć kontaktów i realizowanych polsko-niemieckich projektów samorządowych. Przybliżono, jak podstawy stworzone przez traktat z 1991 r. zostały wykorzystane przez takie ośrodki jak np. Wrocław.

Współpraca międzynarodowa na szczeblu lokalnym stanowi swego rodzaju małą dyplomację, która w rzeczywistości kształtuje procesy integracyjne. Największą jej wartością są kontakty międzyludzkie. Gdyby nie aktywna działalność obywateli w budowaniu dialogu wszystkie deklaracje, umowy i traktaty między państwami byłyby tylko zwykłymi dokumentami.

To zdania, które stanowią istotę osiągnięć trzech ostatnich dekad, z których Polacy i Niemcy mogą i powinni być dumni.

Szkoda, że dorobkowi współczesnego sąsiedztwa poświęcono na wystawie tak mało miejsca. A przecież to ono powinno być głównym tematem takiej ekspozycji. Po jej obejrzeniu widz może mieć wrażenie, że w relacjach polsko-niemieckich liczy się nadal głównie przeszłość. Jej trudnego i tragicznego wymiaru nikt nie podważa, to rzeczy powszechnie znane.

Czy jednak na ekspozycji o okresie wyjątkowym na tle dziejów naszych stosunków, okresie, który bardzo zbliżył dwa skonfliktowane wcześniej narody i trwa już 30 lat, konieczne jest podporządkowywanie narracji kreśleniu historycznego tła, wielokrotnie już przypominanego? Czego o efektach sąsiedztwa po 1991 r. dowiaduje się zwiedzający, zwłaszcza obcokrajowiec? W sumie chyba nie tak wiele…

Wydaje mi się, że zabrakło na wystawie myśli przewodniej, skoncentrowania się na traktacie i jego realizacji na różnych płaszczyznach. Potraktowano sprawę konwencjonalnie i przewidywalnie: muszą być zabory, musi być wojna, musi być list biskupów… To już po wielokroć pokazywano.

Może lepiej byłoby szerzej zaprezentować, co osiągnięto i co się zmieniło w regionie, w lokalnych wspólnotach, gdzie i jak Polacy i Niemcy współpracują, co osiągnęli, co muszą poprawić, przedyskutować. Czy do tych ostatnich kwestii zdaniem autorów wystawy należy wyłącznie i stale historia?

ORGANIZATORZY WYSTAWY:

Centrum Historii Zajezdnia

Miasto Wrocław

Fundacja „Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego

AUTORZY:

dr hab. Robert Żurek
Aleksandra Pierścińska-Lichwa (plansze 14–15)

KURATOR

dr hab. Wojciech Kucharski

O autorze

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Krzysztof Ruchniewicz

historyk, niemcoznawca, profesor tytularny, dyrektor Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta, fotograf, bloger i podcaster.

Newsletter „blogihistoria”

Zamawiając bezpłatny newsletter, akceptuje Pan/Pani zasady opisane w Polityce prywatności. Wypisanie się z prenumeraty newslettera jest możliwe w każdej chwili.

Najnowsze publikacje

Więcej o mnie

Kontakt